Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Władca Pierścieni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Władca Pierścieni. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 listopada 2014

Pierścień prawie zniszczony, czyli Legolas i jego życie 2/2

Witamy!
Wracamy do Was z drugą częścią analizy opka o Legolasie i jego teleporterze. Jeśli myślicie, że ostatnio było źle, to teraz czeka Was niemiła niespodzianka - będzie jeszcze gorzej. Resztki mózgu traci nawet Aragorn, Arwena zaczyna dorównywać Cathy w mamejowatości, Gimli traci zdolność wypowiadania się, a Legolas... Cóż, Legolas zmienia się w Gejolasza. Tak jakby.
Będziemy świadkami mrożącej krew w żyłach (pfff, na pewno) walki z orkami, zabaw integracyjnych na koniach i romantycznej sceny rodem z... z opka. Tak.
Link: http://legolas-i-jego-zycie.blog.onet.pl/
Analizują: Red i Arkanistka

Rozdział III

Cathy nie wiedziała co robić. Wiedziała tylko jedno- zginą.Spojrzała na swoich towarzyszy, po ich minach można stwierdzić , że też niewiedzą co zrobić.

Za to po mojej minie można teraz stwierdzić, że jestem załamana niewiedzą aŁtorki na temat zasad poprawnego pisania. :( No i cóż, droga Cathy, skoro jesteś taka pewna, że zginiecie, to raczej niewiele możesz zrobić. Smuteg.

Znając życie (i aŁtorki) pojawi się zaraz Czynnik Losowy, który uratuje im tyłki.

 Legolas rozmyślał gorączkowo. (nie zmęcz się) Jedynie szybka ucieczka mogłabyich jeszcze uratować.

Zaraz, zaraz, a orkowie tak sobie grzecznie czekają, aż jaśnie państwo skończą się zastanawiać? Wow.

Bo to byli inteligentni orkowie z Warcrafta. 

-Dziewczynynie mamy co walczy, uciekamy na ten pagórek. Na trzy… Raz… Dwa…. –Orki zbliżałysię coraz bliżej, nagle zaczęły biec- TRZY!!!!

Trzeba było dłużej się zastanawiać, orkowie by was pozabijali i nie miałybyśmy problemu. A ucieczka na pagórek tak bardzo poprawi sytuację, że aż nie. Najlepiej popełnijcie zbiorowe harakiri, oszczędzicie orkom roboty.

AŁtorka robi ten sam błąd, ech.
Orki: 

Orkowie:
Dziękuję, do widzenia.

Calatrójka zaczęła biec ile sił w nogach. Legolas był na przodzie w środku Elizabeth a Cathy na końcu. Starała sięunikać strzał lecz nie zdołała… Poczuła wielki ból w plecach..

Czyżby...?
Stąd
Przepraszam, ale w tym opku Legolas to ciota. Zamiast osłaniać odwrót kobiet, pobiegł przodem. To takie heroiczne z jego strony...

Potchnęła się okorzeń wystający z ziemi. Upadła.. W jej głowie tylko jedna myśl, ‘To koniec…Umieram’.

Dajcie mi chwilę na rozszyfrowanie tego. BoCHaterka się potchnęła - dostała zadyszki? Okorzeń wystający z ziemi - zUy brat bliźniak starego, dobrego Krecika? To musiał być on:
Stąd
Nie ma wątpliwości.

Legolasszybko zareagował, odwrócił się w stronę elfki i zaczął biec ile sił w nogachaby jej pomóc.

Gejolaszu, ty nie zaczynaj biec, tylko biegnij! Ona umiera, nie ma czasu na pierdzielenie!

Jak napisałam dwa komentarze wyżej, ale on heroiczny, najpierw ucieka pierwszy, a dopiero potem się wraca.

[….]

Obudziłasię w jakiejś komnacie.  Nie wiedziałagdzie jest..  Nagle weszła Arwena zalanałzami :

To... jakiś tytuł, tak? Arwena Zalanałzami. Hmm, Gwiazda Wieczorna jednak bardziej mi się podoba.

*próbuje powtórzyć, ale język odmawia jej posłuszeństwa* Argh!

-Cathy!Już myślałam, że po Tobie ! Tak się o ciebie bałam.. Czemu tutaj od razu nieprzyszłaś?!

Nie pytaj jej, podejrzewam, że ona sama nie wie, co nią kieruje. Działania Cathy mają tyle sensu, co pieczenie ciasta z solą zamiast cukru. (tak, tak ostatnio zrobiłam i nie, nie było to zjadalne)

Kieruje nią Imperatyw Opkowy i tyle.

-Ohkochana siostro, niby czemu miałabym ci zwalać się na głowę? Na pewno masz inneplany… Miałam dobrą kryjówkę z Elizabeth. A tak poza tym gdzie ona jest?

Tak dobrą kryjówkę, że znalazły was tam byle podróby Legolasa i Gimliego. Super.

To Gimli też tam był?

-Wkomnacie obok. Z Gimlim i Legolasem, nic jej nie jest.
-Gimli?Legolasa już poznałam.. Cóż.. Gdyby nie on to dalej bym siedziała przy ognisku…

Gdyby nie on, znaleźliby cię orkowie i byś zginęła idiotko! Ten elf w pewien sposób uratował ci życie, a ty nadal go hejcisz? Weź, spłoń.

Jeśli pod pojęciem "w jakiś sposób uratował ci życie" masz na myśli, że uciekał przed orkami, to masz rację.

Mam na myśli to, że gdyby Legolas jej tam nie znalazł, to znaleźliby ją orkowie.

-Niemarudź tylko ubieraj tą (tę, ileż można ten błąd wytykać...) suknie i choć na obiad nie pójdziemy, to dam ci do zjedzenia słone ciasto.

Błąd można wytykać niezliczoną ilość razy, ale po trzecim razie przestaje to być śmieszne.

 -A nie masz jaki(ch)ś spodni? Nie cierpiesukienek.

Za pierwszym razem przeczytałam "nie pies i suki". Well, still better story than this opko.

Straszne, nie lubi sukienek! Niezbyt przystoi to elfce z high fantaziaka.

-Niestety, nic damskiego..
-Arwena,przypomnij sobie kiedy ostatnio miałam na sobie normalny strój. Daj mi cośprzypominające zbroje.

WUT? Jesteś w pałacu swojej siostry, jesteś zmęczona, ranna i co tam jeszcze, a masz zamiar dźwigać na sobie zbroję? ...Aha. Borze, a ja myślałam, że mój brat myśli i działa nielogicznie.
Tak. Eee, nie. Nie wiem.

[Cathy i Arwena idą na obiad.]

Cathy usiadła po prawej stronie królowej (Arweny) koło niej Gimli. Naprzeciwkosiedział Legolas i Elizabeth, rozmawiali o czymś gorączkowo i co chwile zerkaliw stronę Gimliego. Krasnolud zaczął opowiadać o Morii Cathy, która nie zbytbyła zainteresowana nim.

Nie dziwię się. Z tego co zrozumiałam, nasza Marysia spędziła w Morii pół życia i wyrwała się stamtąd, gdy napadli na nią orkowie. Chyba też bym wolała na jej miejscu posłuchać o czymś innym. Tyle tylko, że ona nie chce słuchać o niczym, ma inne zajęcia, o, zaraz zobaczycie.

Zgaduję, że zajmowała się czymś tak ambitnym, jak robienie maślanych oczu do blondasa.

Patrzyła się ciągle na Legolasa. Dopiero teraz ujrzałajaki jest przystojny.. (-.-) Blond włosy do ramion, z trzema warkoczykami (dwa po bokui jeden od przedziałku w tył) podkreślały jego jasno niebieskie oczy. Srebrnakoszula i spodnie podkreślały jego wyraz twarzy..

Pozwólcie, że parsknę: 
*parsk*
A co będzie, jak Legolas zmieni wyraz twarzy? Poleci zmieniać koszulę, bo ta już mu nie pasuje? Oh, no! (chciałam teraz wkleić jakiś komiks z Gejolaszem, ale jak kilka przeczytałam, to stwierdziłam, że to poniżej naszego poziomu dlatego wkleję samego Gejolasza)
Stąd
Nie wiem, czy już to mówiłam, ale przepraszam wszystkich fanów LoTR-a, niemniej uważam Legolasa za postać pozbawioną jakiejś specjalnej osobowości. Tak jak wszystkie pozostałe elfy z LoTR-a. *zakłada koszulkę z napisem "Team Iorweth" i bierze swój kubek z napisem "Team Fenris"*

Niby trochę mosz recht, ale i tak:
No wiesz? *foch*

 Nawet jak na elfa był onnieziemskiej urody. Jej zapatrzenie przerwał Gandalf, który poprosił ją,Legolasa, Arwene, Aragorna, Gimliego i Elizabeth na taras, chciał coś imprzekazać.

Hmm, czyli poprosił wszystkich? To nie prościej byłoby tak napisa... Aaa, nie, bez takich zapchajdziur opko byłoby krótsze od paragonu z Żabki. Zapomniałam.

Trzeba wyrobić minimalną ilość znaków.

[…]

-Jakwiecie kilka miesięcy temu Frodo wraz z Samem zniszczyli pierścień. Lecz nie dokońca.. I tutaj właśnie pojawił się haczyk.

Nie, nie, tu pojawia się moje pytanie, nie żodyn haczyk. Jak mogli zniszczyć pierścień "nie do końca"? Prawie dotarli do Mordoru, prawie donieśli Pierścień do Góry Przeznaczenia i prawie pobili się z Gollumem, który prawie wpadł z Pierścieniem do lawy, tak?

Prawie.

[Gandalf mówi, że tylko ktoś z rodziny Elronda może zniszczyć Pierścień "do końca". Cokolwiek.] 

 Podejrzewam, że to któraś znaszych tutaj dam lecz która to będziewiedział tylko los i przepowiednia. Przepowiednia mówi, że ta która w 2671-sząpełnie księżyca dostanie smoczy znak na lewym ramieniu będzie mogła wyzwolićświat..

2671-sząpełnie co...? Ja pierniczę, nawet mój bardzo szybko upijający się kolega tak nie bełkocze po wypiciu sporej ilości czegoś mocniejszego... No i tak, pewnie wszyscy już wiedzą, kto będzie wybrańcem, co? Ale dobra, zróbmy aŁtorce przyjemność i udajmy, że jednak nie wiemy.

Ja nawet jak mam gorączkę i ledwo co do mnie dociera, to tak nie bełkoczę. W ogóle staram się wtedy nie odzywać.

-AleGandalfie… To wypada za miesiąc… bo my jesteśmy bliźniaczkami- zaczęła Arwena

Przepraszam, ale czy to, że jesteście bliźniaczkami, ma jakiś wpływ na fazy księżyca? Chyba że jesteście tak zajebiste, że nawet księżyc pyta was, czy może już przejść do pełni albo czy ma być cały czas w, powiedzmy, nowiu.

Tak.

-Tak,wiem. Rozmawiałem na ten temat z Elrondem. Mamy miesiąc na znalezieniepierścienia..-Elizabeth nagle spojrzała na Cathy.

To będzie raczej trudne... Albo nie? Gollum nie przeżył kąpieli w lawie, ale dla Mary Sue taka przyjemność może robi dobrze na cerę, czy coś. Zobaczymy.

Po prostu włączy god mode i pójdzie popływać.

 Elfka miała zawziętą minę.Wiedziała, że dowiedzą się o jej pięknym znalezisku, który zawrócił jej wgłowie.. Jej rozmyślenia przerwał Legolas :

Hmm, mogłabym przypuszczać, że chodzi jej o to, że znalazła Pierścień, ale w świetle poprzednich zdarzeń (głównie obiadu) mogę też podejrzewać, że chodzi o Legolasa. Chociaż bardziej to Legolas znalazł ją.

To był Gollum! Nie?

- Azatem (brat Azoga?)(i jego dalecy kuzyni Moze Potem i Moze Później?) musimy jutro o świcie wyruszyć, a najlepiej przed świtem .

Stąd
Musiałam. (zwróćcie uwagę na wielce inteligentną minę Edłorda)

Mnie bardziej fascynuje, jaki cudem twarz Kirsten Stewart pozostawała tak długi czas w jednym grymasie.

Toż ona przez cały film miała taki sam grymas. Inny niż na plakacie, ale niezmienny.

 Tak Gimli chyba, że wolisz aby naszą drogęprzerwał oddział orków…

Ja tam nie miałabym nic przeciwko temu... A znając życie, pewnie i tak przerwie. O cokolwiek w tym przerywaniu chodzi.

Podróż, nie drogę! Przerwać moża podróż, a drogę przeciąć!

-Legolasiemasz rację. Dziewczyny spakujcie się i przygotujcie do drogi. Legolasie, Gimlimy zajmiemy się prowiantem.

W sumie, już się zgubiłam, co kto mówi w tym opku. Chociaż to chyba i tak bez znaczenia, ich mózgi już dawno zmieniły się w mUSKi, sądząc po tym, że znów przygotowują się do wielkiej wyprawy zaledwie dzień (a nawet wieczór) przed nią. Dalej, dalej, teleporter Legolasa!

A kim jest ten cały Gimlimy?

Może to jakiś nadworny kucharz? Skoro ma się zajmować prowiantem...

Wszyscyruszyli w swoje strony. Elizabeth i Cathy po spakowaniu się poszły na krótkispacer po tarasie.

Ciekawe, co one spakowały. Bo raczej nie to, co mogłoby się przydać w podróży. Jakieś propozycje?

Może parę dodatkowych toporów? I kruche ciasteczka. I termos z kawą!

 Były same, więc Elizabeth zaczęła rozmawiać o tym, co ją niepokoi :

To ja się wtrącę. Mnie niepokoją spacje przed znakami interpunkcyjnymi, czy to może być coś poważnego?

Dla ciebie czy dla aŁtorki?

Hmm, jakby się zastanowić... Raczej dla aŁtorki, bo jak niepokój zmieni się w gniew, a gniew w furię, to może być kiepsko.

-Cathy,chyba im powiesz? O nim
-Oszalałaś?!Ja… No sama wiesz. Boje się, że to będę ja.

Też się tego obawiam. Czarno widzę przyszłość Śródziemia, jeśli to będziesz ty.

Ja czarno widzę przyszłość każdego fandomu, w którym aŁtoreczki maczają swoje paluchy.

Wiesz dobrze jaka jestem. Zawszenie wytrzymywałam w jednej podróży długi czas…

Nie no, moim zdaniem akurat to jest spoko. Złapanie wszy w podróży może być prawdopodobne, więc jeśli wytrzymujesz zawszenie długi czas, to się ciesz, poradzisz sobie.

Tylko potem może być problem, jak się ich pozbyć.

Mary Sue nie pozbywa się wszy, Mary Sue tworzy z nich armię i podbija świat.

 A jak będzie trzeba przeprawićsię przez wodę? Jej też się boję..

Moja ty biedna mamejo! 
Stąd
Jeśli dobrze się postara, dorobi się pratchettowskiej hydrofobii, pozwalającej na lewitowanie nad powierzchnią wody.

-Aja (jaja) dalej nie wiem dlaczego.. Może teraz mi powiesz? Tak w skrócie.
-Tobyło (ty kobyło) jak miałam z 6 lat.. Kupa czasu temu. Bawiłam się z moim przyjacielemAjzisem koło wody.. Potchnęłam się i wpadłam do niej.

Oł, tamto to nie była literówka? Chyba że to celowe, boCHaterka znów dostała zadyszki i przez to wpadła do wody. Tomasęs. (co, aŁtorka może sklejać wyrazy, a ja nie?)

A pod wodą dostała jeszcze większej zadyszki i prawie się utopiła. Tak, to miałoby sens.

Tonęłam, przyjaciel ojcamnie uratował. Miał nami się opiekować i cóż.. Od tamtego czasu unikam wody jaksię tylko da..

Ciekawe, jak ty przeżyłaś drogę z Morii. Tyle lęków, tyle słabości!

Pewnie całą drogę miała zawiązane oczy.

-Tosmutne… (jakcholera) Ostatnie pytanko, jak komuś zaufasz z naszego towarzystwa, to powieszim (powiesim, powiesim wszystkich boCHaterów, a Cathy pójdzie na pierwszy ogień) o znalezisku?

