Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiluś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiluś. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 listopada 2013

Facepalm na facepalmie, czyli Piraci z Karaibów 2/2

Witamy!
Dziś druga i ostatnia część analizy opka o piratach. I tu z góry ostrzegam: kicz w tych rozdziałach zabija. W pewnym momencie jest tyle słodkości, że można oszaleć. Naprawdę. Przepraszam też za moje czepialstwo - w tej analizie jest ono naprawdę ogromne, ale nie mogłam się powstrzymać, no. Wybaczcie.
Link: http://x-pirates-of-the-caribbean-x.blog.onet.pl/
Analizują: Red i Arkanistka
Enjoy!

Zemdlona Elizabeth leżała na łóżku.

A gdzie miała leżeć, skoro właśnie tam ją położyli, a ona była nieprzytomna? Raczej nigdzie sobie nie poszła.

Mogła spaść na podłogę.

Pan Gibbs i John, pochyleni nad nią, czekali aż się wybudzi.

Ze śpiączki. Ej, a ten John, czy jak mu tam, też coś często zmienia imię. W poprzedniej części analizy raz był Johnem, raz Jonem, ja już się zgubiłam i nie wiem, jak on się naprawdę nazywał.

Ja też już się zgubiłam przy tym typku.

 Mały Turner popłakiwał w swojej kołysce.

Oessu, uciszcie go jakoś. Przecież do zajmowania się Elką wystarczy jeden pirat, drugi niech się zajmie dzieciakiem!

*kręci głową* Nie no, poziom absurdu zbliża się do górnej granicy tolerancji.

Nagle kapitan Krwawej Łzy powoli otworzyła oczy.

Jak powoli, to ja wiem czy tak nagle? Ona je tak otwierała, otwierała, otwierała...
Informuję, że nazwa "Krwawa Łza" nadal mnie cholernie śmieszy.

Mnie też. No i rzeczywiście to "nagle" kłóci się z tym "powoli". Znowu mam wrażenie, że aŁtorka nie zna znaczenia niektórych używanych przez siebie słów.

- Gggdzie ja jestem? Co się stało?- spytała oszołomiona.

Z tego oszołomienia literki jej się namnożyły. A spacje poznikały. Właściwie to jedna. Rozpłynęła się w ogromnej przestrzeni energii, która nas otacza.

Rozpłynęła się w antymaterii.

- Proszę spokojnie leżeć, już wszystko w porządku- odparł  John.

Ja bym się z tym nie zgodziła. John głupoty gada. Spacji nie ma przed myślnikiem.

Raczej komuś, kto dopiero się ocknął, nie mówi się, że wszystko w porządku.


-Musisz być bardzo wyczerpana Elizabeth- powiedział Gibbs.

Nie tylko ona jest tu wyczerpana. Tyle że ja raczej psychicznie. Już nawet nie będę się czepiać tych znaków, których albo nie ma, albo są nie tam, gdzie powinny się znaleźć.
Oj, dobra, będę się czepiać, bo jestem czepialska i złośliwa, a co!

Zzzz...

-Ale mnie nic nie jest. Gdzie Latający Holender? Przypłynął do nas?

Nie, nic ci nie jest, tylko straciłaś przytomność i pieprznęłaś głową o podłogę. Okaz zdrowia.

Niech ta aŁtorka się zdecyduje!

- Holender? Nie było Latającego Holendra. To chyba zmęczenie, przewidzenie.

Albo dobre jaranie. Przyzwyczajaj się, Gibbs, Elka często widzi różne dziwne rzeczy. I ja już w końcu nie wiem, tam był ten Holender, czy go nie było? Będzie Wiluś?

Skąd one biorą formę przewidzenie? "Przewidzieć coś" nie znaczy, że "coś się przywidziało".

Może Elka przewidziała, że Wiluś jej się przywidzi?

- Nie!!!- wrzasnęła rozdrażniona Elizabeth. – Na horyzoncie był stary statek! To był Latający Holender! Zaraz Wam to udowodnię!

Nie każdy stary statek musi być zaraz Latającym Holendrem... A ciekawa jestem, czy piraci słyszą ten szacunek w głosie Elizabeth. Może w mowie Mary Sue są słyszalne wielkie litery, kto wie?

Mówiłam, że to był jakiś wrak. Elka ma problemy ze wzrokiem.

Nie tracąc czasu na przekomarzanie się z Gibbsem i Jonem,

O, właśnie o tym pisałam na początku analizy. Teraz John znów zmienił się w Jona. Może ma schizofrenię? Albo kiedy jest Jonem, kocha Elkę i zmienia się w tego Jona, gdy wyczuwa jakieś zagrożenie. Np. tutaj zagrożeniem dla Jo(h)na jest Wiluś, bo to potencjalny rywal.

Przekomarzanie się? Yhy, jasne.

 Elizabeth podeszła do okna, przez które wpadały promienie słońca.

W tym opku Elka nic nie robi, tylko stoi przy oknie. Tzn. tu akurat podeszła, ale wiecie o co mi chodzi.

Pewnie jak odchodzi na więcej niż 100 metrów od okna, dzieje się z nią coś złego. Taka klątwa, czy cuś.

Długo wpatrywała się w horyzont, lecz nie dostrzegła Latającego Holendra.

Eee, czyli nie będzie Wilusia. Jak zwykle Elizabeth miała zwidy.

O co zakład, że aŁtorka zamiast zwidy napisałaby zwiady?

John i Gibbs podeszli do niej.

-Ale… Ale  on przecież tam był. Daję słowo.

Tak to jest, jak się nie uważa z używkami. Btw, zauważyliście ten uroczy przeskok spacji?

Kawa i herbata to też używki...

- Połóż się Elizabeth. Chyba jesteś przemęczona, nie śpisz całymi nocami.

*prycha* Żeby tylko. Ech, brak przecinka, jak tu się nie przyczepić? 
Poległam. Nie potrafię pominąć milczeniem błędów interpunkcyjnych.

A skąd oni wiedzą, że ona nie śpi? Do tej pory ani razu coś takiego nie zostało wspomniane.

Gibbs i rudowłosy pirat opuścili kajutę.

A ten rudowłosy pirat to jak miał na imię w momencie opuszczania kajuty? Tak z czystej ciekawości pytam.

Jan. Pewnie taka forma też się za chwilę pojawi.

 Młoda pani kapitan została sama…

To jej dziecko też opuściło kajutę? Na własnych nogach (chyba we wszystko już uwierzę), czy ktoś je wyniósł?

Może już raczkowało? Wtedy na własnych rączkach i kolanach.

 Została sama z dręczącymi ją myślami…

 Hał dramatik end połetik. 
I po raz kolejny muszę spytać - co z dzieckiem? Boru, jak tak dalej pójdzie, to przez to opko zmienię się w jakąś niańkę. Nie chcę tego. Nie lubię dzieci!

Czasami mam wrażenie, że to dziecko to element otoczenia.

~ ~ ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ ~ ~

W tym samym  czasie na pokładzie Czarnej Perły, piracka załoga popijała rum sprzątając statek.

No to mają niezłego skilla. Cuda się działy na tej Perle, tyle że zamiast rumu, rozmnożyły się spacje. *wzrusza ramionami* Zawsze coś. Chociaż ja bym wolała rum.

Można by myć pokład rumem. Wtedy byłyby cuda...

Wtedy byłoby marnotrawstwo.

- Panowie, czyście dokładniej  ‘’moją ‘’ Perełkę- rzekł Jack Sparrow.

Noo, wreszcie Jack się pojawia! Brakowało mi go. Może chociaż jego aŁtorka nie spierniczy.

Ja też mam taką nadzieję.

Znienacka stanął za nim Barbossa.

-Yhhymm – odchrząknął stary pirat.

Wow, długo on odchrząkał. Serio, pierwszy raz się z czymś takim spotykam, zazwyczaj wystarczało "yhm" albo "ehm". Albo "mhm". Po co tak rozwlekać?

Ja używam "Ekhm", ale też jest poprawne. Chyba, że Barbossa ma jakieś problemy zdrowotne i dlatego próbuje wykrztusić wydzielinę.

- O ! Barbossa! Słuchaj coś liny się poprzecierały. Pomóż im trochę, co?

I wykrzyknik zatrzymaj, bo próbuje uciec z opka. Przecinek już uciekł, więc jemu niestety nie pomożesz.

Jack już na wstępie mówi jak jakaś ciota...

- Jack, Jack. Chyba zapomniałeś ,że ja dowodzę Czarną Perłą. Ja jestem jej kapitanem, nie ty.

Ech, w filmie kłótnie Jacka i Barbossy były nawet zabawne, ale aŁtorce to nie wychodzi. Po co w ogóle tykać się tak zajebistych filmów? Są fajne i bez durnowatych fanfików.

Wszystko, co jest zajebiste, potrafi obejść się bez fanficków. Nawet Pasjans i Biblia (tak, znalazłam kiedyś fanficki o pasjansie i Biblii; do tej pory się nie otrząsnęłam)

- Ale co Ci po kapitanowaniu skoro nie masz tego. – Jack pokazał siwobrodemu Hektorowi mapę zwiniętą w rulon.

Holy crap, mamy tu powiew świeżości - już nie "siwowłosy", jak to byłoby w połowie opek, ale "siwobrody". Tylko że w tej połowie opek kolor włosów podawało się zamiast imienia, a tu mamy i kolor, i imię. Nie wiem co gorsze.

