Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harry Potter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harry Potter. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 maja 2015

Od Wybrańca do Galerianki, czyli Niezwykłe Wakacje Harry'ego 2/2

Witamy!
Wracamy do Was po zdecydowanie za długiej przerwie, która została spowodowana wielce upierdliwym życiem. Mamy jednak nadzieję, że teraz będziemy w stanie znowu pisać częściej. Postaramy się.
Dziś ponownie spotkamy się z Pottersonem i jego dziewczynami, dowiemy się, jak powinien wyglądać (nie)normalny związek, jak można wystylizować swoje opko i po co chodzi się do szkoły. Poznamy też fantastyczne sposoby na nudę, a aŁtorka przekaże nam kilka Prawd Objawionych.
Opko robi się ze zdania na zdanie coraz bardziej obrzydliwe, a my ze zdania na zdanie potrzebujemy coraz więcej wódki, więc nie czekajmy i po prostu bierzmy tego byka za rogi.
Link: http://harry-potter-7-i-ja.bloog.pl/kat,0,m,6,r,2007,index.html?smoybbtticaid=614edb
Analizują: Red i Arkanistka


Ta dziewczyna Dudleya

-Proszę pudding z wołowiną. Dziudziaczka ulubiony...

Dziudziaczek. <3 Ja to po prostu tak tu zostawię, niech cieszy oczy. Sorry, Dudasie, od dziś masz na imię Dziudley.

*próbuje wyobrazić sobie Brytyjczyka, próbującego wymówić "Dziudley", po czym spada z krzesła*

Przygotowałabym coś lepszego gdyby Dudley uprzedził mnie wcześniej.- powiedziała podając talerz Paris. A Harry skończył jeść i wyszedł z kuchni.

Nie pytajcie, ale skojarzyło mi się to ze stylizacją biblijną. Wiecie, to "a Harry skończył jeść..." zaleciało mi takim biblijnym "A widział Bóg, że były dobre".
Boru, skojarzyć idiotyczne opko z Biblią, to trzeba być mną.

Ale to nie ty tworzysz opka na podstawie Biblii. A widziałam takie. Podczas podróży przez najgorsze odmęty Internetu.

-Nic się nie stało.- spróbowała a kiedy przełknęła kontynuowała- Dopiero dzisiaj doszliśmy do wniosku, że Dudley mnie przedstawi.

Zajęło wam to naprawdę dużo czasu. Myśleliście, myśleliście i myśleliście... W końcu doszliście do wniosku, że wypadałoby się spotkać z rodzicami. Lepiej późno niż wcale, bo jakoś nie wyobrażam sobie Dudasa w roli romantycznego uciekiniera, który bierze gdzieś ślub po kryjomu i... Dość.

Ciekawe co Rowling powiedziałaby na ten typ stylizacji tego bohatera?

Skończyli jeść i jeszcze trochę porozmawiali o pogodzie.

Najlepszy temat do rozmowy ever! Chociaż lepsze to... niż rozmowy o polityce po Cin&Cinie...

Przepraszam, ale to jest akurat lepsze od jakichkolwiek rozmów z tobą po pijaku :P

No wiesz? *foch*

 Paris i Dudley wyszli razem, ponieważ teraz szli do jej domu(czyżby chcieli poinformować też jej rodziców i zjeść kolejny obiad?). Jednak przed wyjściem poszła na górę do łazienki. Harry w tym czasie brał prysznic.

Zapnijcie pasy, bo nadchodzący prawdopodobnie potężny Element Komiczny może zmieść nas wszystkich. Ale najpierw komentarz odAŁtorski:

 (Ale akcja czasem sama się zadziwiam, że mam takie pomysły. Problem w tym że teraz eksplodowały mi pomysły i który tu wybrać. Jest niezły zwłaszcza, że przyjemny dla Harrego.)

Źródło
Bo spisywanie planu akcji przed napisaniem opka jest dla słabych, prawda. A poza tym, uważam, że to niesprawiedliwe – taka aŁtoreczka ma kupę pomysłów, a ja mam tylko kupę na głowie, weny brak. :(

Też mam kupę pomysłów, podzielić się z tobą? Ale fakt faktem, niech sobie lepiej pozapisuje te swoje pomysły, wtedy łatwiej będzie ogarnąć wszystko.

Harry poszedł na górę po obiedzie. Postanowił się umyć(w końcu główni bohaterowie zaczynają się myć),

To jest, eee, jakieś osiągnięcie, nie? NIE? 

No cóż, w porównaniu do opek Milenko-Marlenki o Tokio Hotel na Niezatapialnej Armadzie, to naprawdę to jest postęp.

 w końcu idzie do dziewczyny. (Ale czyścioszek. Tak w ogóle to chciał zrobić dobre wrażenie)

AŁtorko, oszczędź nam tych dopisków, to, co chcesz przekazać, wpleć umiejętnie w tekst, a nie baw się w Narratora Wkurwiającego.

Ona się bawi w Narratora Dopowiadającego Narratorowi. Czy jakoś tak.

 Paris słyszała szum wody i weszła do łazienki, ponieważ nie chciała zawieść koleżanek a nie była już dziewicą.

Co kurwa? Logiko? *sprawdza pod biurkiem*
*sprawdza w szafie*
*sprawdza w lodówce*
No gdzie się podziałaś, logiko?
Ok, mam rozumieć, że aby nie zawieść koleżanek, Paris musiała zawsze wchodzić do łazienki, kiedy słyszała szum wody, bo nie była już dziewicą i konieczne było dla niej częste mycie się. 
Albo po prostu była dziwką i ignorując fakt, że miała chłopaka, musiała seksić się z każdym, kto się kąpie.

Czemu akurat z kimś, kto się kąpie? Btw, a może to był dźwięk spuszczanej wody w sraczu?

 (Jakich koleżanek? Zapytacie, ale wszystko w swoim czasie się dowiecie. To będzie niespodzianka. Dużo się wydarzy w Little Whinging a tamtejsze dziewczyny nie lubią się nudzić w wakacje.)

Niespodzianka niespodzianką, ale pisanina powinna trzymać się kupy i zachować podstawowe prawa logiki. Amen.
Z innej beczki, ja też nie lubię się nudzić w wakacje, ale potrafię sobie znaleźć lepsze zajęcie niż kurwienie się na prawo i lewo. Shit, to opko zaczyna mnie naprawdę wnerwiać.

Nie tylko ciebie. Ja się tak właściwie zastanawiam, gdzie się podziała fabuła.

Wzięła przykład z boCHaterów i poszła na dziwki.

Weszła do łazienki rozebrała się, odsunęła zasłonę prysznicową.

A poza tym wszystko z nią w porządku?
Chyba że to tylko ja nie wchodzę randomowym kolesiom pod prysznic, niezależnie od tego, czy wyglądają jak Harry Potterson, czy jak Bard z Hobbita (<3).

No, takie wbijanie się komuś pod prysznic jest... dziwne. Btw, mój były ma ksywkę Random. Ale proszę, niech nikt mu się nie wbija pod prysznic.

-Czy mogę się przyłączyć- zapytała a Harry zmieszany zakrył (wiecie, co) ręką.

Źródło
AŁtorko, takie perwersje nam tu serwujesz, a boisz się napisać "penis"? To patrz, tylko się nie przestrasz:
PENIS PENIS PENIS PENIS PE... *panowie w białych ubraniach próbują zapakować Red w kaftanik*

Prącie to też takie śliczne, naukowe określenie. Oprócz tego znam wiele nieco bardziej wulgarnych określeń, ale nie będę ich przytaczać.

 (Zrobiłam z tego „film obyczajowy” chodzi mi o taki dla młodzieży np.: „Mrowisko w gaciach” „Parcie na tarcie” „American Pay”. Ale wróćmy do opowiadania.)

"American Pay" to film z 1969 roku o amerykańskich nastolatkach, którzy próbują swoich sił w płaceniu za różne... usługi. (na przyszłość – Pie, nie Pay)
I to się nazywa talent, zrobić z opka film obyczajowy!

No nie? Nie tak łatwo sprawić, by opko znalazło się na dużym i małym ekranie.

Paris weszła do kabiny i ONA zaczęła się dobierać do Harrego.

O.N.A. chyba. Taki zespół. Czyżby w opku nagle pojawiła się Chylińska?
*śpiewa* Kiedy powiem sobie dość... (z użeraniem się z opkami)
Aha, a Dudley to co, "jak kocha, to poczeka"? AŁtorko, pamiętasz jeszcze, co napisałaś parę zdań temu?

Obstawiam trójkącik. Na pewno będzie trójkącik. Nie może być inaczej.

(Chyba się domyślacie, że się do niego dobrała i to jak.) Skończyli i Paris była mokra.

Eeeej, a gdzie soczysty i powalający opis seksu? Czyżby aŁtorka bała się też tego słowa? Ja się tak nie bawię. *zabiera łopatkę i wychodzi z piaskownicy*
Źródło
Ostatnio byłam na sesji z dwoma gimbusami. Do kolegi w podobnym wieku do mojego powiedziałam, że to nawet urocze, kiedy oni tak się wstydzą powiedzieć "seks", że aż jeden musi to drugiemu na kartce napisać.

Suszyła włosy przed lustrem i rozmawiała z Harrym, który siedział na sedesie.

Mam rozumieć, że Dudley sobie tam na dole spokojnie czeka, aż jego ukochana poseksi się i pogada z Pottersonem. Chyba że on nadal myśli, że ona tak długo korzysta z toalety. Nikt nigdy nie mówił, że Dudley jest inteligentny. 

Poza tym, Paris jest w końcu kobietą. One zawsze długo sterczą w łazienkach.

 On miał założone spodnie a ona była już cała ubrana.
-Nie spodziewałem się tego po tobie.
-Lubię zaskakiwać ludzi.

Nazywaj to, jak chcesz, dla mnie to i tak zwykłe dziwkarstwo.

Nie nazywałabym tego dziwkarstwem. Potterson jeszcze jej nie zapłacił.

-Widać, ale co ty zamierzasz zrobić dalej.
-Nic to była dla mnie tylko chwila. Taki skok w bok. Rozumiesz?- odwróciła się do niego i spojrzała w te jego zielone oczy.
-To mi się podobał-wstał z sedesu i podszedł do niej- ten twój skok w bok.- powiedział i pocałował ją.

Dajcie mi siekierę, mopa, wódkę, cokolwiek. Nie mogę tego czytać.

Ech, czemu te wszystkie gwałty (nie tylko na kanonie) muszą być zawsze początkiem epic romansu?

-Tylko nie mów o tym nikomu dobrze.- powiedziała, kiedy się przestali się całować.
-Niema sprawy.

Jakaś Sprawy jest niema, więc nikomu nie powie. Tym razem się wam upiecze.

To opko jest tak wybitnie odrzucające, że nie mam nawet specjalnie ochoty robić zakładów, które z nich pierwsze puści parę z gęby.

Oboje wyszli z łazienki. Harry poszedł do swojego pokoju Paris zeszła na dół.
Jej pobyt w łazience trwał 20 minutach.

Bo przewrócił się na odmiany przez przypadków. Sad story.

20 minut? Potterson ma erekcję błyskawiczną, wystarczy zalać wrzątkiem i gotowe?

-Czemu byłaś tak długo w łazience?- zapytał Dudley Paris.
-Czekałam na nią, ponieważ Harry brał prysznic.- skłamała. (Przecież nie powiedziałaby prawdy.(dlaczego?))

Źródło
Im dalej, tym gorzej. Nawet aŁtorka zapętliła się w swoich dopiskach i zafundowała nam jakąś... dopiskocepcję. Chyba że tu są dwie aŁtorki. Ale to i tak dopiskocepcja.

Bo to incepcja w incepcji w incepcji, doprawiona szczyptą incepcji. Chyba, że uruchomił jej się tryb Narratora Cudem Niespoilerującego.

Dudley nic nie podejrzewając poszedł z Paris na drugi obiad do jej domu.

Dudley musi być naprawdę głupi, jeśli uwierzył w jej wersję wydarzeń. No popatrzcie – Paris jest jego sąsiadką, więc nie mieszka daleko. Na miejscu Dudasa pomyślałabym, że to dziwne, że wolała czekać jak durna pod łazienką dwadzieścia minut, niż po prostu polecieć do domu i tam załatwić sprawę. Borze, jak to opko boli w mój mUSK.

Uwaga, żarcik chemiczny: Dudley nigdy nie posiadał jednej właściwości fizycznej alkoholu etylowego - nie był zbyt lotny.

 Harry poszedł do Kate na umówione spotkanie u niej o 5 po południu. Zadzwonił dzwonkiem i nie wiedział co powiedzieć.