Elizabeth przypomina mi taką"dziennikarkę" z gazetki szkolnej z podstawówki (albo gimbazjum), która przeprowadza "wywiadzik" i zadaje "pytanka".
— Jeszcze jedno pytanko, Cathy. Jak to się stało, że od urodzenia żyjesz w Śródziemiu, a masz imię kompletnie nie w tych klimatach? Tatuś fascynował się jakąś obcą kulturą?

Widzę, że nie tylko mi to pytanie wydaje się być wyrwane z kontekstu.

-ObiecujęCi, że jak tylko zdobędą moje zaufanie to im powiem.

Obiecanki-cacanki. Czy tylko mi taka obietnica wydaje się pozbawiona sensu?

Nie, nie tylko tobie. A znając uwielbienie aŁtorek do Legolasa, bardziej na miejscu byłoby stwierdzenie obiecanki-macanki. (BioWare, patrzcie, co ze mną zrobiliście!)

-Cathy! Elizabeth ! Chyba nie chcecie spotkać orków? Chodźcie, wyruszamy!- zawołał zanimi Aragorn.

To one pakowały się przez pół nocy i nie poszły się przespać, tylko spacerowały po tarasie aż do świtu? Już widzę, jak podróżują. Śmiech na sali.

I w ten oto sposób Sauron odzyskał Jedyny Pierścień. Bo jakieś dwie fujary zostały Wybrankami.

Dziewczynyposzły w stronę reszty i wsiadły na danego im konia.

Tylko jednego? Co tak skąpo, Aragornie, kryzys w królestwie, że na konie cię nie stać?

Może Aragorn myśli, że skoro Gimli i Legolas mogą jeździć wspólnie na jednym koniu, to te damulki też sobie z tym poradzą?

-Obyszczęście wam sprzyjało. Nie kłóćcie się i bądźcie sobie pomocni, jak rodzina.  Nie długo, nie krótko, lecz w sam raz, zaśpiewaj, Gandalfie, jeszcze raz! do was dołączę. . – powiedział Gandalf
-Awięc  komu w drogę temu brakujące przecinki z pierogami czas. Ty teżtrzymaj się Gandalfie – powiedział Legolas
-Pilnujmojego ojca…  - powiedziała Arwena.

Bo on jest jeszcze malutki, niedojrzały i nie potrafi sam o siebie zadbać. 
...
Gdzie jest prawdziwy Elrond?!

Po przeczytaniu tego opka udał się na urlop dla poratowania zdrowia.

Całaszóstka wyruszyła w poszukiwaniu pierścienia.. Nikt nie przypuszczał, że majągo tak blisko…

Nikt, poza aŁtorką, która postanowiła zepsuć czytelnikom niespodziankę i wyjawić sekret już teraz. A fe!
(dobra, wiem, że domyśłiliśmy się już wcześniej, ale i tak... Może nie wszyscy są tak mądrzy jak my i nasi Czytelnicy *wazelina mode on*)

Red, bez wazeliny! AŁtorko, nie spoileruj!

Rozdział IV

-Moim zdaniem, powinniśmy się lepiej trochę lepiej poznać.To znaczy każdy powie coś o sobie aby nasze nowe towarzyszki nie czuły się zbytobco –zaproponował Gimli

Tak, niebezpieczna podróż to idealny czas na spotkanie integracyjne! Zróbcie sobie jeszcze te takie fajne zabawy, że np. dobieracie się parami i zadajecie sobie pytania na swój temat, a potem przedstawiacie partnera innym. Jakby co, to orkowie poczekają, oni wiedzą, że integracja jest najważniejsza!

Taa... Orkowie pewnie siedzą w krzakach i jęczą aż do rana ze śmiechu, jak ich widzą.

-Świetny pomysł krasnoludzie, zacznijmy więc od ciebie –pochwalił go Aragorn

Który chyba stracił tę resztkę rozumu, którą zdawał się posiadać. Uczcijmy to minutą ciszy.

Prawdziwy Aragorn dołączył do Elronda na urlopie.

-Eee… No dobrze. To tak.. Eeee… Jestem krasnoludem, synemGloina. Mam na imię Gimli i uwielbiam rąbać moim toporem orków i pić w dobrymtowarzystwie. Eee… To chyba koniec.-zaczął Gimli

Ależ on wygadany. Jak moja babka z przyrody z podstawówki, ona też tak ciągle mówiła "eee". No i przypomina mi się ten filmik:

*nie wie, co powiedzieć*Że fę, że fą, że fak?

-Powinieneś dodać, że uwielbiasz się ze mnie ponabijać, spaći zakładać się kto więcej ubije orków..-dopowiedział Legolas.

Czym jest nabijanie się i zakładanie, wiem, ale tajemnicze/y/a(?) spaći nie daje mi spokoju. Hmm, "spací" to po czesku śpiwór, myślicie, że to może mieć z nim coś wspólnego?

Możliwe, pisownia też przywodzi na myśl czeski, więc...

Czyli Gimli prawdopodobnie lubi zakładać sobie śpiwór na, powiedzmy, głowę. Ok, każdy jakieś hobby ma.

-Eee.. No tak, dzięki.
-Ja nazywam się Aragorn, jestem synem Aratorna. Moją żonąjest Arwena, przepiękna królowa Gondoru. Uwielbiam spędzać czas z Arweną i nawalce.

Łojeżu! Po pierwsze - Arathorn, nie Aratorn, trochę szacunku dla ojca. Po drugie - kim jest Nawalce i czy Arwena powinna czuć się zdradzona?

Może to koń Aragorna? Albo coś...

-Legolas z Mrocznej Puszczy, syn Thandruila. Uwielbiamstrzelać z łuku, zakładać się z Gimlim. A najbardziej kocham przyrodę…

THRANDUILA, KUROPATWA!!! Rób, co chcesz, ale od Thrandy'ego się odstosunkuj. 
Stąd
Przypomnę ci jedną z naszych wcześniejsych analiz, Red. Tam Thranduil był określany mianem Thransa...

-Elizabeth. Z Kopalni Morii. Lubię siedzieć i przyglądać sięogniu i uwielbiam drażnić się z Cathy.

Ja być przyjezdny z zagranica i nie umieć dobrze w polski język. Polski język być komplikacja duży do imigrantów.
Swoją drogą, Elizabeth ma doprawdy fascynujące hobby. Coś jak moja koleżanka, która na pytanie o to, co najbardziej lubi robić, odpowiedziała "spać".

Spanie to jest bardzo fascynująca czynność. A co do języka polskiego, to podobno jeden z najtrudniejszych języków.

-Cathy. Rivendell.
-Może powiedziałabyś coś więcej na swój temat Cathy? –zaczęła Arwena, która dopiero co się obudziła.

Albo spali na koniach, albo wyprawa po Pierścień jest tak naprawdę świetnym obozem wędrownym. Albo i to, i to. AŁtorko, pogadaj z Frodem, on ci powie, czy taka wędrówka naprawdę jest bezpieczna i wesoła.

Z całą pewnością. Btw, czy Arwena nie była spokrewniona z Cathy?

-Nie widzę takiej potrzeby. I tak pewnie za parę dnizniknę  stąd i nie zostanie po mnieżadnego śladu…

*trzyma kciuki* 
Ja jestem trochę aspołeczna, ludzie mnie często denerwują, ale daję słowo, że aż taką bucuwą nie jestem. Cathy, spłoń.

Ja też raczej nie przepadam za kontaktami z ludźmi (skąd ja mam chłopaka?), no ale takich bzdur to ja bym na jej miejscu nie plotła.

-Cathy ! To że kiedyś tak robiłaś nie znaczy, że terazpozwolę ci tak odejść. Nie po tylu latach…
-Yhym. Obiecuję, że nie ucieknę..

Yhym. Już ci uwierzyłam.
Stąd
Yhym...

Zapadła cisza. Nikt nie umiał nawiązać jakiegoś sensownegotematu…

Ekhm...
— Skończcie może w końcu wasz uroczy wieczorek zapoznawczy i ruszcie dupska? Jesteście na wyprawie w poszukiwaniu Pierścienia, liczy się każda minuta, nie ma czasu na pierdzielenie się z byle czym! — ryknęła nieźle już wkurzona Red.

Wspominałaś o tym, że powinni ratować świat? Nie? Zresztą pewnie i tak by mieli to gdzieś.

-Ma ktoś może jakieś pomysły na postój? Te siodła sąniewygodne.. – zaczęła marudzić Arwena

Aha, czyli jednak jadą. A ty, Arweno, wiedziałaś (chyba), na co się piszesz. Trzeba było zostać w domu i plaszczyć zad na kanapie, skoro siodła ci przeszkadzają.

Właśnie wyobraziłam sobie siodło z kanapy... Ja pier...


-Nie daleko stąd powinien mieszkać mój przyjaciel. Możezgodzi się na przenocowanie was. – odpowiedziała Cathy
- A nie lepiej w lesie? Jest mniejsze prawdopodobieństwo ,że spotkamy jakiś orków. – wtrącił się Legolas.

Um, nie nadążam. Czy właśnie nie będzie bezpieczniej w domu przyjaciela? Przecież w lesie orkowie łatwiej ich znajdą. Powalająca logika, Legolasie, tatuś byłby dumny.
Stąd

Moze Zgodzi, brat Moze Potem i Moze Później?

-Legolas ma racje. Rozbijemy namioty i rozpalimy ognisko. –powiedział Aragorn.

Stąd
Aragornie, a tak dobrze się zapowiadałeś!

A... Aha. Fajnie. Bo orkowie nie lubią latać nocą po lesie. Z całą pewnością.

Jak powiedział Aragorn tak zrobili. Wszyscy poszli spać,prócz Legolasa który pilnował czy wróg nie zbliża się do nich. Cathy też niespała.. Rozmyślała wszystko, to co się stało..

A stało się naprawdę dużo. Spacje i przecinki oszalały, gramatyka dostała pierdolca, analizatorki waliły głowami w biurka, Tolkien przewracał się w grobie, a aŁtorka nieświadoma zniszczeń, jakie spowodowała, nadal beztrosko tworzyła swoje opko i publikowała je na blogasku. Dzień jak co dzień w blogosferze.

https://www.youtube.com/watch?v=6ZygRANvjg8

Kiedyś oglądałam "Plebanię", obudziłaś we mnie nostalgię! *śpiewa* Minął dzień, mijają lata...

Może powinna być milsza doinnych(...)? A może nie powinna się wcale odzywać?

O, pierwszy raz w tym opku zgadzam się z Cathy. Trzeba to odnotować, a potem oblać. *idzie do barku*

To pewnie pomyłka aŁtorki, nie żeby coś.

 Wyszła ze swojego namiotu.  Jejnogi prowadziły ją same.

Jejnogi - stonogi, które ukradły nogi boCHaterce, a teraz prowadzą ją do Legolasa. Zniecierpliwiły się, czwarty rozdział opka, a Tró Loff jeszcze się nie rozwinął.

Te zlepki wyrazowe są strasznie męczące w tej ilości.

*romantyczna scena mode on*

Przeszła obok Legolasa i usiadła na krawędzi pagórka,patrzyła w gwiazdy.
- Dlaczego taka jesteś? – usłyszała głos blond elfa za sobą.Nie odpowiadała..
-Cathy… Jesteśmy tak jakby na wojnie.

Dlatego urządzamy sobie wieczorki zapoznawcze na koniach i nie korzystamy z możliwości noclegu u kogoś zaufanego.
Stąd
Jak powiedział znany wiedźmin do swojego równie znanego kumpla poety: Ale ty pieprzysz, Jaskier.

[Pierdololo, Legolas poucza boCHaterkę, że powinna się otworzyć i być ich sprzymierzeńcem, a ona nie wie, "co tu robi".]

-Jesteś tutaj, ponieważ jesteś córką Elrona.

Czyją córką? Jakiejś hurtowni w Chojnicach? Niezła impreza musiała być. O_O

No cóż... Ja się nie wtykam.

[Znów piedololo o otwieraniu się i o tym, że każdy ma jakieś tajemnice i powinien je komuś wyznać. Bullshit, moje tajemnice powinny zostać tylko moje.]

-Skoro mówisz tak to tak musi być… Umiesz czytać z gwiazd?

Hah, zmiana tematu na jakiś mniej niewygodny, moja szkoła.

Taa... I potem się dziwią, że do niczego dojść nie mogą. Oczywiście mam na myśli ich wyprawę.

-A Ty nie? Każdy elf to potrafi..
-Nie.. Ja wychowałam się wśród krasnoludów..
-Polała się krew na wschodzie… Czemu wychowałaś się wśródkrasnoludów? Znam tą(tę...) historię ale uważam, że to nie był jedyny powód..
-Tak.. Elizabeth nie była jedynym powodem..
-A więc? Jeśli nie chcesz mówić to nie ale powinno ci ulżyć.Po twoich oczach widać, że z nikim tak nie rozmawiałaś..

No pewnie, że nie, Legolasie, to ty tu jesteś tym wyjątkowym i fokle. I taka uwaga techniczna - przypuszczam, że aŁtorka potrafi liczyć do trzech, więc dlaczego, do jasnej Anielki, stawia tylko dwie kropencje? Trzecia jej zjadła ostatnie ciastko, aboco...

Elfka wychowana wśród krasnoludów... Ekhm, ujdzie, sama gram na sesji elfim wojownikiem-kowalem, wychowanym przez krasnoluda, ale on nie jest taki mamejowaty...

-To akurat prawda… A więc miałam chłopca, którego straszniekochałam. Wiesz codzienne spacery i w ogóle.

Codzienne spacery to jeszcze nie dowód prawdziwej miłości. Codziennie spaceruję z moim psem, prawie codziennie z koleżanką, a mogę przysiąc, że w żadnym z nich nie jestem zakochana.

Szczególnie w koleżance. Ze mną też czasami spaceruje, a jestem przekonana, że nie darzy mnie miłością.

Był jak książę z bajki.
Stąd


-A więc skoro byłaś szczęśliwa, to co się stało?
-Zdradził mnie na moich oczach… <Cathy nie wytrzymała,łzy spływały jej po policzkach> Od tamtego Czasu mam uraz do mężczyzn..

To byli waźni cias dla boCHaterki, śkoro mówi o nim wielką litełą. A zapis dialogu jest tu po prostu przecudowny. Opkowy Oscar się należy!
Stąd
Dawno nie widziałam czegoś tak cudnej urody. Brawa dla aŁtorki.

-Oj Cathy… To był po prostu jeden.. Ymm.. Cóż.. Mojetradycje nie pozwalają mi się wyrazić tak jakbym chciał.. Ale wyobraź sobiejakby to Gimli powiedział.

Oj tam, Legolasie, tak kaleczysz język polski, że jedno przekleństwo nie zrobiłoby różnicy. Nie przejmuj się.

Wulgaryzm dobrze zastosowany dodałby kompozycji tego zdania sensu. No ale po co?

Po tych słowach Cathy zaczęła się śmiać a Legolas wstał pokoc.

Już go bierze, nieboraka, już Marysię pokochał i wstaje. 

Co to, kurwa, jest pokoc?

A to nie jest skrót od "pokochał"? *mamrocze coś o niedbalstwie aŁtorki i o tym, że jej wypociny można interpretować na stanowczo zbyt wiele sposobów*

Podał koc swojej nowej przyjaciółce, która się nim oplotła.
-Dziękuje..
- Za co?

Złe pytanie, Legolasie. Mogłeś się spytać "kto?". 

No właśnie, może to ten pokoc.

-Za to co dla mnie zrobiłeś… Za to, że po raz pierwszypoczułam ulgę na sercu

*chlip*
*wzruszyła się* 
*samotna łza* 
*need a moment*
Stąd
Ten pokoc czyni cuda...

Legolas nie odpowiedział… Uśmiechnął się szczerze i patrzyłw gwiazdy. W tym czasie Cathy zaczęła przysypać. Ułożyła się wygodnie naramieniu Legolasa a nie widząc z jego strony jakiegoś buntu powoli zamknęłaoczy i zasnęła..

A teraz zakrzyknijmy razem: TRÓ LOFF ZAWSZE ZWYCIĘŻA!!!