Siwobrodzi mogą co najwyżej nauczyć Drogi Głosu. Ale to w Skyrimie...

 – Przecież chyba dlatego zawróciliście po mnie w okolice Tortugi, podczas gdy ja spokojnie żeglowałem sobie na mojej małej łajbie. Miałeś mi wtedy oddać ster Czarnej Perły.

Aha. Ej no, Jack, jak ci obiecał, a nie oddał, to sam sobie weź! Jeżu, nie mówcie mi, że i jemu amputowali charakter...

Jak im wszystkim, Red. Jak im wszystkim...

- Po co ja Cię wyłowiłem Jack, ciągle gadasz i gadasz.

Czy tylko ja mam wrażenie, że te dialogi są jakieś strasznie drętwe? Już moja babcia i jej sąsiadki przy herbatce rozmawiają z większym zaangażowaniem.

Poważnie się zastanawiam, po jaką cholerę aŁtorki zmieniają charakter postaciom...

- Gdybyś mnie nie wyłowił nie miałbyś mapy.

Ale to tak trochę nieładnie, panie Barbarossa, Jacka wyłowiłeś, a przecinek nie. Pewnie, niech się topi. Przecinki? A komu to potrzebne?

Barbossa, Red. Nie Rudobrody.

Ja wiem, ale ten tutaj to nie jest Barbossa. Jakiś inny gościu.

Bracia Barbarossa też byli piratami, i to dobrymi, więc to też raczej żaden z nich.

 Nie mając tego świstka pergaminu nie byłoby sensu szukać czegoś co pokazuje ta mapa.

Stop. Przerwa, bo muszę to ogarnąć. Czy mówiąc "świstek pergaminu", Jack ma na myśli mapę? Tak by wynikało. Ok, to idziemy dalej. Z aŁtoreczkowego na nasze - bez mapy nie ma sensu szukanie czegoś, co pokazuje mapa. Logiczne..? Czy nie? Nie prościej napisać, że bez mapy chuja znajdziesz?

*chwyta się za głowę*

 Więc wniosek z tego jeden.

To opko jest bez sensu? Taki mi wniosek do głowy przyszedł...

Nie tylko tobie...

 Po co Ci Perła bez mapy.

Widzisz, jaki jesteś dla mnie ogromnie ważny, że aż mówię do Ciebie wielką literą? Czuj się doceniony.

Tak naprawdę oni piszą do siebie nawzajem list.

 Która pokazuje drogę do tego eliksiru nieśmiertelności ?

*mrug* *mrug* *mrug*
Poprzednie zdanie kończyło się kropką. + To jest rozpoczęte wielką literą. + Kończy się pytajnikiem. = BESSĘS

Well... NIE.

- Miałbym święty spokój – powiedział Barbossa znudzony wywodami Jacka.

Znudzony? Ja tam nie jestem znudzona, ja szukam sensu. I jakie to wywody? On chyba mnie nie słyszał. 
Ano tak, nie słyszał.

Oni są tacy nudni... Zero akcji...

- To jak będzie ? Oddajesz mi Czarną Perłę?

Po co ty się go w ogóle o to pytasz, Jack, weź sobie tę Perłę i tyle. *wzrusza ramionami* Spacją przed znakiem zapytania się nie przejmuj, ja się nią zajmę. *ostrzy pazurki*

Jeśli Jack nie przejmie Perły, to ja to zrobię! *chwyta kordelas i rzuca się na Barbossę*

- Tak, ale tylko do czasu aż znajdziemy ten przeklęty eliksir nieśmiertelności.

Oj tam, zaraz przeklęty. Nie przesadzajmy, panowie. *trzyma kciuki, żeby Jack i tak wziął sobie Perłę już na zawsze*

Ja pierdolę...


- Okey, umowa stoi.

Ten ma skilla, chciałabym usłyszeć, jak wymawia "y" na końcu "okey".

Tak po prostu? No nie...

Jack i Barbossa podali sobie ręce na znak zawarcia porozumienia.

No patrz, a ja i mój brat zawsze podawaliśmy sobie ręce na znak wykopania topora wojennego!

Nie chce mi się drugi raz wklejać tego Jezusa...

- Mianuję Cię moim doradcą- dodał Jack uśmiechnąwszy się pod wąsem.

Jak doradca, to faktycznie z szacunkiem trzeba. Tylko ciekawe, czy Barbossa słyszy te wielkie litery w mowie Jacka. 
A ja widzę brak przecinka.

Takie opka naprawdę potrafią załamać człowieka...

 – To co płyniemy szukać  naszego tajemniczego eliksiru?

Myślisz, że to takie zabawne, a to tak naprawdę tragedia - spacja zjadła przecinek i teraz jest jej więcej. Smacznego, spacjo!

Jeszcze raz oni wspomną o tym eliksirze i rozwalę im łby...

- Chyba zapomniałeś, że płyniemy do Shipwreck Cove na zebranie Trybunału. Niedługo pierwsza rocznica.

O matko, oh my God i co tam jeszcze, nie mówcie, że Elka zatrudni Jacka do opieki nad jej bachorkiem! Moje kondolencje, Jack. Nie daj się!

Jeszcze tylko brakuje, żeby Jack, który był poniekąd głównym bohaterem "Piratów..." został zdegradowany do roli drugoplanowej...

- A racja .

Ten (po)tworek zasługuje na tylko taki komentarz: WTF?

*rozkłada bezradnie ręce, bo nie stać jej na konstruktywny komentarz*

 Mam nadzieję, że nie będę musiał wszystkim oddać pożyczonych pieniędzy teraz. Lepiej niech rozłożą dług na raty – burknął pod nosem.

Element komiczny wyjrzał zza krzaka. Serio, aŁtorko, filmowy Jack był zabawny, jego perypetie także, ale nie każdy potrafi odpowiednio opisać to wszystko. Wspominanie o długach Jacka nie uczyni tekstu takim śmiesznym, że ojeju.

*facepalm na facepalmie*

Nadchodził zmierzch. Piraci zapalili kilka małych oliwnych lamp , aby rozświetlić pokład.

Przepraszam, ale zmierzch kojarzy mi się tylko z jednym, domyślcie się z czym. Idę na przerwę.

Nie tylko tobie się tylko z tym jednym kojarzy, Red.

~ ~ ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ ~ ~

Na Krwawej Łzie każdy zajęty był naprawianiem szkód po niedawnej gwałtownej burzy.

Mały dzieciak Elki i Wilusia też? A sama Elka, która w poprzedniej scenie straciła przytomność i leżała w kajucie też? Ok, nie wnikam.

Kapitan raczej nie ma w zwyczaju pomagać w czymś takim...

- Panie Long, proszę stanąć za sterem- powiedział Gibbs. – Pójdę sprawdzić jak się czuje nasza pani kapitan. Zaraz wracam.

O, widzicie, czyli nie wszyscy ten statek naprawiali. I co, aŁtorko? Kłamstwo ma krótkie nogi. 
Gibbs się w uprzejmość bawi, on PROSI Longa (ja też nie wiem, kim jest ten Long) o cokolwiek, ja pierniczę.

Poziom absurdu już dawno przekroczył stan alarmowy.

[Tu następuje sprawdzanie stanu zdrowia Elki. Scena ta sprowadza się do krótkiego, drętwego dialogu, więc nie ma potrzeby jej rozkładać na czynniki pierwsze. Ciach.]

Pan Gibbs wyszedł zamykając delikatnie za sobą drewniane drzwi.

No bardzo miły jest Gibbs w tej scenie, ale co z tego, przecinków dalej nie ma i w ogóle smutek.

Już się tak tych przecinków nie czepiaj, o to już się nudne robi, Red.

Niech się robi jakiekolwiek, jak jest czego się czepiać, to będę się czepiać, bo mnie szlag trafia, jak takie coś widzę.

Będę od ciebie pobierać złotówkę za każde wytknięcie braku przecinków powyżej dziesiątego.

Zubożeję. :(

 Elizabeth postanowiła poczytać książkę, aby uwolnić się choć na trochę od smutnych wspomnień.Nastała noc.Znużona lekturą Lizzie, przebrała się w swoją bawełniana koszulę nocną.Odpięła dużą spinkę,która przytrzymywała długie blond włosy.

Tak, tak, drodzy moi, miałam te zdania porozdzielać i zanalizować osobno, ale się powstrzymałam, bo chcę, żebyście zobaczyli, jak cudnie tu spacje wywiało. Głowa boli od samego patrzenia. 
W życiu Lizzie dużo się dzieje, zauważyliście? Ach, urzekło mnie to zaznaczenie długości i koloru włosów Elki.

DAJCIE MI KARABIN, WRRR!!!

 Niemowlak grzecznie spał.

Dzięki wam, pradawni bogowie!

Wielcy Przedwieczni okazali nam dzisiaj swą łaskę, zatykając niemowlakowi usta! Dzięki ci, Wielki Cthulhu!

 Po dość późnej toalecie, Elizabeth zdecydowała się na krótki spacer po pokładzie Krwawej Łzy, aby się odświeżyć.

Oj, no masz, przed chwilą była zmęczona i wyraźnie szykowała się do spania. Ale co tam, niech sobie idzie na nocny spacer w samej koszuli nocnej, przy odrobinie szczęścia przeziębi się i umrze.

O ile nie złapała od Wilusia HIV, to raczej wątpię, żeby umarła od przeziębienia.