No nie wiem, dobrze wychowana osoba powiedziałaby "dzień dobry" albo "cześć"... Dobrze wychowana...
Dobrze wychowana...
Ok, cofam.

O ile na dzień dobry nie wyjedzie do niej tekstem: "Chcę cię ruchać tu i teraz!" to nie powinno być tak najgorzej.

[Potterson ostatecznie wchodzi do domu Kate.]

- Wejdź na górę tam jest mój pokój. Moich rodziców nie będzie do rana. Matka i ojciec poszli na nocne zmiany.- powiedziała, kiedy szli po schodach.

Czyli teraz można liczyć na jakieś zUe seksy?

To już nawet w Burdelu były jakiekolwiek (złe, bo złe, no ale) opisy, a tu nic.

 Otworzyła pierwsze drzwi na lewo.- Tu jest mój pokój. Czuj się jak u siebie w domu.- Pokój wyglądał tak samo jak w 17 numerze Brawo Girl.(Ta i wszyscy wiedzą jak...no nie :))

Eee, no nie? A co, jeśli ktoś nie uczył się wszystkich numerów Bravo Girl na pamięć? A co, jeżeli ktoś, tak jak np. ja, o zgrozo, nie kupował Bravo Girl?

To już lepiej wklej zdjęcie, aŁtorko.

-Ładnie tu u ciebie- powiedział przypominając sobie burdel w swoim pokoju.

*stara się nie wspominać o Burdelu w Hogwarcie*

Już to zrobiłam za ciebie. Poza tym, Pottersonie, seks uprawiałeś w łazience, więc to ona raczej zasługuje na miano zamtuza...

-Dzięki. Usiądź czy napijesz się czegoś?

Dlaczego ona sugeruje, że Potterson ma pić na stojąco?

Może myśli, że on ma jakieś problemy z drogami oddechowymi, a pozycja stojąca ułatwia oddychanie.

-A, co masz?
-Kawę, herbatę- teraz podeszła do szafki i wyjęła dwie butelki różnej wielkości- wino i wódkę.

Czyli przechodzimy do konkretów. Niech Kate poleje i nam, bo coś czuję, że może być kiepsko.

To my weźmiemy wódkę. *próbuje zabrać Kate butelkę*

-To nalej mi wódki a co masz na przepoję.- czuł się pewnie. Wiedział, że go nie weźmie po wypiciu pół litra z kimkolwiek.

A żebyś się nie zdziwił, pewniaku.

Tym bardziej, jeśli się okaże, że połowy wypite nie były sobie równe...

-Wow pijesz wódkę z nieznajomą dziewczyną?
-A co?. Żyje chwilą.

A jak następnego dnia obudzisz się bez nerki, to będziesz po prostu żył chwilą i tylko z jedną nerką. Żaden problem. ;) 

Nawet mi się nie chce komentować, jak często dorosłym zdarza się napić się wódki z obcymi na imprezie.

-Lubię takie osoby.- powiedziała i wyjęła dwa kieliszki- Na chwilkę cię zostawię, bo pójdę po jakiś napój do kuchni.
Wyszła z pokoju, a Harry wstał i zaczął przechadzać się po pokoju. Na szafce leżały zdjęcia jej z jakimś chłopakiem, drugie z dziewczynami, dostrzegł też z rodzicami. W tej chwili pomyślał, że z nią może się przespać, jeśli by tylko się dała.

Gdyby nie miała w pokoju zdjęcia z rodzicami, to by się z nią nie przespał. Potterson przez swoją stratę z dzieciństwa miał dość dziwne odchylenia.

Dziwne dewiacje, nie powiem.

 Z drugiej strony miał wyrzuty sumienia, że nie ma Ginny trzy dni a on już szuka jej następczyni w Little Whinging.

Oj tam, najwyżej zrobi jak Paris i powie, że to tylko skok w bok, no bo w czym, kurwa, problem.

Nie, żeby w jakimkolwiek związku liczyła się wierność (a przynajmniej szczerość) względem partnera.

 Kate przyniosła dwa napoje. Weszła do pokoju i polała wódkę. Wlewała do kieliszka Harrego a jemu zdawało się, że coś dosypuje.

Idiotka. Mogła dosypać mu to coś do napoju już w kuchni, nie musiała przyprawiać tym wódki tuż pod jego nosem. 
Powiedziała Red, specjalistka od dosypywania.
(może dla jasności napiszę, żeby mnie tu nikt o nic nie posądzał ;) – nie, nigdy nikogo niczym nie faszerowałam, to by było cholernie kretyńskie)

Tłumaczeniem się sama się pogrążasz, Red. Ale faktycznie, dosypywanie czegoś, gdy "ofiara" to widzi, jest po prostu debilne.

-Nie musisz mi nic dosypywać żeby się ze mną przespać.- powiedział Harry i położył rękę na jej kolanie.
-Ja nic nie dosypywałam.- odpowiedziała speszona
-Przecież widziałem nie musisz kłamać.
-No dobra przyznaje się, ale jeśli nie musze ci nic dosypywać i upijać to- w tym momencie usiadła mu na kolana, zgięła bluzkę swoją i Harrego

Bezpośrednia dziewczyna! 
A tak serio, od kiedy Little Whinging jest jednym wielkim burdelem?

Jak można zgiąć bluzkę? No i cała ta historia z dosypywaniem jest awkward.

(Chyba nie musze pisać dalej, bo każdy wie co się stało.)

Napisz, ja nie wiem. Harry zrzucił Kate z kolan i poszedł oglądać zdjęcia jej rodziców? Kate się rozmyśliła i poszła czytać Bravo Girl? A może po wypiciu wódki postanowili pobawić się w Batmana i Robina? Albo zaczęli rozmawiać o chłopakach i lakierach do paznokci? Możliwości naprawdę jest mnóstwo!

No, Potterson mógł chlapnąć coś na temat tego, że jest czarodziejem...

 Harry wyszedł z domu Kate myśląc, że te wakacje będą inne od poprzednich i o wiele lepsze. Wracał na Privet Drive była już ósma a jednak spotkał jakąś dziewczynę na rogu. Pomyślał, że to dziwka.

Cóż, każda dziewczyna, którą spotkacie na rogu, jest dziwką. To elementarne.
Źródło
Potterson, ty idioto, jak ja cię kiedyś spotkam na jakimś rogu...! *szykuje topór bojowy i tresowanego smoka*

You have my bow.

Mijał ją a ona uśmiechnęła się i przyłączyła się do niego.
-Cześć Harry-przywitała jego
-Siemka to my się znamy?
-Nie, ale możemy. Ja jestem Alex.- zagadała

Ten dialog przypomina mi czasy podstawówki, kiedy razem z koleżanką dla beki pisałyśmy z nieznajomymi na czatach. Tak, rozmowa często zaczynała się w zaprezentowany wyżej sposób. Piękne czasy.

Może niech od razu zadzwoni do niego i powie, że dzwoni z wodociągów z pytaniem, czy jest ciepła woda?

[Plepleple. Potterson postanawia odprowadzić Alex do domu. Taki z niego gentleman.]

-To gdzie chodzisz do szkoły?
-Do miejscowego. Szkoda, że ty tam ni chodzisz miałbyś niezłe powodzenie u dziewczyn.

Tsa, bo to szkoły chodzi się po to, żeby mieć powodzenie. Ileż to Prawd Objawionych mamy w tym opku! Nie wiem, jak Wy, ale ja czuję się oświecona.
Nieśmy ten kaganek oświaty!

Wynika z tego, że przez cały czas robiłam coś źle, bo nie miałam specjalnie powodzenia, ale czegoś się w tej szkole nauczyłam...

A teraz Dialog Poplątany. Nie wiadomo, kto, co i dlaczego mówi:

-Naprawdę tak uważasz? Dzięki.
-Ty też jesteś ładna. Wiesz podobasz mi się. Jesteś pierwszą dziewczyną w Little Whinging, która naprawdę mnie kręci.(ale ma bajer)

Wmawiaj sobie. Podrzucę ci więcej "bajeranckich" tekstów:
– Jesteś z kosmosu? Bo masz tyłek nie z tej ziemi!
– Cześć, jestem Potterson, zapamiętaj to imię, bo będziesz je krzyczeć całą noc.
– Jeśli byłabyś różą na pustyni, uklęknąłbym przed tobą i zapłakał żebyś nie zwiędła.
I jeszcze cytat z najnowszego dzieUa Katarzyny Michalak (Borze Liściasty, wystarczył fragment przeczytany ostatnio na stronie Matrasu, żeby mnie od tego tForu odrzucić na kilometr):
– Od dziś to miejsce obok ciebie, moja śliczna, należy do mnie.
Możesz je teraz powtarzać i nadal wmawiać sobie, że "masz bajer". Gratuluję!

Bajer na poziomie gimbazy. Jeszcze dorzucę: Bolało, jak spadałaś z nieba?

-Fajnie.
-To może umówisz się ze mną na lody (Ze skojarzeniami proszę. Nie żartuje chodzi o normalne lody.)

AŁtorko, przez ciebie jestem zdezorientowana. Żartujesz w końcu, czy nie żartujesz? I jakie to są normalne lody? Bo dla każdego mogą być inne.
Wstawiam zdjęcie słodkiej świnki z lodem, tak dla rozluźnienia.
Źródło
I cóż, epic fail, bo  nawet ja, osoba mająca skojarzenia dość, eee, często, akurat tu nie miałam, mimo tego świetnego dopisku.

Ja też wybitnie nie miałam skojarzeń. Może to z tego powodu, że sama wcinam sobie lody "Choco Zebra" z Algidy *uwaga, analiza zawiera lokowanie produktu*

-Bardzo chętne tylko, jakie?- przybliżyła się do niego.

Rozumiem to tak, że Alex ma ochotę tylko na chętne lody. Tylko jakie to są? Takie, co to nie czekają, aż je poliżesz, tylko same pakują się do ust? Niezły wynalazek.

Takie posypane przecinkami.

-To już zależy od ciebie.- przytulił ją i pocałował. Stali już przed jej domem. (O kurwa zdawało mi się, że biurko się rusza.)

Źródło
O, kurwa, wydaje mi się, że rozwaliłam biurko.
Darujcie mi te dopiski, oszaleję. Po jaką cholerę to robisz, aŁtorko? Chcesz, nie wiem, dośmiesznić swoje opko? Robisz to źle.

To nie jest opowieść interaktywna, aŁtorko...

-Dobranoc. Pasuje ci o pierwszej.
-W południe czy w nocy.
-Wtedy i wtedy.

*śpiewa* Cztery razy po dwa razy, osiem razy raz po raz, o północy ze dwa razy i nad ranem jeszcze raz...

A Ginny gdzieś już z jego pamięci wyparowała. Na miejscu rudej naprawdę spuściłabym Pottersonowi wpierdol.

-Jak w nocy to przyjdę do ciebie a w dzień ty do mnie. Pasuje.
-I to jak a gdzie okno twojego pokoju.
-To nad garażem.- powiedziała i skierowała się do drzwi- dobranoc Harry Potterze.
-Siema Alex. Do pierwszej przelecę cię na sto procent czekaj.
Alex nie zrozumiała, co ma na myśli, że przyleci.

No, jak to co? Weźmie Błyskawicę i przyleci! Albo nauczy się latać jak Voldemort i też przyleci. Przyleci cię... przelecieć. Cokolwiek.

Za dużo latania w tym opku. Spróbujcie z lewitacją!

 Cieszyła się jednak, że w nie przegra zakładu.

Jakiego, kurwa, zakładu?!

Dziękujemy, Narratorze Niedopowiadający.

Harry przyszedł o pierwszej pod jej okno. Dziewczyna wyjrzała z okna Harry się wspiął i wszedł do środka. Pokój nie był pusty. Było tam ze cztery dziewczyny.

Albo tak z pięć, a może i ze sto, Harry był tak napalony, że nie umiał już liczyć.

A...ha...

Jedna wzięła strzykawkę i wbiła w ramię zanim on zdarzył powiedzieć, cokolwiek.

Po pierwsze – komu wbiła? Sobie, Harry'emu, Alex, jakiejś dmuchanej lali (np. takiej)? 
Po drugie – "zdążyć" i "zdarzyć" to nie jest to samo. Użycie tego drugiego wyrazu sprawiło, że to zdanie nie ma sensu.
Po trzecie – muszę w końcu ruszyć dupsko i kupić trutkę na wściekłe przecinki, bo panoszą się w tym opku straszliwie.

Wystarczy przeganiać je z jednego końca opka na inny.

Harry poznał w te wakacje wiele dziewczyn. Prawdę mówiąc chyba wszystkie z Little Whinging. Każda znajomość jednak nie trwała zbyt długo. Jedna dwa, trzy góra cztery dni. Nie znał wszystkich imion nawet nie pamiętał jak niektóre wyglądały, ponieważ był pijany albo naćpany.