Co do TrÓ Loffu, to świetnie mi w tym momencie pasuje przemówienie króla Foltesta do jego żołnierzy: Gdzie, kurwa, zmierzamy? -Na Bitwę! -Po co tam, kurwa, zmierzamy? -Po zwycięstwo! -No, i tak trzymać. Miejmy nadzieję, że TrÓ Loff spotka to samo, co rzeczonego króla.

Tym sielankowym obrazkiem kończymy dzisiejszą analizę. W następnej wrócimy do opka o Narnii, które zaczęłyśmy analizować jakiś (raczej dłuższy) czas temu. Miłego weekendu! :)

niedziela, 28 września 2014

Teleporter i mameja, czyli Legolas i jego życie 1/?

Witamy!
Dzisiejsze opko podesłała nam jedna z Czytelniczek, za co serdecznie jej dziękujemy. :) Jej pomoc się przydała, ten fanfik jest "cudowny".
Wracamy do opek tolkienowskich. Poznamy Legolasa, Gimliego, Thranduila, Gandalfa i Arwenę, którym ktoś ukradł mózgi, a także Cathy i Elizabeth (tak, te imiona tak świetnie pasują do Śródziemia...), czyli dwie potencjalne Tró Lawerki. Dowiemy się, że Legolas znacznie się wzbogacił, prawdopodobnie kosztem swojego ojca, Arwena dorobiła się siostry, pierścień nie został zniszczony, a podróże po Śródziemiu stały się czymś bardzo prostym dzięki wynalezieniu teleportera. Będzie sporo gifów i obrazków, nie zabraknie też Sherlocka. *Red spuszcza głowę i patrzy gdzieś w bok* Tak. Enjoy!
Link: http://legolas-i-jego-zycie.blog.onet.pl/
Analizują: Red i Arkanistka

Rozdział I

   Był piękny, słoneczny ranek.  Legolas leżał w swojej komnacie, obudziła goczyjaś kłótnia dochodząca z komnaty jego ojca.

Thranduil kłócił się z jakąś służącą, która nie zadbała o rozdzielenie wielu wyrazów w tym opku?

Goczyjaś? Słucham?

 Gdy elf ubrał się szybko pobiegłdo komnaty Thandruila i zastał tam Gandalfa żywo dyskutującego z jego ojcem:

Dlaczego Thrandy przyjmuje Gandalfa w swojej komnacie? Nie ma w pałacu jakiejś, no nie wiem, sali audiencyjnej albo chociaż gabinetu?

Może ja się nie znam, ale sala tronowa często służyła właśnie do przyjmowania gości...

Myślisz, że skoro Thrandy ma taki luksus jak sala tronowa, jeśli gości musi przyjmować w swojej komnacie? Nope.

-….ale zrozum! Pierścień nie został zni… Legolas? –zacząłGandalf

Sądząc po dość dziwnym (ale zawsze) wielokropku, Gandalf wcale nie zaczął, a wręcz przeciwnie - chciał skończyć. 

Te wielokropki mi przypominają interpunkcję hiszpańską, tam się stawia wykrzykniki i pytajniki na początku i końcu zdania...

-Witaj ojcze, Gandalfie czy mogę wiedzieć o co tutaj chodzi?-zapytał Legolas

Nachodzisz mojego ojca w jego komnacie o poranku. Jest coś, o czym nie wiem?

Nie, nie możesz.

-W swoim czasie książę. A teraz prosiłbym Cię o małąprzysługę? -poprosił Gandalf

To prosisz, czy się zastanawiasz, czy masz prosić? Gandalfie, od kiedy jesteś taki niezdecydowany?

Od kiedy pojawił się w tym opku.

-Słucham.
-Czy mógłbyś pojechać razem z Glimlim do Aragorna i Arweny?Muszą nam pomóc.
-Oczywiście. Za godzinę wyruszę. Dowidzenia ojcze,Gandalfie.

No tak, bo z Mrocznej Puszczy do Minas Tirith jest tak zajebiście blisko, normalnie rzut beretem, że nie trzeba się jakoś specjalnie przygotowywać do wyprawy, o uprzedzeniu Gimliego już nie wspomnę.
Stąd
Podróże instant - check.

-Uważaj na siebie mój synu.-odpowiedział LegolasowiThandruil.

— Uważaj na interpunkcję, mój ojcze — odpowiedział Legolas.

Przepraszam, ale mam w tym miejscu dziwne skojarzenie z tym: https://www.youtube.com/watch?v=BwvnRneMHiY

Po tych słowach Legolas skierowałsię do komnaty Gimliego- swojego najlepszego przyjaciela krasnoluda.

To Legolas miał więcej dobrych krasnoludzkich przyjaciół? Wow, wciąż dowiaduję się czegoś nowego.

Namnożyli się, zjadając jednocześnie przecinki.

Teraz uwaga, będą Elementy Komiczne. Trzymajcie się krzeseł (czy czego tam).

 Kiedywszedł do komnaty zobaczył przyjaciela który jak zwykle mocno spał. Elf zacząłrozmyślać jak najłatwiej a jednocześnie skutecznie obudzić krasnoluda.

I tak rozmyślał, rozmyślał, rozmyślał i nawet nie zauważył, że zapuścił korzenie i się obliścił, a Gimli już dawno sam się obudził.

To aż tak trudne?

Najprostszym sposobem było wylanie kubła zimnej wody a więc ruszył w stronęłazienki.

Eee... Nie? Nie prościej by było, no nie wiem, szturchnąć Gimliego albo krzyknąć, żeby się obudził? Nie wiem, jak będzie z Gimlim, ale gdyby ktoś władował mi się do sypialni i oblał mnie zimną wodą, to zostałby wyzwany od najgorszych, a może i takie cudeńko by dostał:
Stąd

Poza tym, łazienka jako taka jednak jakoś mi nie pasuje do high fantasy... A Legolas robiący takie rzeczy kojarzy mi się albo z podstawówką, albo z gimbazą...

 Po skończonej robocie zaczął rozmowe Gimli:
-Legolasie! Czyś Ty oszalał?!  Mam nadzieję, że masz ważny powód aby mniebudzić w tak brutalny sposób.

Lol, tylko tyle? Może jeszcze: "coś ty narobił, hultaju?" i "jak ci nie wstyd, nicponiu?". Takie chuligany.

A zawsze mi się wydawało, że krasnoludy mają strasznie, hmm, cięty język, żeby nie powiedzieć, że są wulgarne...

Książe(ę) Mrocznej Puszczy uśmiechnął się :
-Mam dość dużo dzisiaj do roboty przyjacielu.

— I dlatego mnie budzisz? Weź, spierdalaj — odpowiedział wkurzony Gimli.

Srsly? Jakby powiedział "mamy", to jeszcze miałoby to sens. No ale...

Wstawaj,wpierw jedziemy do Gondoru. Aragorn na pewno się ucieszy, że nie tylko ja sięzjawie. Po za tym

Tja, słowa są pozlepiane niemal w każdym zdaniu, ale jak raz spacja nie jest potrzebna, to aŁtorka ją stawia. Weź i zrozum tok myślenia takiej jednostki.
Stąd
Tok CZEGO, Red?

Wybacz, mój błąd.

Gandalf i mój ojciec coś wiedzą ale nie chcą nam powiedzieć.Usłyszałem kawałek ich rozmowy dzisiejszej..

Aha. Aragorn i Arwena na pewno się ucieszą, gdy Legolas i Gimli zjawią się u nich bez zapowiedzi i będą ich ciągnąć, Bór wie gdzie, bez jakiegokolwiek wyjaśnienia. Gandalfie, Thranduilu:
Stąd
Ja już nawet nie komentuję...

-Już wstaje, daj mi 5 minut. Idź przygotować konie, w czasiepodróży opowiesz mi wszystko.

Oni serio myślą, że wyprawa do Gondoru to coś jak pójście w odwiedziny do babci Stasi, która mieszka zaraz za rogiem. ;_; Przykro mi, ale nie. Tym bardziej, że, jak mówił Gandalf, pierścień NIE został zniszczony.

Thranduil powinien im jeszcze zrobić kanapeczki na drogę...

I dać im termosy z gorącą herbatką.

Zrobił jak powiedział krasnolud. W czasie podróży żadnychrewelacji- kilka oddziałów orków i pająki.

Co tam dla naszej dwójki znaczą oddziały orków albo jakieś pająki! Żadna rewelacja, spodziewaliśmy się czegoś lepszego! Jesteśmy tak zajebistymi łoriorami, że i armie Mordoru nam niestraszne!

Dla mnie spokojna droga w fantaziaku oznacza taką, podczas której nic się nie dzieje. Absolutnie nic...

{….}

W między czasie wkomnacie Aragorna i Arweny

I znów. Go home, space, you're drunk.

Zatocz się w prawo, tam, gdzie cię brakuje.

- Ależ kochanie, nie może jej tak zostawić… – powiedziałaArwena

Kto nie może? Ta sama osoba, która nie zostawiła spacji w spokoju? Bydlę jakieś.

I kogo?

-Zrozum.. Ja nawet nie wiem dokładnie czego ode mnieoczekujesz. Jak na razie wiem, że chodzi Ci o jakąś elfkę…

Iuiuiuiu, Mary Sue się zbliża!

A już myślałam, że się nie doczekamy.

-Tak.. O moją jedyną siostrę, która była zaprzyjaźniona zkrasnoludem a mój ojciec nie akceptował tego i ona uciekła.

Hę? Arwena miała siostrę? W kanonie słyszałam tylko o braciach. Opkowe siostry Arweny niedługo dogonią opkowe córki Voldemorta...

I zaokrąglone po wakacjach Hermiony.

 Dostałam od niejlist. Spójrz…

"Niejlist" to coś jak "mejl"? Tylko bardziej?

Po prostu ma jedną literkę bardziej.

Aragorn wziął list i zaczął czytać na głos:

Kochana siostrzyczko!

                Strasznie stęskniłam się zaTobą. Chciałabym Cię znów spotkać, żeby tak jak za dawnych lat biegały poznanych nam lasach i polach.

Siostra Arweny chyba uciekła za granicę i przez te wszystkie lata na emigracji zapomniała, jak należy posługiwać się ojczystym językiem.

Na to wygląda.

Ostatnio moje życie strasznie się pokomplikowało.Wiesz dobrze, że mieszkałam w Kopalni Morii razem z Elizabeth.

Elizabeth.
To jest takie tolkienowskie imię, że aż nie.

Mam nadzieję, że to nie Elizabeth Swann, bo nie mam siły na crossovery.

[Blablabla, siostra Arweny pisze, że przyszła armia Sarumana, więc król Morii kazał uciekać kobietom i dzieciom. Po drodze wybito niemal wszystkich, przeżyła tylko siostra Arweny i Elizabeth. I to jest powód, dla którego Arwena nie może gościć u siebie siostrzyczki. Ja też nie rozumiem.]

 Zapomniałabym, doszły mnie słuchy, że ożeniłaś się.Gratulacje, żałuję, że mnie nie było.

Ja też żałuję. Ożeniona Arwena to z pewnością coś ciekawego. W takim razie Aragorn co, wyszedł za mąż?

Gender znowu atakuje.

                  Twojasiostrzyczka – Cathy.

Cathy. Drugie imię rodem ze Śródziemia. Bravissimo, cholera jasna.

Może od razu Catti-Brie, czemu masz sobie żałować, aŁtorko? A krasnolud w takim razie musiał nazywać się Bruenor Battlehammer, tyle że nie.

Aragorn po przeczytaniu listu zdębiał, nie wiedział co o tymmyśleć ani tym bardziej co powiedzieć.

To coś jak ja. Piąteczka, Aragornie, oboje nic nie rozumiemy.

We troje nic nie rozumiemy, goddammit.

[Śmiertelna cisza. Arwena płakusia. Co będzie dalej?!]

-Panie, pani macie gości.

Jeżeli to Legolas i Gimli, a sądzę, że to właśnie oni, to... Jak długo, a raczej jak krótko, do cholery, oni jechali do stolicy Gondoru? Godzinkę? Pół?! A może mieli pieprzony teleporter i podróż nie zajęła im nawet pięciu minut? Co ja bredzę, jaka podróż? Prędzej wycieczka "nawet nie krajoznawcza".

Coś na poziomie wypadu do sklepu/baru/kina (niepotrzebne skreślić).

W pokoju gościnnym czekali na nich  Legolas i Gimli.

No, oni chociaż mają pokój gościnny i nie muszą przyjmować gości w komnacie. Biedny Thranduil.

Bida, panie, bida.

Po przywitaniu się wszyscyzaczęli nadrabiać dni spędzone osobno. Legolas nie zapomniał opowiedziećrozmowy ojca z Gandalfem, a Gimli nie mógł wytrzymać bez opowiedzenia w jakibrutalny sposób Legolas go budzi.

Jednak nie obędzie się bez Sherlocka w analizie...
To straszne.
A tak całkiem serio, Gimli i Legolas zostali chyba wysłani do Aragorna w jakimś konkretnym celu, a nie po to, żeby urządzać sobie ploteczki. 

No niby mieli ich sprowadzić na dwór Thraduila...

 Aragorn tylko siedział i słuchał, a Arwenazaczęła opowiadać o Cathy.

Wynika mi z tego, że Aragorn był kulturalny, a Arwena wcinała się w opowieści swoich gości. Atiti, nieładnie.

A może po prostu żadne z nich nie miało pomysłu, co powiedzieć?

 Gimliemu otworzyły się strasznie szeroko oczy, tak jakinni, myślał że jest jedynym krasnoludem na tej ziemi.

Stąd
Nie pierdziel, aŁtorko. Ten jakinni, który myślał, że jest jedynym krasnoludem w Śródziemiu, musiał być okropnym ignorantem.

Wszyscy ci jakinni.

Za to Legolas stał iprzysłuchiwał się..

Iprzysłuchiwał to nowy produkt Apple, mniej popularny od nowego iPhone'a, ale dużo od niego lepszy, bo legolasowy.

Amen.

Starał się złożyć to wszystko do kupy… Pierścień niezniszczony, czyli cała ich wcześniejsza wyprawa na marne, Arwena ma siostręktórej zagraża wielkie niebezpieczeństwo w lasach, a do tego wszystkiegotowarzyszy jej krasnoludzica…

To Elizabeth jest krasnoludem... Oł. Krasnoludzica Elizabeth. *headdesk* 
No tak, Gimli też musi mieć Tró Lawerkę. 
A Arwena ma siostręktórej. To jakaś rzadka choroba?

Wydaje mi się, że to raczej jakieś zwierzątko futerkowe.

Rozdział II

Obudził się mroźnym rankiem. Nie mógł sobie nic przypomniećz wczorajszego wieczoru. Wiedział, że za dużo wypił z Gimlim..

O matko. Pamiętacie, jak w filmie Legolas i Gimli urządzili sobie konkurs, kto jest w stanie więcej wypić? Legolas był zajebiście wytrzymały, Gimli w końcu padł. To zobaczcie tutaj, skoro Legolas aż tak się spił, to Gimli powinien paść trupem.

Miał po prostu kiepskie rzuty na mocną głowę.

 Krasnolud jakzwykle spał…

On nie śpi, on nie żyje. 
A tak na poważnie - jakie "jak zwykle"? Nie przypominam sobie, żeby Tolkien opisał Gimliego jako wiecznie śpiącego darmozjada. Ale może ja inne książki czytałam. Innego Tolkiena. O innym pierścieniu.

A jakiś wiedźmin zapierdalał boso po wulkanie. A nie, wróć, to w "Wiedźminie 2".

 Legolas ubrał się i poszedł do stajni po swoją klacz. Pojechał naRosie w las.

No. I jest pięknie. Jest pięknie. Legolas idzie po klacz, jakiś/jakaś naRosie jedzie do lasu... Sielanka.

Porządna klacz powinna mieć na imię Płotka...

Nie wiedział gdzie jedzie, chciał z całego serca znaleźć Cathy iElizabeth…

Na pewno je znajdziesz w lesie w pobliżu miejsca zamieszkania Arweny, skoro Cathy wyraźnie napisała, że nie może udać się w tę okolicę.
A nie, Legolas ma przecież teleporter. Zapomniałam.

Ma świstoklik do Jezusa.