[Obserwacja nocnego nieba i zauważenie księżyca. Wow, brawo, Elżbieto. Ciach.] 

Elizabeth przypatrywała się mu z uwaga.

Nigdy się niczemu nie przypatrywałam z uwaga. Czym jest uwag?

Może jakiś nowy rodzaj pokładu. Zresztą nie wiem.

 ,,Tyle bym dała, żeby być choć przez chwilę z Willem. Ciekawe czy on, tak samo jak ja , patrzy na księżyc…” – smuciła się Lizzie.

Borze, tyle tu angstu. Bleh. Czy Elka potrafi myśleć o czymkolwiek innym niż Wiluś? Bo jak na razie, to ona nic tylko angstuje i tęskni za nim. Zajęłaby się czymś, zrobiła coś twórczego, ja wiem, szalik na drutach , czy coś.

Może zaczęłaby wydawać jakieś rozkazy, czy coś? W końcu jest kapitanem.

 Już chciała wracać do kajuty, kiedy nagle zerwał się lekki wiatr. ,,Dziwne. Przecież przed chwilą nie było żadnego ruchu powietrza”.

Ukwikało mnie to określenie. Ruchy powietrza, wow. Trafiła nam się uczona aŁtoreczka. A wiatr to wiatr, czasem jest, czasem go nie ma... Ulotne to takie...

To po prostu przemieszczanie się mas powietrza pod wpływem zmian ciśnienia, nic więcej.

Niespodziewanie na horyzoncie pojawiła się smuga zielonego tajemniczego światła.

Jak wpisałam w google "tajemnicze, zielone światła", to wyskoczyły mi informacje o UFO. Ciekawa jestem, czy tu się to sprawdzi.

Raczej wątpię, chociaż wcale bym się nie obraziła, gdyby UFO porwało Elkę.

 Lizzie skierowała spojrzenie na cos co znajdowało się w oddali.

Latający talerz? Przylecieli kosmici i porwali przecinki, będą na nich przeprowadzać badania.

Zwróciła spojrzenie na cosinus kąta, który nagle zmaterializował się przed nią w powietrzu. Tak, właśnie tak musiało być.

 Był to Latający Holender, którym dowodził William.

Ok, cofam to ostatnie. Wiluś nie jest kosmitą. Chociaż ten opkowy... Kto go tam wie.

Pewnie kosmici go porwali i zrobili mu pranie mózgu.

 ,,Niemożliwe! Czyli jednak się nie myliłam. Miałam rację, że widziałam Holendra! – ucieszyła się – Pójdę po Gibbsa, niech sam zobaczy, że mówiłam prawdę!”.

To wszystko to jakiś cytat, czy co? A, śmiałabym się, gdyby Elka poleciała po Gibbsa, potem wróciliby na pokład, a tu Holendra nie ma. Taki Wiluś - Trolololololo.

Też o tym pomyślałam.

Elizabeth pospiesznie ruszyła w kierunku kajut znajdujących się pod pokładem statku.

A nie lepiej poczekać na Wilusia, a potem razem pójść po Gibbsa? Ja bym tak zrobiła. Przynajmniej Wiluś by nie uciekł.

Szczególnie, jakbyś go związała, co? Byłby wtedy do ciebie bardzo przywiązany.

 Nim zdążyła dojść do drewnianej klapy, ponownie pojawiła się zielona smuga, tym razem na Krwawej Łzie.

Wciąż jest nadzieja na kosmitów. Niech przylecą, porwą ich wszystkich i już. Koniec opka.
Tja, chciałoby się. *wzdycha ciężko i wraca do analizowania*

To jest tak porąbane, że już brakuje tu tylko specjalnej muzyki...

 Lizzie nie wiedząc co się dzieje, ostrożnie obejrzała się za siebie.

Zobaczyła zielonego stworka z antenką zamiast ucha, potem straciła przytomność i obudziła się dopiero na stole operacyjnym.

Nie zamiast ucha, tylko na czubku głowy. Bo przyleciały po nią Teletubisie, chcąc zaproponować udział w swoim programie. Nie powiem, ale pasowałaby tam jak ulał.

 Seledynowe promienie tworzyły wir wokół czyjejś sylwetki.

Lol, magia świąt. Albo kosmici najpierw porywają kogoś innego. Wilusia na ten przykład.

Nie powinno go tam być. To był pewnie ten Jon/John/Joe/Cholerawiejakmutambyło.

Nagle światło zniknęło, rozpłynęło się w powietrzu. Przed Elizabeth stał Will Turner.

Nikt się tego nie spodziewał, prawda?

Zawsze można przyjąć, że jakiś kosmita przebrał się za niego.

- Will!

- Nie, ciocia Genowefa!

- Nie, Dipsy!

- … Elizabeth! – powiedział młody Turner.

Mam wrażenie, że jakoś mało w nim było radości... Nie dziwię się wcale.

Ja też nie. Jak ja bym miała faceta z takim charakterem, jaki ma Elka, to też bym się nie cieszyła.

Natychmiast podbiegli do siebie, a następnie mocno objęli.

*kwik* Jeden z najmniej emocjonujących opisów witania się kochanków, jaki kiedykolwiek czytałam!

To ja się bardziej emocjonująco witam ze znajomymi. I to płci żeńskiej.

 Kiedy rozluźnili ucisk, Will objął rękoma talię Elizabeth.

Ech, aŁtorko, nie wdawaj się w szczegóły, te opisy i tak są drętwe, nic nie poradzisz.

Najpierw ją objął, teraz objął ją po raz drugi. Seems legit...

 Pani Turner trzymała jedną dłoń na jego policzku, druga zaś oparła na ramieniu.

Trzecią położyła sobie na głowie, a czwartą trzymała swojego syna. Piąta jej się gdzieś zgubiła, a szósta i siódma opadły.
Głupie Skojarzenia Red... która to już część?

Nie mam pojęcia. Ale dodaj jeszcze ósmą i mamy hinduską boginię Kali.

 Ich twarze zbliżyły się.

Zbliżyły się..? Nie chcę wiedzieć, o jakie zbliżenie chodzi o_O

Chcą pewnie dokonać wymiany płynów ustrojowych, znając opka.

 Usta Willa i Elizabeth złączyły się w namiętnym, pełnym miłości pocałunku.

Cudnie. Boru, który to już raz widzę opis tego typu? Nie, aŁtorki, to nie jest romantyczne. To jest bardzo zabawne.

Jakbym dostawała złotówkę za każdy taki opis, jaki można znaleźć w opku, jeździłabym Maybachem.

 Teraz czas się dla nich zatrzymał, tak samo jak podczas ślubu na Czarnej Perle.

Chlip, chlip. *szuka chusteczek* Ten fragment tak bardzo mnie wzruszył!
*kwik*

*stara się nie zasnąć*

 Tę szczęśliwa,

Eee? A dobra, nawet nie będę starała się zrozumieć, po co mi to.

Ci poloniści naprawdę się opierdalają na lekcjach.

od dawna wyczekiwana chwilę przerwało szlochanie dziecka.

No i masz, mówiłam, że to bez sensu płynąć w taką podróż z dzieckiem. Każdą chwilę taki dzieciak potrafi zepsuć!

Normalka. Tak jest zawsze.

Turnerowie patrzyli głęboko sobie w oczy.

Mistrz Yoda dumny był z ich składni ogromnie.

Bosh, ta składnia.

 Elizabeth zaczęła rozmowę.

No nareszcie, bo już myślałam, że nie będziecie w ogóle ze sobą rozmawiać, tylko się cały czas miziać.

Czemu nie zacząć od razu pisać dialogu, zamiast pisać opis tego, co robią, skoro łatwo się domyślić, co robią?

- Will… Coś Ci muszę powiedzieć …- ciągnęła, nie wiedząc jak zareaguje mąż na wiadomość, iż został ojcem.

Ja to bym się bardziej martwiła, gdyby to nie on był ojcem. A tak, to czego się obawiać? Ty się lepiej mnie bój, bo za spację przed wielokropkiem gryzę!

No wiesz, faceci różnie reagują na takie informacje.

Ale Will wiedziała co Elizabeth chciała mu zakomunikować, dlatego

...zmienił płeć, żeby nie musieć brać na siebie ojcowskich obowiązków. Sprytne posunięcie, Wilusiu.

Cwaniak z niego, naprawdę.

 uprzedził ją pytaniem :

To jest chore, tu spacji jest nadmiar, parę zdań wyżej był straszny niedobór, o co tu chodzi, na litość?!

No i gdzie się podziała logika tutaj? No gdzie?

- To nasze dziecko, prawda?

Oh, wow, domyślny ten Wiluś. Ale i tak go w tym opku nie lubię. Bo mu jaja zabrali.

Elka je trzyma w skrzynce.

Liz potwierdzająco pokiwała głową.

*przypomina sobie wszystkie docinki dotyczące (nie)bułgarskiego pochodzenia boCHaterów* Kuźwa, chyba niczego nowego na ten temat dziś nie powiem.

Jakby to się tak często nie pojawiało, to nie zabrakło by nam pomysłu, jak to skomentować. No ale sami wiecie...

 Wzięła William za rękę i poszli do jej kapitańskiej kajuty.

Wiluś przybył do Elki, zmienił płeć i od razu został kapitanem! A to urwis! Chyba że ja coś źle zrozumiałam, co jest dość prawdopodobne...

Ja też to mniej więcej tak zrozumiałam.