Co się stało ze starym, dobrym, skromnym i sympatycznym Potterem? Gdyby Rowling to zobaczyła, przewróciłaby się... na krześle.

Albo w łóżku, whatever. Chociaż wątpię, czy Rowling zrozumiałaby choć słowo z tego bełkotu (mniejsza z tym, że to po polsku, to jest po prostu bełkot).

 Wracał o różnych porach dnia i nocy do domu Dursleyów. Traktował go bardziej jak hotel, bo nie za często tam sypiał.

A Vernon i Petunia oczywiście wcale nie zareagowali na takie zachowanie. Jasne. AŁtorko, wróć np. do piątej części Pottera, polecam. Do książki, oczywiście, nie do filmu. Myślę, że znajdziesz tam garść przydatnych informacji.

Hmm, warto by chyba polecić jej powrót do samego początku.

 Jego mugolskie pieniądze szybko wydawał, jednak się tym nie przejął za bardzo bo wszystko fundowały mu dziewczyny.

I tak Harry Potter, Wybraniec, Złoty Chłopiec, został po prostu utrzymankiem bogatszych od niego dziewczyn. Smutna historia. Od Wybrańca do Galerianki, czyli Jebaj się Kanonie.

Ciekawi mnie, czy Rowling czytuje czasem fanfiki. Jeśli tak, to ma stalowe nerwy.

 Jednak, co dobre szybko się kończy jak i jego pobyt u wujostwa.

Śmiechłam. Akurat dla kanonicznego Pottera pobyt u wujostwa na pewno nie był niczym dobrym. Ale to w końcu opko, o czym ja w ogóle piszę.

Pojęcia nie mam. Srsly, aŁtorko? Pobyt u Dursleyów czymś dobrym?

 Nieuchronnie zbliżał się termin ślubu, Billa i Fleur. Harry nic sobie z tego nie robił używał sobie na całego.

A dlaczego miałby sobie nie używać, skoro Vernon i Petunia mu w tym nie przeszkadzali, to co dopiero Bill i Fleur.

A co, miał niby pomagać rodzinie swojej dziewczyny w organizacji święta rodzinnego?

Jakiej dziewczyny... I Potterson, i aŁtorka zapomnieli już dawno, że to rude i piegowate ma na imię Ginnny i jest czyjąś dziewczyną.

Odzyskiwał świadomość na krótką chwile żeby znowu odlecieć. Jednak trzy dni przed poznał kolejną dziewczynę, która była inna niż poprzednie. Nie chodzi mi tu o wygląd, ale zachowanie.

Czyżby w Little Whinging pojawiła się dziewczyna, która nie jest dziwką? To rzeczywiście spora różnica. Jestem pod wrażeniem.

Może pojawiła się taka, która posiada przynajmniej gram mózgu.

Traktowała go jak by nie był chłopakiem na jedną noc. (Tu się trochę rozpisałam, ponieważ jest koniec wakacji a ja chce to skończyć. Nie będę opisywać jego wszystkich dziewczyn, bo by mi to zajęło z miesiąc jak i nie więcej. Urosłoby to opowiadanie do jakichś 20 stron a tego nie chcę.)

To planuj to, co piszesz, na litość borską! Chuj, nie chce mi się pisać długich opek, więc połowy rzeczy po prostu nie napiszę, domyślaj się, czytelniku, i tak mam cię w dupie. Świetne podejście.

Czujecie ten szacunek do własnego czytelnika? Nie? Ja też nie.

 Poznał ją w jakiejś dyskotece albo prywatce w domu nie bardzo pamiętał. Muzyka głośno grała wszyscy tańczyli a Harry odzyskał świadomość po raz pierwszy od trzech dni(!) Bogu, dzięki bo by w końcu nie przyszedł na ślub Billa i Fleur.

Serio, muszę to komentować? *sprawdza, ile zostało do końca* 
Dzięki Boru, już niedługo. No dobra – Potterson, jak masz iść na ślub tak odmieniony, to może faktycznie się naćpaj, upij, zabij i nie idź. Zrobisz ogromną przysługę Billowi i Fleur, nie rozwalisz im wesela.

Normalnie popłakać się można nad biednym, zgwałconym (wiem, to brzmi niefortunnie w tym opku), kanonicznym Harrym.

Rozejrzał się wokoło był w środku kółka dziewczyn, których nie bardzo znał. Pamiętał imiona trzech może czterech a nie z piętnastu jak oszacował Harry. Zakołysał się na nogach i...

Padł trupem?
Albo nie, mam lepszy pomysł! Niech okaże się, że gospodarzem tej imprezy jest Frey i niech on zrobi drugie Red Wedding! 
Źródło
*Gra o Tron tak bardzo*

Okazało się, że jest Władcą smoków, Czarnym Smokiem, bratem Jasnego Jednorożca? *czyta różne dziwne książki, m.in. "Prawa i powinności"*

-Boże gdzie ja jestem- Harry zdezorientowany zaczął się potykać i obijać o ludzi i meble.- Musze iść do łazienki.- wszystko było jakby zamazane, ciemne. Nie wiedział, co robi i co się z nim dzieje (Czuł się jak by zaliczył, zgona ale jakoś inaczej, bo brał prochy. Wiem coś o tym, bo taka się czułam, ale nie brałam prochów.(Wiem jak zaliczyłaś zgona na moich urodzinach)).

Logiczne. Potterson czuł się po prochach tak, jak czuła się aŁtorka nie po prochach. Tak. I Potter, i aŁtorka prezentują tu niesamowite JU O LOLO.

A ja zauważam, że te dopiski są od kogoś innego niż aŁtorka. Przynajmniej niektóre.

No właśnie, tutaj stwierdziłam, że albo są dwie aŁtorki, albo jest aŁtorka i jej koleżanka. I "komentują" opko razem. Bór wie, w jakim celu to robią. 

 W końcu jakaś dziewczyna złapała go za rękę.
-Zaprowadzę cię- powiedziała i wyprowadziła go z pomieszczenia.
-Gdzie ja jestem?- zapytał ją gdzie doszli do drzwi.

No jak to "gdzie"? Pod drzwiami!

Tracenie kontaktu z rzeczywistością nie jest najlepszym stanem na imprezę. Naprawdę.

-Jak to gdzie. Na imprezie u Alice.
-Jakiej Alice. Ja żadnej Alice nie znam.
-Jak możesz jej nie znać przecież mieszkasz u niej od trzech dni.

Serio, da się być aż tak najebanym przez tyle czasu? I dlaczego aŁtorka zrobiła to Potterowi? Jak chciała pisać opko o JU O LOLO i SWAG nastolatkach, to niech pisze o JU O LOLO i SWAG nastolatkach, a nie że miesza do tego potterowy kanon. Przepraszam, brak kanonu.

Nie wiem, czy można być tak nawalonym. Nigdy nie doprowadziłam się do takiego stanu.

-O, czym ty mówisz. Ja tu mieszkam?
-Tak i co nic nie pamiętasz.
-No pamiętam... jak...jak...Wiem jak poznałem Margaret.

Nie wiemy, o jaką Margaret chodzi, ale wiemy, że na tym skończymy analizę tego opka. Nie wiem, czy powstały kolejne części i nie chcę wiedzieć.(dowiedzenie się o kolejnych częściach mogłoby nas doprowadzić do ciężkich stanów lękowych, więc prosimy czytelników o nieinformowanie nas o tym, że jednak istnieje kontynuacja.) A teraz... Żegnaj na zawsze, Pottersonie!
Źródło

Do zobaczenia!

czwartek, 2 kwietnia 2015

Każda świnia przy nim krzyczy, czyli Niezwykłe Wakacje Harry'ego 1/2

Witamy!
Dziś pod nóż pójdzie opko o starym, dobrym Potterze.
Chociaż... Czy na pewno? AŁtorka postanowiła zafundować nam "nowego, lepszego" Harry'ego i tak powstał Potterson, który pije, pali, konia wa... Nieważne. Ważne jest to, że gdzieś się zgubił skromny, sympatyczny i znany nam chłopak, a zamiast niego pojawił się jakiś tępy osiłek.
Chcecie poczytać o Potterku, który chodzi na siłownię, kupuje soczewki kontaktowe, podrywa dziewczyny (i jest przez nie podrywany), imprezuje, a do tego śmieje się z Dudasa, którego dziewczyną jest Paris Hilton? Jeśli tak, to zapraszamy!
Link: http://harry-potter-7-i-ja.bloog.pl/kat,0,m,6,r,2007,index.html?_ticrsn=3&smoybbtticaid=614967
Analizują: Red i Arkanistka

Niezwykłe wakacje Harrego cz.1

Po odejściu z King Cross kazał swojemu wujkowi zatrzymać się przed w Dziurawym Kotłem.

Harry odszedł z Króla Krzyża. Orientujecie się, jakim krajem Król Krzyż rządzi? Opkolandią może? Albo Moherlandem?
No i ten. Od kiedy Harry tak po prostu rozkazuje swojej mugolskiej rodzince? Zastraszył ich jakoś, aboco...

Zatrzymał się przed czy w Dziurawym Kotle? To jest bardzo ważna informacja, do cholery!

-Po, co mamy się tu zatrzymywać?- zapytał wuj Vernon zatrzymując samochód.
-Musze wypłacić pieniądze.- odpowiedział Harry.
-Jakie pieniądze? To ty masz jakieś oszczędności? Ile?
-Moi rodzice mi je zostawili a zresztą nieważne wrócę za jakieś 30 minut- powiedział i wyszedł.

Lol, słyszycie ten dźwięk? To kanon poszedł się jebać. 
Przez całe siedem tomów Pottera nasz bohater nie powiedział mugolom o swoich pieniądzach, bo obawiał się, że oni mu ten hajs zarekwirują. A tu co? Tak po prostu wyjawia Vernonowi swój sekret i odchodzi na pół godziny, mając go w dupie. A wujcio tak po prostu mu na to pozwala. Ktoś tu jest chyba naprany. Albo naćpany. 

Znaczy, w sumie i tak nie zrobiłoby to jakiejś wielkiej różnicy, gdyby powiedział, no bo w końcu to nie jest mugolska waluta, więc i tak by jej nie wydali. Co nie zmienia faktu, że zachowanie Harry'ego jest...nietypowe, delikatnie mówiąc.


-I ja mam tu czekać? Co ty sobie wyobrażasz?!- tego Harry już nie usłyszał. Szybko poszedł na ulicę Pokątną do Banku Ginngota.

Literki też się upiły. I zamiast podwojonego "t" mamy podwojone "n" w nazwie banku. Już o zaginionym w akcji "r" nie będę się rozpisywać. Patologiczne opko, aż mi się smutno zrobiło. :(

Yeah, right...

 Ku swojemu zdziwieniu za jednego galeona dostał 25 funtów.

Źródło
Nie przypominam sobie, żeby Rowling w jakikolwiek sposób podawała, że w ogóle istnieją przeliczniki waluty czarodziejskiej na mugolską i odwrotnie.

Później już bez postojów :) pojechali prosto do Little Whinging.

Postoje :) to takie bardzo miłe postoje. Zawsze się do wszystkich uśmiechają i rozdają lizaki.

A. Aha. A jakby jechali z postojami, to co?

Dursleyowie nie wiedzieli o jego nałogowym paleniu, piciu i braniu różnych narkotyków od czasu do czasu (głównie na używki szła kasa).

Wowowow, mamy tu buntownika! Rodzice byliby z ciebie dumni, drogi Harry.
Źródło
Buntownikiem to ja bym go akurat nie określiła. Poza tym, no dobra, brał używki, chlał, etc. Tylko z jakiego powodu? Anybody?

Bo tak, nie kłóć się!!oneone11!

Odkąd wrócił do Hogwartu w szóstej klasie zaczął brać sterydy z Ronem.

Przepraszam, dajcie mi chwilę, muszę się wyśmiać.
Źródło
Kurczę, nie przesadziłam z tą patologią. 
To jest Harry Potter, krótka piłka. Wódka, karabin, kokaina i siłka!

Harry na siłce... *mruga z niedowierzaniem* Potter, ten chudzielec, na siłce...

Następnego dnia poszedł do okulisty, który przepisał mu soczewki. Harry kupił całe opakowanie od razu. (Czyli sześć sztuk wiem, bo sama kupuje.)

Fajnie. Cieszę się, że napisałaś to wtrącenie, brakowałoby mi go, gdybyś tego nie zrobiła. 
I dobrze, że kupił soczewki, okulary są dla słabych!!11!!@@1!oneone!

