Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Analiza Specjalna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Analiza Specjalna. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 sierpnia 2014

Chokós Pokós, Dżary Mąry, czyli Wielka Księga Czarów i Zaklęć

Witamy!
Dziś mamy dla Was coś naprawdę specjalnego! Jesteśmy pewne, że przynajmniej niektórzy nasi Czytelnicy chcieli kiedyś (albo nadal chcą) zostać prawdziwymi czarodziejami. My Wam to umożliwimy.
Przeszukiwałam kiedyś (ja, Red) odmęty Internetów i trafiłam na Wielką Księgę Czarów i Zaklęć. Pomyślałam, że co mi tam, poczytam, pośmieję się. O, jak ja się pośmiałam! Czary, które Wielka Księga nam prezentuje, idealnie nadają się do analizy. Sami zresztą zaraz zobaczycie.
Chcecie nauczyć się zaklęć, które ochronią Was przed zUem, pomogą w nauce, a nawet przyciągną do Was pieniądze? Zapraszamy do lektury!
Link: http://www.mrooczlandia.com/magia/wielka_ksiega_czarow_i_zaklec/
Analizują: Red i Arkanistka
I jeszcze coś przed analizą: trzymaj, Marisa! ^^ I jeszcze raz przepraszam, że musiałaś tak długo czekać.




I teraz już naprawdę - indżojcie!

Pierwszy czar jest skierowany do kierowców. Pewnie wielu z Was miało kiedyś problem z zaparkowaniem samochodu, mam rację? To patrzcie, nauczcie się zaklęcia i już wszystkie problemy z głowy!

Czar pomagający znaleść miejsce parkingowe

A czaru poprawnej polszczyzny tu czasem nie ma? Coś czuję, że by się przydał...

Zamiast czaru można zawsze użyć magicznego sprawdzania pisowni w Wordzie.

Zanuć, szukając miejsca by zaparkować samochód:

A nie mogę zanucić przed szukaniem? Tak by było wygodniej.

I, no nie wiem, logicznie?

Chwalebna Boginio, unieś swą twarz,
Odnajdź dla mnie miejsce bym spokojnie zaparkować samochód mogła !

*parska śmiechem* Znalezienie miejsca jeszcze nie znaczy, że zaparkujesz spokojnie. Zawsze coś się może... stać. Albo możesz wjechać na miejsce parkingowe jak wariatka.

Co to za Boginia? Bogini się pisze. No i czemu nęka się jakieś bóstwo, by znalazło ci miejsce parkingowe? Bogowie mają ciekawsze rzeczy do roboty!

Teraz coś, co przyda się niemal każdemu. Zdarza Ci się narzekać na brak kasy? To proszę, odpowiednie zaklęcie:

Czar pomagający przyciągnąć Pieniądze

Pieniądze wielką literą, szacunek do hajsu musi być!

Hajs musi się zgadzać.

Potrzebne przedmioty:
zielona świeca
bazylia (z torebki czy z doniczki?)(i czy może być sztuczna?)
kamyk mający przyciągać pieniądze (po dokonaniu czaru musisz go przechowywać w portfelu jako amulet)
pieniądze

A jak ktoś odprawia ten czar, bo nie ma pieniędzy, a chciałby mieć? Wtedy pieniądze ma pożyczyć, aboco...

Może zdaniem aŁtorki wystarczy grosik?

*dhramatycznie* A jak ktoś jest bez grosza przy duszy?!

Czaru najlepiej dokonywać w czwartek podczas fazy księżyca w której go przybywa (czyli między czasem gdy widać połowę księżyca a pełnią) lub podczas pełni.

To trochę bez sensu, bo zaraz po pełni księżyca zaczyna ubywać. A księżyca przybywa nie tylko "między czasem gdy widać połowę księżyca a pełnią". Co, aŁtorko zaklęcia, między księżycem w nowiu a księżycem w połowie nie dzieje się nic?

AŁtorka się próbuje mądrzyć i jej to nie wychodzi.

Wyobraż sobie ilość pieniędzy którą potrzebujesz, i wymów następujące słowa:

Zaraz spróbuję sobie wyobrażyć, spokojnie. Na czymkolwiek by to nie miało polegać. Ale zanim to nastąpi, aŁtorka musi przestać sobie wyobrażać, że opanowała zasady interpunkcji.

Tak trudno nauczyć się obsługi klawiatury?

Daj mi pieniądze bym mogła żyć wygodnie,
bym mogła kupić sobie czahrne, mhroczne spodnie.
Przynieś mi dosyć wiele pieniędzy do mnie
Będę ci wdzięczna dosyć ogromnie.

Potrzebuję pieniędzy  których oczekuję,
chociaż przecinka tam jakby brakuje.
Bym mogłam z nich większy dokonać użytek.
To zdanie w mym mózgu zrobiło ubytek.

Jestem dobrą osobą, zasługującą na te pieniądze,
a ja jestem zła, ale hajs dostanę, bo magią rządzę.
Tak więc podaruj mi je - by me życie stało się wesołe i pogodne.

*pouczającym tonem* Pieniądze szczęścia nie dają, moja droga. Możesz być wesoła i pogodna również bez nich.

Przy takim zaklęciu magia powinna zrobić to, co ostatnio u nas na sesjach: pokazać faka.

A teraz coś, co nas ochroni:

Czar Ochronny Wilka

Potrzebne przedmioty i rzeczy:
2 zielone świece
1 biała świeca
Obrazek wilka/wilków (zwierząt a nie wilkołaków :>)

Źródło
W życiu bym się nie domyśliła!

No ja normalnie też nie!

Olejek aromatyczny (zapachowy) (niemożliwe!)
Poświęcona sól i woda
Napój ofiarny (n.p.: wino, mleko, rum, itp)

Jabolek za pięć złotych też się nada.

Od kiedy napoje alkoholowe zaliczają się do napojów ofiarnych?

Ciasteczka



Świece są używane do wyzwolenia twej energi (aczotoje "energa"?)(To.) magicznej.

Nieprawda, ja tam swoją energię magiczną wyzwalam w inny sposób...

Magia świec, pff.

Ułóż przedmioty na ołtarzu i zapal świece, a następnie zaśpiewaj poniższe słowa:

Świece trzy,zielone i biała,
Sprowadźcie bezpieczeństwo tutaj w tą nocą.
I chrońcie aŁtorkę, bo Red na widok takich zdań reaguje przemocą.
Księżyc jest w pełni, niebo przejrzyste
Niepowodzenia i zło znikęły.
Tak samo literki - ale one się po prostu zawzięły.
Potężny wilk będzie kiedyś władał,
swoich poddanych tradycyjnie będzie okradał
i ochraniał przed krzywdą i zgubą.
Przybądź tutaj ! Przybądź tutaj !
I spacje przed wykrzyknikami zaciukaj!
Duchu Wilka, silny i wielki !
By ochraniać ten krąg i nasze życie.
A poza kręgiem ochraniaj tylko nasze rzycie.

A teraz coś dla zakochanych!

Czar miłosny

Ten czar jest przydatny by zachować milość i kochanka / kochankę kiedy są pozostawieni samemu lub nie ma was w ich pobliżu.

To trochę creepy. Jeśli nie jesteś pewna siebie i swojego lubego, to coś tu chyba nie halo. A takie pilnowanie wybranka w każdej sekundzie, też nie jest do końca normalne.

To się chyba nazywało... Stalking?

Weź jego (jej) ubrania które mają iść zostać uprane w pralce. Włóż je do pralki i włącz pralkę.

A instrukcja otwierania pralki gdzie?

I wsypywania proszku?

Gdy tylko zakończy się płukanie, wrzuć szczyptę cukru do pralki, mówiąc następujące zaklęcie:

Niech ten cukier pralki nie spierniczy,
bo inaczej aŁtor zaklęcia będzie musiał schronić się w dziczy.

Nie?

I potem się wywala tyle kasy na naprawę i Calgon. *kręci głową*

Gdziekolwiek pójdziesz, cokolwiek uczynisz
niechaj słodkie myśli o mnie towarzyszyć ci będą !

To też jest creepy. Wyobraźcie sobie, że zawsze i wszędzie jesteście zmuszeni myśleć tylko o swojej miłości. Ja dziękuję za taki Tró Loff.

Pomyśl, siedzisz na kiblu i widzisz ukochaną/ukochanego. Nic bardziej romantycznego, co nie?


Zbliża się początek roku szkolnego, więc następny czar na pewno się przyda niektórym naszym Czytelnikom:

Czar na dobre stopnie (w szkole/ w nauce)

Eee... Stopnie w nauce, czyli stopnie naukowe? O to chodzi? Czyli jak odprawię ten czar, to mogę zostać od razu, no nie wiem, profesorem? Fajna sprawa!

Bardzo przydatne.

To czar pomagający ci rozwiązywać testy i wpierający(przepraszam, co takiego?)(no, wpierający. Wpiera ci coś, np. plamę w żakiet) cię podczas sprawdzianów. Niemniej jednak ważne jest to, że musisz słuchać wykładów nauczycieli i odrabiać zadane ci prace domowe, gdyż ten czar może ci tylko pomóc unikać rażących pomyłek.

Aha, czyli standard - czary sobie odprawiaj, ale ucz się i tak, bo na dłuższą metę zaklęcia ci nie pomogą. Tylko po co tworzyć takie coś? Jak posłucham wykładu i się czegoś nauczę, to uniknę rażących pomyłek i bez zaklęć. Bessęsu.

Takie placebo trochę...

 Nie oczekuj że Bóg / Bogini zawsze będą ci w takich sprawach pomagać !

Źródło
Może od razu darujmy sobie czarowanie, skoro to i tak nic nie da.

I czemu to musi być koniecznie nienazwany Bóg/Bogini? A jak pomodlę się do Kali, to mnie wysłucha?

Możesz narysować na kartce pentakl, ale nie jest to bezwzględnie konieczne. W dniu poprzedzającym sprawdzian (test) wypowiedz to zaklęcie:

W tym sprawdzianie którym zdawać będę jutro
NIe otrzymam złych ocen i złego wyniku.
Albo otrzymam i dostanę kociokwiku.

Ziemio, Wietrze, Ogniu i Morzu
Odmianę przez przypadków zniknęła w przestworzu!
Jak powiedziałam, tako niechaj się stanie !
A dobrych ocen i tak nie ma jak na zawołanie.

Teraz idź na sprawdzian (test) i możesz to zaklęcie powtórzyć podczas sprawdzianu. Powtórz je sobie w myślach, tak byś nie przeszkadzała innym osobom.

Mniejsza z przeszkadzaniem, wydaje mi się, że po prostu inni, a zwłaszcza nauczyciel, mogliby się dziwnie i podejrzliwie na nas patrzeć, gdybyśmy znienacka zaczęli recytować jakąś śmieszną rymowankę.

To już lepiej przygotować sobie ściągę, mniej roboty i nikt nie usłyszy.

W kolejnym zaklęciu urzekła mnie nazwa:

Czar na szczęśliwe powracanie do nas pieniędzy z powrotem

Źródło
<3

*zbiera się z podłogi po wybuchu głupawki*

Potrzebne przemioty(hę? "Przymioty" tu miało być?):
zielona świeca
karmazynowa (lub w kolorze magenta) świeca
duża łyżka

Łyżka drewniana czy metalowa? Doprecyzujcie trochę te wasze czary, bo nie wiemy, czy dobrze je odprawiamy!

I czy tylko mi się wydaje, czy zielona świeca jest potrzebna do praktycznie każdego czaru? A jak się posiada atut Wyzbycie się składników, to czy czary działają bez komponentów materialnych?

Zapisz lub wydrap swe imię na zielonej świecy.
Zapal świece i pozwól im się palić aż wypali się poniżej poziomu wypalonego imienia, następnie weź karmazynową świecę póki tamta się pali, domieszaj (dolep) nieco wytopionego wosku świecy tak by była do połowy uzupełniona.

Tępawa chyba jestem, ale ten opis jest tak zakręcony, że niewiele rozumiem. Mam pozwolić świecom się palić do pewnego momentu, a potem dalej pozwalać? Czy co? *panika* Pieniądze do mnie nie "powrócą z powrotem"! Co ja teraz zrobię? ;(

Którą świecę dolepić do której, bo ja już kompletnie nic nie rozumiem.

Zrób to samo z zieloną świecą lecz nie mieszaj kolorów !