 Nie mógł znieść myśli, że jakaś elfka chodzi prawie sama po lesiebez dobrego oręża..

Skąd wiesz, że bez oręża? Kryształową kulę też masz?

Dobry oręż to jaki? Topór dwuręczny?

Wiedział że nawet jeśli dziewczyny wzięły jakąś broń, to napewno są to topory… Nie wyobrażał sobie elfkę z toporem w ręku..

Pff, to słabo masz rozwiniętą wyobraźnię. I słabo odmieniasz wyrazy przez przypadki.

Nie żeby coś, ale wiele elfów w fantasy walczyło toporami. Np. Fenris z DA 2. <3

                Jechałjuż godzinę.. Nie wiedział dokładnie gdzie jest.

Tak to jest, jak się jedzie bez żadnego planu i przygotowania do podróży. Ostrzegałam, trzeba było mnie słuchać.

No ale po co? Poza tym gubienie się jest tak typowe dla poszukiwaczy przygód, że zdziwiłabym się, gdyby się nie zgubił.

 Nagle zauważył ścieżkę, któraprowadziła do jaskini. Podjechał do niej i zsiadł z Rosy. Klacz straszniechciała zawrócić, Legolas nie utrzymał jej- popędziła w stronę zamku Aragorna.

Cóż za szczęściarz z tego Legolasa, jedzie sobie na oślep, chuj wie gdzie i trafia akurat na jakąś shrasznie mhroczną jaskinię, w której na pewno znajdzie siostrę Arweny i Tró Lawerkę dla Gimlego.

Tja. A klacz była jedyną rozsądną w tym opku.

 Legolas chwile myśląc wszedł do kopalni.

Pamiętajcie, moi drodzy - każda jaskinia, jaką spotkacie na swojej drodze, to kopalnia. Innej opcji nie ma.

Stosowanie synonimów: robisz to źle.

A w tym czasie
Dziewczyny siedziały w jaskini przy ognisku..

Starałam się to ignorować, ale już, cholera, nie mogę. Co to za mania wielokropków i to błędnych?! Niech się aŁtorki raz nauczą, wielokropek składa się z TRZECH kropeczek, nie z dwóch!

Ktokolwiek jest zaskoczony tym, że one rzeczywiście siedzą w tej jaskini?

Były straszniezmęczone i głodne. Krasnoludzica siedziała i dokładała drewna do ogniska anatomiast elfka przysłuchiwała się.

Skąd ona brała to drewno? Tzn. ok, mogły sobie trochę go przynieść do jaskini, ale nie sądzę, żeby było tego dużo, skoro były zmęczone i głodne. A Elizabeth (jak mi to imię nie pasuje do krasnoludzicy -.-) tak siedziała i dokładała, a drewno się nie kończyło?

To tak jak w Skyrimie: tniesz drewno, tniesz, a i tak szczapki wtapiają się w pozostałe i ich nie przybywa.

-Elizabeth.. Słyszałaś to?
-Szczerze to nie. Panikujesz za bardzo…
-Tym razem na pewno się nie mylę. Bierz za topór… Tak nawszelki wypadek..

Sama bierz za topór. Będzie się innymi wysługiwać, księżniczka jedna.

Za topór? A ten przyimek to po cholerę?

No bo wiesz, za tym toporem pewnie coś jeszcze leżało. Np. drugi topór. Czy coś.
Nie?

-Cathy! Weź się w garść.. Znowu będziesz sterczała godzinę ztoporem w ręku? Powinnaś się przespać..

Nie, kochanie, Cathy powiedziała, że to TY masz sterczeć z toporem w ręku.

Skończy się na tym, że obie pójdą spać.

-Oh Elizabeth… Jak nie chcesz to nie musisz ale jakby co toCię ostrzegałam..

Jak się obudzisz bez nerek, to pamiętaj, że ostrzegałam. Sama palcem nie kiwnę, bo po co, w końcu ostrzegłam.

To przedstawienie przyjaźni...

Szedł przed siebie, nie wiedział po co dokładnie idzie tamale coś go tam ciągnęło..

No, jak to dlaczego tam idzie? Bo go tamale ciągnęło!

*próbuje to sobie wyobrazić, po czym spada z krzesła*

  Nagle zobaczyłje… Jedna siedziała do niego tyłem przy ognisku druga trzymała broń..
-Czego tu szukasz? – zaczęła Cathy.

Cathy, ty amatorko, najpierw strzelaj, potem pytaj.

Najlogiczniejszą odpowiedzią, a przy okazji najbezpieczniejszą jest: Niczego, tak tylko przechodziłem.

Milczał, nie mógł wykrztusić z siebie słowa..

O cholera jedna, faktycznie w niego strzeliła. Swoim urokiem Mary Sue połączonym z czarem Tró Lawerki.

Aż go wgniotło w podłoże.

 Elizabethwstała i sięgnęła za broń
-Moja koleżanka pytała cię o coś, może łaskawie odpowiesz?Jak cię zwą?- Elizabeth włączyła się do rozmowy

Uważaj kolego, nie pogrywaj sobie z moją koleżanką, bo my mamy szacun na dzielni, a ty się nie liczysz! Zaraz dostaniesz wpierdziel od jej starszego brata, który jest tak duży, że aż sięga nogami do ziemi!

A ta dupa tam dalej stoi i się gapi?

-Nazywam się Legolas.. Książę z Mrocznej Puszczy. A wy?

— A my nie.

Aha, jednak nie. Ale i tak to pytanie na końcu jest zbytnim skrótem myślowym.

-Elizabeth. Córka zmarłego władcy Kopalni Mori Balina.- poczym usiadła i dołożyła drewna do ognia.

Jakiś tik nerwowy, czy co? Taka nerwica natręctw, Elizabeth koniecznie musi dokładać drewna do ognia, bo jak tego nie zrobi, to wydarzy się coś strasznego. I jaka Kopalnia Mora? O Morii słyszałam, nie o Mori.

Może jest jakoś spokrewniona z Sophie Valtornią? Ta też nigdy nie potrafiła się dobrze przedstawić.

-Po co tu przyszedłeś?- Cathy nie podała swojego imienia…Nie ufała mu.

Jeszcze mu zaufasz, złotko, jeszcze będziecie się całować... Czy coś...

Zgubiłam gdzieś mój detektor Tró Loffa. Ale nie będzie aż tak potrzebny.

-Staram się was właśnie znaleźć.. Znam Arwene.
Cathy zdębiała, teraz jej odjęło mowę. Jak książę mógł znaćjej siostrę?

No wiesz, Twoja siostra jest królową, trudno o niej nie słyszeć. 

No i, no nie wiem, poznali się wcześniej? To aż takie dziwne?

 I czy ona go posłała? Czy mu ufać? Takie i jeszcze inne pytaniachodziły jej po głowie..

Odpowiedź na pierwsze pytanie możesz poznać w bardzo prosty sposób. Zdradzić ci, jak? Po prostu go o to spytaj!

No ale po co?

-Wróćcie ze mną do zamku. Tam się wami zajmą opatrzą wamrany,

Że warany?
Stąd
 Od kiedy smoki z Komodo zajmują się ukrywającymi się w jaskiniach panienkami?

No właśnie chyba one mają opatrzyć te warany.

nakarmią i położycie się spać a rankiem z waszych ciał zrobimy paszteciki porozmawiacie z Arweną.

Elizabeth już wstała i szykowała się do wyjścia (wzięłaresztę broni)

Jaką tam resztę, przecież Legolas mówił, że miały tylko topory. Oj, książę, lepiej przetrzyj swoją kryształową kulę.

Chyba się trochę zakurzyła. Albo to przez te plamy po muchach.

 za to Cathy dalej stała z toporem gotowym do walki w tym samymmiejscu.

Topór gotowy do walki w innym miejscu okazał się zdrajcą.

Nikt cię, dziewucho, nie nauczył, że nie stoi się z toporem na wierzchu?

-Cathy…(jest!) Rusz się…(znowu jest! Czyżby nauka dotarła?) Nie chce spędzić tutaj wieczności..(jednak nie ;C)

So close...

-Dlaczego miałybyśmy Ci ufać? Elizabeth ja mu nie wierzę…
-Cathy…
Elizabeth zmieszała się, nie wiedziała co powiedzieć,natomiast Legolas stał i przyglądał się elfce..

Toś se moment wybrał...
Stąd
Po prostu się zawiesił.

Była ubrana w ciężką zbroje, odrazu widać że to robota krasnoludów. Rozmyślał.. Ona mu nie ufa.. Nie chce znim iść…

Ekhm... Może zamiast stać jak ciota i rozmyślać, zacząłbyś działać? Weź ją tak, jak to zrobił Shrek z Fioną (czy coś w tym stylu) i wracaj do zamku.

Po prostu sobie idź, jak zgłodnieje, poleci za tobą.

-Jak mam Ci udowodnić że nie kłamię? –odezwał się w końcuLegolas

Zrób tak, tylko prawdziwy Legolas tak potrafi:
Stąd
Legolas, what do your elven eyes see?

-Jeśli przysyła cię moja siostra, na pewno dała ci coś naudowodnienie że się z nią przyjaźnisz..

Tja, gdyby Legolas zdradził Arwenie, jakie ma zamiary, to możliwe, że by tak było. AŁtorko, robisz z jednego z moich ulubionych bohaterów idiotę, jestem na ciebie zła.

Nie martw się, nie tylko twoi ulubieni bohaterowie padają ofiarą zidiocenia.

[Stoją, patrzą, milczą - ciach!]

-Cathy! Proszę cię.. Choć mogę być kimś bardzo zUym, chodź ze mną.

Kiedy one się tego nauczą?

Zrób to dla mnie, dlaArweny i dla siebie. Wolisz gnić tutaj?
-Oj.. Elizabeth.. No dobrze… Idę..

I po to była ta cała scena i marudzenie... Mogła zgodzić się od razu, oszczędziłaby wszystkim nerwów.

No ale po co, skoro można trochę ponarzekać na przyszłego Tró Lawera?

I wyruszyli w stronę zamku… Legolas szedł przodem iprzysłuchiwał się wszystkiemu co go otaczało..Cathy płakała..

Boru, to ten typ Mary Sue, którego nienawidzę - nic nie robią, tylko marudzą, angstują i płaczą. Rzyg.
Stąd
Co za mameja z tej Cathy. Cofam uwagę na temat tego, że niech się od razu nazwie Catti-Brie. Catti-Brie była odważna i nie płakała z byle powodu...

Nie wiedziała jużco robić, jeśli jej nowy znajomy mówił prawdę to będzie musiała spotkać się zArweną…

Olaboga, icoteras?!

A co, to aż tak straszne, że spotkasz swoją siostrę, boCHaterko?

 Elizabeth przyglądała się Legolasowi… Na pierwszy rzut oka wyglądał nanormalnego elfa.. Ale jak się zaczęła mu przyglądać to stwierdziła, że

...jest on fsbaniauym Garym Stu.

A może zauważyła, że sparkli w słońcu?

Tfu, odpukać!

 blondynświetnie nadawał by się dla Cathy…

No raczej, jesteśmy w opku, heloł!

Krasnoludzka kobieta stwierdziła to na pierwszy rzut oka. Na ja.

Wiedziała, że jej przyjaciółka ma coś dotego elfa…

Masz coś do Legolasa, masz coś do mnie. Przywieźcie kisiel, będzie biczfajt.

Ostatnio przywieźli nową dostawę, zaraz skoczę po basen.

 Zawsze była stanowcza, nigdy by się nie zgodziła na pójście z kimś..Nawet dla niej…

Och, Cathy i Legolasie, jesteście soł speshul. *ziew*

Chrrr...

 Te rozmyślenia i tą(tę) ciszę przerwał nagły dźwięk z rogu..

-Róg orków ! Umiecie walczyć? – spytał się Legolas

Nie, zbroje i topory nosimy dla picu, napad na Morię przeżyłyśmy przez przypadek, a szwendanie się po lasach nie jest dla nas niczym niebezpiecznym, bo tak.

Może po prostu miały cholernie dużo szczęścia.

-Ja tak, ale Cathy nie zbyt toporem… – odpowiedziałaElizabeth

Jak nie zbyt, to co? Kupno? Wykup? Nabywanie?

Walka toporem nie jest tak trudna, goddammit. Trzeba tylko pamiętać, żeby uderzać ostrzem, a nie drzewcem.

Jeżu, nie za wiele wymagasz od tej Marysieńki?

-Elizabeth, poradzę sobie…
-Nie, nie. Elizabeth ma racje. Masz moje sztylety. – Legolaspodał jej swoje sztylety mając nadzieję, że nic się nikomu nie stanie.

No, widzę, że Legolas ma takie zdanie o umiejętnościach Cathy jak ja. Jeszcze, nie daj Borze, ta Mary Sójka trafi w niego albo w Elizabeth zamiast w orka, a tego byśmy nie chcieli.

Dobrze, że nie podał jej łuku, bo wystrzelałaby jego i Elizabeth jak kaczki.

-Dziękuje – wymamrotała Cathy..

To ci wyniosła panienka, nawet sama nie podziękuje za pomoc, tylko wyręcza się kimś innym.

I znowu te dwie kropki.

Po chwili na ich drogę zeszło z 50 orków… Byli już martwi.

Oby. *sprawdza na blogasku* Niestety, aŁtorka napisała jeszcze kilka rozdziałów, więc boCHaterowie raczej przeżyją. Co się z nimi stanie? Tego dowiemy się w następnej analizie.

Cały czas czytam, że to orkowie byli już martwi... Armia nieumarłych orków!!!

Miłego przyszłego tygodnia życzą Red i Arkanistka. :)

piątek, 17 stycznia 2014

Pojechali razem w las Mary Sue i Legolas, czyli Skinny Love 2/2

Witamy!
Tak jak obiecałyśmy, mamy dziś dla Was drugą i ostatnią już część analizy opka o Jasmine. Dowiecie się między innymi, że boCHaterka jest w rzeczywistości zwykłym tchórzem, który jest mocny w gębie tylko wtedy, gdy ma do czynienia ze słabszymi od siebie. Zobaczycie też dziwaczne, niczym nieuzasadnione fochy, pokaz inteligencji Legolasa i Jasmine, a także wzruszające symbole przemijającej miłości. (Jeśli mogę się wtrącić, to pozdrawiam Marisę, naszą najwytrwalszą czytelniczkę i komentatorkę. Dzięki niej wiemy, że są jednak jacyś stali czytelnicy i mamy dla kogo pisać. Już nie przeszkadzam w czytaniu reszty opka.)
Link: http://elves-stories.blogspot.com/
Analizują: Red i Arkanistka

Przepraszam..

Po nieprzespanej nocy Jasmine rano udała się na śniadanie.

Yes, yes, yes! A po nocy zazwyczaj jest ranek, nie wiedziałaś o tym?

Captain Obvious on duty.

Ubrała swą piękną granatową suknię (w spodenki na szelkach) i w spokoju uczestniczyła w śniadaniu.

Gdyby nie założyła pięknej, granatowej sukni, to nie mogłaby jeść śniadania w spokoju, gdyż każdy inny kolor ubrania budził w sałacie agresję.

A lembasy przy szkarłacie dostawały czkawki.

 Nie spotkała ani Legolasa ani Tauriel. Zaciekawiło ją to więc zaraz po skończonym posiłku poszła do swego Talanu.

Ta logika... Gdy mnie coś zaciekawi, to robię research, idę gdzieś, gdzie mogę uzyskać interesujące mnie informacje, a nie zaszywam się w chałupie.

Pewnie poszła po mój detektor TrÓ Loffa. Dobrze, że wiem już, kto go ma.

 Przebrała się w swój strój wojowniczy.

A strój nie chciał, żeby boCHaterka go zakładała i z racji swojej wojowniczości uciął jej łeb toporem.

A zrobił to tak niepostrzeżenie, że ona sama zauważyła to dopiero, gdy jej ten durny łeb spadł na ziemię.

 Założyła swój łuk oraz przypięła z tyłu swój kołczan ze (swoimi) strzałami. Zeszła na (swój) dół i po wyjściu z(e swojego) Talanu widziała spacerującą (swoją) Amber.