-Z całą pewnością okulary są dla słabych - odparła Arkanistka, poprawiając okulary podczas wnoszenia na czwarte piętro ósmej 10,5-litrowej zgrzewki wody z rzędu.

Kupił sobie też markowe ciuchy. Wyglądał inaczej bez okularów i z mięśniami (wiecie, co mam na myśli) stał się bardzo sexy.

Wiemy, wiemy... Harruś przeszedł metamorfozę w jednym z amerykańskich programów i stał się chodzącą zajebistością. Każda świnia przy nim krzyczy!
Jestem miszczynią Painta
Zapomniałaś mu usunąć okulary. Btw, dla mnie tępy mięśniak nie jest specjalnie sexy, ale co ja tam wiem *wzdycha do swoich wymarzonych chudzielców*

Pierwszego dnia po południu, bo rano był u okulisty wyszedł szukać kiosku żeby kupić tam fajki.

To musiała być długa i niebezpieczna wyprawa. Co najmniej jak z Shire do Mordoru.

Albo do Ereboru. Bez wątpienia musiał zabrać ze sobą pięć karabinów, trzy kije bejsbolowe i granatnik, tak na wszelki wypadek.

I jakiegoś krasnoluda do towarzystwa. 

 Znalazł na końcu ulicy Magnolia Road. Podczas kupowania z domu naprzeciwko kiosku wyszła spora grupka dziewczyn w wieku od 16 do 18.

Harry kupował pety firmy Z Domu? Czy może dziewczyny kupowały, wychodząc? 

Nie wiem, to chyba te fajki wyszły z domu.

Wychodziły a Harry włożył papierosa do buzi i na legalu palił (Ja też tak chcę.).

Taki dorosły, taki buntownik, a papierosy bierze "do buzi". Urocze. <3
Dopiski aŁtorki też są urocze. Spłakałam się.

Ja też. Tym bardziej z tego powodu, że gdyby aŁtorka wiedziała, co za chujstwo jest w fajkach, nigdy by tego nie chciała. Tym bardziej, gdyby miała przynajmniej podstawowe wykształcenie chemiczne.

Oparł się o drzewo i patrzył na dziewczyny myśląc, którą tu by poderwać i przelecieć.

No, widzę, że pety wypaliły Pottersonowi mózg i nasz boCHater myśli teraz innym narządem. A poderwij je wszystkie, co się będziesz ograniczał. Za czasów Burdelu w Hogwarcie nie takie rzeczy wyczyniałeś.

Ach, wspomnienia. Aż się łezka w oku kręci. A tak na poważnie, to ten koleś podający się za Pottera ma priorytety godne Belli Swan i Wagabundy z tffurczości Smeyerowej. *przebrnęła ostatnio przez analizę "Intruza", wykonanej przez Beige i Maryboo, i wciąż próbuje się podnieść z dołka psychicznego*

 Wiedział, że długo nie wytrzyma od seksu a z Ginny będzie się widzieć dopiero za trzy tygodnie (mała zdrada nic się nie stanie :).).

*gimbuska mode on* Za to Harry'emu coś stanie. *gimbuska mode off*
No a jak długo od seksu nie wytrzymasz, to chyba dobrze, że teraz nie masz możliwości ruchania, dłużej pożyjesz. 
Chociaż... Z analizatorskiego punktu widzenia to akurat faktycznie gorzej.

Potter, jak masz takie problemy, to idź do seksuologa. Albo przynajmniej zaradź im w swoim własnym zakresie, a nie jakieś obce dziewczyny chcesz w to wciągnąć.

Wszystkie dziewczyny przeszły drugą stroną ulicy zerkając na niego i chichocząc. Oprócz, Kate która już planowała jak go jutro poderwać.

Kate po okropnie męczącym planowaniu doszła do wniosku, że nadprogramowy przecinek jej w tym podrywaniu pomoże. Połaskocze Pottersona w dupę. Czy coś.

Kolejna z priorytetami, damn it.

Dziewczyny rozeszły się do nie koniecznie swoich domów (chodzi o to że poszły do koleżanek albo „kolegów”),

Źródło
Co ty powiesz, a ja myślałam, że pójdą do domów swoich upierdliwych sąsiadek. Głupia ja.

AŁtorko, twoje dopiski świadczą o tym, że uważasz swoich czytelników za ćwierć-inteligentnych debili. Proszę cię, przestań.

 aby pomyśleć nad planem działania (Jest tu tajemnica tych dziewczyn dowiecie się, o co w niej chodzi pod koniec).

Kurwa, to się dowiemy, po cholerę nam o tym wspominasz już teraz?!

Czasami wizualizuję sobie aŁtorki, które tak lubią spoilerować, w postaci małych, uroczych szczeniaczków, które skaczą wokół ciebie i chcą się bawić. Rozumiecie, to podniecenie na myśl o zdradzeniu całej fabuły i takie tam.

Następnego dnia Harry poszedł do tego samego kiosku.

Ten to ma ciekawe życie. Wybraniec, psia jego mać. Harry Potter i wyprawa do kiosku, czyli tam i z powrotem. Tak to szło? 

Taa, i jeszcze Siłownia Smauga, czy coś.

I Bitwa Pięciu Fajek.

-Poproszę …
-Co podać?

Niewychowana, jak można przerywać tak znakomitemu klientowi? Wstyd, buractwo po prostu! Jaka cebula!

Hmm, może to raczej Potterson powinien poczekać, aż ona się go zapyta, co podać? Ale czy ja się znam na sklepowym savoir-vivre?

-L&M czerwone.
Kasjerka spojrzała na Harrego i podła je dziwnie na niego patrząc.

Jezu, jaka ona podła, olaboga! Dziwne na niego spojrzała, jaka podła, fuj, zło, szatan, nienawiść, brukselka.

No, ja się nie dziwię. Ktoś podpierdzielił Harry'emu "y" i apostrof z odmienianego imienia.

 Za nim stanęła dziewczyna, która wyszła z domu naprzeciwko. Była to brunetka obcięta na krótko, z stuły miała postawione włosy na jeża, przedziałek na boku.

*drapie się po głowie*
A to jakaś nowa moda. Włosy ze stuły. I to włosy na jeża z przedziałkiem z boku. AŁtorko, jesteś pewna, że o to ci chodziło?
Źródło
Jakiego koloru chociaż była ta stuła? I czy dziewczyna kupiła ją osobiście, czy zwinęła jakiemuś księdzu?

Chyba trochę trudno dostać stułę. Więc obstawiam opcję nr 2.

 Była opalona na brązowo. Ubrana w krótką dżinsową spódniczkę. Miała bluzkę na ramiączka z jakimś napisem (opisze może dokładnie dla ciekawych, bo widziałam taką w „Morisie”[sklep z markowymi ciuchami np. reporter, crop town, itp.] jest czarna ma ramiączka i jest zawiązywana jeszcze na szyje.

Ruch domagający się równouprawnienia dla ramiączek powinien być usatysfakcjonowany, doczekali się dedykowanych bluzek.
Dalszej części wypowiedzi raczej nie przetłumaczę na polski, to za duży bełkot.

Tej się chociaż chce opisywać. Ile razy zdarzały się takie aŁtoreczki, które po prostu wklejały zdjęcia?

Wiesz co... Jak mają nam serwować takie opisy jak ten wyżej, to ja chyba wolę zdjęcia. Albo po prostu nic, bo i tak nie wiem, jak boCHaterka wygląda, na jedno wyjdzie. 

Różowy napis i ramiączka naprawdę fantastyczna. Kupiłam ją i mam na sobie :)(ona tylko tak pierdoli)).

Zgubiłam się w tym lesie bełkotu. Jeżeli ktoś zobaczy w nim niewysoką istotę z siekierą, to niech jej pomoże, bo to będę ja. Zdanie w nawiasie idealnie pasuje do aŁtorki. Idealnie.

Czekaj, idę ci na ratunek *bierze piłę łańcuchową* Boru, Boru, tak zagmatwanego opisu dawno nie widziałam. Aż się moja piła zacięła.

Ona też kupiła L&M, ale niebieskie (mentolowe) :).

Tel mi moar. :/

How fascinating.

-Cześć.
-Siema- odpowiedział zapalając papierosa i częstując- Chcesz jednego.
-Dzięki- odpowiedziała i wyjęła papierosa- ale może nie tutaj znam fajne miejsce.

Ooo, ależ ona sępi. Przed chwilą kupiła sobie pety, a i tak bierze od Pottersona. Nieładnie.

On ją poczęstował. A oni tak sobie odpowiadają i odpowiadają...

-Ok.
-Wiesz może ktoś mnie przyczaić a wtedy będę mieć przejebane w domu. Cud, że mi sprzedaje. Tylko, dlatego że u mnie to już nałóg.

Rychło w czas. Trzeba było się martwić zanim popadłaś w nałóg. Mądra boCHaterka po szkodzie.

A ze strony sprzedawczyni to bardzo miłe, że pomaga wyjść młodzieży z nałogu, czyż nie?

 Jeszcze miesiąc temu dawałam koleżankom, ale w wakacje to luzik.

Ciąg przyczynowo-skutkowy też zgubił się w lesie bełkotu. Chyba nawet gdzieś mi tu mignął... Cóż, jeżeli jest na sali tłumacz z aŁtorkowego na polski, to proszę go o pomoc.

Ostatni nasz tłumacz zwolnił się po godzinie. Nawet on nie dał rady.

-Ja też już chyba mam nałóg. Myślałem, że mi nie sprzeda. Przyjeżdżam tu tylko na wakacje to mnie może tak nie kojarzyć.

Ja też mam nałóg! I mój nałóg jest większy i fajniejszy od twojego!

Ciąg przyczynowo-skutkowy: robisz to źle.

-Ja tu mieszkam i chodzę do miejscowego gimnazjum a ty?
-Ja gdzie chodzę… eee

No, Potter, przyznaj się jej. Jedną kanoniczną tajemnicę już diabli wzięli, nie krępuj się i zdradź kolejną.

A na koniec dobij nas jeszcze komentarzem, że i tak zawsze wiedziałeś, co Snape czuł do twojej matki, co będziesz sobie żałował?

-Powiedz nie wstydź się nie będę się z ciebie śmiać.
-Nie o to chodzi.- Harry próbował gorączkowo przypomnieć sobie nazwę szkoły, do której „chodzi”.

O, resztki mózgu Pottera się odzywają! *trzyma za nie kciuki*

To ten arszenik z papierosów je bezlitośnie morduje.

-A, o co?
-Wiem...do Ośrodka Św. Brutusa Dla Młodocianych Recydywistów.
-Naprawdę? to ty taki łobuz- uśmiechnęła się - w takim razie nie powinnam się z tobą zadawać.

Taki łobuziak, chuligan, nicpoń, gałganiarz! Ja nie wiem, strasznie mnie rozczula kreowanie Pottera na takiego buntownika i fokle. Aż się wzruszyłam, urocze toto.

Z tego, co pamiętam, to Dursleyowie chyba tak kazali mu mówić w książce. Podczas odwiedzin ciotki Marge.

Ja wiem, ale chodzi mi o ogół teraz. W książce Potter tak naprawdę nie miał powodu, żeby uczęszczać do takiej szkoły (pomijam opinię jego mugoli, bo wiadomo, byli, jacy byli i uważali, co uważali). W tym opku nikogo by nie zdziwiło, gdyby Potterson naprawdę chodził do tego Brutusa, on tam pasuje. I to mnie rozwala. 

-Dlaczego? Mimo wszystko jestem normalny.(Ciekawe, w jakim świecie)

AŁtorka kradnie nam pracę i sama się analizuje. Chyba nic tu po nas. :( It's time to say goodbye!
Źródło
https://www.youtube.com/watch?v=7qpDFXPAyXA

Nie no, co Wy? Nie zostawimy Was tak! Mamy misję do wypełnienia! Kontynuujemy!


-Żartuje (Kto taki?)(Imperatyw Opkowy)- nadal była uśmiechnięta- to tutaj- powiedziała i pokazała ręką miejsce z petami.

Mam przed oczami taki wielki, wielki magazyn papierosów. Paczki petów od podłogi do sufitu, wszędzie pety, pety i pety. I pety jeszcze.

A służb sprzątających w tym mieście nie ma, jak mniemam?

 Była to Wisteria Walk z jednej strony wznosiła się ściana garażu a z drugiej płot. (Nie wiem dokładnie jak ona wyglądała, bo Rowling nie napisała.)

A Gógiel gryzie, więc nie mogłam sprawdzić. Choroba dwudziestego pierwszego wieku, dysgooglia.

I dyswikia.

[Tu mamy krótki dialog, przedstawiają się sobie (w końcu!), wszystko w miarę normalnie, aż tu:]

-Mieszkam na Magnolia Road 69 (nie wiem czy jest aż taka wysoka numeracja w Little Whinging, ale mi chodziło o tę pozę z Kamasutry.)