O ja cię kręcę, ktokolwiek tworzył te zaklęcia, niech sobie wyczaruje coś, co pomoże mu w opanowaniu szalonych znaków interpunkcyjnych.

Cokolwiek, aŁtorko. Cokolwiek.

Weź około łyżeczki wytopionego wosku i noś ze sobą wtedy gdy chcesz by pieniądze powracały do ciebie z powrotem po tym jak je wydajesz.

A ja głupia myślałam, że tylko nazwa jest taka cudowna! No i podstawowe pytanie - z której świecy wosk mam wziąć? I jeszcze jedno - jakby mi ktoś pieniądze ukradł, to czy to zaklęcie też zadziała?

AŁtorko, nie cackaj się z samymi znakami interpunkcyjnymi, pożryj też spacje, i tak nic nie rozumiem z tego bełkotu.

A to coś dla tych, którzy nie lubią swoich włosów i chcieliby mieć inne:

By mieć włosy takie jakie się chce

*myśli* Mentalnie jestem blondynką, fizycznie jestem "ciemna", ale zawsze marzyło mi się kololowe afro, o takie:
Źródło
Hej, Red, a może aŁtorka nie słyszała o takim cudnym wynalazku, zupełnie nowym? Nazywa się farba do włosów.


Źródło


Potrzebne przedmioty:
olejek rozmarynowy
olejek do wcierania w włosy

Jakikolwiek? No dobra, na upartego olej rzepakowy też się nada. *człapie do kuchni*

Możesz spróbować ze słonecznikowym.

żółta świeca
kadzidełko lawendowe

Zmieszaj kilka kropli olejku rozmarynowego z olejkiem do wcierania w włosy. Wyobraź siebie samą z włosami takie jakie chciałbyś mieć.

Ej, to miało być zaklęcie na włosy, a nie na zmianę płci, więc o co chodzi?! Przepraszam bardzo, wolę jednak zostać kobietą, obędę się bez afro.

Zaklęcie transseksualizmu? O.o

 Powiedz następujące zaklęcie:

Mocą trzech czasów trzech

O właśnie, te wszystkie zaklęcia to takie pierdzielenie trzy po trzy.

Mi to jednak przypomina bardziej "Jedyny Boski Edward Cullen Boski Jedyny". Czy jak to mu tam było.

ten czar zakreślając, niechaj tako oto dzieje się:

Nie ogarniam tego. Ba, nawet sam Gandalf...
Źródło
Eeeyyyhhh...?

Niechaj piękno mego wnętrza
Dla każdego ujawni się
żebym mogła ten czar zrozumieć, niechaj olśni mnie!
Uczyń włosy me koroną mego piękna
Jako chcę, tako niechaj stanie się.

To może ja ci dam koronę, a ty zaczniesz pisać po polsku, stoi?
Źródło
Jak ci się nie podoba twoja fryzura, to po prostu ogól się na łyso, prawda, że proste?

Gdy będziesz myła swe włosy, pamiętaj by wyobrażać sobie siebie z włosami jakie chcesz mieć.

Gdy myję włosy, to pilnuję, żeby mi się diabelska piana nie wdarła do oczu, a nie bawię się w wyobrażanie sobie włosów. Chlip, teraz już na bank nici z afro.
I... Zaraz, zaraz... Gdzie się podziało kadzidełko lawendowe? Widnieje na liście potrzebnych przedmiotów, ale w opisie zaklęcia nie ma o nim ani słowa. Węszę jakiś spisek.

To na pewno kadzidełko lawendowe stało za katastrofą smoleńską, mówię ci.

I na koniec coś, co zawsze się przyda:

Ochronna Pieśń

Jeżeli jest ci ciężko, jesteś nerwowa lub zawiedzona, spróbuj sobie cichutko zanucić tą(tę, urrwa) pieśń:

Oj, laboga, strasznie zawiedzona jestem. Wiedzy mam w nadmiarze, wiedzy często zbędnej. Taka zawiedzona jestem, łoretyrety!

Duchowa Bogini, Bogini Ducha,
niech mnie nikt dzisiaj nie wyr... dobra, to było niskie.
Duchowy Bogu, Bogu Ducha,
Masło maślane ktoś tutaj niucha.
Jeżeli zło mieszka w tym miejscu,
to proszę was by opuściło to miejsce.

A jeżeli zło tu jednak nie mieszka, to będę sobie zawiedzona dalej i nikt mi nie pomoże. :(  Smuteg.

Bywa.

I to już koniec magicznych zaklęć. Mamy nadzieję, że Wam się przydadzą!
Do zobaczenia za jakiś czas!

niedziela, 17 sierpnia 2014

We are sick of your bullshit, czyli Princess Cheryl 2/2

Witamy!
Dziś zakończymy przygody w tajemniczej "francji" zamieszkanej przez pannę Cheryl i jej znajomych. Ale nie możemy przedwcześnie się cieszyć, bo zanim nadejdzie upragniona chwila pożegnania, będziemy musieli zmierzyć się z wyjątkowo dziwnym porodem, eksperymentami w sali tortur, śmiercią jednego Tró Lawera i przybyciem nowego, z wydziedziczeniem i intrygami pozbawionymi sensu. To nie będzie łatwa przeprawa, ale wierzymy, że damy radę. Dla Was wszystko.
Link: cheryl.blog.pl
Analizują: Red i Arkanistka

Rozdział 2 Zamieszanie

Ten rozdział eksperymentalnie zrobiłam trochę bardziej… Poetycki? Mam nadzieje że się spodoba w takiej wersji.

O matko. No dobra, dam Ci szansę, aŁtorko, chociaż muszę przyznać, że obawiam się najgorszego.

*stara się wyciszyć przed wybuchem, słuchając "Animal I Have Become" i "Wishmaster"*

- Kocham Cię – powiedział Nicholas całując Cheryl na pożegnanie. Wbiła w niego swe truskawkowe usta.

Biedny Nicholas, podchodzi do swojej lubej z takim szacunkiem, nawet zaimek wielką literą wypowiedział, a ona co? Truskawki w niego wbija.

Na dodatek truskawki w kształcie ust. Widział kto kiedy takie cuda?

Jechał na wojnę. To już dziś. Rozstanie. Wsiadł na konia, i pogalopował w oddale.

Bo tych oddali kilka było. Biedny chłopina nie mógł się zdecydować, którą wybrać, więc wybrał kilka na raz.

To jak w tym dowcipie o autobusach: jeden pojechał w lewo, drugi w prawo, a trzeci za nimi.

Cheryl po policzku spłynęła rubinowa krwawa łza.

Wybaczcie, ale... to jest jakiś rekord. Co, aŁtorko, "samotna" i "kryształowa" nie były wystarczająco dhramatyczne?

No cóż, chciała być oryginalna. Wyszło aż za bardzo. 

Znów cierpiała. Dziś jej oczy były szare. Tęskniła już teraz choć ledwo zniknął za horyzontem.  Wojna zabija ludzi.

To nie wojna zabija ludzi, to ludzie zabijają siebie nawzajem. A oczy tylko szare? Po tej krwawej łzie spodziewałam się czegoś bardziej mhrocznego... 
Źródło
Co powiedziałabyś na fioletowe? Takie emo mhroczne.

Cheryl nie chciała by Nicholas umarł. By odszedł tak szybko jak Emmanuel. On był dla niej ważny!! miała przeczucie że już nie wróci.

*śpiewa* Gdzie się podziała ta interpunkcja, gdzie te przecinki, gdzie znaki inne...

Kiepski byłby z niego TrÓ Loff, gdyby nie wrócił.

Tym czasem Anette Le Beau i Charlotte Roux znów knuły intrygę.

Tamtym czasem Red znów dostawała wścieku.

*parzy herbatkę uspokajającą*

Tym razem postanowiły ośmieszyć Cheryl przed całym miastem. Udało im się! Dzień później Florence przybiegła do swojej pani z gazetą. Pokazała jej artykuł na pierwszej stronie:

Deschamps to rozpustnica!
Wstrząsające wieści! Okazuje się że słynna hrabina Cheryl Mary Anne Deschapms (16,5 roku)

Nie no, nasza Cheryl może być spokojna, ten artykuł nie jest o niej, tylko o jakiejś pannie Deschapms. Chyba że to "pms" jest jakimś hintem, który ma pomóc w rozwiązaniu zagadki dziwnych zachowań boCHaterki.




 prowadzi elegancko mówiąc lekki styl życia. Mamy zdjęcia które udawadniają(aha) że plotki o tym że Deschamps ma wielu mężczyzn są prawdziwe.

Pokażcie mi gazetę, w której tak paskudnie olewa się przecinki. Pojadę do jej redaktorów i zapoznam ich z siekierą.

Dołączę do ciebie z piłą łańcuchową.

 Na jednym zdjęciu jest ona w objęciach z niejakim E. Pierre a na kolejnych już z innym mężczyzną niejakim N. Jacques! Fotograf zaświadczył że zdjęcia są robione tego samego dnia.

No, jakby nie patrzeć, tak mniej więcej było, Cheryl padła w ramiona Nicholasa już po kilku godzinach znajomości. Może to panienki Anette i Charlotte mają rację?

Ale one nie są Mary Sue.

Czy Cheryl jest panną lekkich obyczaji?

Źródło
Lekkich czego? Ach, trudna jest ta odmiana przez przypadków. Rozumiem.

No cóż, deklinacja zawsze trudna.

- Jak oni śmieli! – krzyknęła Florence. Złapała się za serce. Nie mogła złapać tchu.
- Nie wiem… Nie wiem co powiedzieć! – powiedziałam bezradnie wpatrując się w nagłówek – Muszę pogadać z Celestine.

Ej, boCHaterko, czego mi tu wygryzasz narratora? Zostaw go w spokoju! 
Nie wiesz, co powinnaś powiedzieć? Hmm, no nie wiem, może to, że w tym artykule jest sporo prawdy?

No cóż, kreacja postaci na zakłamaną sukę - you do it well.

Tak. Celestine jest bystrą osobą… Będzie wiedziała co robić mam.

Dajcie spokój, nawet Yoda jest już znudzony ciągłymi odwołaniami do niego.
Mistrzu, proszę pogrozić aŁtoreczkom:
Źródło
Geez, Star Wars The Force Unwritten.

[BoCHaterka idzie do Celestine, która coś ukrywa i nie lubi, gdy się jej przeszkadza w pracy.]

Podeszłam do drzwi do sali tortur. Były uchylone. Wewnątrz zobaczyłam czarnowłosą… Jej ręce. Ubrania. Były całe… Ze krwi. Czułam słodki zapach morderstwa….

Zaraz poczujesz ten zapach jeszcze bardziej. Ile tych kropek stawiasz, co? Ze jakiej krwi? "Z" krwi, jak już.

Jak dla mnie morderstwo raczej nie pachniałoby słodko. Krew ma dosyć specyficzny zapach, ale nie nazwałabym go słodkim.

Powiedz to Edwardowi C.

 Pachniało tak jak tej pamiętnej nocy… Zemdliło mnie.
- Cele… Stine… – wymamrotałam. Wyczuła mą obecność. Wybiegła z sali tortur.
- Po co tu przyszłaś?! – zapytała ostrym tonem.
- Ośmieszyła mnie… Ta lafirynda – zemdlałąm.

Nie wiem, co zrobiłaś, ale to musiało wyglądać zabawnie. Zrób to jeszcze raz! A lafiryndą możesz nazwać co najwyżej siebie, słońce.

Każdy sądzi według siebie.

Potem była pusta biel przepełniona gorzkim bólem.

Źródło
Eee? Dobra, jednak tę poŁetyckość mogłaś sobie darować.

Yyy?

Obudziłam się w jadalni. Ludzie byli zebrani w okół mnie.

Spoko, ludzie zebrali się średniowiecznej osadzie na terenie Krakowa. Nie widzę w tym niczego dziwnego.

Ani ja. No co, takie codzienne spotkania bardzo zbliżają ludzi. Oh wait.

Okół - Connecting People.

 Zerwałam się na równe nogi. Przypomniałam sobie wszystko. Głowa mnie bolała.
- Nie martw się pożałują – rzyciła sucho Celestine rzucając gazetę na stół.

Wiem, wiem, literówka itd. Ale jaka urocza! *kwiczy* Rzyciła.