Jak się zakłada łuk? *idzie zrobić research* Aha, w googlach znalazłam informacje o łuku twarzowym, który jest zakładany na zęby. Nie wiedziałam, że elfowie mieli takie wynalazki.

Tu się muszę nie zgodzić. Łuk da się założyć. A dokładnie przewiesza się go przez plecy. Tylko trzeba jeszcze wiedzieć, jak to napisać...

-Cześć Jasmine!- dziewczyna wykrzyknęła uśmiechając się szeroko do Jasmine.

A do kogo się miała uśmiechać? Wita się z Jasmine, to i do Jasmine się raczej uśmiecha.

No wiesz, ja niektórych ludzi witam z uśmiechem, innych z grymasem, który nawet nie powinien przypominać uśmiechu. No i mógł tam stać ktoś inny. Ale i tak powinno być: "[...] uśmiechając się do niej szeroko."

-Cześć-odparła z lekkim uśmiechem.
-Gdzie się wybierasz o tej porze, tak ubrana?- spytała Amber spoglądając na dziewczynę od góry do dołu..

Na podryw. Tzn. ona pewnie odpowie coś innego, ale ja tam swoje wiem. A za dwie kropki Amber ma wpierdziel.

Na polowanie, Red. Na polowanie na pewnego blondyna...

A wara mi od niego!

Będziesz go bronić niczym lwica?

Roar.

-Jadę w teren. Dawno nie jeździłam. Pojedziesz ze mną?

Że what?! W takiej kiecy jedziesz w teren (na koniu, jak mniemam)? Ach, Borze, co ja się będę przejmować, boCHaterka sobie przez własną głupotę zniszczy suknię, nie ja.

Ekhm, akurat nie masz racji. AŁtorka cię zagięła, napisała, że ta zakłada swój wojowniczy strój (ciekawe, czy musiała go po czymś połaskotać, żeby się uspokoił?)

Jeżu, faktycznie. Tak mi ta wojowniczość stroju nie siadła, że nie przyjęłam do wiadomości tego, że boCHaterka go założyła. Boru, jaka ja nieogarnięta ostatnio. Rajanie się szkodzi zdrowiu, zapamiętajcie to.

Tell me more about it.

-Nie, nie.- spierała się Amber.- Wiesz że nie lubię jeździć konno..

Lubię za to zabijać znaki interpunkcyjne i robić z nich hamburgery.

Ta dieta jest bardzo szkodliwa...

-Nie lubisz..- ciągnęła Jasmine patrząc na przyjaciółkę.- Przyznaj się że po prostu nie umiesz.- wyśmiała ją lekko.

Hmm... Pozwólcie, że przypomnę: "Jasmine bardzo rzadko kiedy udaje się ją wyciągnąć poza tereny Lothlorien. Nie mówiąc już o jazdy konno..." Wywnioskować z tego można, że Amber czasem jeździła konno, ale bardzo rzadko. Skąd więc wniosek, że dziewczyna nie potrafi jeździć?

Bo to były myśli Jasmine. Ni cholery z nich nie da się wywnioskować.

-Nie prawda..- sprzeczała się blond włosa dziewczyna.Choć obie wiedziały że to prawda.

Kuźwa, spacje się wbijają, trzeba je wytłuc. "Nieprawda" pisze się razem, "blondwłosa" też. Już nie mówiąc o tym, co sądzę o określaniu postaci za pomocą kolorów ich włosów.

Ale tam, gdzie powinna być spacja, to jej nie ma.

-Dobrze,nie wiesz co tracisz- uśmiechnęła się szeroko Jasmine.

Ech, nie wiesz, co tracisz, gdy nie używasz przecinków, droga aŁtorko.

Nie wiesz, co tracisz, zżerając spacje, aŁtorko.

[Koniec gadki, Jasmine idzie, Amber zostaje, mają zobaczyć się później. Ciachu, ciach.]

Po tej krótkiej rozmowie Jasmine w końcu udała się drogą która prowadziła za koniec Talanów.

http://fc06.deviantart.net/fs70/f/2012/155/3/f/owl_blink_gif_by_vamp1967-d52aznx.gif
Za koniec Talanów... To znaczy gdzie?

Eee... Ok, nie mam pojęcia, gdzie to może być.

 Po niej prowadziła mała ścieżka i rozchodził się wielki plac, a na niej piękna, biała stajnia.

Już się pośmiałam, mogę komentować. Ścieżka prowadziła jakiś wielki plac (pewnie za rączkę) po drodze, a potem rozeszli się pod białą stajnią, mam nadzieję, że dobrze to zrozumiałam. Sensu większego to nie ma, noale.

Ja zrozumiałam, że ścieżka prowadziła tę drogę z poprzedniego zdania. A plac się rozchodził (pewnie w szwach). I że na ścieżce stała biała stajnia.

 Porastały ją piękne białe kwiaty, takie jak na Mallornach.

Stajnię, ścieżkę, plac, drogę...? Ach, i jeszcze jedno - fail, aŁtoreczko. Mallorny nie miały białych kwiatów, o:
"Mallorn - gatunek drzew występujący w Lothlórien, Númenorze, na Tol Eressei zapewne także w Valinorze.
Iluminująca w świetle księżyca srebrnoszara kora mallornów była dopełniana przez liście w kolorze złota, które z kształtu przypominały bukowe. Liście opadały w okresie kwitnienia. Wtedy ziemia pokrywała się złotem, a na gałęziach mallornów pojawiały się złote kwiaty, które z wyglądu przypominały gwiazdy." (http://pl.lotr.wikia.com/wiki/Mallorn)

Ty chyba nie wierzysz, że aŁtoreczka robi research, co?

Ona pisze o sobie, że jest straszną fanką LOTR, więc coś tam powinna wiedzieć. Coś więcej niż "Legolas jest elfem i jest śliczny".

Tylko nieliczni wiedzą coś więcej o swoich idolach...

 W Lorien mieli przepiękne konie.

http://collegetimes.ie/wp-content/uploads/2013/06/tumblr_lkbahxSELN1qglrwm.gif
Ekhm. Już siedzę cicho. Albo nie, spytam z ciekawości - kto miał te przepiękne konie?

Ktoś na pewno miał. Legolas podobno miał pięknego czerwonego konia.

 Głównie przeważały białe wierzchowce, ale nie od Jasmine. Miała Ona bowiem pięknego, karego  fryza, który należał tylko do niej.

No pewnie, boCHaterka musi być taka mhroczna i oryginalna. I czujecie to subtelne ukazywanie wyższości gÓwnej boCHaterki nad innymi? To pisanie o niej wielką literą, mmm.

Co do fryzów, to mam zabawne skojarzenie z jedną sesją RPG, którą prowadziłam. I chyba w tym momencie moja znajoma zgodzi się na sprzedanie swojego fryza.

 Nazywał się Figaro.

Wybaczcie, ale...
http://31.media.tumblr.com/tumblr_lww6xdb0YE1qhigt0o1_500.gif

Kary koń imieniem Figaro... O.o

 Jasmine nigdy nie dowiedziała się, jak trafił On (ech...) do Lorien. Ale kiedy pierwszy raz go ujrzała, wiedziała że będą się wypełniać idealnie, tylko Ona i Figaro.

Ja może nie będę pytać, w jaki sposób Figaro będzie wypełniać Jasmine. Oszczędźmy to sobie, dobrze? A na przyszłość - mówi się "dopełniać", aŁtorko. Proszę, zapamiętaj to.

Błagamy! Zapamiętaj to!

Jasmine weszła do stajni, przy niektórych boksach stali elfowie oporządzając konie, do każdego posyłała delikatny uśmiech.

Do każdego konia. Elfów olała, oni nie byli godni jej uśmiechu.

No oczywiście, czy można spodziewać się czegoś innego po Mary Sue?

Prawie na samym końcu stanęła przy jednym boksie..

Na samym końcu czego?! Ty pisz dokładniej i czytaj to, co piszesz! Bo przyszło mi do głowy, że na końcu oporządzania koni i miałam bardzo dziwną wizualizację.

Na końcu elfa. Chyba...

-Witaj Figaro- mówiła spokojnym głosem Jasmine, delikatnie głaszcząc konia po pysku. Otworzyła boks i weszła do środka.

A koń ją kopnął za to, że zjadła mu przecinek. Oby!

Nie licz na to.

-Tęskniłeś co?- zaśmiała się dziewczyna wtulając się w konia.

Ekhm. Dobra, nieważne, przejdźmy dalej.

*przewraca oczami*

Koń delikatnie otarł się łbem o ramię elfki.
-Dzisiaj wybierzemy się gdzieś w teren, co ty na to?- mówiła głaszcząc go po szyi.
Jasmine odwróciła się i nagle zobaczyła przy boksie Legolasa. Dziewczyna stała jak wmurowana.

O proszę, teleportował się, czy co? Skoro się odwróciła i zobaczyła Legolasa tak nagle, no to... No.

Pewnie tak myślała o tym wypełniającym ją koniu, że nie zauważyła Legolasa.

- Legolas?- podeszła bliżej, uśmiechając się szeroko.

Nie, kuźwa, Nicolas Cage.
http://25.media.tumblr.com/156342922ea99d836930443a8b1e96ea/tumblr_mhtj39bm001qgn6feo1_500.jpg

Prawie nie do pomylenia. Prawie.

 Poczuła nagły przepływ energii, jak gdyby nie wiedziała go tyle czasu.

Nie wiedziałaś go tyle czasu, moja ty biedna. Ale ty wielu rzeczy jeszcze nie wiesz!

Kto mi wytłumaczy, jak można kogoś nie wiedzieć?

 Od razu poczuła się lepiej, kiedy był w jej obecności.

http://i42.tinypic.com/2ah6qo5.jpg
Fascynujące i takie zaskakujące!

Był w jej obecności... Że słucham?

-Witaj Jasmine-elf odwzajemnił uśmiech.
-Co Ty tutaj robisz?- od razu zapytała zaciekawiona.

AŁtorka mnie tu wysłała, żebyśmy się spotkali i żeby ona mogła opisać romantyczną i bardzo zaskakującą scenę z naszym udziałem.

A może po prostu przyszedł po swojego konia?

-Własnie miałem wybierać się w teren.

Hmm, już któryś raz aŁtorka pisze o wybieraniu się "w teren". Ale jaki właściwie teren ona ma na myśli i o co jej w ogóle chodzi?

Może na bagna? Niech oni tam utoną, błagam!

To świetnie- powiedziała znowu uśmiechając się.
Jasmine wyszła z boksu zamykając drzwiczki.Stanęła obok księcia.

W tym opku grasuje jakiś Klawiaturowy Bandyta, mówię Wam. Przecież tu ciągle jakieś znaki znikają, jak nie przecinek albo spacja, to myślnik. I potem ten Klawiaturowy Bandyta żąda okupu od biednej aŁtorki.

A potem ona wsadza te porwane znaki w losowe miejsca, licząc, że będzie dobrze.

-Wiesz, chciałbym Cie przeprosić za wczoraj..-ciągnął elf.- Przykro mi że tak skończyło się nasze spotkanie- z tymi słowami elf nagle spoważniał.

Ja pierdzielę, ale za co on ją przeprasza? Przecież miał prawo sobie z przyjaciółką porozmawiać, a Jasmine nikt nie bronił wtrącić się do rozmowy!

Lubię, kiedy facet przeprasza, ale tylko jeśli ma powód. Zły Legolas!

-Nie masz za co przepraszać. Nic się nie stało- odparła Jasmine posyłając delikatny uśmiech choć był On wymuszony, wciąż dziwnie czuła się tamtego wieczoru, ale nie chciała tego w żaden sposób ukazywać.

http://25.media.tumblr.com/d94cd239fb646abdfc0cd5b1b5382e63/tumblr_mx079yiPbY1rzik3go1_250.gif
Nie ma za co przepraszać, nic się nie stało, ale cały wczorajszy wieczór i całą noc się fochowałaś, weź, zastanów się, czego ty właściwie chcesz, ok? I jak możesz wciąż czuć się dziwnie tamtego wieczoru, skoro już jest dzień?

Czy ja wiem, czy cały czas fochowała? Ona większość czasu spała...

-Sądzę że jest- uśmiechnął się- może za tamtą sytuację pozwolisz że wybierzemy się razem w ten teren?

What a surprise! 
http://mrwgifs.com/wp-content/uploads/2013/04/Boo-Is-Really-Tired-In-Monsters-Inc.-Gif.gif

No-one expects the Spanish Inquisition! Eee, wróć, nie ten skrypt.

-No pewnie, z chęcią.
-Ale najpierw wyczyszczę konia (Ekhm!) i osiodłam go.Poczekasz?- Jasmine spojrzała na Legolasa.

Jasmine spojrzała na Legolasa, bo dostała ataku skojarzeń i zastanawiała się, czy on to odebrał tak, jak ona sobie pomyślała.

Wyobraziłam sobie konia w wielkiej wannie, z mydłem w kopycie. Aua.

-Oczywiście, ja również muszę wyszykować mego konia-zaśmiał się. (Też się zaśmiałam! Czy to znaczy, że jesteśmy bratnimi duszami?)(Nie.)

[Umawiają się przy wyjściu ze stajni i szykują konie. Nożyce w ruch.]

-To jak, przygotowana?- rzucił Legolas wsiadając na konia.

No skoro przyszła w umówione miejsce, to chyba logiczne, że jest gotowa.

Chyba widać, czy jest przygotowana, czy nie.

-Pewnie, jak zawsze- dodała. I po chwili sama siedziała już na koniu.

Atiti, kłamczucho, nie zawsze, bo przed chwilą nie byłaś gotowa i musiałaś konia szykować.

No i w tamtej sukni też byś nie mogła jeździć konno, czyli na śniadaniu też nie byłaś gotowa.

Ruszyli powolnym stępem.

Jeeeżu, aŁtorko, nie racz nas tu oczywistościami. Stęp z definicji jest powolny.

One chyba tego nie ogarniają...

-A gdzie właściwie pojedziemy?- spytała elfka.

No jak to gdzie, w teren! Przecież trąbiłaś o tym przez pół rozdziału! I jak widać, nie tylko ja mam problem z ogarnięciem, dokąd właściwie chcesz jechać.

Na ich miejscu pojechałabym jak najdalej przed siebie. Może przejechaliby wtedy przez granice tego opka i byłoby po opku.

-Hmmm- myślał przez chwilę- może wyjedźmy z Lorien i po drodze coś się wymyśli.

Tja, nie ma to jak dobry plan podróży! Ale co tam, jedźcie sobie tak na spontana, zawsze to jakiś sposób.

No wiesz, Red, niektórzy rozkoszują się samą jazdą konną. To podobno odpręża. Podobno.

-Można i tak- odpowiedziała.
-Nie było Cię dzisiaj na śniadaniu?- dziewczyna spoglądnęła na elfa.
-Ach tak wyszło że akurat nie, z rana miałem parę spraw do załatwienia- uciął Legolas jakby unikał drążenia tego tematu.

Ojej, znowu jakieś tajemnice. Umieram z ciekawości, a Wy? Ale przynajmniej Legolas nie jest schodzącą na śniadanie Marysią Zuzanną. Dobre i tyle.

Zawsze coś pozytywnego. Chyba.

-Rozumiem.- odparła do elfa.

Odparła elfowi, jak już. I komu innemu mogłaś odpowiedzieć, skoro to z Legolasem rozmawiasz i nikogo innego tam chyba nie ma?

Czyli samo "odparła" by wystarczyło...

Po niedługim czasie wyjechali już z Lorien. Zaraz po nim rozpościerała się wielka łąka i niewielka rzeka przepływająca kawałek dalej.

Po Lorien rozpościerały się łąka i rzeka. Aha. W ogóle, opisy przyrody, jakie serwuje nam aŁtorka, są cudowne i tak bełkotliwe, że nie mam pojęcia, jak właściwie wygląda miejsce akcji.

AŁtorka bardzo chce przypominać Tolkiena. Osobiście nie lubię opisów, jakie serwował pan T., niemniej i tak były one spójniejsze od tego bełkotu.

Wara mi od Tolkiena! *biega z siekierą* Proszę aŁtoreczki do niego nie porównywać.

*kryje się za stołem* To nawet analizator własnego zdania mieć nie może?

Może, może. Tylko nie może porównywać byle aŁtoreczki do Tolkiena.