Źródło
Po pierwsze – Gógiel nie gryzie! Naprawdę! A jak się go boisz, to rzuć mu góglomiętke, w ten sposób odciągniesz jego uwagę.
Po drugie – naprawdę? Uznałaś, aŁtorko, że to takie śmieszne, 69, haha, wrzucę to do opka, wszyscy będą zachwyceni, bo wiecie, 69! XD XD XD
Nie, to tak nie działa. Bardzo nie chciałam odwoływać się do wieku aŁtorów analizowanych opek, ale tu chyba nie mam wyjścia - jedzie gimbazą. I to mocno.

Ciężki przypadek dysgooglii, zdecydowanie. A co do Kamasutry, to oczywiście, każdy musi znać wszystkie pozycje na pamięć, no jak można nie znać?

[Dziwna i nudna rozmowa. Ciach!]

-Naprawdę? Ale nie bardzo rozumiem.
-Bo nie musisz.
-Jeśli tak mówisz.

Czujecie ten realizm, te fascynujące dialogi, tę naturalność, ten sens?
Ja też nie.

Allleossochozi?

O pierogi. Jak nie wiesz, o co chodzi, to chodzi o pierogi. Zawsze.

-To ty przyjeżdżasz tu, co roku prawda?
-Tak musze na szczęście to ostatni rok siedzę tu do 17 urodzin a później już mnie tu nie będzie i na pewno się nie spotkamy.

Przetłumaczę Wam to:
Kate pyta Harry'ego czy ten tu przyjeżdża. Potem dodaje, że co roku. Harry odpowiada na to, że na szczęście musi tu przyjeżdżać, ale to ostatni rok, bo niedługo ma siedemnaste urodziny i już nie będzie mógł tak robić.

How fascinating. Tell it again. 

-A, kiedy masz urodziny, jeśli można wiedzieć.
-31 lipca.
-Robisz jakąś imprezę?

Jasne, że robi. Nowi mugole Pottersona na pewno mu na to pozwolą. No i co to za sweet seventeen zbuntowanego chuligana bez party hard?

No bo co to by było za opko bez balu/imprezy?

-Nie wiem.
-To się zastanów- rzuciła peta, bo już zdążyła wypalić- jeśli mają być to twoje ostatnie urodziny w Little Whinging powinni je wszyscy pamiętać.(oj będą ,będą...)

W to nie wątpię. Ach, już czekam na wspaniały opis tej balangi, wierzę, że będzie co czytać.

Akcji tu tyle, co w całym "Intruzie". Czyli: https://www.youtube.com/watch?v=JFHanoST-vI

[Blablabla, Harry i Kate umawiają się na piątą po południu w jej domu.]

Harry wrócił do domu Dursleyów tą ulicą jednak po drodze spotkał, Dudleya jak się liże z ich… sąsiadką. (Nie da ci tego ojciec, nie da ci tego matka, co może ci dać ci dzisiaj twa bliska sąsiadka!)

Jestem powalona głębokością cytowanego w nawiasie tekstu i wartością muzyczną piosenki, z której ów tekst pochodzi. Mam tylko nadzieję, że tą sąsiadką nie była pani Arabella Figg.

Też bym jej tego nie życzyła. To była jedna z lepszych postaci, jak dla mnie.

-Nie wiedziałem, że masz dziewczynę- szepnął Harry Dudleyowi do ucha. (Nie będzie opisywać jak wygląda jego dziewczyna, bo jak się przestawi to każdy będzie wiedzieć.)

No tak, bo jak się nie przedstawi, to jej nie widać i nie można opisać jej wyglądu. Logiczne.

No oczywiście, przecież jak się nie przedstawi, to do końca opka będzie po prostu wielkim, lewitującym znakiem zapytania.

Podszedł tak, blisko, ponieważ oboje byli pochłonięci całowaniem się. A Dudley aż podskoczył.
-Co ty tu kurwa robisz?- zapytał zmieszany.
-Właśnie szedłem do domu.
-To… to idź dalej.- odpowiedział i pokazał palcem w stronę Privet Drive nie wiedział, co zrobić, ponieważ bał się różdżki Harrego.

Precz, skojarzenia! A tak w ogóle, ciekawa jestem, jak zareagowaliby rodzice Dudziaczka, gdyby zobaczyli, że ich "idealny" synuś liże się z jakąś laską na środku ulicy. 
No dobra, przynajmniej jest to dziewczyna, bo podejrzewam, że gdyby Dudi okazał się gejem, to Vernon niechybnie dostałby zawału, a Petunia... pewnie też. 

I byłby to koniec dynastii Dursleyów z Privet Drive 4.

 Nie wiedział, że w tej chwili jej nie miał.
-A ty nie idziesz na obiad?- zapytał Harry nie mając zamiaru ruszyć się z miejsca.
-Nie jestem zajęty.

No to w czym problem? Nie jesteś zajęty, to idź. Bo cię brzuszek z głodu rozboli.

Ja bym jednak obstawiała, że woli nie iść, bo pewnie znowu ciotka Petunia wprowadza całej rodzinie swoją dietę-cud.

-Właśnie widzę. Ciocia wie, że jesteście parą?-
-Jeszcze nie, ale zamierzam jej to powiedzieć. –odpowiedział już zdenerwowany- Idź już.
-Dlaczego? I byłbyś na tyle kulturalny, że przedstawiłbyś swoją dziewczynę.

Tak, bo Harry i Dudley byli zawsze dla siebie taaacy kulturalni.

No tak, jeden czytał drugiemu "Ulissessa" jako bajkę na dobranoc. Cokolwiek.

Jako bajkę na dobranoc to oni sobie mogli "Cierpienia młodego Wertera" czytać. "Ulissesa" niech czytają do śniadania. 

-Jestem Paris Hilton. (To, że tak się nazywa to nie przypadek. Później zrozumiecie, czemu.)

Źródło
Nie jestem pewna, czy chcę zrozumieć...

Nie, nie będę się kolejny raz wściekała o wciskanie prawdziwych osób do opek. Nie tym razem, aŁtorki!

 Nie pamiętasz mnie Harry jestem waszą sąsiadką?

Mhm, bo Priver Drive to ulica sław tak naprawdę. A Harry tego nie pamiętał, bo... bo mógł, o!

Bo mu sterydy mózg wypaliły. Tak.

-No tak teraz sobie przypominam.- odpowiedział i przyjrzał jej się od góry do dołu.
-Już się znacie możesz iść.- teraz już był naprawdę wściekły

Alllle kto? 

Chodnik.

-Tak.- odpowiedział, ale słyszał ja Paris się go pytała, czemu się tak zdenerwował.

Coś mi się wydaje, że Harry palił nie tylko papierosy...
Źródło
No wiesz, przecież przed chwilą przemówił do niego chodnik.

Wszedł do kuchni a obiad był na stole.
-Harry może wiesz, czemu nie ma jeszcze, Dudleya?

Spokojnie, zatrzymały, go, krwiożercze, przecinki. A, teraz, porywają, mnie, i...

*dostała oczopląsu od źle postawionych przecinków*

-Jest zajęty z naszą sąsiadką.- siadł przy stole.
-Którą?
-Paris Hilton.- zaczął jeść zupę

Ómarł mnie ten dialog, to brzmi tak doskonale absurdalnie! Posadźcie coś ładnego na moim grobie.

Ja na miejscu ciotki Petunii już chwytałabym za telefon i dzwoniła do jakiegoś psychiatry.

-A, co on z nią …- nie dokończyła, bo wszedł w tej samej chwili Dudley.
-Witaj mamo.
-Witaj Dziudzaczku.

Wow, Petunia wymyśliła Dudasowi nową ksywkę. Ładna, tylko trochę trudno się ja wymawia. Ale cóż tam, dla chcącego nic trudnego!

Oczywiście, ciotka Petunia też przejęła priorytety i zamiast robić awanturę, tylko się kretyńsko pyta.

-Nie nazywaj mnie tak. Przyszedłem z koleżanką. To jest Paris.
-Witaj Paris...
-Witam panią Dursley.
-Co ciebie tu do nas sprowadza.
-Bo widzisz… mamo ja i Paris…to znaczy…my…my razem…-Harry dusił się ze śmiechu słuchając jak Dudley próbuje powiedzie (swoją Paris na koniec świata i jeszcze dalej), że chodzą (razem po papier toaletowy, piwo i chipsy do Biedronki). Nagle się opamiętał wpadł na genialny pomysł.

*idzie po wódkę i siekierę. Tak profilaktycznie*

Może lepiej otworzymy to wino, które dostałam od ciebie na urodziny? I będziemy rozcieńczać je tą wódką?

Brzmi jak świetny pomysł. ^^

-Może ja powiem zamiast Dudleya?
-Dlaczego?
-Bo mu to kiepsko idzie. Paris jest dziewczyną Dudleya.
-Naprawdę? To, co Harry mówi jest prawdą?
-Tak-odpowiedział Dudley czerwony ze wstydu przed Paris i złości na Harrego.

Dlaczego ze złości, Harry mu przecież tylko pomógł! 

Może Dudley chciał za wszelką cenę udowodnić, że jest już dorosły i samodzielny? Nieee...

-Masz dziewczynę, jaka ja jestem z ciebie dumna.-popłakała się w tym momencie- Mój synek ma już dziewczynę?- odpowiedziała i pocałowała Dudleya.

Na miejscu Paris padłabym w takiej chwili ze śmiechu. No, może bym się dyskretnie powstrzymała i pośmiała się w duchu.

Ja na miejscu Paris wycofałabym się z tego domu. Panują tam dosyć niezdrowe relacje...

Harry nic nie powiedział tylko powstrzymywał się od parsknięcia śmiechem. Niestety nie wytrzymał. Podszedł do zlewu i wypluł zupę, kiedy jego ciotka całowała Dudleya.

Całe szczęście, że zdążył do tego zlewu dojść. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby napluł na obrus! Taki byłby niegrzeczny!

Ciotka Petunia by go zadusiła. Zdecydowanie. Znaczy, ta kanoniczna. Co do tej, to nie jestem pewna.

 Całą tą sytuacje widziała Paris i zakrywała usta ręką, ponieważ brachtała się przyglądając Harremu.

Jedne nam się już brechtały, to jeszcze zrozumiem. Czym jest brachtanie, jednak nie wiem.

Ja też nie mam pojęcia. No i z kim ona uprawiała w międzyczasie seks, wie ktoś?

-Usiądźcie- Petunia poszła wytrzeć oczy. Wróciła wszyscy a już siedzieli. Harry kończył zupę czując na sobie wzrok Paris. Odkąd weszła do kuchni przyglądała mu się. (Ciekawe, dlaczego?)

Bo tak naprawdę jest Elizą z Warsaw Shore i zadziałał na nią zniewalający urok Pottersona?

AŁtorko, nie chcę cię martwić, ale inteligentny człowiek potrafi odczytywać emocje z opsiów zachowań bez bzdurnych komentarzy, więc kończ, do diabła!

Co się wydarzy później? Czy Potterson znajdzie swoją Elizę? 
Tego dowiecie się w następnej części analizy. Ciao!

Mały bonus (od Red):
W komentarzu pod pierwszą częścią analizy Greja jedna z Czytelniczek (Miona ###) napisała, że zostałam przez nią nominowana do Liebster Blog Award. To miłe, że ktoś uznał, że "wykonałam dobrą robotę". :) Dziękuję.
No i teraz odpowiem na jedenaście pytań, które Miona ### mi zadała. Niechaj czyta, kto ciekawy.

1. Co cię zainspirowało do stworzenia bloga?

Hmm, czy ja wiem? Oczywiście, podczytywałam sobie inne analizatornie, ale nie sądziłam, że sama aż tak się zaangażuję w te "biznesy". Jestem raczej niezdecydowaną osobą i często miewam słomiany zapał, więc nie sądziłam, że długo wytrwam przy analizowaniu. Ale któregoś dnia pomyślałam sobie, że czemu nie? Pod wpływem impulsu (typowo) i złości na różnych aŁtorów, którzy potwornie skrzywdzili język polski, założyłam Fortecę i, jak widać, minął ponad rok, a ja siedzę w tym dalej (co jest też zasługą Arkanistki, która czasem motywuje mnie do działania).

2. Co lubisz robić w wolnym czasie?

Słucham muzyki, śpiewam, aktorzę, czytam, analizuję, oglądam filmy i głupoty na YT,  czasem gram w jakieś horrory i piszę opka.