 Podeszli do kołyski, gdzie leżało płaczące niemowlę.

Postójcie nad nim, pogapcie się, nie zróbcie nic, żeby go uciszyć. Będzie super.

No jasne, bo po co uciszać? Po co troszczyć się o zmęczoną załogę i w ogóle, no nie?

- Will, to jest Jonatan, Twój syn.

Wilusiowi przedstawiła tę wersję imienia. Ciekawe dlaczego. I znowu wymawia wielkie litery, trzymajcie mnie!

Ja już nie wiem, czy ona mówiła o tym bachorze, czy o tym rudym piracie. Serio.

Młody Tuner uśmiechnął się do żony.

- Nawet nie wiesz jak się cieszę kochanie- rzekł do Liz, ponownie przytulając ją do siebie.

Jeżu, ile w tym lukru! Zaraz zwymiotuję. Proszę, niech oni wszyscy umrą na końcu, mam dość! *sprawdza ostatni rozdział opka*
http://data3.whicdn.com/images/40479749/tumblr_m4525h2ZQI1r6e9hpo1_500_large.gif
Ech. Mam dość.

Czemu aŁtoreczki nie mogą się nauczyć, że szczęśliwe zakończenia nie muszą być takie przelukrowane?

Chwilę później, Will wziął na ręce małego Jonatana

...który dołożył do zdania nadprogramowy przecinek, po czym wyszczerzył się w głupkowatym uśmiechu i zmienił imię.

Ja się poddaję. Tak naprawdę.

 i delikatnie ukołysał.

Wiluś - dobry, czuły tatuś. Świat się posrał. Nie chcę na to patrzeć, zabierzcie twór ten okropny sprzed oczu moich!

Zbliżamy się już do końca. Wytrwasz, nie bój się!

 Joe w czułym i bezpiecznym objęciu taty, momentalnie zasnął .

O, teraz już Joe. Gościu, ty się weź, zdecyduj na jedno imię, a nie że ciągle zmieniasz, bo potem Red dostaje kręćka i się denerwuje. Z innej beczki, patrzcie ile radości i czułości jest w tym zdaniu, aż się nadprogramowa spacja wepchnęła, też chciała mieć trochę ciepła.

Dziwisz się? W innych miejscach brakuje tego ciepła, to przylazła tutaj z któregoś z poprzednich zdań.

 Tuner położył synka do łóżeczka i przykrył go kołderką.

To po jaką choinkę go stamtąd wyciągał? Chociaż zaraz, czekajcie, to ma sens. Wyciągnął go z kołyski, a położył do łóżeczka, jest w tym jakaś ledwo dostrzegalna głębia.

*dzwoni do lekarza, bo widzi, że Red chyba się źle czuje*

- Spij słodko szkrabie- powiedział Will.


http://i2.kym-cdn.com/photos/images/original/000/239/129/274.gif
Myślę, że powyższy gif wystarczy za komentarz. *miała powiedzieć jeszcze coś o zagubionym przecinku, ale jest zbyt osłabiona*
Eee, momento, momento! Co on temu biednemu dziecku kazał spić?! *zastanawia się, czy nie napisać do Rzecznika Praw Dziecka*

No wiesz, nie wiadomo, co on mu kazał spić, więc...

- Jak udało Ci się tu przenieść ?

Ten szkrab to powiedział? 
Pff, aŁtorki, koniec żartów, powiem raz i macie to zapamiętać - jeżeli opko nie jest pisane w formie epistolarnej, zaimków typu "ty", "cię" itp. nie zaczynamy wielką literą, urrwa! A przed znakiem zapytania nie daje się spacji! I zapamiętajcie to, naprawdę dobrze radzę, bo znów mnie trafia szlag!

Że nie wspomnę o tym, że należy zaznaczać, kto co mówi. Chyba że chcecie, by czytelnicy się pogubili.

- Wiedziałem, że się zdziwisz. Otóż na ląd mogę schodzić co 10 lat, tak jak Davy Jons,

Davy Jons? A kimże jest ten zacny (?)człowiek? Ja go nie znam. Znam wspaniałego potwora, który zwie się Davy Jones, ale to chyba nie o niego tu chodzi.

Pewnie zły brat bliźniak Jonesa.

 ale on mógł również przenikać przez pokład. Więc ja tez to potrafię.

Zaraz, zaraz, czegoś tu nie rozumiem. Mógł przenikać przez pokład, czyli spod pokładu potrafił dostać się na pokład. A Wiluś przeniósł się na inny statek, więc jedno do drugiego ma się jak Wiluś opkowy do prawdziwego Wilusia.

Logiki - brak.

 Niestety mogę robić to tylko czasami, bardzo rzadko – wytłumaczył jej mąż.

Na potrzeby opka na ten przykład mogę. Bo aŁtorka uważa, że tak będzie dobrze dla fabuły. (boru, jakiej fabuły?)

Też się zastanawiam, jaka jest tutaj fabuła.

-Will…Jak długo możesz z nami być ? – zapytała Lizzie.

Ależ niesforne są spacje w tym opku! Skaczą po zdaniach, urwiski małe!

*ziewa, bo ten drętwy dialog ją usypia*

- Tylko tą(TĘ!!) noc – odpowiedział zasmucony. – Tylko do świtu.

Ok, możesz przechodzić na inny statek bardzo rzadko, teraz skorzystałeś z tej okazji, możesz zostać z Elką i jej załogą na jedną noc... Jest jakaś szczególna przyczyna twojego przybycia? Powinna być, nie sądzicie? Chociażby jakaś przygoda, walka, coś takiego. No to teraz uważajcie, żebyśmy się nie zdziwili:

Turnerowie leżeli na miękkim, wygodnym łożu.

Właśnie tak, moi drodzy. Wiluś przyszedł (czy tam przyleciał, whatever) do Elki tylko po to, żeby się z nią poseksić. No bo nie oszukujmy się, co innego mogli robić na miękkim, wygodnym łożu?
(tak, wiem, są inne możliwości, mogli sobie po prostu poleżeć, abo co, ale ja w to nie wierzę)

Mogli też tam spać. To całkiem logiczne. Bo właśnie po to wymyślono łóżko: żeby na nim spać.

 Elizabeth oparła głowę o ramię męża. On zaś przeczesywał palcami jej skręcone blond włosy.

*próbuje sobie to wyobrazić i ma z tym problem* 
Oh God, aŁtorko, napisz jeszcze kilka razy, że Elka jest blonynką, bo za pierwszym razem to do mnie nie dotarło.

Ta akcja...

 Nic nie mówili, lecz myśleli o tym samym.

Mają dla siebie jedną noc i co robią? Nic nie robią, nie rozmawiają, nie korzystają z czasu, jaki im pozostał. Elżbieto, Wilusiu, myśleć możecie potem, jak już się rozstaniecie, teraz lepiej działajcie! 
http://images.wikia.com/trollpasta/images/1/10/If_you_know_what_I_mean.png

Raczej cię nie posłuchają, wiesz?

 A mianowicie, żeby ta chwila trwała wiecznie, żeby tak już zostało i było zawsze.

Ta głEMbia. Ej, to trochę bez sensu, babeczki, chciałybyście, żeby przez całą wieczność wasz facet nic nie mówił? Facetów nie pytam, czy chcieliby, żeby ich kobiety nic nie mówiły, bo tu odpowiedzi mogą być różne...

Znudziłoby się wam, serio. Co do facetów, to pewnie woleliby, żeby ich kobiety się nie odzywały.

 Małżeństwo po kilku minutach milczenia zaczęło rozmawiać, po czym zasnęło…

No to faktycznie, wspaniale wykorzystali ten czas. Ach, te emocje, normalnie tak mnie ciekawią i interesują losy naszych trólawerów, że ja pierniczę.
http://troll.me/images/big-empty-room/wow-look-at-all-the-people-who-care.jpg

*ramiona jej opadły po tym opisie*

Noc była spokojna i bezwietrzna, ale mijała bardzo szybko.Zaczęło świtać.

Tak szybko mijała, że aż spację zassało. A jak spali zamiast... ehm, zajmować się czymkolwiek innym, to nie dziwota, że noc im szybko minęła.
Ej, to jak noc nie jest bezwietrzna, to mija wolniej? Ciekawy pomysł, aŁtorko, sprawdzałaś to kiedyś?

Chyba nie, ale who cares?

 Promienie wschodzącego słońca obudziły Elizabeth i Willa.

Które to już opko, w którym promienie słońca występują w roli budzika?

Straciłam rachubę po setnym.

- Już czas – rzekł Will.

To takie smutne i dramatyczne! Już mam się wzruszać, czy dopiero przy scenie pożegnania?

Nie mam pojęcia. A ja się zaraz zaziewam na śmierć.

Wstał, założył buty i zarzucił na siebie granatowy płaszcz.

A zrobił letki makijaż?
No co, przyzwyczaiłam się do opisów porannych czynności z letkim makijażem włącznie!

Teraz jeszcze powinien mieć szesnaście lat i zejść na śniadanie.

 Elizabeth również  opuściła łóżko, na którym jeszcze przed chwilą leżała obok męża.

Nie, kuźwa, obok panny Stanisławy i pana Helmuta. I obok nadprogramowej spacji (a poszła mi stąd!).

Te...opisy...są...takie...drętwe...

 Will i Elizabeth wyszli razem na zewnątrz.