<3

- Jakim cudem ktoś w to uwieżył (pogryzę)? Jeszcze te zdjęcia. Że niby robione w ten sam dzień – Giselle aż tupała ze złości.

Ojej, moje biedactwo, tak się zdenerwowałaś, że aż tupiesz nóżką? Słodkie. Strzel królewskiego foszka z przytupem i melodyjką.

Ile one niby miały lat? Bo zachowują się, jakby miały po pięć.

 Przez chwile było milczenie. Cisza która jeszcze bardziej rozgrzała mój ból.

Na ból często reklamuje się maści rozgrzewające, więc chyba jesteś na dobrej drodze do wyzdrowienia, moja droga.

Jeśli nie wiesz, jak poprawnie użyć związku frazeologicznego, po prostu tego nie rób.

- Gissie? – ktoś zawołał.
- Tu jestem… Jesteśmy tu wszyscy – krzyknęła. Raoul wszedł do jadalni. Był zaniepokojony.
- Mój ojciec mnie wydziedziczył!

Kto to powiedział? To naprawdę ma znaczenie, aŁtorko!

Dobre pytanie. Teoretycznie powinno wynikać, że ten cały *krztusi się na trzech samogłoskach* Raoul, ale raczej nie wynika.

- Co to znaczy? – zapytałam dochodząc do siebie.

Źródło
Gdzieś ty się uchowała, boCHaterko, że nie wiesz, czym jest wydziedziczenie?

No nie wiem, ale chyba w sierocińcu?

Postanowiłam nie poruszać tematu krwi w lochach przy innych. To sprawa między mną a Celestine.

No pewnie, poczekaj lepiej, aż Celestynka porwie cię do sali tortur, wymęczy, a potem ukatrupi. Jeśli chodzi o mnie, to trzymam kciuki za taki obrót sprawy.

*szykuje sobie popcorn na tę okazję*

- To znaczy że nie mam prawa odziedziczyć tronu bo dowiedział się że Giselle zaszła w ciąże przed ślubem.

Przeczytajcie to na jednym wdechu. Cholerne przecinki, których, ojej, nie ma.

Twierdzi, że to grzech.
- Matko! – Giselle złapała się za brzuch. Odczuła skórcz (co takiego?)(skurczenie skóry?) w brzuchu. Nie wytrzymała napięcia. Odeszły jej wody – Będę rodzić!

Że tak spytam - który to miesiąc? Ciąża przebiega normalnie, czy może raczej przypomina ciążę zmierzchową?

Ciąża instant. Jak to w opkach.

- Dlaczego? – krzyknął Raoul. To nie było normalne. Było tydzień przed terminem porodu.

A, tydzień przed terminem. Ja wiem, czy to było aż tak nienormalne? Nie takie rzeczy się dzieją.

Ja też się urodziłam przed terminem, so what? Coś ze mną nie tak?

 Postanowiłam działać. Wstałam szybko i kazałam położyć Giselle na stole.
- Przyj! – krzykłam(lol, nope). Giselle zaczęła płakać.

Aha, Cheryl zamierza odebrać poród. Biedne dziecko. Nie dziwię się, że Giselle płacze.

A kiedy to jaśnie pani księżniczka zdobyła kwalifikacje na akuszerkę, hmm?

- Dlaczego tak boli?! Czy to normalne?
Nie odpowiedziałam. Zaczęłam się martwić że Giselle może poronić. Dziecko wychodziło. Florence przyniosla Giselle wodę. Noworodek wyszedł z niej bardzo szybko.

Ja cię, Giselle porodziła Afrodytę! No dobra, wprawdzie Afrodyta wyłoniła się z piany morskiej, a to dziecko z samej wody, ale jest pewne podobieństwo. Ktoś chce zrobić zdjęcie albo coś?
W ogóle opis porodu jest piękny. Wydrukuję, oprawię w ramkę i powieszę nad biurkiem.

Jako tarczę do darta?

 Giselle była tak zestresowana że Raoul nie jest już księciem że wszystko jej się rozluźniło… I przyszło na świat jej dziecko.

Tłumaczenie... dobre jak każde inne, nie?

Nie.

- Musisz tu przeciąć – Celestine podała mi nóż.
- Skąd wiesz? – zawachałam się (przeczytałam "zawąchałam się" i tak mi się dziwnie zrobiło >.<) – A jak to ją zabije? A jak to zabije dziecko?!

- To będę mieć dwie osoby do zabicia mniej - odpowiedziała uśmiechnięta Celestine.

Ok, osoba uczestnicząca przy porodzie, która nie wie, że pępowinę należy przeciąć... Good luck, have fun.

- Będzie dobrze… Wiem to… Ostatnio dużo wiem na temat anatomii – odpowiedziała.

Ale tylko ostatnio, już wkrótce przestanę wiedzieć na ten temat cokolwiek.

No co, może dostać typowej opkowej amnezji, no nie?

Przypomniałam sobie krew w lochach. Zaufałam jej.

Aha. Nie mam nic do dodania:
Źródło
Taaak, Celestine na pewno w swoich lochach odbierała porody. Btw, jakie w końcu mamy czasy, że one są aż tak zacofane? Bo teraz to wygląda jak jakieś pseudo-średniowiecze.

[Po chwili dzieciak leży już koło swojej mamusi, która odkrywa, że urodziła córkę. Teraz zastanawia się nad imieniem dla niej. Ja nadal proponuję "Afrodyta".]

- Niech będzie… Mary Anne. Na twoją cześć Cheryl Mary Anne Deschamps – zwróciła się do mnie Giselle.

No, można i tak.

Mary Anne to po prostu niższy level Mary Sue.

Po jakimś czasie Giselle nie myślała już o tym że utraciła za równo tytuł księżniczki jak i o tym że ani Raoul ani Mary Anne nigdy nie odziedziczą tronu.

Za równo utraciłaś, ale może za nierówno masz szansę odzyskać? Pomyśl o tym.

Jedna spacja, a tak zmienia sens zdania...

Pokochała swoje dziecko. Wystarczyło jej że obie są całe i zdrowe.
Nawet plotki dotyczące rzekomej rozpustności Cheryl się rozeszły bez odzewu. Wszyscy zbyt ją lubili aby podejrzewać ją o takie rzeczy.

*wzdycha* No jakżeby inaczej, bycie Mary Sue zobowiązuje... A już miałam nadzieję na coś ciekawego w tym opku.

Na bitch fight? W kisielu?

Cheryl wiedziała, że Anette i Charlotte zaatakują znowu. Już niebawem. Chcą przejąć tytuł najpiękniejszej i najlepszej hrabiny w francji.

Dwie naraz? To będzie trochę kłopotliwe, nie sądzisz? Chyba że po załatwieniu Cheryl jedna z nich pozbędzie się drugiej. A ja i tak trzymam kciuki za Celestine.

Francji, aŁtorko, Francji. Nazwy państw piszemy wielką literą.

Na razie jednak zapadło nad dworem Deschamps szczęście…
… Aż jednego z tych tęczowych wesołych dni Cheryl czytała listy.

Tęczowe dni, mam skojarzenia ze środkami odurzającymi...
Mózg rozjebany:
Źródło
Ja mam skojarzenia z kucyponkami. Czyli mam jeszcze gorzej.

Droga pani Deschamps…
Z przykrością informujemy, że Nicholas Jacques w dniu wczorajszym poległ na polu bitwy. Ostatnią jego wolą było przekazać pani ten oto załączony w kopercie pierścień.
Wyrazy współczucia i szczere kondolencje. Generał Manure.

No i ubili Tró Lawera. Ciesz się, Cheryl, możesz sobie teraz znaleźć kolejnego chłopa, z którym zwiążesz się już po jednym dniu znajomości!

Gdyby każdy Tró Lawer tak szybko odchodził, być może z opek dałoby się wydobyć choć odrobinkę potencjału...

Z początku nie dotarło do niej o czym mówił list ale kiedy odnalazła w kopercie pierścień wybuchła płaczem. Wodospady łez lały się po jej policzkach.

Wiem, jak wyglądała wtedy Cheryl. Patrzcie:
Źródło
W tym momencie to pasuje idealnie. No i w końcu jakaś Mary Sue nie płacze pojedynczymi łzami.

 Założyła pierścień tam, gdzie dawniej miał swoje miejsce.

Do koperty?

Coś przegapiłyśmy?

Poszła prosto do łóżka. Chciała umrzeć.

*niewinnym tonem* Chcesz, mogę ci pomóc...

Celestine chyba w sumie też.

Już raz to przeżyłaś Cheryl… Rozstanie… Nie płacz. Będzie dobrze.
Dwa tygodnie później posiadłość odwiedził Louis Beumont. Nie został mile powitany bo członkowie Dworu Deschamps znali go jako „tego chłopaka co wiecznie ugania się za Charlotte Roux”.

Członkowie Dworu Deschamps. Brzmi fajnie. I tak, bądźcie bucami dla biednego faceta. A może on ugania się za Charlotte, bo chce ją zabić? Nie pomyśleliście o tym?

Może jest psychopatą i dlatego ugania się za tą dziewuchą?

[Louis chce się widzieć z Cheryl.]

Zeszła po schodach kołysząc, i szeleszcząc swą długą atłasową suknią. Jej oczy gwałtownie zmieniły się z czarnych jak otchłań na złociste kiedy go zobaczyła.

Źródło
AŁtorko, daj spokój z tymi kameleonowatymi oczami, jeśli jedynym celem ich wprowadzenia jest uczynienie z boCHaterki jeszcze większej Marysi Zuzanny. Ani to potrzebne, ani fajne.

I tak gówno wiemy z tego, co ona odczuwa, więc daruj sobie. 

 Widziała w jego twarzy szczerość i otwartość. Mimo że kochał się w kimś kogo nienawidzi.

No nieźle, chłopak kocha i nienawidzi jednocześnie. Ale, jak to mówią, między miłością a nienawiścią jest cienka linia.

Taki typowy dragonage'owski Rivalmance.

- Przybywam aby obwieścić że Charlotte Roux i Anette Le Beau knują coś na prawdę(...) wielkiego – powiedział chłopak kłaniając się przed damą.
- Dlaczego mi to mówisz? – zapytała Cheryl z niedowierzaniem.

Pewnie zemsta odrzuconego kochanka. To elementarne, droga Cheryl.

Albo padł kolejną ofiarą uroku Mary Sue.

- Charlotte odtrąciła mnie. Odrzuciła zaręczyny. Mam złamane serce. Chce(kto taki?) się zemścić -powiedział – Zdradzę panience co wiem.

A nie mówiłam?

Ach, Red, ta twoja prekognicja.

- Hmm… To znaczy?
- To jest na prawdę poważne.

Kurde bele, "naprawdę", aŁtorko! To się pisze łącznie!

Ja już nawet nie mam siły poprawiać tych błędów...

 One mogą tym panienkę zniszczyć doszczętnie. DOSZCZĘTNIE!  Mają tak potężną broń przeciw pannie Deschamps… Coś okropnego. Chodzi o to że one chcą…

*knebluje Louisa, żeby nie powiedział boCHaterce, o co chodzi i żeby Anette i Charlotte nie miały problemów ze zniszczeniem jej DOSZCZĘTNIE*

Teehee.

 … Na razie się nie dowiecie :)

Ojoj. :( Jak możesz tak trzymać mnie w niepewności?
Źródło
Spokojnie, Red, jeszcze się dowiemy, mwahahahahahahahahaha!

Musicie poczekać kilka dni.
Sorcia, że taki krótki.
Wasza najkochańsza princess Buziak

Princess Buziak? Brzmi dumnie. Idę się pokłonić i zanieść w darze kokosy.

AŁtorka była tak głodna, że aż wpierdzieliła "u".

Rozdział 3 Prawda

Do posiadłości Deschamps przyjechał dedektyw Frank. Był to półniemiec półfrancuz. Wybitny śledczy.

Źródło
A jakby był pół-Włochem, pół-Turkiem, to byłby mniej wybitny?

Cheryl była przerażona tym co knują Anette i Charlotte więc postanowiła zebrać dowody, że to one stoją za całym złem tego miasta.

Ależ to są poważne oskarżenia! Skąd w ogóle wzięło się przekonanie, że dwie niemiłe dla boCHaterki pannice są od razu złem wcielonym i wszystkie nieszczęścia w mieście, nawet, no nie wiem, zapchany kibel u pani Wiesi z parteru, to ich wina?