 Po bokach widniały inne lasy.

Wychodzi na to, że łąka i rzeka były lasami. Robi się... dziwnie.

Ja już się powoli wyłączam przy tym bełkocie.

Jasmine dała delikatną łydkę Figaro, i ruszył kłusem.

Nie wiem jak Wy, ale ja już rzygam delikatnością boCHaterki. Następne opko musi być o jakiejś chamskiej i gburowatej Mary Sue.

Przepraszam, nie znam się na jeździe konnej, ale żeby przyspieszyć konia daje mu się łydkę? Bo wyobraziłam to sobie bardzo... ciekawie.

Tak, daje się w łydkę, jest takie określenie.

Ale ona dała łydkę, nie W łydkę.

-Na co czekasz-wykrzyczała Jasmine- chodź!- zaśmiała się elfka obracając się i spoglądając na elfa.

Elfka odwróciła się i spojrzała na elfa, naprawdę? I dlaczego "chodź"? Toć on jechał na koniu, chyba pieszo za nią nie zapierdzielał.

Prawdziwy macho zapierdalałby piechty.

-Dobrze, a więc tak chcesz?- mówił śmiejąc się do elfki. (za dużo tu elfów, imiona im coś pozabierało aboco)(aŁtorko, opisuj te dialogi tak, żeby wynikało z nich coś sensownego, błagam!) Również zebrał swego konia do kłusa i podążył za Jasmine.
-Nie wiem czy wiesz, ale w szybszych chodach nie masz szans mnie dogonić- odparł śmiało elf.

Odparł samemu sobie, tak? Piąteczka, Legolasie! Znalazłam kolejną osobę, która gada do siebie, już nie czuję się w tym osamotniona.

Ekhm, ja też czasami gadam sama do siebie. Bo jestem jedyną osobą, z której zdaniem zgadzam się w stu procentach.

-To się potem okaże.
Znowu przeszli do stępa.

Tfu, miałam nadzieję na jakiś fajny wyścig, w którym Mary Sue oczywiście udowodni całemu światu swoją zajebistość, a tu takie rozczarowanie.

Rozczarowanie? Ja jestem, o dziwo, pozytywnie zaskoczona, że nie było opisu wyścigu.

-Może wjedźmy w tamten las?- wskazał ręką Legolas.- już stąd widać dużą ścieżkę.

Oj, Legusiu, "w" to ty sobie możesz najwyżej w drzewo wjechać. Wjeżdża się DO lasu.

Leguminka z niego wychodzi.

-Okej.- odpowiedziała.

Ach, te dialogi. Takie one są, o:
http://drwa.pl/photos/drewno-kominkowe-opalowe-buk-dab-grab-poznan-okoli-3521410211.jpg

Mówiłam w poprzedniej analizie o braku naturalności dialogów. I znowu mam tego potwierdzenie.

Jechali krótką chwilę w ciszy. Wjechali już do lasu i droga okazała się naprawdę szeroka.
-Co się stało, Jasmine?-spytał po dłuższym czasie ciszy.

Eee? A co się miało stać? Ja bym się na jego miejscu cieszyła, że boCHaterka zamknęła w końcu gębę.

Taka cudowna cisza, a on ją niepotrzebnie przerywa.

-Słucham?.. a nie, nie- spojrzała na Legolasa posyłając uśmiech. Zamyśliłam się przez chwilę.

Wow, ty myślisz, boCHaterko! Nie spodziewałabym się tego po osobie, która ciągle posyła uśmiechy bliżej nieokreślonym osobom i jest nadętą księżniczką.

Posyła uśmiechy każdemu, kogo napotka. Kojarzy ci się to z kimś, Red?

Taa...

-Nie przez taką chwilę- dogryzał elf.

Oj, Legolasie, zaczynam lubić tę twoją opkową wersję. Też uważasz, że sztuka myślenia jest naszej boCHaterce obca?

Raczej wątpię.

-No przestań- śmiała się elfka- ty też byłeś cicho.
-Absolutnie nie-spierali się.

Jak to "nie"? A to co miało znaczyć: "Jechali krótką chwilę w ciszy"? Przykro mi, Legolasie, ale:
http://www.nihilismandcupcakes.com/wp-content/uploads/2010/09/There-is-a-dinosaur-riding-on-a-sharks-back-with-a-laser-Your-argument-is-invalid.jpg

Because Neil Gaiman on a trampoline.

[Kontemplacja kwiatów, wycinamy.]

A teraz będzie romantyczna scena, jesteście gotowi?

Ale romantyczna czy "romantyczna"?

A zgadnij.

Czyli "romantyczna". Ech, a już się cieszyłam na romantyczną.

-Proszę, to dla Ciebie-uśmiechnął się (Legolas, żeby nie było) i wręczył jej kwiat.- wiem, że nie jest bardzo piękny jakbyś chciała, ale widząc go, pomyślałem o tobie.

No, Legolas już się poznał na boCHaterce i wie, że tak kapryśnej baby nic nie zadowoli. A dając kwiat i mówiąc, że nie jest on bardzo piękny, ale pomyślałeś na jego widok boCHaterce, sporo ryzykujesz.

Ten tekst mi się spodobał xD. Ja na jego miejscu dałabym jej rosiczkę.

-Dziękuje bardzo jest śliczny.- odparła po czym delikatnie powąchała go- i równie pięknie pachnie- odwzajemniła szczery uśmiech.

*warczy* Skończ z tą delikatnością. A przez brak przecinka nie wiem, czy ona bardzo dziękuje, czy kwiatek jest bardzo śliczny.

Jedno i drugie... Chyba.

Elf z powrotem wsiadł na konia i ruszyli stępem dalej wiodącą się drogą...

Kwiiii, droga sama się wiodła, co się będzie przejmować!

Dobrze, że się nie prowadziła. I to źle na dodatek.


Zasadzka.

Stępowali tak jeszcze przez krótką chwilę, po czym galopowali przez kawałek ścieżki która wciąż prowadziła prosto.

I teraz wyobraziłam sobie stępującego konia, który nagle zaczyna biec w zawrotnym tempie, aż mu się nogi zmieniają w takie wiatraczki. Wiecie, tak jak w kreskówkach, gdy bohatera zaczyna gonić jakiś potwór.

Albo gdy to bohater kogoś goni. No ale bez jaj, nie ma szans, żeby koń rozpędził się tak szybko. Co innego, gdyby jechali kłusem.

 Bardzo dobrze się bawili, co chwile(ę) śmiejąc się można było pomyśleć, że dzisiejszego spotkania nic nie zepsuje.

*zerka na dalszą część rozdziału, po czym uśmiecha się złośliwie* Zepsuje, zepsuje... I dlaczego boCHaterowie mogą myśleć tylko wtedy, gdy się śmieją? Ano tak. Ponieważ są boCHaterami.

Czyżby wejście smoka... Znaczy Tauriel?

Las był bardzo duży, nie trudno można było się w nim zgubić. Drzewa porastały również przeróżne rośliny, wplatające się z pięknymi kwiatami. Dzień był bardzo słoneczny.

http://media.tumblr.com/tumblr_lm0f01OBud1qdlkgg.gif
God, jakie te opisy są kwikaśne! To teraz napiszę, co z tego zrozumiałam, dobrze? Różne rośliny były porośnięte drzewami, między nie wplatały się jakieś namolne kwiaty, a na końcu aŁtorka ni w pięć, ni w dziesięć stwierdza, że dzień był słoneczny. To tak uroczo głupi opis!

I dalej nie wiemy, jak wygląda otoczenie boCHaterów.

-Jak myślisz, dokąd doprowadzi ta ścieżka?- powiedział w końcu Legolas, stępując znów konia.
-Um- mruknęła Jasmine- nie mam pojęcia.

Um. Powalasz mnie swoją elokwencją, boCHaterko. Ty nie masz pojęcia, dokąd prowadzi ścieżka, a ja nie mam pojęcia, dlaczego aŁtorka obdarzyła cię takim charakterem. Sama sobie strzela w stopę.

Szkoda, że tylko w przenośni...

Chód ich koni momentalnie się wyrównał, jechali bok w bok.

Hej, może to "um" to była taka komenda, która miała sprawić, by koń zwolnił? Bo tak mi to wygląda tutaj.

Tak sądzisz? Bo ja w to szczerze wątpię.

-Następnym razem wybierz las, w którym jest więcej ścieżek- mamrotała z ironią dziewczyna.Po chwili zaśmiała się.

http://media.tumblr.com/tumblr_lwg6l5kkrI1qzjix8.gif
Nie rozumiem. Ani ironii nie rozumiem, ani wypowiedzi Jasmine. O co tej babie znowu chodzi?

Ty nie wiesz, ja nie wiem... Czy jest tu ktoś, kto wie, o co w tym chodzi?

-Następnym razem, to Ty poprowadzisz, hm?- spierał się elf.

Hmm, na twoim miejscu bym nie ryzykowała, Legolasie.

Bo już nie wrócisz.

-Dobrze! za chwilę na pewno będzie koniec tej drogi, lub w najlepszym przypadku będzie rozwidlenie.- syknęła elfka.

No ja nie wiem, czy rozwidlenie jest najlepszym przypadkiem. Jeżeli ta ścieżka faktycznie się potem rozwidla, to oni się prawdopodobnie pokłócą o to, w którą stronę jechać. A ja jakoś nie mam ochoty czytać wątpliwej jakości opisów kłótni tej parki.

Niekoniecznie jest tam cokolwiek. Może dalej tam być ta ścieżka. Ale mam wrażenie, że aŁtorka nigdy w życiu nie była w lesie.

Wszystko co Jasmine powiedziała, sprawdziło się.

Bo już mi się gadać nie chce:
http://videoclipsimage.agaclip.com/8MVPz7vqp3x-_-kosmica-tv-reklama-z-udziaem-wrbity-maci.png
I pomyśleć, że chcę pracować w tym zawodzie... *facepalm*

 Dojechali na koniec drogi gdzie od niej, prowadziły dwie inne.

Tja, interpunkcja szaleje, ja nie rozumiem zdania, a aŁtorka chyba nie wie, co właściwie pisze. Mam do Ciebie dwa pytania, aŁtorko. Czy przed opublikowaniem tego dzieUa choć raz je przeczytałaś i czy zrozumiałaś cokolwiek z opisów, które wymodziłaś?

Od kogo prowadziły te ścieżki? Bo mam wrażenie, że od Jasmine.

 Jedna w lewo, druga w prawo, obie wydawały się ciemne patrząc w ich głąb.

Co można zobaczyć, patrząc w głąb leśnej ścieżki? Ciemność na pewno, ale w czym to właściwie pomoże naszym boCHaterom?

Patrzenie w głąb ścieżki jest ciekawym przejawem bycia na haju. Bo wątpię, by był to skrót myślowy aŁtorki od "patrzenia w głąb lasu".

 Stali na środku, rozglądając się, nagle zawiał mocniejszy wiatr.

Wiatr się tak bardzo rozglądał, że aż zawiał. Aha. Może go szyja zabolała. Albo oczy. Musiał odreagować, biedny.

To chyba przez Jasmine. Takiego cudaka to biedny wiatr już dawno nie widział.

 Pare(ę!) chmur przykryło pięknie świecące słońce.
-Wracamy?- zapytał książę.

Eee? Czy on zawsze chce wracać do domu, gdy widzi rozwidlenie drogi? Głupi jakiś ten Legolas.

No cóż, to niestety nie są ładnie oznakowane drogi, więc nie chce się po prostu zgubić. Chyba że nagle się dowiemy, że jego koń ma GPS-a pod ogonem...

-Nie, dlaczego? jedźmy którąś z tych ścieżek, co nam szkodzi- lamentowała Jasmine.

http://media.tumblr.com/31575d8d96f39acfa67999e0317d5401/tumblr_inline_mm6dz15mSt1qz4rgp.gif
Albo Jasmine jest bardziej porąbana, niż myślałam, albo aŁtoreczka używa słów, których znaczenia nie zna. Albo i to, i to. Bo naprawdę nie widzę powodu, żeby boCHaterka miała lamentować.

Już dawno zauważyłam, że to to drugie.

-Jesteś pewna?- Legolas patrzał na elfkę.
-Jak nigdy- posłała uśmiech- to którą wybieramy?

http://i.123g.us/c/intouch_acrossthemiles/card/100391.gif
Może jeszcze zapakowała ten uśmiech w ozdobną kopertę i wysłała go Pocztą Polską?

- Jak dla mnie może być ta po prawej- syknął Legolas jakby nie do końca zadowolony z mało przemyślanej decyzji elfki.

Hę? Przecież to ty w końcu podjąłeś decyzję, a nie ona. A jak nie chcesz z nią jechać, to nie jedź. Kto ci każe? Właśnie najlepiej zrobisz, jak ją zostawisz w tym lesie i wrócisz do domu. Wierz mi, dobrze ci radzę.

I czemu on syknął? Zmienia się w węża, czy co?

-To jedźmy- odparła ruszając konia do marszu.

O wielu rzeczach związanych z końmi słyszałam, ale o ruszaniu ich do marszu jeszcze nigdy. AŁtorka dba o moją edukację.

A o podawaniu koniom łydki też nie słyszałaś?

O tym słyszałam.

Legolas ruszył zaraz za nią.
-Byłaś już tutaj?- zapytał.

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg4frtP8SZBHzS1c6k4FDkVgjS_O6GuxTngZOtzd7MGskM4O4M7xWI075rX885w-s1dvaK5QT7JWInSak8_FkSuWMLDXHHoDtxOuey-cF7qKXiuu2bL-QmQ78Hxv6ag_w-EkM4TRiBwjoU/s1600/elrond_facepalm.gif

Legusiu, czy ty jesteś jakiś głupi? Bo z rozmowy, którą wcześniej prowadziliście, jasno wynika, że Jasmine widzi tę ścieżkę pierwszy raz w życiu.

*dołącza się do Elronda*

-Niee ..- ciągnęła (za sobą sznurek) Jasmine- A.. ty?

http://img.playground.ru/images/5/6/648px-KingTheoden.png
Następna mądra.

*double facepalm*

- Też nie.
-Myślę, że nic nam nie grozi, przecież, co mogło by nam się tu stać..- mówiła ironicznie Jasmine.

Może jestem głupia, ale nie łapię tej ironii. Tzn. na upartego może i łapię, ale tak bardzo na upartego.

I znowu to nieznośne, natrętne wrażenie, że aŁtorka nie wie, o czym pisze.

Jechali tak przez dłuższą chwilę, mrok zaczął bardziej przytłaczać las.

Moja wyobraźnia dziś szaleje. Teraz mam przed oczami przygięte do ziemi drzewa, a nad nimi wielką czarną chmurę, która je przytłacza.

*triple facepalm*

 Wiatr co chwilę podmuchiwał, słońca jak nie było, tak nie ma.

Tja, za to czas teraźniejszy musiał się do opka wmieszać. A słońce było. Jeszcze parę zdań wcześniej aŁtoreczka pisała, że "Dzień był bardzo słoneczny". Ale ja rozumiem, budowanie nastroju i te sprawy... Szkoda tylko, droga aŁtorko, że robisz to źle.
http://fearless-selling.ca/wp-content/uploads/2012/04/bush_doing_it_wrong.jpg
Już na poczwórnego facepalma mnie nie stać.

 Konie stępowały bardzo ruchliwie,

A to mnie akurat ómarło tak bardzo, że nie jestem w stanie skomentować. Kwiczę.
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgjzgMbBXeHsqFnvDoZV_0oQ6mmp45D-SEi6ftvsk5ALNEkwnqttUUuxSRihaCa7K4IOeeq47J_w9luRrxM25MCaOiR2viX-vK8UUm65D1YAT4uV2M0K-ooth_VLCbae-Of2hbsdVhyphenhyphenJ_A/s400/gandalf.gif

Brawa dla aŁtorki! Albo może jednak nie, bo pomyśli, że jesteśmy dla niej mili.

 ciągle się rozglądały i co jakiś czas zatrzymywały.
Nagle coś zaczęło szeleszczeć w niedalekich krzakach.

http://i1.ryjbuk.pl/0db5604ff09a5a1154a1091cef9344870c809c72/oh-my-god-gif-gif

http://images5.fanpop.com/image/photos/30200000/Taylor-Swift-Laughing-Gif-taylor-swift-30258989-500-245.gif

Bo nie wiem, czy się śmiać, czy płakać.
Szeleszczeć! Może to jest związane z leszczami, aboco? Bo raczej nie z szeleszczeniem, wtedy byłoby "szeleścić".