No, to teraz możecie szykować chusteczki. Patrzcie i płaczcie, ja się przyłączę:

Jeszcze raz mocno przytulili się do siebie i pocałowali na pożegnanie. Trzymali się  za ręce.

- Will…Kocham Cię. Nie opuszczaj mnie…- powiedziała pani Tuner ze łzami w oczach.


http://pl.memgenerator.pl/mem-image/to-bylo-wzruszajace-pl-ffffff
Nie skomentuję skaczących spacji, bo za bardzo się wzruszyłam.

Mogłabym powiedzieć, że mam serce z kamienia, ale to naprawdę nie było wzruszające.

- Przecież  wiesz, że musze wracać.

Ogonki literek same się nie zjedzą. :( Wybacz, Elizabeth, ja muszę się nimi zająć. Może mnie otrują i umrę.

Musi wracać, mujeju jej. 

 Pamiętaj, że nigdy Cię nie opuszczę

A to żeś palnął, Wilusiu, przecież ty właśnie teraz ją opuszczasz! xD

Oprócz jaj, najwyraźniej amputowali mu też tę część mózgu, która jest odpowiedzialna za logiczne myślenie.

 i zawsze będziecie w moim sercu, Ty i Johnatan.

Z epitafium mi się to jakoś skojarzyło, nie pytajcie, sama nie wiem czemu.

A ten Johnatan, to kto?

Elizabeth stała wpatrzona w Willa.

Stała tak i stała, wpatrywała się, a on też stał i w końcu oboje umarli z głodu i zmęczenia.
Jak to nie?! Ja już chcę koniec, niech to się już kończy... *maruda mode on*

Ona próbowała przewiercić go wzrokiem na wylot, czy co?

 Tuner otarł łzy spływające po policzku Liz.

Oh, wow, ludzie. Z wikipedii - "Tuner - urządzenie, które ze złożonego sygnału wejściowego wybiera ten jeden, na podstawie którego konstruowany jest obraz lub dźwięk w telewizorze lub radio". Tylko teraz pytanie, gdzie takie urządzenie ma rączki do ocierania łez.

Domontowali xD.

No, potem Wiluś znika w zielonym wirze (czy jakoś tak), pojawia się na Holendrze, Elka gdzieś tam patrzy, Wiluś znika i koniec rozdziału. I dzięki Boru Wszechlistnemu, bo byłam już na granicy załamania nerwowego. Uff.

Następnej części tego potworka raczej nie będzie, bo reanimowanie Red zawsze jest bardzo czasochłonne. Szczególnie po czymś takim.

Z fortecy pozdrawiają Was dwie (nie)miłe panie Forteczanki (dzięki, Marisa). Miłego weekendu!

piątek, 22 listopada 2013

Siedział niemowlak na beczce, czyli Piraci z Karaibów 4: Druga Strona Przeznaczenia 1/2

Witamy!
Po dwutygodniowej przerwie powracamy z analizą opka o... Piratach! O ile można ich nazwać piratami, bo boCHaterowie w ogóle piratów nie przypominają. Czego możecie się spodziewać? Siedzącego na beczce niemowlaka, słabiutkiej Elizabeth, szalejących imion, głupich piratów i, ku mojej rozpaczy, wykastrowanego Wilusia. (Nie) będzie się działo!
Link: http://x-pirates-of-the-caribbean-x.blog.onet.pl/
Analizują: Red i Arkanistka
Indżoj!

ROZDZIAŁ I



Zachód słońca to dla każdego z pewnością coś pięknego.


Borze, a skąd ta pewność? Przeniknęłaś serca i dusze wszystkich istot żyjących na tym okrutnym świecie? 

(przepraszam, ostatnio zostałam filozofem, proszę o wyrozumiałość)

Red, za dużo lekcji z pewnym nauczycielem. A co do piękna, to nie każdy zachód słońca jest piękny.


 Ale nie dla jednej osoby, nie dla niej. Ona codziennie przeżywała to od nowa, po raz kolejny.


Ale co przeżywała i jaka ona? Tzn. ok, ja się domyślam, że Elka, a aŁtorka chce, by tekst był taki bardzo poŁetycki, noale.


Może przynajmniej kiedyś się dowiemy, kim ona jest. Nie tak jak w opku o Sophie, w którym pojawił się znikąd jakiś James i za cholerę nie wiemy, czego on tam chciał.


Jej serce pękało,


Codziennie? To ona już tam ma chyba takie malutkie kawałeczki. Współczuję.


Mogło się składać z powrotem...


a łzy ze stęsknionych oczu lały się strumieniami do morza. Do morza łez…


Prześmieszne zdania. Stęsknione oczy... Kolejne opko, w którym okazuje się, że oczy również odczuwają emocje.I czujecie tę połetyckość? Ja też nie. Za dużo tu wody. Strumienie łez, morze łez... Weź się, aŁtorko, zdecyduj, co?


Elka wylewa z siebie morze łez, a aŁtorka potok zbędnych słów.


Elizabeth nigdy nie mogła pogodzić się z tym, że jej ukochany mąż, Will Turner, został kapitanem Latającego Holendra.


Eee, jakaś niekanoniczna ta Elka. Ta filmowa by się raczej pogodziła, bo to twarda babka była. Ach, gościu (wiem, że to aŁtorka płci żeńskiej, ale ostatnio lubię mówić "gościu"), to co, Elizabeth wolałaby, żeby Wiluś umarł?


Kompletna amputacja charakteru - check.


 Od tamtych tragicznych wydarzeń


Jak to brzmi... Oh my God!


*ziewa*


 minął już prawie rok, ponad 10 miesięcy.


I jeszcze się nie pogodziłaś? Naprawdę, myślałam, że twardsza jesteś. *zawiedziona*


Trzeba jedno przyznać aŁtorkom: nikt tak jak one nie potrafi amputować komuś charakteru.


 Dokładnie pamiętała każdą chwilę spędzoną z Willem, szczególnie ich ostanie pożegnanie.


Ostatnie pożegnanie? Jak pożegnanie, to chyba na pewno ostatnie... Czy nie? *nieogarniętość*


Ostatnie pożegnanie brzmi odrobinę tak, jakby on leżał w trumnie i miał zostać zakopany... W ogródku obok zwłok teściowej.


 Teraz tak bardzo pragnęła przytulić się do męża albo nawet zobaczyć go przez chwilę i móc mu powiedzieć ,że cały czas czeka na niego.


Jak go zobaczy, to po co czeka? I gdzie mi się wciskasz z tym przecinkiem, gościu? Byłaś blisko, bo przed "że" akurat jest on potrzebny, ale najpierw stawia się przecinek, potem spację, nigdy na odwrót!


One się nigdy nie nauczą. Poza tym, mogła sobie załatwić jakąś cholerną laleczkę, żeby się przytulać. Mniejszy problem.


Na przykład taką:

http://www.iceis.pl/laleczka-chucky/laleczka-chucky_imagepreview.jpg
Niestety, pozostały jej tylko wspomnienia i serce Willa znajdujące się w skrzyni.

Nie chcę wiedzieć, co ona robi z tym sercem. Btw, ten tekst przypomina mi pewną piosenkę, na którą trafiłam kiedyś, podczas naprawdę przedziwnych wędrówek po jutubie. KLIK Ach, ten zespół ma też inne ciekawe piosenki. Tylko ostrzegam, że to raczej ta dziwna część jutuba.


Wiem, że to jest kanoniczne, ale jakoś wolę jednak metaforyczne znaczenie słów: Moje serce należy do ciebie.


 Elizabeth stała przy oknie.


Fabuła pędzi w zawrotnym tempie. Aż mi się przypomina fragment opka, które sama kiedyś, dawno temu, spłodziłam... Lepiej nie będę cytować.


Czyżby ten fragment o siedzeniu przy biurku? A co do tego okna, to może po prostu pojawiło się znikąd nad wodą?


 Przypatrywała się jak ognisto czerwone słońce po mału , po mału chowa się za horyzont, niczym tonie w błękicie oceanu.



http://images5.fanpop.com/image/photos/28200000/Sexy-Bellatrix-XD-helena-bonham-carter-emma-watson-28273424-500-196.gif
Red nawet ze swoją nową, filozoficzną twarzą nie rozumie. Najpierw przeczytałam "po mału", pomyślałam, że to pewnie jakaś jednorazowa literówka, ok. Za chwilę patrzę, a tam! Spacja, przecinek, spacja (już to mnie wykończyło), a potem znów "po mału"! Argh. tego co jest po słowie "horyzont", już zupełnie nie rozumiem. Tonie w błękicie oceanu chowają się za horyzont? WTF

Chciałabym jeszcze dodać, że stosowanie "pomału" w dziele literackim, nie pisanym językiem potocznym, gryzie. I to bardzo. No i "tonie" to synonim słowa "głębie". Jak głębie mogą się w czymś chować?


 Nagle usłyszała płacz dziecka.


Boru, tylko płaczących bachorów tu brakuje...


Ciekawe, skąd się wzięło? Przed chwilą go nie było.


 Podeszła do kołyski i wzięła niemowlę na ręce. Przytuliła je do siebie.


Czym ona te ręce przytuliła? Bo ręce miała zajęte, zresztą, to właśnie one były przytulane. Ludzie, po co w ogóle przytulać ręce?


Potrzebowała pocieszenia, bo jej ukochany był dead. Btw, skoro to kolejny trup, to jak oni spłodzili potomstwo? Chyba że...