To brzmi tak, jakby one były jakimiś schwarzcharakterami. To przykre.

 Chciała spokojnie spędzić swoje siedemnaste urodziny które były za niecały tydzień. Frank zebrał zeznania z całej posiadłości, i zaczął działania szpiegowskie.

Chcę to zobaczyć. Ciekawe, drogi detektywie, czy dorównasz mojemu cudownemu Sherlockowi.
Źródło
Dobra, dobra, obiecuję, że ograniczę sherlockowanie w analizach i w swoich innych postach. Niech Wam będzie.

Cytując ulubione powiedzonko mojego chłopaka: Ta, jasne.

Louis często bywał w tych dniach w posiadłości. Na początku po prostu zeznawał przeciwko Anette, i Charlotty którą szczerze znienawidził po tym jak go odrzuciła.

Oho, nowa boCHaterka. Charlotta. Miło mi panią poznać.

Ach, ta deklinacja...

 Później jednak przychodził po prostu jako przyjaciel rodziny.

Żeby tylko... Coś węszę Tró Loff. Obym się myliła.

Kolejny? To już się robi nudne.

Cheryl od momentu rozstania z Emmanuelem nie przestała pisać wierszy. Przestały jednak być one smutne, i zaczęły się stawać poezją miłosną. Mimo to Cheryl była zimna na jakiekolwiek zaloty. Zbywała wszystkich, którzy przyjeżdżali do posiadłości w tym celu. Nie ufała mężczyznom bo już tyle razy została przecie zraniona…

Aż dwa razy, olaboga! Kochana, nie przeczę, że mogłaś poczuć się zraniona, ale nie gadaj, że nie wiadomo ile razy! Uwierz, czasami wystarczy człowieka zranić jeden raz, a dobrze.

Dobrym sposobem na zranienie kogoś jest, na przykład, wsadzenie mu rozgrzanego pogrzebacza głęboko w cztery litery.

Podczas jej jednego seansu pisarskiego ktoś zapukał do drzwi.  Wyrwała się z zamyśleń.

Czym są zamyślenia i czy pomagają one w pisaniu? Może to takie wabiki na Wena? Czasem by mi się przydały...

Nie wiem, co to jest, ale jeśli działa to w ten sposób, to ja mam kilka w nadmiarze. Chcesz?

- Proszę wejść… – odwróciła się na krześle w stronę drzwi oczekując na gościa. Drzwi się otworzyły a za nimi stał Louis.
- Co tu robisz? – zapytała sucho – Florence miała nie wpuszczać tu nikogo kiedy piszę.
- Powiedziała, że ja mogę wejść bo moja obecność dobrze ci robi – odparł. Oczy Cheryl zabłysły.

Aha. Może i Cheryl dobrze on robi, ale na pewno nie przecinkom. Pochowały się, biedactwa. Zaczynam poważnie myśleć o ponownym utworzeniu SOUP.

Po prostu je reaktywuj.

Trudno jest reaktywować coś, co na dobrą sprawę jeszcze nie powstało. *klnie na swój brak ogarnięcia*

- S… Słucham?! Jak śmiesz…
- To jej słowa. Ja po prostu wstaję rano z myślą, że muszę tu przyjść i cię zobaczyć. Nie mogę się oprzeć. Z dnia na dzień jesteś coraz piękniejsza…

Arrgh, zabijcie mnie, kolejny omamiony. *śpiewa* Ty jesteś dziś piękniejsza, spójrz tylko na te zdjęcia...

I teraz to ja mogę powiedzieć: A nie mówiłam?

- Nieobchodzi(WAT???) mnie to… – powiedziała niepewnie. Jej oczy zmieniły barwę ze złotych na srebrne.

Molly już była, prawda? No to teraz Lestrade:
Źródło
Niedługo ci zabraknie gifów.

Zastanawiał się co to znaczy – nieobchodzi mnie po co tu jesteś.

Powiem szczerze - ja też nie bardzo wiem, co to znaczy. I w jakim to jest narzeczu.

Nowa odmiana aŁtoreczkowego.

Ja nie chcę gości kiedy piszę. Ja nie chcę gości wogóle(a w ogóle chcesz?). Jeśli myślisz, że są jakiekolwiek szansę, że zwrócę na ciebie uwagę… Cóż. To nie możliwe.

Pożyjemy, zobaczymy. Never say never, my darling. A znając aŁtorki...

Znając aŁtorki, ta dwójka na pewno zostanie spairingowana.

- Powiedz chociaż dlaczego… – miał łzy w oczach.

Bo jesteś miękką pizdeczką, a nie prawdziwym facetem. Wypierdzielaj.

Louis w tym momencie:

Taki typowy mięczak.

- Nie jesteś mi już potrzebny. Dzięki, że pomogłeś. Teraz Anette i Charlotte napewno zostaną ukarane… Ale byłeś jednym z nich. Nie ufam ci do końca. Nie ufam ci wogóle.

Weź i się może zdecyduj, boCHaterko, bo zaczyna mnie to męczyć. Przyjaciel rodziny czy wróg?

Ja obstawiam wroga mojego wroga.

Louis trzasnął drzwiami i wyszedł. Zbiegł po schodach roztrzęsiony.

Niech ktoś go kopnie w jaja, o ile je jeszcze ma. Boru, co za wkuropatwiający chłoptaś.

No mówię, mięczak.

Wpadł na Florence.
- Co się stało? – zapytała przytrzymując jego ramię.
- Kolejna która mnie nie chce…

Idź, wypłacz się mamusi. Albo może zastanów się nad sobą. Bo ja się wcale nie dziwię Charlotte, że cię odrzuciła. Przecież ona ma większe jaja od ciebie!

No cóż, nie sprzeczam się.

- Musisz jej wybaczyć, w ostatnim czasie niezwykle wiele przeżyła. Też straciła miłość… Dwa razy. Pomyśl, że to co ty czujesz ona odczuwa podwójnie. Daj jej czas.

 Ej, nie do końca podwójnie. Jakby nie patrzeć, Louis też został odrzucony dwa razy - najpierw przez Charlotte, potem przez naszą Cheryl.

Ktoś się pogubił w tej całej matematyce związków.

[Louis jednak się nie poddaje i codziennie odwiedza boCHaterkę, mając nadzieję, że ta zmieni w końcu zdanie.][szału by szło dostać przez takiego stalkera]

Był to poranek. Miały być 17 urodziny Cheryl. Florence uszyła własnoręcznie przepiękną zdobioną suknię ze złota która pięknie podkreślała figurę panny Deschamps oraz jej złote włosy i oczy.

Biedna ta Florence, za krawcową też musi robić. Kiedy ta dziewczyna ma chociaż chwilę na sen? A suknia ze złota to... trochę kiepski pomysł. Takie chucherko jak Cheryl będzie miało problem z noszeniem jej.

No, tak jakby będzie miała z tym duży problem, bo złoto ma dość duży ciężar. Srebro jest zdecydowanie lżejsze.

[Na urodziny Cheryl dostaje od Giselle maszynę do pisania, a Celestine postanawia zdradzić swój sekret z lochów.] 

- Cóż… Chodziło o to – powiedziała Celestine podając Cheryl małą buteleczkę z płynem w koloże świeżej lawendy.

Koloże. Aaa.
Źródło
Ja już nawet nie chcę zgadywać, o co chodziło.

- Co to?
- Eliksir… Eliksir piękna i młodości – uśmiechnęła się tajemniczo – Aby twoja uroda utrzymała sie dłużej.

Czy tylko ja trzymam kciuki, żeby ten eliksir okazał się tak naprawdę trucizną, która powoduje śmierć w męczarniach?

Nie tylko ty.

- Cały czas nad tym pracowałaś?
- Cały rok.
Cheryl była zdziwiona ale wypiła eliksir. Jej skóra zabłysła na lawendowy kolor.

Matko śfinto zabijcie to, zanim złoży jaja!

Może to był roztwór, który powodował pojawienie się olbrzymiego siniaka na całym ciele?

 Wolała nie myśleć o tym jak powstała ta mikstura. Celestine stworzyła roztwór z dusz ludzkich. Cheryl sama nie wiedziała jak bardzo potężną osobą teraz jest. Niemal nieśmiertelną.

Źródło
Jak to Mary Sue. A zresztą, byle nekromanta potrafi osiągnąć taki efekt.

Ludzie zaczęli się schodzić na przyjęcie urodzinowe Cheryl. Zaczęła się impreza. Cheryl dała sie namówić nawet żeby zatańczyć z Louisem.

Och, jaka ona łaskawa! Louis, padaj na kolana i całuj stopy jaśnie pani. Raz, raz, raz!

*rzyga w kącie na widok tej hetery Cheryl*

 Prawdę mówiąc świetnie się przy nim czuła.

What a surprise. 

No way.

- W końcu się do mnie przekonałaś? – zapytał wprost.
- Jesteś inny niż mi się wydawało – powiedziała uśmiechając się.

Uwaga! Wild Tró Loff appears.

*rzuca się na Tró Lawera z kłami*

- Czyli jaki jestem według ciebie?
- Inteligentny, pełen optymizmu, szanujesz kobiety.

*kaszlem usiłuje zamaskować śmiech* Ależ ja wcale w tę inteligencję nie wątpię, no co Wy. *żłopie wodę* Optymizm? Jego optymizm to taka raczej głupota była, ale co ja tam wiem.

Szanuje kobiety... To taki eufemizm dla pantoflarza, mam rozumieć?

- Cieszę się, że tak uważasz.
- Nie uważam. To prawda po prostu. Jesteś inny niż reszta moich zalotników.
- A ty jesteś inna niż reszta dziewczyn. Jesteś moim ideałem – przyciągnął ją bliżej i chciał pocałować.

Łojezusicku, współczuję temu panu ideałów, serio. Skoro taka Cheryl jest dla niego ideałem, to nie chcę wiedzieć, jak wyglądają ci, których Louis nie lubi.

*przechodzą ją dreszcze na samą myśl*

[Smuteg, bo do pocałunku nie dochodzi. Anette mówi wszystkim, że Cheryl jest tak naprawdę królewskim bękartem. Czy teraz nasza boCHaterka będzie miała przesrane? Ależ skąd.]

Akurat było tuż po abdykacji ostatniego króla gdy wyszło na jaw kim jest Cheryl. Wbrew wszystkiemu co mogłoby się wydawać ludzie wcale nie wyklęli nieślubnej księżniczki ze społeczeństwa.

No jasne, to by było zbyt piękne i za mało merysójcze. :(

I zbyt prawdopodobne.

Większość chciała by to ona objęła tron. Potwierdzono, że akt urodzenia jest prawdziwy. Zadecydowano, że Cheryl zostanie koronowana na królową francji.

Dzień, w którym to dziewczę obejmie tron, będzie dla Francji dniem przeklętym. Zapamiętajcie moje słowa.

Ale to jest jakaś francja, a nie Francja. Zupełnie inne miejsca.

Uczucie między Louisem i Cheryl zacieśniało się. Rozmyślał nawet, czy nie zadać jej tego pytania… Czy nie zapytać o… Tak ważną sprawę.

Powiedz mi w końcu, kochanie moje najdroższe, gdzie schowałaś moje ulubione liliowe kalesony? Dobrze wiesz, złota moja, że bardzo mi ich brakuje!

Gdyby to był Dragon Age 2, pytanie brzmiałoby pewnie: Hawke, jak ty właściwie masz na imię?

W końcu był dzień przed koronacją. Uklęknął przed nią kiedy czesała się.

Oświadczyny przy czesaniu. Jakie to romantyczne! *ociera samotną łzę*

*przewraca oczami od nadmiaru słodyczy*

Ku jej oczom ukazał się (że hę?) pierścionek z olbrzymim diamentem z 24 karatowego złota.

Diament ze złota. No, no, wykosztował się chłopina. Zwłaszcza na magika, który mu takie cudo zmajstrował.

Dla mnie diament to tylko odmiana alotropowa węgla, ale co ja mogę wiedzieć przy wykształceniu chemicznym?

Nic nie powiedział. Ona też milczała. Po prostu nałożyła pierścionek na palec i objęła go.

Co się tak dziwnie patrzycie, nigdy nie tuliliście swojej biżuterii albo swoich palców? *idzie potulić swoje ukochane kolczyki*

To wcale nie takie dziwne, nie, nie, oczywiście, że nie.