To pewnie jakieś szeleszczące leszcze były.

-Co to?!- Jasmine odparła z lekkim strachem w głosie.

Odparła temu szeleszczeniu, jak mniemam. Zdolna dziewczyna, nie wszyscy to potrafią.

Nikt inny nie wydawał z siebie dźwięku, więc pewnie masz rację.

Cofnęli się kilka kroków do tyłu, konie zaczęły się wiercić, nie potrafiąc ustać w miejscu, parskały.
-Spokojnie-mówił opanowany Legolas, wpatrując się w dany punkt.

W dany punkt, to znaczy? Gdzie on patrzył? 
Dobra, Red, koniec pytań. Skończ pytać o cokolwiek, bo aŁtorka i tak ci nie odpowie.

I on to mówił do tych koni, czy do tej Jasmine?

Szelest nie przestawał, (WUT?) wręcz przeciwnie, stał się bardziej głośny, z niedalekich krzewów, drzew, również zaczęły dobiegać różne odgłosy.

Nie mam skojarzeń dotyczących odgłosów dobiegających z krzaków. Wcale nie mam.

Bardziej głośny *quadruple facepalm*

Legolas wyciągnął swój łuk,

Żebyście przypadkiem nie pomyśleli, że wyciągnął łuk swojego konia.

Albo łuk Jasmine.

 i napiął cięciwę z napiętą strzałą, gotową do wystrzału w każdym momencie.

Czy wszystko tam było napięte?

Napięta strzała? Miała PMS, czy jak?

-Co ty robisz?- cokolwiek tam jest, jest tego dużo, w dwójkę sobie nie poradzimy!- mówiła podniosłym tonem Jasmine.

Chyba jednak Jasmine nie mówiła podniosłym tonem. W ogóle nie mówiła. Bo aŁtorce znowu coś się pomieszało i narrator podpierniczył boCHaterce kwestię. A boCHaterka się zemściła.

W Dwójce to ty sobie możesz co najwyżej Justynę Kowalczyk pooglądać, aŁtorko. Pisze się "we dwójkę". Albo bardziej poprawnie "we dwoje".

-Poradzimy..-odparł elf spokojnym i jednocześnie poważnym głosem, wciąż wpatrzony w dany punkt.

No pewnie, że sobie poradzą. A właściwie to Legolas sam sobie poradzi. Kto widział ostatniego "Hobbita", ten wie, o czym mówię. (te wszystkie wygibasy niepokonanego Legolasa <3) Zainteresowanym podrzucam TEN wątek na filmwebie.

A kto nie widział, to i tak dla niego jasne, że nasza Mary Sue da radę.

Elfka spojrzała na elfa.
-Dobrze- z tymi słowami złapała swój łuk, i napięła strzałę.
Stali na środku drogi, sami.

Albo tak im się tylko wydaje.

Strzały nie można napiąć...

Nagle z krzaków wybiegły pokraczne stwory, niby niskie, lecz bardzo zwinne, były czarne i dość dobrze uzbrojone.

Od kiedy to niski wzrost wyklucza bycie zwinnym? Wypraszam sobie!

To właśnie ci niżsi są zwinniejsi od tych wyższych...

-Gobliny!-wykrzyknął Legolas wypuszczając strzałę w ich kierunku.

Aż mi się przypomina scena z "Władcy Pierścieni"... I z TEJ kompilacji, którą linkowałam też w poprzedniej analizie. (mam na myśli drugą scenę z filmiku, of course)

Będą się naparzać z gobasami? Yay!

Nawet nie zorientowali się, kiedy zaczęli strzelać w nich co parę sekund, momentalnie Goblinów zaczęło coraz więcej przybywać.

*trzęsie głową* Oh, my God. Legolas i Jasmine to naprawdę głupki, skoro nie zorientowali się, że strzelają w gobliny. A właśnie, aŁtorko, dlaczego zaczynasz słowo "goblin" wielką literą?

Teoretycznie można, ale trzeba być konsekwentnym w tym, co się pisze. Przykro mi, aŁtorko.

 Pojawiali się z drzew, wybiegały z poboczy.

...co parę sekund zmieniając płeć, bo te strzały były umoczone w specjalnej miksturze, która miała właśnie takie działanie.

Gender bender!

Elfowie zebrali konie i mieli ruszać bliżej ku stadu potworów, kiedy nagle usłyszeli dźwięk rogu.. delikatny w porównaniu z tym co słychać było w ostatnim czasie.

Gobliny używały rogu, którego dźwięk nie był delikatny? A dlaczego wcześniej aŁtorka o tym nie napisała? I patrz, aŁtorko. Patrz uważnie:
http://static.freepik.com/darmowe-zdjecie/trzy-wyrownane-kropki-tworz%25C4%2585ce-lini%25C4%2599_318-25277.jpg
Tak to ma wyglądać. Trzy kropki, nie dwie. 

Ile tych koni było, że oni musieli je zbierać? Przenieśli się na Dziki Zachód, żeby wypasać bydło, czy co? O.o

[Ok, teraz już wiemy, że jest coś takiego jak "zebranie konia" i nie ma w tym niczego dziwnego. (jeszcze raz dzięki, Tahira! ^^)] 

 Legolas i Jasmine opuścili łuki, gdy zobaczyli że Gobliny zaczęły się wycofywać.

Gobliny zaczęły się wycofywać, gdy usłyszały dźwięk rogu? Jakiś magiczny róg to był, czy co?

Magiczny Róg Odstraszania Goblinów +5.

 Nagle I od lewej strony,

Nie wiem, czym jest ta kreska w środku powyższego fragmentu tekstu, ale wygląda ona dziwnie. To chyba miało być "i", ale ono powinno być małe, nie wielkie, więc...

Może to rzymska jedynka? Ale to i tak nie ma sensu.

 jak i od prawej wybiegło kilkunastu elfów, którzy zaczęli strzelać w stwory, a reszta bez skrupułów biegła na nich z długimi, ostrymi mieczami.

Ten emocjonujący opis walki, mhm. A że bez skrupułów, to prawidłowo, macie u mnie plusa.

Bieganie bez skrupułów... Że what?

Po niedługim czasie, stado Goblinów zostało wybite.

Aż zacytuję, bo to tu tak bardzo pasuje: "A potem odbyła się wielka bitwa i Voldemort został pokonany!"

Czujecie ten dramatyzm? Nie? Ja też nie.

Elfowie podeszli bliżej pary, i zaczęli opowiadać całe zdarzenie, jak to śledzili te potwory cały dzień, słysząc informacje od elfów z Lorien, że krążą się niedaleko królestwa.

Chyba przeoczyłam moment, w którym Legolas i Jasmine (bo to o nich chodzi, prawda?) zostali parą. Może to i dobrze. I nie chcę wiedzieć, jak wygląda krążenie się goblinów. Po prostu nie chcę.

Mam dziwne wrażenie, że aŁtorka cholernie przyspieszyła akcję.

Nagle z ze stojącego tłumu elfów, wyłoniła się Tauriel. Podchodząc naprzeciw siedzącym na koniach Legolasa i Jasmine oznajmiła:

Mam wizję Tauriel wyłaniającej się w z tłumu i idącej w stronę Legolasa i Jasmine takim krokiem typowych filmowych bohaterów. Spowija ją różowy dym, a w tle słychać epicką muzykę.

Ładnie by to wyglądało w filmie, ale to nie jest film...

-Gdyby nie my, nie mielibyście tyle szczęścia- odparła zadowolona spoglądając na Legolasa.

Spoglądała na Legolasa, bo dobrze wiedziała, że jej słowa to gówno prawda i że Leguś sam by te wszystkie gobliny wybił, grając jednocześnie na harmonijce ustnej, pijąc kawę i rozwiązując krzyżówkę.

E tam, ja bym je wszystkie zabiła z obiema rękami zawiązanymi z tyłu na plecach.

-Przybyliście w samą porę!- wykrzyknął lekko zmęczony elf, zsiadając z konia.-Dziękuje za pomoc, Tauriel-elf posłał uśmiech do stojącej naprzeciw niemu elfki.

Geez, czy oni nie mogą choć raz po prostu się uśmiechnąć?! Od tego ciągłego "posyłania uśmiechów" jest mi  już niedobrze. I czym on się tak zmęczył, na Bora, przecież on prawie nic nie zrobił, Tauriel i jej strażnicy odwalili za niego całą robotę.

Yhm... Posyłaniem uśmiechów?

-W to nie wątpię-mruknęła Jasmine cały czas siedząc na Figaro.

A w co nie wątpisz, no w co? Że przybyli w samą porę? Czy co? I o co ci znowu chodzi, nadęta, durna i wiecznie nafochowana księżniczko?

W to, że aŁtorka niczego nie wyjaśnia.

Tauriel podeszła bliżej Jasmine. Stojąc ze złożonymi rękoma w poprzek.

http://media.tumblr.com/tumblr_mdc5qtpPKC1r2mjg8.gif
*próbuje złożyć ręce w poprzek* Oh, my God, niech mnie ktoś rozplącze! Pisać muszę!

*bierze miecz* Nie martw się, zaboli tylko przez chwilę...

-No i jak ci poszło?- zapytała opryskliwie rudowłosa elfka.

Jak widać, Tauriel, jak widać. Tak jej poszło, jak aŁtorce poszło pisanie tego opka. Czyli do dupy.

A "do dupy" jest w tym wypadku eufemizmem.

-Słucham?- odparła tym samym tonem co Tauriel.

Uszu nie umyłaś, czy co... Tauriel mówiła bardzo wyraźnie.

Uszy się myje, a nie trzepie o wannę, dziewczyno!

-Pytam się, jak ci poszło, księżniczko..-ciągnęła elfka nie spuszczając oczu z Jasmine, uśmiechając się arogancko.

Nie produkuj się, koleżanko, Jasmine i tak nie zrozumie. Za głupia jest na to.

Merysuizm za mocno pozbawił ją mózgu.

-No nie .. - myślała Jasmine.

Dobre i tyle. Cud, że taka Mary Sue w ogóle jest w stanie cokolwiek pomyśleć.

Nie no, myśleć umieją, ale bardzo szybko im się trybiki przegrzewają.

Słysząc te słowa, elfka impulsywnie zeszła z Figaro i stanęła twarzą w twarz z Tauriel...

Cholera, muszę mema powtórzyć.
http://s2.quickmeme.com/img/64/6492b8b2104d7796cc33bfb4c6b272c403d405eaa44e6e5ce76f58d6546bd0e2.jpg
I wcale nie kibicuję Tauriel, skąd.

Mam nadzieję, że w końcu zaczną. Bo mi kisiel zastygnie.

Nienawidze jej ...

-A więc, chcesz wiedzieć jak mi poszło, tak?!- Jasmine zaczęła mówić podniosłym głosem.

Hihih, czy tylko ja mam wrażenie, że aŁtoreczka myli słowo "podniosły" z "podniesiony"? Atiti, nieładnie!

Nie tylko ty. *facepalm*

 Czuła w sobie tyle energii, że nic już jej nie było w stanie powstrzymać.

Borze drogi, tylko się nie zmęcz. I bez tego jesteś nieznośna.

Może jak się zmęczy, to się zamknie.

-No słucham- Tauriel wciąż drwiła z elfki.
-Poszło mi znakomicie, wiesz, ale poszłoby mi lepiej gdybyś się znowu nie wtrąciła!

A to jej dosrała! Tauriel, obawiam się, że musisz schować się w jakimś kąciku i nie pokazywać się publicznie przez najbliższych kilka miesięcy.

I pociąć żyletką. Ale tępą, bo jeszcze krew poleci.

- zaczęła krzyczeć, wszyscy wokoło zaczęli się patrzeć na dwie młode elfki, kłócące się.

No wreszcie. Teraz niech te elfki rzucą się sobie do gardeł i pozabijają nawzajem. Nawet się mogę poświęcić i zorganizować stypę.

A kto by miał niby zapłacić za stypę?

 Rzadko kiedy było spotykane takie zdarzenie.

Tja, popisały się boCHaterki dojrzałością, nie ma co. A cała reszta elfów stała, patrzyła i tylko ich oczy robiły się coraz większe i większe...

Bo może ruszyły na gołe cycki, eee, klaty.

-Słucham?!-wyparła się Tauriel.-Gdyby nie ja, i moja armia z pewnością byście sobie nie poradzili, a Ty jeszcze śmiesz mi mówić, że się wtrącam?- Tauriel nie dawała za wygraną.

Nie no, co racja, to racja, Tauriel mogła się nie wtrącać. Miałybyśmy wtedy święty spokój, boCHaterka by nie żyła, nikt by nas nie denerwował. I ten, Tauriel, ten szacunek do Jasmine naprawdę nie jest potrzebny. Mała literka w zupełności by wystarczyła.

Tauriel chce zdobyć w LoL-u Honorowego Przeciwnika.

-Dalibyśmy sobie rade, i to bez Ciebie i twojej armii!- elfka gestykulowała rękoma.

*łapie się za głowę* Do drewnianych dialogów zdążyłam się już przyzwyczaić, ale opisy czynności wykonywanych przez boCHaterów też nie wyglądają lepiej. Darujcie sobie lepiej te rozmowy, bo to jest tragedia.

Nie chcę wiedzieć, czym innym mogłaby gestykulować...

-Chyba sama nie nie wierzysz w to co mówisz- parsknęła śmiechem rudowłosa elfka.
-Wiesz co, nie mam ochoty już z Tobą rozmawiać.. szkoda mi czasu- z tymi słowami elfka momentalnie ochłonęła, obróciła się i kierowała ku koniowi.

Kierowała się, kierowała i skierować się nie mogła, bo ze złości straciła umiejętność poruszania się w terenie. Ach, Jasmine, w sytuacji, gdy brakuje ci argumentów, najlepiej jest odwrócić się i uciec z podkulonym ogonem, prawda? Nie, nie okazałaś w ten sposób swojej wyższości nad Tauriel. Tak, zachowałaś się jak tchórz.

A ty, aŁtoreczko, tak opisałaś ten dialog, że niemal nie można określić, kto wypowiada jakie kwestie.

Tauriel złapała za nadgarstek Jasmine i pociągła (twarz) ją lekko.
-Od kiedy księżniczka tak się owo zachowuje?- znów prowokując czarnowłosą dziewczynę.

http://24.media.tumblr.com/tumblr_mb21kpXuTH1r76lino1_500.gif

Zaraz mi się gify z łotdefakami skończą. Kto mi wytłumaczy, co Tauriel miała na myśli, ten dostanie krótki, durny wierszyk na wybrany temat.

Prawdopodobnie to, że aŁtorka lubi używać słów, których znaczenia nie rozumie, ale chce się popisać elokwencją.

Jasmine momentalnie wyszarpnęła się dziewczynie.
-Jesteś bezczelna!- opryskliwie parsknęła w jej stronę elfka. - słuchaj nie wiem, o co Ci chodzi, ale zostaw mnie w spokoju, i nie pokazuj mi się na oczy.

Jak śmiesz dawać księżniczce do zrozumienia, że jest ona durna, nudna i wkurzająca? No jak śmiesz, Tauriel, idź się wstydzić!

Bosh, pierwszy raz widzę tę zUą, która nie cierpi na wyssanie osobowości.

 Najlepiej wynoś się z mojego Królestwa. Jeżeli nie, sama do tego doprowadzę.

*chowa za plecami siekierę i nitroglicerynę dla pewności* Nie zdążysz do tego doprowadzić, gwarantuję ci to...

Uuu, te groźby. I tak ich nie spełnisz, księżniczko.

 Wszyscy elfowie będący przy owym zdarzeniu zamarli po tych słowach. Jeszcze nikt nigdy w taki sposób nie postawił się Tauriel. Nigdy nie miała Ona konkurencji. A teraz, czyżby miało się to zmienić?