-Nie płacz synku, nie płacz kochany. Mama jest przy Tobie.


A w jej mowie słychać było wielkie litery. Szacuneczek. Uszanowanko, wow.


Tylko nieliczni umieją wypowiadać wielkie litery w słowach.


 Uspokój się Jonathan-powiedziała delikatnym głosem Elizabeth.


Dio mio, Uciekające Spacje part 3. Tak się nie robi, bo się tekst zlepia i źle się czyta. 


AŁtorko, natychmiast wypluj ten przecinek i odłóż go na miejsce!


Łkające dziecko, mały Jonathan (Joe) to syn Elizabeth i Willa Turnerów.


W życiu bym na to nie wpadła.


Nikt by nie zgadł, że skoro ona nazywa siebie samą jego matką, to właśnie nią jest. Chociaż mógł być adoptowany. Albo powinien mieć na nazwisko Sparrow...


 Kiedy Elizabeth usypiała Jonathana nadal spoglądała na horyzont i na chmury, które zakrywały zachodzące słońce.


Chmury zakryły też przecinek, którego, ku zgrozie Red, zabrakło w tymże zdaniu.


Czy wszystko w tym opku musi być takie patetyczne?


Niemowlę zasypiało zawsze, gdy słyszało piracką pieśń.


Hej, to jest fajny patent! Dziecko ci przeszkadza, denerwuje cię, to ty tak sprytnie śpiewasz mu piracką pieśń i bachorek śpi!


Ale pomyśl, co by się stało, gdybyś karmiła dziecko, a tu jakiś pirat by zaczął śpiewać. Trzeba by było wszystko prać.


 Pieśń, którą Elizabeth nuciła w dzieciństwie. Po cichutku zaczęła ją śpiewać.


To jednak nie tylko w dzieciństwie. Chyba że Elizabeth nadal jest dzieckiem, w co szczerze wątpię.


A zachowuje się jakby była dorosła czy raczej nie?


 Dziecko usnęło.


Ech, patrzcie, to takie proste! Wyjątkowo grzeczne dziecko z tego Jonathana! Ten pan miał trochę gorzej... 


To jest... Brak mi już słów. A to dopiero początek analizy.


 Jednak młoda mama nie mogła zasnąć.


Może niech sobie też zaśpiewa piracką pieśń? Albo tę taką kołysankę z Teledupisiów:  "Śpij, Tinkiłinki, śpij, Tinkiłinki..."


Może niech napije się rumu? To zawsze działa. Prędzej lub później...


 Wciąż myślała nad sposobem uwolnienia Willa spod klątwy Latającego Holendra.


A nie mówi się czasem "uwolnić od klątwy"? Ewentualnie "wyzwolić spod wpływu klątwy".


Jak ja kocham te durne skróty myślowe aŁtoreczek. Btw, gdyby go uwolniła, to on by umarł, right? Więc po jaką cholerę ona chce to zrobić? Chyba że to z powodu pewnego Wróbla...


 Jako Królowa Piratów miała przecież w każdej chwili statek do dyspozycji.


Tak, weź małe dziecko, zapakujcie się na statek i płyńcie wuj wie gdzie. Absolutnie genialny pomysł!


Aż takie małe to to dziecko już raczej nie było. Po 10+ miesiącach było już całkiem wyrośnięte.


,,Lecz co to da?” zastanawiała się.


Też się zastanawiam...


Wyrażę opinię, że nie da to nic.


 Jest tylko jeden człowiek, który może pomóc w tej sytuacji.


Jeż Kolczasty i Bór Liściasty!


O Matce Borskiej zapomniałaś.


 To ojciec Jacka Sparrowa, który znał Piracki Kodeks jak własną kieszeń.


Oh, wow, jednak nie.


Szkoda.


Ale Elizabeth nie miała pojęcia, gdzie może go znaleźć. Jedynym rozwiązaniem było zebranie Trybunału Braci-Piratów.


A to dlaczego? Nie mogła poszukać go sama? Ano nie, małe dziecko miała, fakt. Wait, ona chce ten Trybunał zwołać, żeby znaleźć opiekunkę? To bardzo pomysłowe i ma w sobie prawdziwą głębię, zupełnie taką samą jak malutka grudka ziemi w deszczowy poranek.

http://24.media.tumblr.com/c8722fd60abcae4cb3e398cda5cf61c4/tumblr_mr15sjht2O1rdhuzno1_500.gif

No, ona będzie szukać starego Sparrowa, a Trybunał będzie pilnował bachora. Proste.

 Po wielkiej wygranej bitwie z Kompania Wschodnioindyjską, piraci przysięgli, że Trybunał będzie spotykał się co roku, w dniu rocznicy tamtych wydarzeń.


Elizabeth postanowił,


...że zrobi sobie operację zmiany płci, bo bycie kobietą już dawno jej się znudziło.


No i jako ojciec może się wykręcić, że matka (Will) zaniedbuje dzieciaka.


 że musi wypłynąć z portu następnego dnia.


Tja, ekspresowe plany podróży - check. *headdesk* Co ja gadam, jakie plany?


Spontaniczne decyzje. To jest zawsze jeden z najdebilniejszych pomysłów w całym opku. Niestety.


 Spakowała wszystko co potrzebne do pojemnego, dużego kufra.


W nocy. Pakowała się. I następnego dnia ma zamiar taka niewyspana płynąć... gdzieś. Wow.


Wyśpi się na statku. Nie musi całych dni spędzać na mostku. Jedna z moich RPG-owych postaci, kapitan latającego statku, gdy spotkała swoją dawną miłość, całe dnie spędzała z nim w swojej kajucie. Na... rozmowach i piciu kawy.


Aha... Yhy... Już widzę. I na jedzeniu lodów waniliowych, czyż nie?


 Śpiąca przygotowaniami do podróży Elizabeth położyła się wygodnie na łóżku kładąc obok siebie niewielką skrzynię.



http://media.tumblr.com/fd32d3f837dcd34fbe070731d05b1e82/tumblr_inline_mfnqgw3Qs21rbmn2n.gif
Nie rozumiem tego zdania.
Śpiąca przygotowaniami *kwik* 
*histeryczny śmiech*

Śpiąca przygotowaniami. Ja pier...


 Przysunęła się do niej tak, aby mogła słyszeć bicie serca Willa.


Oho, mam odpowiedź na zadane przeze mnie wcześniej pytanie. Ciekawe tylko, czy ona z tym sercem robi tylko to, czy coś jeszcze...


Dobrze, że to serce, a nie inny narząd...


Elizabeth zasnęła…


Takie to mistyczne... Dobra, gościu, kończ pierdzielić, dawaj Wilusia!


*przewraca oczami* Przynajmniej będzie wiadome dla czytelników, kto wybrał to opko do analizy.


~ ~ ~ * ~* ~* ~* ~* ~ ~ ~


W tym samym czasie, na pokładzie Holendra, samotnie przy sterze stał Will Turner.


Albo mi się wydaje, albo przecinki się rozmnożyły. Jak króliki!


Zdziwiłoby mnie, gdyby stał tam ktoś jeszcze. Zasadniczo przy sterze może stać tylko jedna osoba, druga może co najwyżej stać za jej plecami.


 Załoga smacznie spała pod pokładem.


A nie pod kołdrą? Oj, dobra, dobra, wiem, mam się nie czepiać pierdół, blablabla.


Mogli spać na pokładzie. Poza tym, oni są żywi czy martwi? Bo jeśli martwi, to troszku dziwne, że śpią... 


 Will podszedł do burty, spojrzał na wodę, która uderzała o Latającego Holendra.


Pięściami w rękawicach bokserskich.


I zostawił ster bez opieki? To jakiś ćwok, a nie Will Turner!


 Zobaczył siebie i stojącą obok Elizabeth.


Że na tej wodzie? To powiedz mi, Wilusiu, skąd ty masz takie jaranie?


Od tego twojego nauczyciela, Red.


 Zbliżyła się do niego i przytuliła go.


Czy tylko mi się wydaje, że to opko robi się jakieś dziwne?


Red, to opko nie robi się dziwne. Ono się robi CORAZ DZIWNIEJSZE.


 Chwila ta jednak nie trwała długo. Elizabeth przez moment trzymała Willa za rękę, potem powoli wraz z falami oceanu zniknęła.


Proponuję puścić sobie do powyższej sceny jakiś kawałek w stylu "My heart will go on" (<3), będzie lepsza atmosfera i się łatwiej wczujecie.


A może lepsze by było "My Heart is Broken"? Do Willa to nawet pasuje...


Teraz Will widział już tylko swoje odbicie.


To krótko trwała ta jego faza. Smutne.


Pewnie ćpał Tornado. Niech się cieszy, że nie miał bad tripa.


 Do oczu napłynęły mu łzy.


Ludzie, trzymajcie mnie, płaczący Wiluś, nie zniosę tego!


Mówiłam, że to nie Will, tylko jakiś ćwok.


 Z trudem powstrzymał się od płaczu.


Enough. Internet jest cudownym miejscem, zawsze znajdę gifa, który odda to, co czuję w danej chwili!

http://24.media.tumblr.com/db2e7f5d55382f888a3ed2a93263d96d/tumblr_mfynyy1r5m1re3c2eo8_500.gif

Ojoj, ojoj, tak mi przykro... Nie, wcale nie.


Wtem podszedł do niego Bill Turner, jego ojciec.