Anette i Charlotte zostały ścięte na publicznej egzekucji za obrazę majestatu królewskiego swoimi wielokrotnymi intrygami. Wszystko było tak idealne…

Źródło
Co...? Zakończenie prawie jak u pana Walta D. No dobra, jednak nie.

Idzie czegoś dostać od tego lukru. Chyba cukrzycy.

I tu opko się kończy, aŁtoreczka na szczęście niczego więcej nie dopisała. Z drugiej strony, trochę szkoda, bo chciałam zobaczyć detektywa Franka w akcji... Cóż, nie można mieć wszystkiego. 

Do zobaczenia wkrótce!

PS Info dla Marisy. Fotki dla Ciebie wrzucimy na dniach, także prosimy o jeszcze troszeczkę cierpliwości. :)

sobota, 5 lipca 2014

No i stuknął nam roczek, czyli Princess Cheryl 1/2

Witamy!
Dziś mamy dla Was analizę specjalną. Dlaczego specjalną? Bo urodzinową. :)
Tak, dokładnie rok temu na Fortecy została opublikowana pierwsza analiza. Tortu niestety nie będzie, bo kucharkami nie jesteśmy wybitnymi, za to na końcu posta czeka na Was mały bonus - takie swego rodzaju podsumowanie minionego roku.
Zajmijmy się teraz samą analizą - mam duże podejrzenia, że analizowane opko może być prowokacją, machnęłyśmy na to jednak ręką. Analiza jest specjalna, więc opko może być specjalnej troski.
Poznamy Cheryl - królewskiego bękarta, dziedziczkę majątku jakiejś hrabiny i posiadaczkę tylko 1/4 mUSKu. Ale co tu się będzie działo! Ciąże, śpiączki, próby morderstwa, miłość od pierwszego wejrzenia, wampiry(?) i eksperymenty w podziemnym labolatorium (pisownia oryginalna). Brzmi wystarczająco ciekawie? No to zapraszamy do lektury.
Link: http://cheryl.blog.pl/
Analizują: Red i Arkanistka

Prolog

Pewnego sierpniowego poranka do sierocińca w paryżu przyjechał menżczyzna odziany w bogate odzienie.

Tak, właśnie dlatego zastanawiam się, czy to nie prowokacja. Ale, co nam tam. Analiza specjalna, to i opko może być specjalne. Menżczyzna odziany w odzienie? I to bogate! Dorobiło się ono na handlowaniu guzikami z przemytu, aboco... No nic, aŁtoreczka znokautowała mnie już na wstępie, za co należy jej się medal z ziemniaka. Proszę:
http://img218.imageshack.us/img218/8770/potatodarthbi6.jpg
A pisania "Paryża" małą literą nie podaruję!

Ja pisania jakiegokolwiek miasta małą literą bym nie podarowała.

 Zapukał do drzwi i usłyszał melodyjny głosik pani Claude:
- Już biegnę!
Po chwili otworzyła drzwi, i przetarła ręce w białą szmatę i powitała gościa .

Fakt, że pani Claude przetarła ręce szmatą jest tak ważny dla fabuły opka, że aż został podkreślony dodatkowym przecinkiem. No ładnie.

I dodatkowym "i" po przecinku.

- Kim pan jest ? – zapytała zdziwiona pani Claude.  Nie mieli w sierocińcu, wiele gości, w szczególności jak był środek tygodnia ( czyli środa akurat ).

Aha. No patrz, a ja zawsze myślałam, że środkiem tygodnia jest, no nie wiem, piątek. Tak, o.

Zależy, czy mówiła o tygodniu pracy, czy o zwykłym tygodniu. Bo jak mówiła o tym trwającym siedem dni, to wtedy przykro mi, ale samiusieńki środek tygodnia wypada, omg, w czwartek. A te nadprogramowe przecinki wyskakujące w losowych miejscach mnie drażnią.

- Jestem by poimformować panią o tym że znamy już pochodzenie jedna, z pani wychowanek!

- Proszę powtórzyć, nie zrozumiałam ani słowa z tego bełkotu! - krzyknęła w odpowiedzi oburzona pani Claude.

Już wiem, skąd zginęły tamte przecinki.

 – powiedział menżczyzna zdejmując kapelusz, z szacunku przed kobietą.

Tam zaraz z szacunku, głowa mu się spociła po prostu.

Poza tym powinien zdjąć go zanim zaczął rozmowę.

 Pani Claude była stara, i poczciwa ale wciąż budziła sympatie a nawet była ładna.

I tu nastąpił mój pierwszy ogromny wybuch śmiechu. Kto widział moją odeśmianą dupę, niech da znać, bo mi jej cokolwiek brakuje.
Tak, starzy i poczciwi ludzie są z reguły odrzucani przez społeczeństwo. O urodzie nie wspomnę, to logiczne, że człowiek stary musi być brzydki i pomarszczony.
http://images6.fanpop.com/image/photos/34500000/LOL-NO-my-little-pony-friendship-is-magic-34577374-500-298.gif
I co teraz powiedzą te wszystkie pokrzywdzone, biedne, ponad sześćsetletnie wampiry?

- Prosze wejść do środka dzisiaj bo jest chłodno! – odparła troskliwie pani Claude.

No, a jak jest ciepło, to zazwyczaj rozmawiamy z gośćmi przez próg i nie zapraszamy ich do środka. Bo po co? Przecież nie zmarzną!

A jak wejdzie do środka jutro, to zostanie zjedzony?

Kiedy weszli do środka przybiegła gromadka, dzieci z nadzieją że to ktoś chce ich adoptować.

Moja wyobraźnia podsuwa mi nieciekawe obrazy. Nie pytajcie.

I znowu przecinki wyskakują w losowych miejscach.

 Pani Claude nalała urzędnikowi herbatki ziołowej, i spytała które  z dzieci odnalazło rodziców.

Niech się lepiej dzieci zapyta, one będą wiedzieć, które z nich odnalazło cokolwiek.

Nice try, aŁtorko. Ale nie tak to działa.

[Gość mówi pani Claude, że jedna z wychowanek sierocińca (Lea, a właściwie Cheryl) jest nieślubną córką króla i jakiejś tam hrabiny. Ach, jest też jedyną dziedziczką jej majątku.](kto by się spodziewał?)

- W pierona!

Lol, wyobraźcie to sobie - Francja, jakieś "stare czasy" i babeczka mówiąca "w pierona". Kwik, zajebiście!

MERDE!!! *wyciera opluty ekran*

[Jakieś pierdololo, Cheryl może przeprowadzić się do zamczyska dopiero wtedy, gdy skończy 15 lat.]

- Cheryl ma już 13 lat .  Niebawem będzie mogła rozporządzać majątkiem! – ucieszyła się pani Claude i klasnęła rękoma.

...ciesząc się w duchu na myśl o forsie, którą będzie mogła wysępić od młodej dziedziczki. No dobra, przyjmijmy, że pani Claude po prostu cieszy się szczęściem swojej podopiecznej.

Czy tylko ja mam ochotę wysadzić całe to opko w powietrze?

TRZY LATA PÓŹNIEJ

Panienka Cheryl Mary Anne Deschamps siedziała na ławce w jednym ze swych licznych pięknych i dużych ogrodów.  Piła herbatkę ziołową którą pamiętała z dzieciencych lat w sierocińcu,

Ale panienka Cheryl Mary Anne Deschamps (Boru, takie wypisywanie wszystkich imion jest męczące!), chyba nie przykładała się zbytnio do nauki, skoro nie odróżnia "ę" od "en". A fu, niewykształcona pannico!

I ona ma być szlachetnie urodzoną? Chociaż z drugiej strony, nie takie cuda się zdarzały...

Skrywała swą idealną kremową cerę pod parasolem bo damie nie przystoiła zbytnia opalenizna…. Jej złociste jak kłosy pszenicy włosy falowały delikatnie opadając aż, na dekolt.

Tak, jeżeli mieliście jeszcze resztki nadziei na to, że boCHaterka nie jest Mary Sue idealną, to właśnie musicie się z nimi pożegnać. Ale to jeszcze nic. Patrzcie, tu mamy pseudopoetycki opis boCHaterki, a już za chwilę...

To jak ona cokolwiek widziała? Bo zwizualizowałam ją sobie jakoś tak:


Hrabina miała piękne cycki i cudowne wcięcie w talii.

Stare, swojskie cycki! I cała poŁetyckość bierze w łeb.

*próbuje pozbierać się z podłogi, powalona wtrąconym kolokwializmem*

 Zdawała sie być kobietą idealną.

*idzie się powiesić* *zmienia zdanie* *idzie powiesić wstrętną Mary Sue* Boru dzięki, że jestem niezdecydowana!

No wiesz, nasi czytelnicy byliby zawiedzeni, gdybyś to zrobiła.

Jej oczy w zależności od różnych czynników zmieniały barwę.

Aaa! Krewna Edłarda Ciullena?!
http://www.reactiongifs.us/wp-content/uploads/2013/03/kill_it_with_fire.gif

Raczej takie pieruństwo:

 Teraz były turkusowo szmaragdowe pełne połysku i nadziei. Wydęła zgrabnie swe soczyście różowe usta. Myślała teraz o swym chłopaku. Emmanuel Pierre, książe hiszpani miał przyjechać do niej niebawem na cały miesiąc.

Widzę, że nie tylko nazwy miast piszesz małą literą, aŁtorko... *zgrzyta zębami*

Emmanuel Pierre, to takie hiszpańskie, pff. Że nie wspomnę o tym, jakim cudnym kolokwializmem po raz kolejny uraczyła nas aŁtorka.

 To była prawdziwa miłość….. Ciągle wysyłali listy a on nawet raz posłał jej kwiaty z samej hiszpani!

To takie romantyczne! *ociera kryształową łzę wzruszenia*

Co to jest hiszpana?

Był taki romantyczny ciągle patrzał w gwiazdy i był zamyślony.

Borze, to zwariować z takim można! Mówisz coś do takiego, a on nic, bo "gwiazdy takie piękne, że aż się zamyślam"...

Nic tylko palnąć takiego delikwenta w łeb...

Trzymał ją za ręke, i kilka razy odważył się pocałować to się spaliła rumieńcem.

*podrywa się* Spaliła się? 
http://www.lifeinprogress.ca/.a/6a0120a95a88d5970b01a511719ea7970c-800wi

*śmieje się jak głupi do sera* Jak ja kocham, kiedy aŁtoreczki tworzą własne związki frazeologiczne.

 Była skromną dziewczyną.
- Panienko Cheryl Mary Anne Deschamps ! – słychać było, melodyjny głosik Cheryl jednak nie usłyszała bo myślała o Emmanuelu . . . . . .

Dobra, wynika mi z tego, że Cheryl woła samą siebie. Gadanie do siebie jeszcze rozumiem, ba sama to robię, ale wołanie? No nie przesadzajmy... 
Ej, ilość kropek w tym opku sprawia, że krew się we mnie gotuje!

Ale tam, gdzie powinna być, to jej nie ma.

- Panienko ! – pisneła Florence Rose urocza młoda pokojówka . Sprawnie walczyła orężem więc po kryjomu była też ochroniarką Cheryl ale nikt o tym nie wiedział .

http://media.giphy.com/media/77hDvG4WmRzoI/giphy.gif
Lol, WUT.

Ja nawet nie.

 Z pozoru była zwykłą sprzątaczką jednak w rzeczywistości była gotowa oddać życie dla swej pani!
- Tak Florence??
- Słyszała panienka że Giselle De Savane chodzi z Księciem Raoulem Lesperance?

Ooo, tak, nie ma to jak ploteczki! Przynieście jeszcze gazetki o modzie i celebrytach, szampana i przekąski.

*używa "Bravo Girl" jako podpałki pod grilla* Kiełbaskę, Red?

Ooo, tak. Z nadmiaru emocji zgłodniałam.

- Chodzi z księciem francji – zdziwiła sie Cheryl Giselle była zawsze zmienna w uczuciach, i chodziła z wieloma chłopcami ale jeszcze nigdy z kimś tak ważnym.
- Są ze sobą od miesiąca to musi być coś poważniejszego!

Łohoho, aż miesiąc! No to faktycznie, są parą z tak długim stażem, że mało kto jest w stanie im dorównać.

No... Ja z moim chłopakiem jestem dopiero od siedmiu miesięcy, gdzie nam do nich?