3. Jak oceniasz swojego bloga?

To jest trudne pytanie. Powiem tak – jestem dość krytyczna wobec siebie i tego, co robię, więc widzę, jak wiele jeszcze przed nami. Ale robimy, co możemy, żeby się rozwijać. A poza tym... przydałby nam się w końcu jakiś sensowny szablon.

4. Ulubiony kolor?

Tu niespodzianki nie będzie – czerwony. Do tego jeszcze czarny i zielony (ale tylko te, jak to nazywam, "wiosenne odcienie zieleni").

5. Ulubione książki?

Książki Pratchetta, Pottery, "Władca Pierścieni", "Tango", "Łagodna", Sherlocki, "Mistrz i Małgorzata" i jedna z moich guilty pleasures – "Diabeł ubiera się u Prady".

6. Ulubiony film?

Tylko jeden?! Impossible.

7. Jakiej muzyki słuchasz (wykonawcy)?

O Jeżu, nie chcę tutaj pisać elaboratów. Dam Wam może po prostu linka do notki, w której napisałam coś na ten temat: KLIK.

8. Jakie jest twoje zdanie na temat hejterów?

Sama zostałam kilka razy nazwana hejterem. To smutne, gdy ktoś nie odróżnia konstruktywnej krytyki od hejtu. :( A co sądzę na ten temat? Bezsensowny hejt jest dla mnie idiotyczny, szkoda na to czasu. Lepiej niech taki hejter jeden z drugim narysuje coś ładnego albo zrobi obiad.

9. Czy sądzisz, że przyjaźń damsko-męska istnieje? Dlaczego?

Tak. Bo dlaczego nie? Miałam męskich przyjaciół, co do których byłam pewna, że ani z mojej, ani z ich strony nie ma żadnych romantycznych zamiarów.

10. Twój znienawidzony przedmiot szkolny?

FIIII...ZYKAAAAA!!!Oneoneone1!

11. Uzależnienie?

Muzyka, PewDiePie, fangirlowanie Ulubieńcom i kawa. Kiedyś był jeszcze Tumblr, ale już z tego wyszłam (na szczęście).

I to by było na tyle. Teoretycznie powinnam teraz kogoś nominować, ale nie wiem, kto by to miał być. Rzadko czytam blogi, nie znam innych blogerów na tyle, żeby dawać im nominacje. Mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone. :)

I teraz już naprawdę:


Ciao!

piątek, 10 października 2014

Sherlock, Potter i "Ochroniaże", czyli Prawda

Witamy!
Dziś odpoczniemy sobie od wielce roztropnego Legolasa i jego przyjaciół, a zajmiemy się czymś zupełnie z innej beczki. Przygotujcie się na trzęsienie ziemi, bo już za chwilę ujrzycie bardzo dziwny crossover Sherlocka i Harry'ego Pottera. Byłybyśmy nawet w stanie to łyknąć (nie takie rzeczy się w Internetach widziało), gdyby nie to, że aŁtorce najwyraźniej bardzo pofyrdała się rzeczywistość, w związku z czym dostajemy w zasadzie nie wiadomo co. Genialny detektyw zostaje zastąpiony człowiekiem, którego dedukcje są z dupy wzięte, zamiast Johna Watsona mamy tu kompletnego idiotę, a Emma Watson i Tom Felton utożsamieni są z postaciami, które grali w filmach o Potterze. Brzmi fajnie? No, to jedziemy!
Autorka: inFinite
Link: http://zagubione-opowiadania.blogspot.com/2013/12/prawda.html
Analizują Red i Arkanistka, a swoje trzy grosze wtrąci też Eleonore Roe.
I jeszcze coś, żebyśmy nie zwariowały (jeszcze bardziej):

Stąd

Prawda...

Zaczyna się niewinnie - gdy znalazłam to opko i zaczęłam czytać, nic nie wskazywało na nadchodzącą apokalipsę. Sami zobaczcie:

 - Zaginięcie cennych klejnotów rodowych.
- Nuda.
- Tajemnicza śmierć bezdomnego.
- Nuda.
- Zniknięcie nielegalnego wypchanego lwa - John już od dobrej półgodziny wymieniał zagadki, które przysłali Sherlockowi jego fani. Jednak on za każdym razem odpowiadał "nuda".

Typowe. Niewinne. Normalne. Zbyt piękne, by mogło trwać.

Jak to w opkach. Jeśli opko zaczyna się dobrze, kończy się źle. Jeśli zaczyna się źle, kończy się tragicznie.

- Na miłość boską! John. NUDA! - wykrzyczał Sherlock w twarz swojemu przyjacielowi, a następnie owinął się w szlafrok, rzucił na kanapę, zwijając się w kłębek tyłem do Johna.

Tu muszę pogratulować Sherlockowi skilla zwijania się w kłębek tyłem podczas rzucania się na kanapę. Bravissimo, jesteś lepszy niż niejeden ninja. Dostaniesz medal z ziemniaka, prestiżowe wyróżnienie przyznawane przeze mnie ludziom wybitnym.
Stąd
Gratulujemy!

Niesamowity akrobata z tego Sherlocka.

- Sherlocku, jeśli nie chcesz przyjąć sprawy od swojego brata, to MUSISZ wybrać inną.

Eee tam, jak Mycroft będzie czegoś naprawdę chciał, to nie ma siły, żeby cokolwiek go powstrzymało. 

Musisz, musisz. Kiedy ludzie się nauczą, że nikt tak naprawdę niczego nie musi. No, może oprócz tego, co jest potrzebne do zachowania prawidłowych funkcji życiowych.

- Nie będę robił nic dla mojego brata! - powiedział  poduszkę Sherlock.
- A to ciekawe... - John zawiesił głos.

Tu pojawia się kolejna superaśna zdolność naszego bohatera - Sherlock potrafi wypowiadać przedmioty. My, zwykli śmiertelnicy, możemy powiedzieć najwyżej jakieś słowo albo zdanie itp., a Sherlock jest ponad takie bzdury i mówi poduszki. Nie dziwię się, że John jest zaciekawiony.

Mówienie poduszką jest naprawdę niezwykłą zdolnością. Dodajmy do tego jeszcze, że Sherlock jest akrobatą i mamy superbohatera.

Jakby się zastanowić, to taka zdolność jest serio przydatna. Mówię np. czekoladę i mam czekoladę. Mówię sto tysięcy funciaków i mam sto tysięcy funciaków. Mówię duży plakat z "Sherlocka" i mam... Dobra, stop.

- Co? - zapytał Sherlock, ale nie uzyskał odpowiedzi. - Na miłość boską, John, CO?
- Znaleziono dwa martwe ciała, bez oznak pobicia, w ciele nie ma trucizny, z wstępnych badań wynika, że byli całkowicie zdrowi. Dlatego podejrzewają morderstwo.

Oczywiście, że byli całkowicie zdrowi! Poza tym, że nie żyli, ale kto by się tam przejmował takimi drobiazgami?
A morderstwo podejrzewają dlatego, że denaci nie zostali pobici ani otruci? Aha.

Cokolwiek.

- Nud... - zaczął mówić Sherlock, ale John mu przerwał.
- Oboje zostali znalezieni w wyjściowych strojach, w basenie.

Nieudane basenowe party hard? :(

Stroje wyjściowe. Aha. Czyli garniak i sukienka. W basenie. Aha.

- Utopili się.
- Nie... Są wyniki.
- To już po sekcji? - zapytał Sherlock.
- Tak, Molly ją robiła.

Nie wiem, czy Wy też to zauważyliście, ale w większości opek o Sherlocku sekcje zawsze przeprowadza Molly. Jakby nie było innych patologów w Londynie. Zarobi się dziewczyna.

No wiesz, we wszystkich CSI sekcje też przeprowadza zawsze ten sam patolog...

- Sprawa rozwiązana... Malutkie strzalłki za uchem... - powiedział John, kryjąc twarz w rękach.

— Jeżeli sprawa jest rozwiązana, to dlaczego zawracasz mi głowę? — odburknął Sherlock.
A czym John się tak przejął, nie wiem.

Załamał się, bo właśnie uświadomił sobie, że jest w opku.

W tem obaj panowie usłyszeli kroki na schodach.

W tamtem sąsiadka Red usłyszała głośny huk. To Red walnęła głową w biurko.

*przynosi Red zimny kompres na czoło*

Jako, że pani Hudson wyszła na zakupy, a oni nie spodziewali się gości, zwiększyli czujność.

Mam wizję czujności z takim pokrętłem jak przy kaloryferze, którą można sobie zwiększać i zmniejszać w zależności od potrzeby. Mam też coś dla wszystkich aŁtorek, bo taki błąd widuję ostatnio często:
"Nie rozdziela się przecinkiem połączeń partykuł, spójników i przysłówków ze spójnikami, np. chyba że, chyba żeby, ile że, jak gdyby, jako że, mimo że, pomimo to, pomimo że, tylko że, tym bardziej że, właśnie gdy, właśnie jak, właśnie kiedy, podczas gdy, zwłaszcza gdy, zwłaszcza jeżeli, zwłaszcza kiedy, zwłaszcza że." PWN 

I tak się nie nauczą.

Próbować można.

 Wtem drzwi od salonu otwarły się z hukiem. W pierwszej kolejności do pokoju weszła Anthea, potem Największy Wróg Sherlocka Holmesa, oraz dwójka ochroniarzy.
- Mycroft Holmes! - zaanonsowała kobieta. Na co Sherlock prychnął.

Prychnięciem swym przywołując kropkę, coby się od kobiety i Mycrofta odgrodzić.

Bo przecinki są takie trudne do znalezienia na klawiaturze...

- Zamarzyło Ci się być królem? - zwrócił się Sherlock do swojego brata.

A to à propos czego?

Dobre pytanie.

- Nie mój drogi bracie, o ambicji, która sięga dna.

Ej, aŁtorko, ty takich słów nie wsadzaj w usta żadnego z bohaterów! Uważaj, co piszesz!

Spokojnie, Red, spokojnie. Nie rozwal komputera. To już szósty w tym tygodniu.

Nie chciałeś przyjąć zagadki dobrowolnie, tak więc pójdziesz pod przymusem. Ubieraj się! - powiedzał Mycroft i zjadł literę, a gdy Sherlock w odpowiedzi tylko ziwenął,

Że co zrobił? Ziwenął - zwinął wenę? I to miałoby pomóc?

Z całą pewnością nie.

  Starszy nabrał czerwonych kolorów. - Zakładj spodnie! - wrzasnął.

Wrzeszczący Mycroft. Nie. Po prostu nie. Mycroft, w którego wrzaskach słychać literówki. Na pewno nie.
Stąd

Nawet nie komentuję, jak bardzo musiałby się starać przy wypowiadaniu tych zlepków spółgłosek.

~°~

Sherlock siedział w kącie limuzyny owinięty ciasno w swój przemoczony szlafrok.

Brr, nie cierpię mokrych ciuchów i w życiu bym się takim nie owinęła. Przecież to nieprzyjemne jak cholera. Biedny Sherlock.

Nie dali mu nawet okazji się przebrać? Serio?

 Obok niego leżały ubrania, które jego ukochany, bo jedyny, brat, łaskawie kazał wziąć swojemu ochroniażowi, zanim drugi przerzucił sobie przez ramię Sherlocka.

Stąd
Kim lub czym jest ochroniaż i kto dał mu prawo do traktowania Sherlocka jak worek kartofli?!

Nie wiem, kto to, ale raczej niezbyt miły z niego typek.

 Na przeciwko niego siedział John, który, na szczęście dla ochroniaży, poszedł, bowiem ostatnimi czasy przytył o kilka kilogramów.

*patrzy i nie widzi* Wiecie... Tu chyba miał być Element Komiczny, ale... Jakiś taki on blady... To chyba przez te błędy.

*w osłupieniu patrzy na to zdanie i nic nie rozumie*

W drugim końcu luksusowego auta siedział Mycroft, z jedną nogą założoną na drugą. Patrzył on na swojego brata i stukał palcami kolano. Po kilkunastu minutach jazdzy w pełnej napięcia ciszy,

Jazdza. Błąd całkiem popularny, co pokazały mi wyniki wyszukiwania w góglu.

Stukał palcami kolano... Sprawdzał, czy jego łuk odruchowy działa prawidłowo, czy aŁtorka zeżarła "w"?

To może ja się nie przyznam, z czym skojarzyło mi się stukanie kolana. *Red jest dziś taaaka infantylna*

 samochód zatrzymał się, drzwi zostały otwarte, a ochroniarze otworzyli parasole przed Johnem i Mycroftem.

Faktycznie luksusowa ta limuzyna, zamiast drzwi ma parasole. Fajowskie. A ochroniarze przed Sherlockiem parasola nie otworzyli, bo nie zasłużył, był niegrzeczny. Teraz będzie siedział w karnej limuzynie tyle minut, ile ma latek.