O, jak miło. Już dawno nie widziałam tego cudnego, opkowego "wtem".


Brakuje tu już tylko tego cudownego "nagle".


-Musisz być dzielny, Will- powiedział stary Tuner,


A ty musisz nauczyć się stawiać spacje tam, gdzie są potrzebne, gościu. Red ci to mówi.


*stara się nie przeklinać z powodu zniewieściałego i przewrażliwionego Wilusia*


 po czym stanął za strome.


*opad szczęki i dziwne spojrzenie* Z ręką na sercu mówię (czy tam piszę, whatever), że myślałam nad tym dość długo, ale nadal nie wiem, za czym stanął Bill.


Ja też nie wiem... Ciocia Wiki podała mi różne odpowiedzi, ale raczej to żadna z nich.


 – Idź się prześpij, marnie wyglądasz, musisz  odpocząć.


A kto to powiedział? Może ten/ta/to strome?


Strome zbocze.


- Kiedy ja nie mogę zasnąć, ciągle o niej myślę.


Potnij się, emoku. Who are you and what have you done with Wiluś?


*chce coś powiedzieć, ale ponownie nic nie przychodzi jej do głowy*


 Tak bardzo chciałbym zobaczyć Elizabeth, dotknąć jej włosów, móc ją  przytulić.


Tyle miłości dookoła, uch.

http://files.moblo.pl/0/9/43/94369_rzygam_miloscia.jpg

Już wolałam chamstwo Bartranda...

-Wiesz, że to teraz niemożliwe. Ona na pewno cierpliwie czeka na Ciebie.


Tja, cierpliwie, jak jasna cholera. Żebyś się nie zdziwił, tato Wilusia.


Cierpliwość to w tym opku pojęcie subiektywne...


 Ty też bądź cierpliwy.


Nie bądź cierpliwy, błagam, nie bądź! Gdzie są twoje jaja?!


Z sercem zostały.


 A teraz naprawdę mówię Ci idź odpocząć.


O, ten też potrafi wymawiać wielkie litery, mają  skille ci opkowi boCHaterowie!


Tylko że strasznie zżerają przecinki...


 Ja zostanę przy sterze.


Po namowie ojca, Will zszedł do swojej kapitańskiej kajuty i zasnął.


Emocjonujące zakończenie rozdziału, to lubię!


Mam nadzieję, że w tym opku wszystkie rozdziały nie kończą się w podobny sposób. Bo by mi to trąciło "Eragonem".


Wiesz, że pomyślałam o tym samym? ;D


Ciekawe, dlaczego?


Nazajutrz Elizabeth obudziło wschodzące słońce.


Słońce wzeszło, zapukało do drzwi sypialni Elizabeth i wrzasnęło coś w rodzaju: "Wstawaj, łamago jedna, w podróż miałaś płynąć!".


Ta poŁetyckość...


 ,,Już czas” pomyślała.


To takie... Bez sensu? No bo to opkowe "podróżowanie na szybko" jest dobijające! 

O, klasyk - przecinki i apostrofy w miejscu, gdzie powinien być cudzysłów. Fajnie.

Niech ktoś wyłączy boCHaterkom opcję szybkiej podróży, błagam!


Wzięła na jedną rękę dziecko, w drugiej zaś trzymała skrzynię z sercem Willa.


Em... To ona płynie tylko z dzieckiem i sercem Wilusia? To po co się pakowała i po co była "śpiąca przygotowaniami"? Boru, co ona będzie ubierać przez cały czas podróży?!


Akurat tutaj muszę się wtrącić. Jeśli jest się kapitanem statku, to ma się własną kajutę. I przeważnie trzyma się tam wszystko, co potrzebne. Chyba, że jest się taką ofiarą losu, jak Elka w tym opku. 


Ehm. No właśnie, Elka w tym opku to... Elka w tym opku.


Tja.


 Obiecała sobie, że zawsze będzie ją mieć przy sobie, tak jak prosił ją o to mąż.


To będzie raczej trudne. Wyobraźcie sobie, że ciągle musicie nosić ze sobą jakąś skrzynkę. Na spacery, do sklepu, do restauracji, na koncerty, nawet do kibla. Na dłuższą metę to byłoby męczące.


No cóż, o ile nie przyczepiła sobie tego pieruństwa za pomocą kajdanek, to rzeczywiście może być trudno to wszędzie nosić...


 Elizabeth miała wierną załogę, która jej służyła, więc nie było problemu ,aby ją zebrać.


Chciałabym wiedzieć, jak ona ją zebrała. Nie wiem, zagwizdała, a załoga się zjawiła, tak na pstryk? A może Elka wezwała załogę za pomocą swojego merysuistycznego uroku? Są różne możliwości.


Przepraszam, ale wyrwanie piratów z tawerny to nie lada wyczyn. Chyba że ma się załogę, która mieszka przeważnie na statku. Jak moja. Chociaż latający statek jest nieco lepszym środkiem transportu, niż pływający... No bo można się wszędzie dostać.


-Dzień dobry pani Turner – przywitał ją jeden z członków załogi.


Strzelam, że ten członek załogi miał trochę ciałka. Musiał mieć, bo często zżerał przecinki, świniak jeden.


Ale nie poznamy raczej jego imienia, co? Ani pełnionej na statku funkcji?


Wiemy, że jest członkiem załogi, musi nam to wystarczyć.


-Witam – odparła Elizabeth. – Wiecie gdzie mamy płynąć ?


Ty tu jesteś kapitanem, nie? Ty chcesz gdzieś płynąć, więc to raczej oni powinni pytać ciebie. Ech, jak ja kocham takie rozgarnięte boCHaterki.


Chyba umrę... To kapitan decyduje, w którą stronę płynąć. A to, jak tam dotrą, to już sprawa nawigatora/sternika (niepotrzebne skreślić).


-Aye! Dalej ruszać się wszyscy! Wypływamy z Tortugi! Płyniemy do Shipwreck Cove, więc wiatr w żagle!


Wypływają z Tortugi... Ej, a jak boCHaterka się tam znalazła? Mieszkała tam, czy co? Gościu, ja bardzo nie lubię nie wiedzieć, o co chodzi. Pewne informacje jednak trzeba podać, no bo kurczę.


No, raczej. A co do nazwy miejsca, to Zatoczka Wraków brzmi uroczo.


Elizabeth zeszła do swojej kajuty.


Elizabeth zeszła do swojej kajuty... Na śniadanie? Ej, a gdzie się podziało jej dziecko? Normalnie wstyd, że ja, osoba, która dzieci nie lubi, pamięta o takich rzeczach, a aŁtorka nie.


Ekhm, kajuta kapitana rzeczywiście często ma schodki na dół, ale nie aż tak, żeby trzeba było gdzieś daleko schodzić. Btw, to zabieranie dziecka na pokład pełen marynarzy, to nie jest najlepszy pomysł. Chyba że chce się, żeby dziecko biegle znało łacinę podwórkową i terminy żeglarskie...


 W jej głowie pojawiała się ciągle jedna myśl :


Pojawiała się i mówiła: "Elżbieto... Elżbieto... Dlaczego zadajesz mi ból? Dlaczego stawiasz spację przed dwukropkiem?"


Może jednak jakaś inna myśl. Na przykład: "Elżbieto... Elżbieto... Elżbieto... Spierdalaj z tego opka jak najszybciej, zanim aŁtorka wyssie z ciebie resztki charakteru..."


"Elizabeth... Elizabeth... It's too late..."


 ,,Czy ten sen to był tylko sen ?


Jak ci zaraz przywalę w łeb łopatą za stawianie spacji przed znakami zapytania, to będziesz miała sen... wieczny.


I poznasz, jak pachną kwiatki... od spodu.


 Może Willowi śniło się to samo ?


*patrzy na spację przed pytajnikiem* Dlaczego one nigdy nie słuchają?

http://i2.kym-cdn.com/photos/images/original/000/314/419/d06.gif

A może mu się nie śniło. Czy ktoś oprócz mnie ma już dość tej głEMbi?


 Może naprawdę była na Latającym Holendrze i wzięła męża za rękę? ‘’.


Ta, na pewno. Widzę, że Elka miała zioło od tego samego dilera co Wiluś. A gościu była bardzo blisko, nie dała spacji przed pytajnikiem, dała za to po. Podejrzewam, że po prostu się pomyliła.


Cały czas czytam: "... wzięła męża na ręce?" I jakoś dziwnie mi to pasuje do charakteru boCHaterów w tym opku.


 Elizabeth stanęła przy oknie.


Literki mi się mnożą przed oczami, czy naprawdę identyczne zdanie było w pierwszym rozdziale?


AŁtorka stwierdziła, że najwygodniej jest zrobić kopiuj, a potem wklej, bo po co się przemęczać?


,,Uratuję Cię Will. Przyrzekam… ‘’- mówiła do siebie…


Ta głEMbia. Ta poŁetyckość. Ten patos. Te skaczące spacje. Ten mistycyzm. To zdenerwowanie Red.


To arkanistkowe WHAT THE FUCK?


ROZDZIAŁ II


Zbliżał  się wieczór. Nie był on jednak ani słoneczny, ani bezchmurny jak poprzedni. W oddali pojawiły się pierwsze ciemne, kłębiaste chmury zwiastujące fatalną pogodę.