[Sralala, jakieś pogawędki, nagle rozmowa schodzi na temat męża i dzieci. Czy Emmanuel jest dobrym materiałem na ojca? Ano, zaraz się dowiemy.]

- Ale ja nie wiem czy chce mieć z nim dzieci . On ma czasem takie odpały że do innych dziewczyn się zaleca na przykład do tej wrednej rudej Anette !

http://31.media.tumblr.com/ffba8164ee83ca98ac60e5d9e5314b2e/tumblr_mvg4roIkAh1syeot2o1_500.gif
Jak on śmie! 

A niby taki zapatrzony w gwiazdy...

- Anette Le Beau i Charlotte Roux to najgorsze ladacznice z tego miasta! Cały czas robią panience na złość!

Tak! Wypisują panience flamastry, podkradają kanapeczki i opowiadają na mieście, że panienka śmierdzi i ma wszy!

To takie straszne *prawie omdlewa*

- Zmieńmy temat….. Co robi panienka Celestine Monette?
- Jak zwykle w labolatorium  – zaćwierkała Florence.

Że gdzie?!

Ora et Labora, aŁtorko. Stąd laboratorium, nie labolatorium.

- Wiesz co ona tam robi? Tyle czasu tam spędza!!

Poszukuje zaginionych wykrzykników.

Konstruuje razem ze mną bomby, żeby wysadzić cały ten cyrk w powietrze.

- Raz tam byłam . . . Przyniosłam herbatkę ziołową i kanapki , Widziałam krew na podłodze to się wycofałam.

O, chyba zaczynam lubić panienkę Celestine. Piona!

Czyżby przeprowadzała tam sekcje zwłok? Też ją zaczynam lubić.

- Krew ? Ah, Celestine jest taka ekscentryczna.

Mfph. *dławi się śmiechem*

*ma tiki nerwowe*

- Przerażająca ! Mam wrażenie że jest wampirem. Te jej złote oczy wbijają sie we mnie jak kły w tchawice.

*napawa się cudownym porównaniem*

*mruga, przerywa na chwilę, drugi raz czyta to zdanie, znowu mruga, parska śmiechem*

Śniła mi się kilka razy…. Brrr!

O tak, to niezbity dowód na to, że ona jest wampirem. Tak samo jak prawdopodobnie połowa moich znajomych.

To takie straaaszne...

- Jest naukowcem. Alchemikiem. Oni tak mają.

Aha. Zapamiętaj, czytelniku! Chcesz zostać naukowcem? Uważaj! To oznacza zwampirzenie! I potem będziesz sparklić na słońcu.

A jeśli będziesz normalnym wampirem, to zostaniesz piosenkarzem i będziesz śpiewać to: https://www.youtube.com/watch?v=1glNuQiE77E

Po południem cała rezydencja Deschamps zasiadła do wieczerzy.

Aaa, głupie wizualizacje! Pomijam odmianę rzeczownika, bo wizja jedzącej rezydencji mnie powaliła.

Mniam, mniam. Ciekawe, co ta rezydencja jadła?

Gruz.

- Celestine zastanawiamy sie co ty tyle robisz w tym labolatorium w lochach – zaczęła delikatnie Cheryl
- A czym problem?? – syknęła złotooka groźne.

Hmm, dobre pytanie. Czym właściwie można mieć problem? Mózgiem? Sercem? Rzycią?

To taki filozoficzny problem...

[Dowiadujemy się, że Celestine zajmuje się tworzeniem swojego pierwszego eliksiru. Jakiego? Niespodzianka!]
[Potem przyjeżdża Giselle.]

 (Cheryl) Zeszła po schodach by powitać gościa jak zwykle wprost biło od nią dziewczęcą urodą.

Tu chyba nawet Gógiel Translejt nie pomoże. :(

Najlepszy tłumacz świata by nie pomógł...

Giselle uśmiechła się bo dawno nie widziała swojej przyjaciółki była bowiem w hiszpani u swego chłopaka Raoula.

Uśmiechła. *kwiczy* Zaraz, a kto był w tej Hiszpanii? Giselle czy Cheryl?

Na początku było za dużo znaków interpunkcyjnych, teraz jest ich za mało...

- Nie spodziewałam się twojej obecności moja droga – rzuciła nonszalancko Cheryl.
- To ważne!

To bardzo ważne, że się nie spodziewałaś! Najważniejsze na świecie! Ło matko!

A teraz na poważnie, co jest takie ważne?

[Bum! Dowiadujemy się, że Giselle jest w ciąży z Raoulem, który jeszcze o niczym nie wie.](a oto i odpowiedź na moje pytanie. Hell yeah!)

- Powinien się dowiedzieć jak najprędzej… Będzie tatom!

Tom. Tomtorom. Torororom... *headdesk* Ał.

*głowa jej wybucha*

- Bez żartów! Ja nie mogę zostać matką! Znamy się dopiero niecały miesiąc jego rodzice nic nie wiedzą. On jest księciem i już ma zaplanowany ślub z inną!

O, co za świniak z niego! Ma narzeczoną, a inną panienkę uwiódł i jeszcze dzieciaka jej zrobił! *śpiewa* Józek, nie daruję ci tej nocy!

*dzwoni po lekarza, żeby załatał jej głowę i dał Red coś na uspokojenie*

Niech mnie nie uspokaja! Chcę pośpiewać, tylko to mi zostało!

*pokazuje na migi, żeby jednak przyjechał posklejać jej głowę w całość*

- Musicie się ożenić skoro masz mu urodzić potomka – wypowiedziała te słowa Cheryl

xD A sam zainteresowany i jego narzeczona nie mają w tej kwestii nic do powiedzenia. Prawidłowo, jak sobie zrobił, tak niech ma! Tylko dziewczyny szkoda.

Wypowiedziała te słowa Cheryl... *zakłada kask, żeby nie musieć zdrapywać resztek mózgu z tapet*

 – Wyprawimy wam ślub w mojej rezydencji jak przyjedzie do francji.

Bo teraz wyjechała na Hawaje, opala sobie ściany na plaży.

Ruchoma rezydencja? No dobra, nie takie budynki się widziało, ale w grach komputerowych i filmach:


- Nie wiem czy jestem na to gotowa… Ale dziękuje za pomoc.

 Ładna mi pomoc. Gdybym poszła do przyjaciółki się wyżalić, a ona w ramach "pomocy" zaproponowałaby mi ślub z jakimś bucem, to... Zrobiłoby się niemiło.

Jej też. Szczególnie po pierwszym ciosie siekierą.

Przygotowania do ślubu zaczęły się Raoul co prawda o niczym nie wiedział ale musiał się zgodzić skoro Giselle była w ciąży.

Hahah, biedny bucuś, prawie mi go żal.

Ok, ślub jest przygotowywany, ale sam zainteresowany o niczym nie wie. Seems legit.

Tym czasem do rezydencji przyjechał kolejny gość – Emmanuel Pierre. Gisele padła mu w ramiona i powiedziała:
- Stęskniłam się najdroższy!
- Zamieszkam tu z tobą! – odpowiedział Emmanuel.

Nie pytając jej o zdanie, bo po co. Stęskniła się, znaczy że kocha i chce mieszkać razem z nim.

A ona się czasem nie nazywała Cheryl? Bo to już się robi "Moda na sukces" tak z leksza...

Byli tacy szczęśliwi! Dla mieszkańców rezydencji Deschamps nastał słoneczny okres, czasu.

Uff, dobrze, że okres czasu, a nie na przykład okres bezgłowego strusia albo okres suchej kromki chleba. To by było straszne!

Brace yourselves, bullshit is coming.

Tyle się działo! Cheryl postanowiła wydać przyjęcie aby oznajmić wszystkim o tym że Giselle jest w ciąży z samym księciem Raoulem.

Nie no, rozpierdala mnie to, jak wszyscy w tym opku się rządzą, kompletnie ignorując zdanie innych, których w większości sprawy dotyczą.

*wzrusza ramionami* Oni wszyscy są szlachetnie urodzeni, a zachowują się jak dzieci w piaskownicy...

 Florence napisała szybko zaproszenia, i rozesłała po mieście a Cheryl wraz z Giselle przeglądały stosowne suknie wieczorowe. Brzuch Giselle był dość spory  więc ciężko było znaleść *gryzu, gryz* coś dobrego.

Jeżu, to ile czasu już minęło od wizyty Giselle? Czy też może jej brzuch rośnie z prędkością światła? Opkowa ciąża instant?

*przygląda się z zainteresowaniem niektórym potworkom, które co i rusz wyskakują w tym opku* Nie wiem. Może to tak jak u Belli?

 „Jak ciężko jest być kobietą w ciąży” zaśmiała się błękitnooka piękność.

Haha, takie zabawne. *chichocze jak idiotka*

Trzeba się było zabezpieczyć. I kim jest ta anonimowa błękitnooka piękność?

Przez przypadek zaproszenie na przyjęcie w posiadłości Deschamps dostały dwie wredne dziewczyny, Charlotte Roux i Anette La Beau.

Taa, przez przypadek... Już ja wiem, że imperatyw narracyjny maczał w tym palce.

To takie... zaskakujące. *brak jej słów*

 Uknuły paskudną intrygę która polegała na…

 … Aby się dowiedzieć musicie poczekać na następny rozdział :D

Nie mogę się doczekać.

Jak ja lubię mówienie emotikonami...

Rozdział 1 Turkusowa wierza

Tytuł rozdziału masakruje mój mózg! Boru, to jest cudowne!

*chwyta swoją czaszkę, która ma dzisiaj wybitne tendencje do wybuchów*

Cheryl wstała z łóżka wypoczęta i poszła do łazienki. Wzieła krótki prysznic i spojrzała w lustro. Dziś jej oczy przybrały kolor soczysto oliwkowy.

Wiecie, zastanawiam się nad tą zmieniającą się barwą oczu boCHaterki i... nie, nie ogarniam. Po co? I dlaczego?

Mnie bardziej intryguje, w jakich czasach dzieje się akcja.

 Zaniechała makijarzu bo jak zwykle wyglądała pięknie.

Tja, taka jestem skromna! Makijarz!
http://i.pinger.pl/pgr361/f2138913002787485145d1bf
Jak to księżniczka. Pff.

Była idealna a co najważniejsze była tego świadoma!

Ja pierdolę, czy ona jeszcze w prologu nie była "skromną dziewczyną"? *sprawdza* Tak, była. I co, aŁtoreczko? Gdzie tu konsekwencja? I dlaczego nas okłamujesz? Twoje opko i ty nie zyskujecie przez to na wiarygodności. *śpiewa* Poowieeedz miii iiii jak mam w to wszystko uwieerzyć?! Pooowieeedz miii iii jak wierzyć...
 Hmm, chyba będzie dużo śpiewania w tej analizie. Fajnie, lubię śpiewać.

*podrzuca aŁtoreczce słownik otwarty na stronie ze słowem "Konsekwencja"* Masz, przeczytaj i zapamiętaj.

Przyodziała się w zdobne szaty długą do kostek falbaniastą szafirowo złotą suknie.

Zabijcie mnie, ale dalej nie wiem, w co właściwie ubrała się boCHaterka.

Na szaty przyodziała suknie. Chyba jakoś tak.

Wyszła na ogród by podziwiać wschód słońca.

Tak, na ogród. *facepalm*

Szczerze, to chyba jakiś regionalizm, bo już się gdzieś z tym spotkałam.

Niebawem zbudzi się jej służba, i w końcu ktoś zrobi jej jedzenie. Zawsze wstawała najwcześniej i musiała czekać na śniadanie.

Biedna, wygłodzona ty! Hint: wstawaj później.

W końcu jesteś księżniczką, możesz wstawać o której chcesz. Hint nr 2: służbę, która wstaje po jaśnie pani, należy niezwłocznie wylać.

 Dzisiaj miała być przyjęcie.

Przyjęciu urwało od rodzaju. Smutne.

A bo to pierwszy raz?

Dzisiaj spotka się też z Emmanuelem Pierre.
W końcu po śniadaniu zjedzonym śniadaniu pomagała służbie ozdabiać salę balową.

A nie pomagała służbie salę balową ozdabiać salę balową służbie?

Poza tym, kto to widział, jaśnie pani pracuje?!

- Na prawdę nie powinna panienka tego robić – westchnęła Florence – Nie powinna pani pracować!