Skoro i tak Sherlock ma już mokry szlafrok na sobie, to spacer w deszczu nie powinien mu sprawić większej różnicy.

 Ten pierwszy gestem zaprosił Sherlocka pod swólj parasol, jednak ten postanowił być uparty, owinął się szczelniej w szlafrok i udał się w kierunku drzwi od pobliskiego budynku.

Wow, jedziemy z grubej rury! Parasol wiedział, że Sherlock ma karę, więc zabrał mu szlafrok i udał się do pobliskiego budynku. Narysowałam kiedyś żyjącą paralotnię, tutaj mamy żyjący parasol. Też można.

Żyjący parasol ze szlafrokiem. Aua, to dla mnie za dużo.

 Za nim podążyli dwaj starsi mężczyźni. Weszli razem do budynku. Wspieli się na pierwsze piętro, gdzie, od razu, zauważyli nadprogramowe przecinki rzucające się w oczy, żółte taśmy policyjne. Sherlock bez zastanowienia przeszedł pod nią (ej, przed chwilą było ich więcej, a teraz tylko jedna? Why?) i wszedł do pomeszczenia, gdzie zauważył dwa trupy. Kobiety i mężczyzny.

Dwa trupy w pomeszczeniu. Że what?
Hmm, może "pomeszczenie" to coś jak "namaszczenie"? Np. ostatnie namaszczenie? Pasuje.

Kojarzy mi się to słowo z meszkami, ale to raczej nie to.

- Czy to przypadkiem nie jest Emma Watson? A to Tom Felton? - wyraził myśli wszystkich John.

Niekoniecznie wszystkich. Może jeden z ochroniarzy jest fanem Emmy i Toma i rozpoznał ich od razu, nie musiał się zastanawiać.
I... Nie wydaje Wam się, że uśmiercenie dwóch osób, które naprawdę istnieją jest odrobinę niesmaczne? Tzn. ok, nie sądzę, że Tom albo Emma kiedykolwiek to opko przeczytają, ale i tak... Idea pisania imaginów sama w sobie wydaje mi się dość dziwna, ale na to mogę przymknąć oko, sama miewam różne... fantazje na temat aktorów itp. (z tym, że nigdy ich nie spisuję i nie publikuję w Internetach), więc jestem w stanie to zrozumieć. Jednak uśmiercanie znanych osób... Nie kupuję tego. 
Ale się rozgadałam. Dość tego, wracamy do analizy.

W ogóle całe to wciskanie swoich idoli, żyjących naprawdę, do opek jest dosyć niesmaczne, jak dla mnie. Nie tylko w tym wypadku.

-Tak, to są te gwiazdy.
- Po co ja tutaj jestem? - zapytał Sherlock.

Żeby aŁtorka mogła pozbawić cię mózgu, nieboraku.

Bo tak.

- Byś pytał! Oczywiście, że to zagadka! - wykrzyknął Mycroft. Sherlock bez zbędnych kłótni podszedł do ciał.
- Oni trzymają się za rękę! - zauważył inteligentnie John, który podszedł za nim.

O, kolejna rzecz, której nie znoszę w sherlockowych opkach - robienie z Johna idioty. Do jasnej cholery, ten facet miał swój rozum! Oczywiście, że nie był tak genialny jak Sherlock, ale debilem też nie był, więc, drogie aŁtoreczki, łaskawie zostawcie Watsona takiego, jakim był.

Ha. Hahaha. Hahahahahahahahahahahahahahahaha. Chyba nie wierzysz, że cię posłuchają, Red.

- Owszem. Mam pięć teorii, o tym co się z nimi stało. Cztery - powiedział przyglądając się uważnie trupom przez lupę. - Byli w jakimś eleganckim miejscu... Padało tam... Reustouracja Thesteria... - mruczał do siebie.

Reustouracja (Boru, weź, wymów to) to coś richtig charakterystycznego musi być, od razu wiadomo, kiedy ktoś tam był. 

Ciekawe, co to może być za miejsce?

Może chciał zabrzmieć trochę jak Anglik łamanym polskim? :o ©Eleonore Roe

[Nic ciekawego ani znaczącego dla fabuły się nie dzieje. Tniemy.]

- Co robisz? - zapytał John, gdy w okolicach piątej nad ranem zszedł do wspólnego salonu.
- Oglądam - odpowiedział siedzący tam, przed laptopem geniusz.
- Można wiedzieć co?
- Film - powiedział Sherlock,

Mój człowiek! Mój ci on! Też tak zawsze odpowiadam! 
Zawsze chciałam tak zrobić...
Na niektóre pytania można odpowiadać tylko w ten sposób...

 a John, zrezygnowany, podszedł i spojrzał w ekran. Nie spodziewał się tego co zobaczył.
- Oglądasz Harrego Pottera? - zapytał zdziwiony, a Sherlock kiwnął głową. - Od początku?

Nie, od końca. W zwolnionym tempie. Z błędem w tytule.

I z rumuńskim dubbingiem.

 - znów kiwnięcie. - Po co?
- Przecież to w tych filmach grali Watson i Felton...

Ech, tu niestety musiałabym zgodzić się z Johnem i spytać jeszcze raz: "po co?". Film i rzeczywistość to dwie różne sprawy. Chyba że o czymś nie wiem i Tom Felton codziennie lata na miotle z różdżką na wierzchu. 
Oja, jak to zabrzmiało.

Ostatnio była ta elfka z toporem na wierzchu, to dzisiaj może być Tom Felton z różdżką na wierzchu, why not?

[Sherlock i Watson udają się na "spotkanie z wytwórnią". Nie wnikamy.]

Weszli przez szerokie, rozsuwane drzwi do dużego holu. Podeszli do recepcji.
- Sherlock Holmes - przedstawił się detektyw.
- Powtarzasz się! - mruknął pod nosem John, gdy czekali na prezesa.

Eee, nie? W jaki to sposób Sherlock się powtarza? A może John uważa, że przedstawianie się jest dla słabych?

No cóż, tylko plebs przedstawia się dwukrotnie. Ale jakoś nie zauważyłam, żeby Sherlock w ogóle się przedstawił.

 Kiedy szli już za tęgim mężczyzną do jego gabinetu, John kątem oka zauważył Roberta Downy Juniora.

Kwi! No wiesz, aŁtorko, ja też za Robciem nie przepadam, ale downem bym go nie nazwała. Nie przesadzajmy, szanujmy się.

Aż tak trudno sprawdzić pisownię?

Robert Downy Junior:
Kopirajty Eleonore Roe. Dziękujemy!



 Zaskoczony zatrzymał się. Chwilę później biegł już w jego stronę z kawałkiem kartki i długopisem w ręce.
- Mógłbym prosić pana o autograf? - zapytał. Robert tylko się uśmiechnął i jął podpisywać kartkę.

Ach, jakież mrugnięcie okiem do czytelnika! Opko o Sherlocku, Downey Junior też grał Sherlocka, muhihi!

"Jął podpisywać". Jakież to patetyczne. Założę się, że oni też będą zasiadać i konsumować...

Jednak nagle przerwał.

Przerwał jąanie (cokolwiek -.-) podpisywania? Nieźle.

No cóż, nie mam pytań.

[Gadki szmatki, przychodzi Sherlock.]

- Sherlock Holmes? - zapytał Robert. - Uwielbiam to jak rozwiązujesz zagadki. Osobiście również uwielbiam dedukować! Widzę, że był pan dzisiaj w Haptonville! Pewnie zagadka?

Ja cię, to mieszanie rzeczywistości filmowej z rzeczywistością... rzeczywistą mnie ómiera. Z Tomem i Emmą będzie podobnie, a nawet bardziej absurdalnie, sami zobaczycie.

Nie wiem, czy aŁtorka wie, ale rzeczywistość tak nie działa...

[Żegnają się i idą do prezesa.]

- Czyli chcą panowie zobaczyć wszystkie sceny usunięte, również te nigdy nie nakręcone z wszystkich części Harrego Pottera.

To Red bardzo starała się zrozumieć. Bardzo. Myślała i myślała, ale nic nie wymyśliła. Jak, do cholery, można obejrzeć sceny, które nie zostały nakręcone?! #WTF
O, Sherlock chyba coś wie:
Stąd
Dziękuję, Sherlock. <3

AŁtorce prawdopodobnie chodziło o sceny wycięte, no ale nie napisała tego.

- Wszystkie - powiedział Sherlock, by utwierdzić prezesa wytwórni, że mówi on prawdę.

Biedny prezio, trzeba go utwierdzać, bo nie wie, czy mówi prawdę. Pochylmy głowy w geście żalu.

Tak.

[Idą do sali kinowej i oglądają sceny usunięte i te, które nie zostały nakręcone. Mpfh.]

- Kim jesteś? - zapytał blond włosy chłopczyk na ekranie.
- Nazywam się Hermiona - odpowiedziała brązowowłosa dziewczynka. Oboje stali na polanie. Wokół nich rosły stokrotki. Ten dzień był wyjątkowy. Mimo, że zazwyczaj w Londynie padało, teraz niebo było tylko lekko zachmurzone, a zza obłoków leniwie wysówało się słońce.

Przepraszam, że się wtrącę z siekierą w tę sielankową scenkę, ale CO robiło słońce? Bo zalatuje mi to czymś nieprzyzwoitym. Na przykład błędem ortograficznym.

Nie wiem. Ale musiało to być coś z sowami.

- Wiesz o czym mówię. Znamy się nie od dziś. Wiesz, że jestem czarodziejem. A ty?
- Ja też... - odpowiedziała nieśmiało dziewczynka.
- Błąd! Nie jesteś czarodziejem!

No właśnie! Ty jesteś czarodziejką, nie czarodziejem! W Hogwarcie nie tolerują dżędera!

Bo Albusowi się potem nie zgadza becikowe.

 Jesteś szlamą! Wiedziałaś, że jesteś moją najlepszą przyjaciólką, a w Hogwarcie nie będę mógł się z tobą spotykać! Dlatego sprawiłaś, że dostałaś list!

WTF, Dracuś był chyba mistrzem zawikłanej intrygi, nawet ja, osoba uwielbiająca teorie spiskowe, nic z tego nie rozumiem. Wy też zrobilibyście wszystko, żeby nie móc spotykać się ze swoimi przyjaciółmi, prawda?
No jak to nie, przecież tak jest najlepiej!
Stąd
To brzmi jak spiseG!

Nienawidzę Cię! Od tej pory się nie znamy! - wykrzyknął, cały czerwony ze złości, a dziewczyna się popłakała.

Wcale jej się nie dziwię, też bym się popłakała. Nie lubię nic nie rozumieć.

Ja też nie. Btw, czy ta scena cokolwiek wniosła?

Dag, wniozła dragedję.

~°~
- Draco, przepraszam! Zrezygnuję ze szkoły, tylko bądź z powrotem moim przyjacielem! - mówiła do siebie na oko dwunastoletnia dziewczynka przytulająca się do rudego kota.

Weź, nie warto sprzedawać własnej przyszłości dla jakiegoś blond szczurka, który w dodatku chyba ma trochę nie teges pod kopułą. Trust me, i'm Mad.

No wiesz, dzieci odczuwają potrzebę bycia akceptowanym przez społeczeństwo i w ogóle... *sama nie wie, po co to powiedziała* Za dużo Krzysia gruszkowego...

 Tego samego dnia, ale około godziny temu miała konfrontację z pewnym ślizgonem... Bynajmniej nie była to najprzyjemniejsza rzecz w jej krótkim życiu... - Rany zadawane przez przyjaciół najbardziej bolą! - podsumowała filozoficznie.

GłEMbokie jak miseczka zupki chińskiej Knorra. *analiza zawiera lokowanie produktu* 
Stąd
Normalnie jak Rów Mariański. Tyle że nie.

~°~

- Miona, przepraszam. Pogódźmy się! - powiedział blondyn.
- Masz w tym jakiś cel Malfoy? Gnębimy szlamy? - powiedziała oburzona szesnastolatka.

Kto wie, kto wie... Może Draco uważa, że gnębiąc szlamy przy pomocy innych szlam osiągnie większy sukces. Albo ktoś wsadził mu w ucho rurkę i wyssał przez nią mózg. Ślurp!

Albo... Nie, dobra, nie wiem.

- Potrzebuję pomocy - chłopak spojrzał na nią błagalnie.
- Co mi do tego? - zapytała, zaplatając ręce na klatce piersiowej.
- Jesteś najinteligentnieszą czarownicą od czasów Roveny Ravenclav! Będziesz wiedziała jak mi pomuc!