Oczywiście. Bo teraz pojawiła się Pierwsza Mary Sue Śródziemia, ona może zrobić wszystko, co tylko zechce. I jakaś byle Tauriel nie będzie jej stawać na drodze!

Ciekawe, czy z tytułu Pierwszej Marysi przysługują jakieś profity. Bo brak intelektu to nie profit.

Jasmine w spokoju dosiadła teraz Figaro.

Czekajcie. Czy Jasmine myśli, że właśnie pokonała Tauriel i że wykazała się w ich kłótni inteligencją i fokle? Bo jeżeli tak, to zazdroszczę jej towaru.

Za każdym razem, kiedy czytam imię tego konia, wyobrażam sobie elfkę dosiadającą olbrzymiego kota...

Tauriel wyśmiała elfkę.-chyba nie sądzisz, że Ty możesz mi coś zrobić?
Dziewczyna już nie odpowiedziała. Właśnie miała już odjeżdżać kiedy podbieg do niej Legolas.

Ooo, podbiegi mają imiona. Tu mamy podbieg, który ma na imię Legolas. Fajny pomysł.

Księżniczka i foch z przytupem? Klasyk.

Stanął naprzeciwko niej.
-Jasmine poczekaj, wrócimy razem- mówił spokojnym głosem.

Tak jak gdyby nigdy nic. W sumie, można i tak, przynajmniej sobie chłopak nerwów nie psuje.

Albo ona specjalnie go nie obchodzi. Miejmy nadzieję, że to drugie.

-Przepraszam, ale nie tym razem- elfka zebrała wodze i pogalopowała w dół drogi którą przyjechała wraz z Legolasem.

Na Legolasa też się fochnęła? Nie widzę powodu, ale skoro tak, to...
http://media.tumblr.com/tumblr_m50h6nyXgx1qj3ir1.gif
Wreszcie będzie miał chłopina spokój!

Na aŁtorkę też powinna się fochnąć, odjechać w siną dal i zostać złapana przez orków i zeżarta przez nich.

Kiedy odjeżdżała, kwiat który podarował jej Legolas, spadł.

Chlip, chlip, ten symbol ich znikającej miłości... Płaczmy... z radości.

Robimy falę!

Książę podniósł go i obrócił się ku Jasmine, mógł Tylko patrzeć, jak odjeżdża. Nic nie mógł zrobić.

Jak to nie, mógł jeszcze strzelić za nią z łuku, może by trafił...

Albo odwrócić się i przeprosić Tauriel, że flirtował z niewłaściwą dzierlatką.

 To co się stało, nie dawało mu to spokoju. Teraz wiedział, o co w tym wszystkim chodzi..

Za to ja nie wiem, o co chodzi w całym tym opku. Równowaga musi być!

W przyrodzie nic nie ginie.

Blond włosy (nosz fak)(GRRRRRRAAAAAAUUUUU!!!) elf udał się do swojego konia po czym właśnie miał go dosiadać kiedy odezwała się Tauriel.
-Nie rozumiem jej- westchnęła elfka. Mówiła nader spokojnym głosem. Jak gdyby nic się nie stało.

Oni tam wszyscy są tacy spokojni (no, prawie). Legolas też spokojnie z Jasmine próbował rozmawiać.

Ale trzeba przyznać Tauriel rację.

Legolas teraz bez żadnych skrupułów dosiadł konia, jakby to co powiedziała Tauriel w ogóle do niego nie doszło.

Legolas też strzelił focha? Już przestaje do mnie cokolwiek docierać. Oni pewnie wszyscy są naćpani, ot i cała tajemnica.

AŁtorka wpadła na jakiś pomysł, a potem postanowiła go zmienić. I wyszło jak zwykle.

-Idziesz?- skierował wzrok ku elfce z poważną mimiką twarzy i równie poważnym głosem.

Lepiej zrobi, jak pojedzie. Pieszo może za Legolasem i jego koniem nie nadążyć.

Poważna mimika twarzy... *otwiera i zamyka usta jak ryba wyciągnięta z wody*

-Ale ...- jąkała zmieszana Tauriel.

Nie mieszaj się, dziecko, nie ma powodu.

Ty jesteś tu tą najnormalniejszą, nie musisz im się tłumaczyć.

Czyżby to, co działo się kilka minut temu, wcale nie dotknęło Legolasa, a może nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia?

Pff, ja tam nie wiem, dlaczego miałoby to robić na nim wrażenie. Górowanie inteligencją nad Jasmine to żadne osiągnięcie. Pierwszy lepszy żul biedronkowy mógłby się czymś takim pochwalić.

Nie obrażaj żuli biedronkowych, Red.

W głowie elfki zrodziło się spore zamieszanie.

Zrodziło się w bólach straszliwych.

Niestety, nikt nie chciał zrobić cesarki.

[Wszyscy wracają do domu. Tniemy.]

Jasmine wciąż galopując dojechała już do Lorien. Jedną z dróg dotarła do stajni i cała roztrzęsiona zaprowadziła Figaro do boksu.

Roztrzęsiona... Oh, my God, trzymajcie mnie, bo zejdę ze śmiechu. Ta to ma powody do bycia roztrzęsioną, aż jej zazdroszczę.

Taka wrażliwa... *tarza się ze śmiechu po podłodze*

 Elfowi obok powiedziała tylko, aby go rozsiodłał i zajął się nim.

Nie chcę wiedzieć, jak wygląda zajmowanie się boksem. I rozsiodływanie go.

Ciekawe, jak on miał to zrobić. Rozsiodływanie boksu, hmm...

 Sama pośpiesznym krokiem wyszła ze stajni.. nie zważała uwagi na nikogo.

AŁtorka chyba nie mogła się zdecydować, czy ma napisać "nie zwracała uwagi", czy "nie zważała". Wzięła, zrobiła miks i myśli, że tak jest ok. Fail, aŁtorko.

Jedno z dwóch, aŁtorko. Nie można tego łączyć.

W jej głowie wciąż siedziało zdarzenie z ostatniej chwili. Nie wytrzymując delikatna łza przejechała jej po policzku.

Nonono, aŁtorka się popisała oryginalnością. Łza nie jest ani samotna, ani kryształowa, jest za to delikatna. Nie wiem, co gorsze. Delikatnej łzy jeszcze w życiu nie widziałam. I to w dodatku takiej, które czegoś nie wytrzymuje i w związku z tym przejeżdża komuś po policzku. Czym przejeżdża? *z nadzieją:* Może czołgiem?

Rosomakiem.

 Otarła ją i w końcu była już przy swoim Tallanie.

Nowa metoda teleportacji - ocieramy łzę i już jesteśmy tam, gdzie akurat chcemy się znaleźć.

Bardzo przydatne, chyba że ktoś, tak jak ja, płacze raz do roku.

 Weszła po schodach i otworzyła białe, piękne zdobione drzwi. Które były zrobione z najlepszego drzewa.

W opku pojawia się czasem mała, wesoła kropeczka. Która wbija się nieproszona do zdania.

*chce coś warknąć do kropki, ale przypomniała sobie, że miała nie przeklinać*

Elfka weszła do pomieszczenia po czym mocno zatrzasnęła za sobą drzwi. Stanęła na środku mieszkania i jedną ręką ogarnęła swoje piękne, brązowe włosy.

Tyle piękna.
http://images3.wikia.nocookie.net/__cb20071128003656/uncyclopedia/images/b/b9/Barfing_Rainbow.gif
Mieszkania. Mieszkania! MIESZKANIA!!!

Przymknęła delikatnie oczy,

Zrób coś jeszcze raz delikatnie, a przysięgam, że będzie to ostania rzecz, jaką w życiu zrobisz!!!

Znowu ta delikatność!! GRRRRAAAAAUUUU!!!

 zmarszczyła usta po czym kolejne łzy zaczęły spływać jej po policzkach. Tym razem ich już nie otarła..

Nie otarła policzków. Może to i dobrze, widok jej otartych policzków chyba nie należałby do najpiękniejszych.

Jak można zmarszczyć usta?

Jasmine zdjęła swój łuk i odpięła kołczan ze strzałami, przez chwilę trzymała je w dłoniach, po czym z największą siłą wyrzuciła je w pokój.

O ty ciulu, ja ci dam tak broń niszczyć! Szanuj trochę to, co ci Bór dał, co?!

Myślisz, że tak łatwo stworzyć dobry łuk?! Wiesz, ile to zajmuje czasu?! I na pewno sama go nie zrobiłaś, więc jak możesz tak niszczyć dzieło rąk innych?!

 W dziewczynie zgromadził się jakiś ból, którego sama nie umiała dokładnie opisać. Łzy zaczęły nieustannie spływać z jej oczu.

Jeżu kolczasty, jaką ona ma słabą psychikę! Odkryła, że nie wszyscy jej będą padać do stóp i patrzcie państwo, jaka tragedia! Oj, dziewczyno, nie wróżę ci najlepiej, nie wróżę...

Aż dziw, że ona tak długo przeżyła.

 Teraz wyciągnęła dwa miecze które również wyrzuciła z jakże wielką siłą i nienawiścią.

Ja ci zaraz z wielką siłą i nienawiścią zrobię tak:
http://25.media.tumblr.com/591a34c0ee6937addec82496aa2403fe/tumblr_myl5zvm8Ve1rvndbao2_500.gif

Ja już nawet nie reaguję, bo to nie ma sensu.

 Jasmine klęknęła na ziemi zakrywając twarz rękoma. Płakała. Nie był to zwyczajny płacz, lecz płacz nienawiści, bólu.

Och, niech mnie ktoś w kaftan bezpieczeństwa wsadzi, aboco, bo jej jeszcze jebnę, a to by było bardzo nieładnie z mojej strony, ponieważ:

http://i1.memy.pl/obrazki/45ac265396_kopiacego_.jpg
No, jakoś tak.
Ale Geez, co za rozmemłana ciamcialamcia z tej boCHaterki!

Mameja taka, no. Wymoczek, ciaptak, mięczak.

-Nienawidzę jej!- krzyczała Jasmine- Nienawidzę!- po czym znowu zaczęła ryczeć..

Niech ten rozdział się już skończy, mam serdecznie dość boCHaterki, jej wydumanych problemów i braku charakteru.

Ta głEMbia.

[Przychodzi Amber i pyta co się stało, Jasmine twierdzi, że nic, ale ryczy jak potłuczona.]

(Jasmine) Twarz miała całą zapłakaną. i czarne smugi pod oczami od makijażu jaki miała.

Łoboru, jak widać, klątwa letkiego makijażu nie ominęła nawet elfów. A Jasmine to rasowa Mary Sue!

Dokładnie. Ale musiała bardzo ciekawie wyglądać z tym makijażem pod oczami. Prawie jak panda.

Amber nigdy nie widziała elfki w takim stanie.

No tak, bo do tej pory nikt nie ośmielił się postawić szanownej księżniczce.

Bo żadna inna elfka nigdy nie doprowadziła się do takiego stanu?

-(S)Powiedź co się stało?- spytała po raz kolejny.
-Nienawidzę jej, rozumiesz- zmęczonym głosem odparła Jasmine.

No ja bym na miejscu Amber naprawdę dużo z tego tłumaczenia zrozumiała, a Wy?

Ej, ej, ej, Red, ty tu Kasi Kowalskiej i jej "Spowiedzi" do opka nie mieszaj!

-Ale kogo?- chodź- Amber chwyciła delikatnie Jasmine (z)a ramię-usiądziemy na łóżku..

Klasyka tego opka - pomieszanie z poplątaniem w dialogach.

Który to już raz? Bo koło dwudziestego się zgubiłam.

Jasmine wstała i razem z Amber usiadła na łóżku, tak jak zaproponowała.

Ale kłamiesz, boCHaterko. Przypisujesz sobie nawet takie zasługi innych, jak pomysł, żeby usiąść na łóżku.

Bosh, aŁtorko! Opisuj to tak, żeby wszyscy zrozumieli, bo nikomu nie chce się zastanawiać nad twoimi skrótami myślowymi!

-Ona robi wszystko, żeby mnie upokorzyć, zniszczyć!- Jasmine znowu podniosła ton.. łzy nie przestawały jej spływać.

A ty nie masz nawet tyle jaj, żeby to po prostu olać albo zastosować taktykę "kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie". I masz pretensje do całego świata o to, że sama jesteś bezwolną kretynką.

Chyba coś mi umknęło, bo nie zauważyłam, kiedy Tauriel starała się upokorzyć Jasmine bez powodu.

-Kto, ta Tauriel?- spokojnym głosem odparła Amber.
-Tak, ta Tauriel!- z tymi słowami Jasmine spojrzała na swoja przyjaciółkę- a kto inny!
-Ale powiedź mi, co się stało takiego?

Tfu, a za pierwszym razem myślałam, że to literówka! AŁtorko, pisze się "powiedz", nie "powiedź". Trust me.

Nie, ta druga Tauriel.

[Jasmine streszcza Amber, co się stało podczas wyprawy.]

-A to.. Legolasa tam nie było?- Amber wpatrywała się w Jasmine.

A to obecność Legolasa coś zmienia? Nie wiedziałam.

*wzrusza ramionami*

Dziewczyna słysząc to imię momentalnie znowu się zdenerwowała. Stała odwrócona tyłem do elfki patrząc na wielkie okno które  było naprzeciw jej łoża.

Łoże. No tak, Jasmine to księżniczka, musi spać po królewsku, w łożu.

Ja już się pogubiłam, kto stał gdzie i co robił.

-Amber, wyjdź..-szepnęła spokojnym, jednak napiętym głosem do złotowłosej elfki.
-A-ale, dlaczego- Amber wyprostowała się, i przejechała rękoma po swoich udach.
-Wyjdź, nie rozumiesz!- krzyknęła ostro do Amber. Nie odwracając się.

O, ten dialog doprowadził mnie do dużego wkurwu. Teraz nagle boCHaterka ma odwagę się odszczeknąć, a jak stanęła oko w oko z kimś, kto mógłby z nią konkurować, to wielce tragedia się stała, płacz i zgrzytanie zębów. Najlepiej pomiatać słabszymi, którzy nie mogą się postawić, a jak przyjdzie co do czego, to uciekać z podkulonym ogonem. A masz, to dla ciebie boCHaterko:
http://cdn.weknowgifs.com/wp-content/uploads/2013/08/middle-finger-guy-gif.gif
Czemu Amber przejechała rękami po swoich udach? Stówa dla tego, kto wytłumaczy mi znaczenie tego gestu.

Z tymi słowami elfka bez żadnych już słów wstała, i wyszła trzaskając drzwiami.

Która elfka, na litość borską?! Jeśli Amber, to ok, rozumiem, ale jeżeli Jasmine, to ni huhu.

Ja pogubiłam się już dwa dialogi temu w tych boCHaterkach.

W tym momencie Jasmine odwróciła się, i znów rzuciła jednym mieczem który leżał na podłodze w drzwi.

God, weź Persen, kobieto i się opanuj. I nie niszcz drzwi, one takie piękne podobno były.

I miecz też nie niszcz!

-Ugh!- warknęła elfka siadając na łóżku.

Już po raz kolejny elokwencja boCHaterki powala mnie na kolana.

No wiesz, elokwencja boCHaterki dorównuje elokwencji aŁtorki.

Przejechała ostatni raz po włosach i przetarła dłońmi swoją twarz, całą z łez i czarnego tuszu.

Ty się może lepiej umyj, a nie przecieraj, bo takie przecieranie jeszcze pogorszy sprawę. Uwierz, wiem, co mówię!

A po tych włosach to czym niby przejechała? Znowu Rosomakiem?

Położyła się na plecach, i przewróciła na prawy bok. Nic już dzisiaj nie chciała robić. Tylko żeby wszyscy dali jej święty spokój.

I to właśnie zrobimy. 
Tym rozdziałem opko się kończy (na razie, bo blogasek wciąż żyje i kto wie, czy nie powstanie więcej tego badziewia), a my się oddalamy w jakieś bezpieczne miejsce, z dala od rozwydrzonych elfich księżniczek, ich trólawerów, przyjaciółek i konkurentek.

I pewnie zmienimy przy okazji kanon.

Z fortecy pozdrawiają ziejąca ogniem Red i jeżdżąca Rosomakiem po twarzach Marysi Zuzann Arkanistka.