- A na kłamstwo? - spytała zaciekawiona Cheryl.

Ok, jedna normalna, jak na realia. Chyba.

- To moje przyjęcie więc chce dopilnować że wszystko będzie tka jak ja chce!

O, to wtedy na przyjęciach się tkało? Ciekawe rzeczy. Muszę tego spróbować na następnej imprezie.

A może szydełkowało?

W końcu nadszedł wieczór balu. Przybyli wszyscy zaproszeni. Florence rozdawała herbatniki z kawiorem.

A co, na bogato się bawimy! Tylko mam takie pytanie - oni tam mają tylko jedną służącą? Hrabina, blablabla i tylko jedna służąca?

Bida, wszyndzie bida.

[Celestine idzie gdzieś z jakimś chłopakiem, a pozostałe dzieuszki szukają swoich tró lawerów.]

Po chwili zobaczyła że Pierre tańczy z inną dziewczyną. Rozpoznała że to Anette Le Beau. TAŃCZY Z JEJ CHŁOPAKIEM!

Och, nie! Tańczy z nim! Na pewno mają romans! 
Serio, boCHaterko? Nie przesadzasz trochę?

Wiesz, boCHaterko, twoje zachowanie podpada trochę pod manię prześladowczą. I wiesz co? To się leczy.

 W dodatku ma taką sama suknie jak ona!

No, to faktycznie jest tragedia. [*]

Może po prostu je pomylił?

Już miała iść w ich stronę kiedy nagle obok niej pojawiła się postać przyjaciółki Anette – Charlotty, i „przez przypadek” popchnęła ją na fontannę ponczu.

Próbuję sobie uporządkować w głowie tę scenę, ale za cholerę nie potrafię. Kto kogo popchnął i dlaczego? Może mi to ktoś rozrysować?

To chyba miał być Element Komiczny. Ale przywalił we mnie jak taran.

Już po chwili Cheryl leżała w kałuży ponczu, i krwi zbrudzona upokorzona, i nieprzytomna na własnym przyjęciu.
Obudziła się tydzień później ze śpiączki.

Siriusly? Tygodniowa śpiączka po zderzeniu z wazą ponczu? Fajnie tam mają.

Klasyczna śpiączka opkowa, co chcesz?

Ujrzała obok siebie lekarza(o, ten pan to chyba jednak do mnie) troche dalej Florence zalaną łzami, i obok niej zaniepokojone Giselle i Celestine. Dalej stał książe Raoul.
- Co się dzieje? – zapytała Cheryl.
- Straciłaś przytomność na przyjęciu – powiedziała Giselle.
- Ale teraz wszystko jest w porządku prawda? – powiedział Lekarz.

Panie lekarzu, to chyba pan powinien to wiedzieć. Tzn. ok, mógł spytać Cheryl, czy ją coś boli albo coś w tym stylu, ale tak ogólnie to on powinien wiedzieć, co będzie z jego pacjentką.

No wiesz, procedury nie pozwoliły mu na razie zbadać pacjentki, bo musi mieć jej pisemną zgodę i takie tam...

- Boli mnie głowa, i policzek. Gdzie Emmanuel?
- Wyprowadził się do Anette, twierdzi, że się w niej zakochał na przyjęciu – Celestine nie ukrywała irytacji. Cheryl popadła w depresje.

Jak Bella po odejściu Edłorda! Strasznie zmierzchowe to opko. A Emmanuel chyba własnej chałupy nie ma, bo najpierw wprowadził się do naszej Cheryl, a teraz poszedł do Anette. Niezły chłopina, tydzień tu, tydzień tam i jakoś się przebuja do końca życia.

Takie to też trochę aŁtorkasiowe, facet bez przerwy lata od jednej dupy do drugiej, żadnej nie jest wierny, ale jak obiecuje, że kocha...

 Zauważono też tajemnicze zaginięcie rudowłosego chłopaka…

Kogo? Może mam krótką pamięć, ale nie przypominam sobie żadnego rudowłosego chłopaka w tym opku. Może i był jakiś, ale nie rzucił mi się w oczy. Z rudych znam tylko tego:
http://userupload.9666sr.com/root/2014/EDITOR_LIVE/citylover1/0606/e9645e74-2486-4173-9be0-c0d2fe6c20d2.gif
Zapomniałaś o jego braciach, choćby Fredzie i George'u. Ich też znasz.

 Od tamtej pory Cheryl nie rozmawiała z nikim, nie jadła i nie wychodziła ze swojej sypialni. Spędzała czas pisząc smutne wiersze, i marzyła o lepszym jutrze.

Aha. Yhy. Nic nie jedząc, to ona mogła te wiersze popisać jakieś trzy dni, potem powinien z niej zostać śliczny, zimny trupek.

Pewnie nocą wymykała się i wyżerała zapasy.

 Emmanuel był jej pierwszym chłopakiem. Anette jak zwykle musiała go odbić to było w jej stylu.

Eee? Jak był jej pierwszym chłopakiem, to czemu jak zwykle?

Red, aŁtorka dopiero parę zdań temu dostała słownik, nie wymagaj od niej konsekwencji.

 Dotychczas po prostu była wredna ale tym wydarzeniem rozpoczęła wojnę między Deschamps a Le Beau. Cheryl obmyślała zemstę.

Hmm... Wrzucę jej martwą rybę do łóżka! Zjem jej kosmetyki! Odmrożę sobie uszy! (czy tam coś)

Wyjdę na dwór bez szalika! A nie, to dla wrednych niań.

 Potem był ślub Giselle De Savane i Księcia Raoula. Giselle wciąż nie mogła sie zdecydować czy chce zostać przy swoim nazwisku czy zostać panią Lesperance. Jedzenie na wesele przyrządziła Florence,

Sama. Biedna Florence, ja bym chyba na jej miejscu pieprznęła taką robotą.

No wiesz, może jej rodzina tak zapierdala od pokoleń, to sobie jaśnie państwo takich wyhodowali?

 i wielki weselny tort zrobiły siostry Ava i Eva Chauvet.

O, jakie łaskawe! Serio, nie było tam jakichś, no nie wiem, kucharek?

Na ja...

 Były to dziewczęta które Cheryl znała z sierocińca, teraz jednak prowadziły znaną na całą francje cukiernie Chauvet Soeurs. Panna młoda była ubrana w białą tradycyjną suknie ślubną. Cheryl zdobiła ozdobna suknia w kolorze burgundu albowiem taki właśnie dziś kolor przybrały oczy jej właścicielki.

Czekam na dzień, w którym oczy Cheryl przybiorą barwę sraczkowatą.

Ja nie mogę się doczekać, kiedy jakiś wkurwiony łowca czarownic ją dorwie.

Cheryl zrobiło się słabo jednak nie chciała zemdleć na ślubie przyjaciółki . Po przysiędze małżeńskiej i oklaskach poszła jednak do łazienki i obmyła twarz zimną wodą. Przejżała się w lustrze…

Argh, weźcie tego potwora sprzed moich oczu! 
http://static2.fjcdn.com/thumbnails/comments/Argh+the+rage+Gif+related+my+reaction+_52dd8d247308a26937d8027797512e3f.gif
*idzie po relanium*

 Była potwornie blada… Wręcz biała. Rozpacz po utracie ukochanego zżerała ją od środka złowieszczo. Przetarła krew cieknącą jej z kącika ust. Była taka samotna… Taka cierpiąca.

*bul bul bul, tonie w nadmiarze angstu* *wynurza się na powierzchnię, chwyta Cheryl za ramiona i gwałtownie nią potrząsa* Pani księżniczko, użyj czasem mózgu, do cholery! Kopnij tego buca w rzyć i nie zawracaj sobie nim głowy, szkoda nerwów!

Samotna krew? Zaliczamy do samotnych łez, czy trochę za daleko?

W końcu nałożyła ciemniejszy puder aby wyglądać na normalną kolorystycznie osobę.

Buhaha, nie wiem dokładnie, jak teraz wyglądasz, ale na pewno nie jak "normalna kolorystycznie osoba". Najprawdopodobniej masz teraz na twarzy gustowną tapetkę.

Chyba że wcześniej byłaś czarna. Wtedy w porządku.

 Wyszła do gości. Orkiestra zaczeła grać, a goście tańczyć. Giselle wyglądała na zachwyconą. Książe Raoul gładził wypukły brzuszek swojej nowej żony. Niebawem będą mieli dziecko… Kochali się ale tego nie planowali, to było dla nich pozytywne zaskoczenie.

Kwik, czy tylko ja zrozumiałam to tak, że seksy, których Giselle i jej Tró Loff nie planowali, były dla nich miłym zaskoczeniem?

Nie tylko ty. Ale ogólnie cały ten bełkocik jest cudny.

[Jakiś chłoptaś prosi Cheryl do tańca, a ta nie odmawia, bo oczarowały ją jego czekoladowe oczy.]

- Jak się zwiesz? – szepnęła cicho.
- Nicholas Cage Jacques rycerz królewskiej ności. Moją matką jest bitwa a bratem mym mój miecz…

Co to jest "królewska nościa"? Czy jest ona odpowiedzialna za pojawienie się patosu w tym opku? 
(tak, wiem, Cage ma na imię Nicolas, ale nie mogłam się powstrzymać)

Nikt by się nie mógł powstrzymać na twoim miejscu. Ale ta "nościa" jest rzeczywiście intrygująca.

- Jesteś wojownikiem…
- Tak. Ty musisz być panną Deschamps. Wyglądasz na arystokratkę… Bogatą młodą kobietę. – powiedziała Nicholas.

Tak, tak bogatą, że stać ją na tylko jedną służącą. Genius. Zresztą, Borze święty, wesele miało się odbywać w rezydencji Cheryl, co ten Cage, przyszedł i nawet nie wiedział gdzie i do kogo?

A co, ty nigdy nie byłaś na imprezie, na którą zapraszana jest cała młodzież z okolicy i tak właściwie to nie wiadomo, kto jest gospodarzem?

Owszem, byłam. Ale to nie było wesele jakiejś francuskiej arystokratki z "dawnych czasów".

- W istocie. Bogatą młodą i samotną… – dodała Cheryl melodyjnie.

No, szybko przechodzi do rzeczy! Bezpośrednia dziewczyna!

Ale i tak moja sympatia do niej nie ulega zmianie. Chyba że na gorsze.

- Czy udasz się ze mną na zchadzkę? – zapytał z niekrytą nadzieją w głosie.

- A co to jest zchadzka? - spytała zdziwiona Cheryl. O schadzkach słyszała aż nazbyt często, ale o zchadzkach jeszcze nigdy.

- Nie interesują mnie faceci, którzy nawet nie umieją poprawnie napisać słowa "schadzka" - dodała po chwili.

- Sam na sam?
- Tylko my dwoje i łono natury…

I łono Cheryl... *okłada swoją wewnętrzną gimbuskę mietłą*

*idzie po truciznę na gimbusy* Znowu to cholerstwo wraca. Nie ruszaj się, Red!

[Siedzą i podziwiają zachód słońca, nagle Cage łapie Cheryl za rękę.]

- Ledwo cię znam… – mruknęła frywolnie.
- A ja znam cię od dawna… Śniłaś mi się. – odparł nieśmiało.

Co tam, że mnie nie znasz! Ja znam ciebie, więc możemy iść się chędożyć.

Może to rzeczywiście jest Cage, a cała ta akcja to jakiś nieudany prequel "Next"?

-  To znaczy?
- Byłaś jedną z tych księżnyczek zamkniętych w wierzy z kamieni szlachetnych. Byłaś zamknięta w turkusowej wierzy…

http://img2.wikia.nocookie.net/__cb20140520215823/disneycreate/images/c/cf/Post-30366-holy-shit-gif-once-upon-a-time-eJlA.gif
*patrzy i nie WIERZY*

*opadło jej wszystko*

 Nagle ów (KRRRWIII!!!)(BLOOD, DEATH AND VENGEANCE!!!*głosem Marka z "The Gamers"*) budowla zaczęła się kruszyć, i spadłaś wprost w me ramiona księżniczko.

 Kwi, więc Cage uważa, że zna Cheryl, bo raz śniło mu się, że spada ona z wieży, a on ją łapie? Hihi, dobre sobie.

Jak to ujęła Serana z dodatku do "TES V: Skyrim": Najwyraźniej nie poznasz czegoś lepiej tylko przez spanie z nim. Tutaj pasuje to jeszcze lepiej.