Hermionciu, uciekaj od niego jak najdalej! Toż to niedouk jakiś! Jaka Rovena? Jakie "pomuc"? I obraża cię, zobacz, od najinteligentnieszych cię wyzywa! Co to w ogóle znaczy?

Ravenclav? I co to niby ma znaczyć? Ja słyszałam tylko o niejakiej Rowenie Ravenclaw.

 Tu chodzi o życie mojej rodziny!
- Zdążyłam cię znienawidzić Malfoy. Mimo wszystko pomogę ci.

Malfoy traktuje Hermionę jak śmiecia przez wiele lat, jego rodzina gardzi szlamami, a ona reaguje na prośbę o pomoc w taki sposób?
Podsumuję to tak:
Stąd

Nie chce mi się nawet szukać tego facepalmującego Jezusa.

~°~

- Zachowywałem się jak palant. Jak ostatni głupek! Wybacz mi! - powiedział blondyn we włosy szatynki.

— Powiedz mi to w twarz, włosy zostaw w spokoju! — odpowiedziała oburzona szatynka.

Kimkolwiek by ona nie była. Te wtrącenia są dziwne.

- Nie wiem czy umiem. Spróbuję! - powiedziała.
- Dziękuję ci!

~°~

- Miona! Wstawaj! Naprawiłem! Musisz się ukryć!
- Nie będę się kryła Draco! Ja pomogłam w pewnym sensie ich tu wprowadzić, więc zamierzam z nimi walczyć!

Co się patrzycie? To wszystko jest jak najbardziej logiczne.
Lol, nope.

Cokolwiek.

- Ale może ci się coś stać!
- Nie martw się. Dam sobie radę! - powiedziała, a blondyn wtulił się w jej włosy.
- Kocham Cię - szepnął.
- Ja ciebie też Malfoy! - powiedziała i go pocałowała.

Pozwolę sobie zapytać twórców filmu, jaki był sens w kręceniu tych scen? Przecież to nijak ma się do kanonu, nie szkoda im było hajsu?
Aaa, już wiem! To dlatego te sceny NIE są nakręcone! To ma sens!

No, prawie.

~°~
- Nie jestem pewien czy to jest Potter...

Nie jestem pewna, czy tu nie ma przecinka, czy jest, tylko się zakamuflował, bo wstydzi się występu w tym opku.

Wstydzi się. To pewne.

~°~
- Hermiona!
- Draco! Tu jestem!
- Oni chcą cię torturować!
- Wiem.
- Mam pomysł!
- Draco! Dlaczego wyrwałeś mi włosa? Nie jesteś poważny? Eliksir wielosokowy?
- Kocham cię, nie chcę żebyś cierpiała...

Pffff, aŁtorko, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że sobie śmiechniemy?
Stąd
Już.
To ma tak dużo sensu, że aż nie ma go wcale.

To jest tak głupie, że aż śmieszne.

~°~

- Draco, dlaczego to wtedy zrobiłeś? Dlaczego pozwoliłeś by Bellatrix torturowała ciebie, a nie mnie? - pytała brązowowłosa.

Kanon nie żyje, bo ómar. A ja ómieram wraz z nim. Zasadźcie frezje na moim grobie.

Bellatrix została sprofanowana samym pojawieniem się w tym opku.

[Draco i Hermiona tak bardzo się loffciają.]

~°~

Sherlock uśmiechał się pod nosem
- Czy może mi pan powiedzieć, dlaczego te sceny nie zostały zamieszczone w filmie? - zapytał prezesa, który po zakończonym seansie przyszedł do sali kinowej.

Może dlatego, że są, no nie wiem, zupełnie niezgodne z tym, co Rowling napisała w książkach? A brzydziej mówiąc, totalnie z dupy?

Totalnie z wyobraźni aŁtorki.

- Dostaliśmy listy z pogróżkami.... - odpowiedział Prezes.

Tak, to były listy od rozjuszonych fanów książek o Potterze.

Nie dziwię się.

- Dziękuję panu za cenne informacje. John, my już pójdziemy.

~°~

- Co teraz robimy? - zapytał John.
- Teraz spotykamy się z asystentką Watson.
- Po co?
- By się upewnić.
- O czym? - usiłował dowiedzieć się John, jednak Sherlock milczał.

Bo sam jeszcze nie wiedział. Albo zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo z dupy jest całe to śledztwo, a nie mógł zaprotestować, bo jest w opku.

On od początku wiedział o wszystkim, ale starał się nie wychylać, a nuż aŁtorka by się do niego dorwała.

~°~

[Przesłuchują asystentkę Emmy Watson.]

- Oni byli razem... Było to całkowicie tajne! Nie poznali się na planie, wcześniej byli przyjaciółmi, ale potem coś się popsuło. Gdy kręcili sceny dodatkowe do Harrego Pottera, coś między nimi zaiskrzyło... Po zakończeniu zdjęć nadal utrzymywali kontakt, aż w końcu się zeszli. Słyszałam od Maggie, asystentki Feltona, że miał się Emmie wczoraj oświadczyć... To straszne... - powiedziała i zapłakała.

Już tutaj widać, że aŁtorce film chyba pomieszał się z rzeczywistością. Ba, żeby to jeszcze był film. Jej się pomieszały te dodatkowe i z rzyci wzięte sceny. Bessęsu.

Czy tylko ja nic nie rozumiem?

- Czy ktoś jeszcze mógł słyszeć waszą rozmowę?
- Raczej nie. Tylko my rozmawiałyśmy jeszcze z Annabeth Parker - asystentką Ruperta Grinta.

Biedny Rupert, zaraz zrobią z niego kryminalistę. Chociaż, szczerze mówiąc, spodziewałam się tego już wcześniej, gdy okazało się, że Tom i Emma trzymali się za ręce. No bo jak to tak, Rupert-Ron musi być zUy!

Czemu w każdym Dramione to Ron jest tym zUym?

Odpowiem ci na to pytanie tak prawie klasycznie:
Bo jest rudy, ma wszy i śmierdzą mu skarpety!!!!11oneone11!eleven!!!11!!! Dracze jest sUotki i tulaśny, Mionka musi z nim być!!11!1

Tak, tak, ale na serio, Ron był w miarę ogarniętą postacią, zresztą nie było zbyt wielu złych postaci u Rowling, a takie zmienianie charakteru jest dla mnie bez sensu.

[Idą do Ruperta Grinta.]

- W czym mogę pomóc? - zapytała miła kobieta po sześćdziesiątce.
- Policja, przyszliśmy do pana Grinta.
- Oczywiście, proszę zaczekać w salonie, o tam, pan Grint tam przyjdzie! - powiedziała wskazując dłonią kierunek.

Fajnie, że sławny aktor nie ma zapewnionej ochrony na poziomie. Byle kto może sobie przyjść go odwiedzić byle kiedy, nikt nie sprawdza tożsamości gości, nikogo nie obchodzi, czy nie wnoszą bomby na posesję... 

Nikogo nic tutaj nie obchodzi, serio.

 Mycroft, Lestrade, John i Sherlock udali się do salonu. Był on bogato zdobiony, stały  nim trzy skórzane fotele oraz kanapa, w kominku palił się ogień, na prawej ścianie znajdowały się drzwi do ogrodu.

Salonem stały skórzane fotele oraz kanapa. 
*oddala się w celu, powiedzmy, że badawczym*
Po szklance whisky to nadal nie ma sensu. 

Na ja.

 Teraz były one jednak zamknięte - na dworzu padał deszcz.

Hihih, przypomina mi się reklama Vanisha. Ta, w której babka mówi, że w lecie więcej czasu spędzamy "na dworzu". Naaa peeewno.

Czy tylko mi się wydaje, czy to jakiś regionalizm?

[Przychodzi Rupert.]

- Jak pan pewnie wie, ostatnio zamordowano Emmę Watson i Toma Feltona - powiedział Sherlock, wstając. - Pewnie wie pan też, że Tom Felton miał się jej oświadzczyć tego dnia.

Oświadco? Oświadszczyć? A fe, nieładnie. Szcza się w kiblu, że się tak poziomem językowym dostosuję.

Czy aż tak trudno sprawdzić pisownię?

- Do czego pan zmierza? - zapytał Grint z kamienną twarzą.
- Zacznijmy może od początku. Gdy okazało się, że do Harrego Pottera będą kręcone dodatkowe sceny zaczął pan wysyłać  listy z pogróżkami...

Sherlocku? Przykro mi to mówić, ale nie. Ta dedukcja jest tak z dupy, że głowa boli. Pocieszę cię, że to nie twoja wina, tylko aŁtorki, dla której Dramione, kanon i rzeczywistość najwyraźniej stanowią jedność. 
Stąd
Dorzućmy tam kucyponki i mamy już wizję całkowitej Apokalipsy.

- Co pan...
- Proszę mu nie przerywać! - powiedział Lestrade.
- Wracając, listy odniosły zamierzony skutek i nie zostały opublikowane.

To chyba dobrze dla wysyłających, że listy z pogróżkami nie zostały opublikowane. Mogłyby być z tego kłopoty.

To zdanie boli.

Cała sprawa w wytwórni przycichła, ale pan dowiedział się, że Felton i Watson są razem. Kazał ich pan obserwować, a gdy dowiedział się pan, że Felton planuje oświadczyny, zabił pan go. Prawdopodobnie Emma widziała pana podczas morderstwa, dlatego pan też ją zabił.

Arrgh, to się kupy nie trzyma!
Albo nie, jednak się trzyma. Zwłaszcza kupy.

Ja nie wiem, czego się to trzyma. Ale na pewno nie kanonu/rzeczywistości/sensu (niepotrzebne skreślić).

- Co pan insynuuje! Nie mają państwo żadnych dowodów! - powiedział Grint z oburzeniem na twarzy.
- Mamy, zarówno Watson i Felton zginęli od jadu, według niektórych, od śliny, warana z komodo, który został wstrzyknięty im za uchem,

Hah, jaki zbieg okoliczności! Warany pojawiły się już w ostatniej analizie, gdzie zajmowały się opatrywaniem ran. Tu ktoś takiego warana wstrzyknął Emmie Watson. Efekt musiał być ciekawy. 
Hmm, jak tak dalej pójdzie, to waran będzie miał dużą szansę zostać maskotką Fortecy. Ale na razie o tym ciiichutko.

Jeszcze trzeba znaleźć więcej opek z waranami i będzie git.

[Sherlock pokazuje Grintowi strzykawkę, za pomocą której rzekomo wstrzyknięto jad. Rupert przyznaje się do winy, mówi, że kochał Emmę i dlatego zabił Feltona. Emma zginęła w sumie przez przypadek. xD]

- Jest pan aresztowany za dwukrotne zabójstwo oraz groźby! - powiedział Lestrade i zamknął kajdanki na nadgarstkach zabójcy. John z Sherolckiem wyszli z budynku.

Uff, dzięki Ci, Borze, Sherlock jednak nie został sprofanowany. W całą sprawę zamieszany był Sheroleck. I dobrze.

Kimkolwiek by on nie był.

Kuzynkiem mojego kuzynka Karolka. Sheroleck i Karolek, kuzyni dwaj, łobuzy dwa, Sheroleck i Karolek, powiedz mi, który z nich szybciej zjadł rosołek...! *oddala się, bo robi żenułę*

To ja może wkleję tutaj wilczaka czechosłowackiego? Będzie to miało więcej sensu niż to opko.
Czyż nie jest słodki? <3

Jest! <3

Sherlock poprawił płaszcz.
- To nie była strzykawka po jadzie - powiedział Mycroft, który pojawił się przy nich.
- Nie, kupiłem w aptece - powiedział Sherlock i wyrzucił folię do śmieci.

Aha, spoko. ^^

Tak się fabrykuje dowody. Jakie to nieprofesjonalne...

Na koniec mamy dla Was info od aŁtorki:

To opowiadanie może się pewnie niektórym kojarzyć... Z konkursu organizowanego przez Stowarzyszenie DHL. Było to, chyba, gdzieś tak na wiosnę. Zajęłam drugie miejsce (przy okazji jeszcze raz dziękuję tym, co na mnie głosowali).

Cooo... To opko zajęło drugie miejsce w jakimś konkursiQ? Oczy mi wypływają. A konkursik na poziomie. xD

Arrrrgh! (Ja w tym momenice: )


Co do treści... Mam nadzieję, że znalazły się osoby, którym ona się spodobała. To crossover z Sherlocka i Harrego Pottera, jak się pewnie część z Was domyśliła :D

Nie, to crossover Sherlocka, Pottera i Chujwieczegojeszcze. Taka prawda. Nawet nie crossover, tylko pomieszanie z poplątaniem. Ejmen.

Cokolwiek.

W następnej analizie rozprawimy się z Legolasem i spółką, a tymczasem żegnamy Was i życzymy miłego weekendu!