Cheryl zakochała się w Nicholasie w ten jeden wieczór.

https://devilsplay.files.wordpress.com/2013/03/yawn-animated-tudor-queen.gif
Cóż za niespodzianka.

Wasza Królewska Mość, ziewanie jest zaraźliwe *siłą woli powstrzymuje ziewnięcie*

[Sralala, Cheryl daje Cage'owi swoją obrączkę, żeby zawsze o niej pamiętał.]

Następnego dnia przyszły pocztą paczka ciasteczka czekoladowe.

Moja nie rozumieć. Trudne polska język być. AŁtoreczka nie umieć używać ją.

Mi to wygląda na to, że w połowie zdania aŁtorka się rozmyśliła i postanowiła napisać końcówkę nieco inaczej.

Giselle miała ciążowe ochoty na różne smaki i od razu skosztowała by ciastek lecz Cheryl powiedziała żeby tego nie robiła.
- Mogą być zatrute…
- Daj spokój! Kto chciałby cię otruć kremowoczekoladowymi ciastkami?

*zastanawia się, czy podnieść rękę* Chociaż, w sumie... Szkoda ciastek. *biegnie po łuk*

Szkoda strzał. Lepiej dolać albo dosypać jej czegoś do wina. Czy czegoś tam.

- Ta sama osoba przez którą straciłam Emmanuela i zapadłam w śpiączke.
- To pewnie prezent ślubny…

Hej, ale to Giselle wychodziła za mąż, więc czemu ktoś miałby przysyłać prezent ślubny Cheryl?

Może to Cage uprzedza fakty? Z tego się rzeczywiście robi 'Next" O.o

- Ja je skosztuje!!!! – wykrzykła Florence – Naraże własne życie dla mojej pani.

http://i.imgur.com/XUX5Apr.gif
Co. Za. Idiotki. Jak mają wątpliwości, to niech te ciastka wywalą i kupią sobie świeże, prosto z piekarni! Do cholery jasnej, to są pieprzone arystokratki, stać je na to!

Albo niech rzucą nielubianemu dworzaninowi. Dwie pieczenie na jednym ogniu.

- Nie powinnaś – odparła Cheryl.
- To jedyna możliwość – mruknęła ponuro Celestine patrząc na ciasteczka.

http://2.bp.blogspot.com/-bRCFiEj6ADw/Uwwcup_cglI/AAAAAAAACig/5D8PtovwAgo/s1600/tumblr_la9pp6HUpK1qa38qko1_500.gif
Nie, kurwa, to nie jest jedyna możliwość! Niech ktoś je pieprznie w te puste łby, bo ja już nie mam siły. Ja pierdolę, używanie mózgu NAPRAWDĘ nie jest bolesne!

Ekhm, ekhm, czy tylko ja pamiętam, że Celestine jest naukowcem? Jak nie wiecie czy zatrute, to może niech je zbada, co?

 Wyglądały apetycznie i śmiercionośnie zarazem.

Śmiercionośne ciasteczka czekoladowe. Brzmi dumnie.

No wiesz, jak takie ciasteczko odpowiednio długo poleży i jak się potem go użyje jako pocisku do procy, to rzeczywiście może być śmiercionośne.

Florence nagryzła ciastko i padła na ziemię nieprzytomna.

Oh, God, zabawna dziewczynka. I powiedzcie mi teraz, że boCHaterki opek nie są idiotkami.

*przewraca oczami*

- Więc ktoś czycha na twoim życiu… – powiedziała Celestine grobowym tonem.

Nie, ktoś czyha na twojej rzyci.

A może, nie wiem, spróbowałybyście jakoś pomóc biednej służącej, zamiast taśtać po próżnicy?

- Kto chciałby Cię zabić? Mój boże! – krzyknęła Giselle.

Hmm, pomyślmy... Ta część internetowego ludu, która jest uczulona na Marysie Zuzanny i inne takie?

Nie no, skąd. *chowa za plecami zapalnik do ładunków podłożonych pod rezydencją*

- Dowiem się kto… I ten ktoś pożałuje. Czy Florence żyje? Jeśli tak… Weźcie ją do pokoju służby. Muszę to przemyśleć.

 Pokój służby dla aż jednej służącej. Zajebiście, zajebiście.

Na bogato.

[Cheryl zastanawia się, kto taki mógł chcieć ją zabić.]

 Zastanawiała się nad wynajęciem dedektywa ale stwierdziła że na to za wcześnie.

Gdybyś szukała detektywa, to poleciłabym ci tego pana:
http://media-cache-ak0.pinimg.com/originals/7a/17/4a/7a174af942f6cfbea06385a32fd4acc8.jpg
Ale że szukasz dedektywa, to ci żadnego nie polecę, bo też żadnego nie znam.

Kobito, masz dowody, możesz poszukać. Chyba że czekasz, aż ci podeślą kopertę z wąglikiem, wtedy ok, nie czepiam się.

 Jeżeli wróg uderzy raz jeszcze będzie miała więcej dowodów.  Jednak co jeśli kolejna próba będzie skuteczna?

To kupimy dużo wódki i zrobimy huczną imprezę. *śpiewa* Zróbmy więc prywatkę, jakiej nie przeżył nikt, niech sąsiedzi walą, walą, walą, walą do drzwi... 

Przyjdziemy po prostu na stypę.

Na parapecie usiadł gołomb pocztowy. Cheryl oderwała list od nóżki gołembia i przeczytała:

 "Hej, tu Celestine! Wyhodowałam w laboratorium takie coś. Nie wiedziałam jak to nazwać, a że przypomina mi gołębia, stwierdziłam, że będę na to mówić "gołomb". Zaopiekuj się nim, proszę!".

Czemu cały czas czytam, że "oderwała nóżkę gołembia"?

[Cheryl dostaje list od Cage'a, w którym ten pisze, że za tydzień idzie na wojnę.]

Tylko tydzień? Więc on odejdzie na wojne? Ledwo znalazła miłość i miało nadejść rozstanie? Czy Nicholas jest tym jedynym? Czy miłość na odległość ich wzmocni czy rozdzieli?

No właśnie. Tego wszystkiego dowiecie się w następnej analizie. Amen.

A teraz obiecany bonus.
Analizatornia powstała 05.07.2013 r. i wtedy też została opublikowana pierwsza analiza.
Na początku w załodze Fortecy była tylko Red, jednak już w drugiej analizie dołączyła na stałe Arkanistka.
Przez rok działalności udało nam się dobić do ponad 11000 wyświetleń i ponad 180 komentarzy.
Właśnie, komentarze. Poświęcimy im większą część tego podsumowania.
Pierwszy komentarz został dodany przez Joxera the Mighty 06.07. i brzmiał tak:

Może nie chodziło o może, morze lub muszę, tylko o mosznę? Czytając tę aŁtorkę, doszedłem właśnie do takiego wniosku. Pozdrawiam.

24.07. pewien Anonim opublikował komentarz, który mnie znokautował:

Ej no, nie da się dodawać komentów, zróbcie coś, plz

Fuck logic!
10.08. odezwała się nasza pierwsza stała czytelniczka i komentatorka - Marisa. Dziękujemy za to, że jesteś z nami tak długo i jeszcze przez to nie zwariowałaś. ^^ W komentarzu możesz napisać, jaką byś chciała za to nagrodę (tak, przekupujmy czytelników, będzie fajnie!). :)
Teraz najlepsze komentarze:

Ogar, sam popełniasz błędy ortograficzne, językowe i interpunkcyjne, a innych komentujesz ;___; Żałosne :> ~Anonimowy 14-01-19

Jesteście żałosnymi hejterkami, nie potraficie zrozumieć sztuki i macie kij w dupie! Myślicie ze jesteście takie superzabawne? No to jesteście w błendzie, jesteście nudne i głupie, a wogule same popełniacie błędy - Boże i bohater tak się pisze, a nie przez rz i ch, i co, same rtobicie błendy a innym wytykcie?! W dupe se wsadźcie tą krytykę i cały ten śmierdzący blog, nie macie prawa kopiować cudzego tekstu i go żałośnie zjeżdżac. Wyjdźcie z domu, do przyjaciół, achaha, zapomniałem, wy nie macie przyjaciół, bo nikt by nie wytrzymał z takimi sukamijak wy. Jesteście nudne jak flaki z sosem, Arkanistka wymusza swoje komentarze że ojeju, nuda jak chuj a ty Red weź persen i zjedz snikersa, bo strasznie gwiazdorzysz, nie kazdy jest taki "mądry" jak ty i nie wie co to jest paraliż senny a wogule jakbyś miała paraliż to byś nie mogla pisać, soł nie pierdol głupot i koniec. Rzygam na tą stronę i na was koniec. ~Anonimowy 14-03-2014

Zawieszamy tego bloga bo jest do dupy i krzywdzi ludzi. Przejrzeliśmy na oczy. Papapapa żabcie. ;* ~Niezalogowna Red

Tym razem mnie pokonałaś, ale więcej ci się to nie uda! Nie cierpię cię, bo niszczysz życie autorom którzy mogliby coś osiągnąć. Niedobrze mi jak wchodzę na ten blog. Szkoda, że wogóle powstał. Nie przyszło ci do głowy tępa dzido, źe możesz kogoś tak urazić?!!! Nie, bo wszystko zrobisz dla sławy i żeby mieć życie chodź w necie, bo w realu nie masz. Myślisz że jesteś taka mądra, bo potrafisz pisać i jesteś inteligentna? To nie wystarczy i tak cię nikt nie lubi. Brzydzę się tą stronką. Kiedyś was zniszczę, ciebie i twojego durnego bloga! zobaczysz jak to jest być na dnie obrażoną i jak twurczość twoja wyśmiana. Ludzie myślący Bojkotujmy tą stronkę! Nie pozdrawiam. Niezalogowna Red a tak naprawdę Roma ~Anonimowy 14-04-06

Nawet nie macie tyle odwagi odpowidzieć, szmato. Kiedyś będziesz błagać autorki o autograff a one ci odpowiedzą spierdalaj i zmieszają cię z błotem tak jak ty teraz. Roma ~Anonimowy 14-04-07

Drogie Red i Arkanistka, a może jednak nie tak drogie? Tak, zdecydowanie to drugie. Szczerze, to mam szeroko i głęboko w dupie co myślicie o moim blogu, w sumie, po przeczytaniu tej recenzji również i wy się tam znajdujecie... Chciałabym zaznaczyć, że nie zezwoliłam, na ocenę mojego bloga i jestem potwornie zła? Nie... Wkurzona? Hym... to też nie :/ Wściekła? O tak! To najlepsze określenie! Jestem tak wściekła, że czytając tą waszą głupią recenzje, aż piana mi z ust ciekła. Jesteście beznadziejne to po pierwsze. Po drugie, oceniające, powinny znać się trochę na ortografii... "Bór wie, a pewnie i tak mi nie powie.." ? No chyba, że macie jakieś inne bóstwa. Po trzecie, powinnyście trochę dokładnie czytać, bo widać, że z tym macie trudności... Macie usunąć tą recenzje w trybie natychmiastowym no chyba, że mam to załatwić w inny, mniej przyjemny sposób. Miłego dnia, Jazz :) ~Jazz

Dostałyśmy też komentarz od jakiegoś troskliwego Anonima, który pomyślał, że zainteresuje nas strona związana z technikami powiększania penisa. Komentarz ten nie został opublikowany, bo zjadł go spamownik, za co bardzo mu dziękujemy.

No i na koniec - najciekawsze wyszukiwane słowa kluczowe z ostatnich dni:
- skinny porno ból
- kot z w
- haldir czuły
- brutalny seks
- opowiadania o gimlim
- starszy lokaj kierujący usługą przy stole
- alutka lata młodości
- koń legolasa
- i chodź byś upadl na kolana tekst
- porno tauriel
- "red news"
- polowania na ludzi dziś i jutro
- zbliżenia porno
- duchy moich byłych
- dokąd zmieżasz zolnierzu
- jak wyglada pirat

I to tyle na dziś. Chciałybyśmy jeszcze dodać, że naprawdę Was wszystkich kochamy (tak, hejterów też) i dziękujemy Wam za to, że jesteście z nami. :*
Macie jakieś uwagi, pytania, prośby? Piszcie, a być może, tak urodzinowo, je spełnimy!

Do miłego!