Eee no, ale chmury nie zawsze zwiastują fatalną pogodę. Zresztą, "fatalna" to pojęcie względne. Dla jednych fatalna pogoda jest wtedy, gdy jest cholernie gorąco, dla innych, gdy deszczyk sobie pada, dla jeszcze innych, gdy jest śnieżyca. I co, gościu? Podejrzewam, że chodziło ci o deszcz, ale ja na ten przykład bardzo lubię deszcz, więc mamy taki mały konflikt.


Ekhm, przeważnie na morzu zła pogoda to zawsze przynajmniej deszcz. Ale w najgorszym razie sztorm.


A jak jest bezwietrznie?


 Na pokładzie Krwawej Łzy, statku Elizabeth, panował spokój.


Jaka fajna nazwa. Taka emo. Pasuje do Elki - Mary Sue i do wykastrowanego Wilusia.


Jakoś wolę Serenity, Sereniti lub Syreniti... Szczególnie ta ostatnia nazwa brzmi ślicznie. Czyli innymi słowy statek mojej postaci.


 Pan Gibbs stał przy sterze, reszta załogi popijała rum grając w karty.


Normalnie sielanka. Też tak chcę. Tylko Gibbsa mi trochę szkoda. On pracuje, a reszta się opierdziela. I zaginionego przecinka też mi żal.


Żeby statek mógł w ogóle płynąć, potrzebnych jest nieco więcej osób niż sam sternik.


Jasnobłękitne niebo w parę minut stało się granatowe.


Kolor nieba ma jakieś niezwykle istotne znaczenie dla fabuły, jak mniemam? Ach, no tak, z granatowym niebem jest bardziej mhrocznie.


Sztorm byłby w tym momencie cudowny, tym bardziej, jeśli wpłyną w sam jego środek.


 Spadła pierwsza kropla deszczu.


Samotna, pojedyncza, błyszcząca, kryształowa... Coś pominęłam?


Tak. Łzę.


 Zaczęło padać.


No shit, Sherlock. Jak z nieba lecą krople deszczu, to wcale nie pada. *babcia opowiadała jej kiedyś, że jak jest mżawka, to aniołki robią siusiu, ale ona nie chce w to wierzyć*


Nie tylko tobie wciskano ten kit.


 Nagle rozległ się potężny huk. Piorun uderzył niedaleko okrętu.


To takie mhroczne i dhramatyczne, oh my God! Czujecie to?! Przeżywacie?! Bo ja straszliwie! Ale to może dlatego, że słucham cudownego "Funeral March" <3


Gdyby pierdolnął w sam okręt, to jakoś bardziej bym to przeżyła.


 Wszyscy zerwali się na równe nogi.


-Chyba sobie nie pogracie- rzekł Gibbs do piratów.


Gibbs, masz u mnie browara. Dookoła napięcie i dramat, a ty zachowujesz zajebisty spokój. Także browara masz. A nawet dwa.


Bosman/pierwszy oficer powinien być opanowany. Bo jeśli na przykład zaczyna się załoga buntować, to bosman pierwszy obrywa. Chyba że on to inicjuje.



- No to jest pech !

No, [CENZURA], ogromny pech! Gościu, zaraz ty będziesz miała pecha, jak pójdę po swoją siekierę, bo chociaż nie lubię agresji, to mam ochotę komuś walnąć za tę spację przed wykrzyknikiem.

Pech. Pech. PECH. PECH!! No ja pier...

Zawsze kiedy jestem bliski wygranej zaczyna się burza! – wrzasnął jeden z członków załogi Krwawej Łzy.

Zawsze, kiedy myślę, że będzie ładne zdanie, zostaję brutalnie przywrócona do rzeczywistości przez brakujące przecinki.

Zawsze? To chyba rzadko jest bliski wygranej.

 - Później wszyscy uważają mnie za nieudacznika, fajtłapę, pechowca, który nawet w karty nie potrafi wygrać !

Biedny, pokrzywdzony ty. Wyczuwam taki nieśmiały element komiczny. Niestety, jestem zbyt zła na spację przed wykrzyknikiem, żeby się śmiać.

Te Elementy Komiczne zawsze są takie żenujące...

 - Teraz lepiej nie marudź. Ponarzekasz potem. SA o wiele więksi pechowcy niż ty,

A co ma do tego opka jakaś biedna, boru ducha winna Spółka Akcyjna? I jaka to spółka była? Spróbuję zgadnąć. Piraty S.A. Albo Zjeść Wszystkie Przecinki S.A. Albo Kastracja na Życzenie S.A.

To ostatnie.

którzy ciągle ładują się w tarapaty – odpowiedział mu Gibbs.

No, bo przerwanie partyjki w karty to prawdziwe tarapaty. Ojej.

O ile nie grał o całość swojego majątku, to raczej nie były to tarapaty...

Elizabeth przysłuchiwała się rozmowie opierając się o futrynę drzwi swojej kajuty.

Elka była bardzo głodna, bo zjadała przecinki. Zauważyliście, że opkowi boCHaterowie prawie zawsze je zjadają? Jakieś zbiorowe głodowanie, abo co.

Niedożywione jakieś. A tak betewu, to kapitan powinna wydawać im już rozkazy, by zrefowali żagle i takie tam, bo jak się pływa w czasie sztormu przy pełnym ożaglowaniu, to potem ma się całkiem ładne wzorki na żaglach, ale one się potem do niczego nie nadają...


- Czy masz na myśli Jacka?- zapytała.

Ja wiem, czy to taki dobry przykład? On jak się pakował w tarapaty, to przeważnie na własne życzenie. I zawsze udawało mu się jakoś wybrnąć, więc...

Bo on nie był ani Mary Sue, ani nie był pozbawionym jaj palantem. On był po prostu protagonistą w tej całej historii.

- Tak. Tylko on zawsze wpada w kłopoty po same uszy.

Przepraszam, że przerwę panu wypowiedź, panie Gibbs, ale czuję się zobowiązana wtrącić, że nie tylko Jack często pakuje się w tarapaty. Na świecie są miliony takich ludzi. Możesz kontynuować, bardzo proszę.

No właśnie. Przecież większość piratów ma całą masę problemów, z których potrafią się wykaraskać. A to i tak nikły procent wszystkich ludzi z problemami.

 Myślałem, pani śpi.

Ja myślałem, pani śpi, pan pije wódkę, państwo jedzą frytki, a Red płacze za pominiętym spójnikiem.

A Jack co w tym czasie robił? No i takie spanie od razu po wejściu na pokład to dosyć dziwne zachowanie...

- Na chwilę się zdrzemnęłam.
Czyli spałaś. Drzemka to w końcu też sen.

AŁtorka najwyraźniej nie wie, o czym pisze. Nie po raz pierwszy.
 A tak w ogóle proszę mówić mi po imieniu bądź zdrobniale Lizzie. Jakoś głupio brzmi to ‘pani’
Straszliwie głupio nawet, muszę powiedzieć. I bardzo niewygodnie musi się to wymawiać. Apostrofpaniapostrof. Idźcie, ludzie, wyobraźcie sobie, że musicie się tak do kogoś zwracać.

No, to masakra. Zresztą, powinni się do niej zwracać "Kapitanie". To w końcu jej stanowisko na tym statku.
 – powiedziała Elizabeth lekko się uśmiechając.
Milusia pani kapitan. Najadła się przecinkiem, więc jest zadowolona.

No wiesz, niektórzy lepiej działają, nie mając kapitana, który trzyma ich wszystkich za pyski.
- Jak sobie życzysz Elizabeth. Ciekaw jestem co tam u naszego sprytnego Jacka. Ostatnio widziałem go jak odpływał łódką z Tortugi zaraz po tym jak Barbossa ukradł mu Czarną Perłę.
Teraz mam dla Was pytanie za 20 punktów. Czego brakuje we wszystkich powyższych zdaniach? Odpowiedź jest prosta - przecinków. I teraz przeczytajcie sobie zwłaszcza ostatnie zdanie na jednym wydechu. Jest to wykonalne, oczywiście, ale dla większości ludzi chyba trochę męczące, prawda?

Mogłoby być jeszcze gorzej, gdyby nie było spacji. Wtedy nikt by tego nie odczytał.
 Jack miał przy sobie jakiś pergamin czy coś w tym rodzaju zwinięty w rulon.
Pergamin zwinięty w rulon... Wyobraziłam sobie rulon, a w środku tego rulonu -  pergamin.

Znowu ten brak przecinków. Aż mnie moja niezaplombowana siódemka boli.
- Nie powiedział co to ?
Instrukcja poprawnego stawiania spacji i znaków interpunkcyjnych. Jack chciał przekazać ją aŁtorce, ale najwyraźniej mu się to  nie udało.

Kto nie powiedział o czym? I komu?
- Nie. Domyślam się jedynie, że to ta diabelska mapa, która pomogła nam się wydostać zza światów.
Jak pomogła wam się stamtąd wydostać, to chyba nie taka diabelska, co? Wolałabyś dalej tam tkwić, boCHaterko? Spoko, mogę cię tam zaraz dostarczyć, jak ładnie poprosisz. Tyle że to nie są tanie sprawy.

Zza jakich światów pomogła im się wydostać? 
 Pewnie wskazuje …
*już poważnie wkurzona* Nadprogramowe spacje?! Ja wam pokażę, pełno ich w tym opku!

Wskazuje wielokropki w opkach. Cenna rzecz. Można potem znajdować te poprawnie zastosowane.
 – Gibbs urwał zdanie kiedy kolejna błyskawica uderzyła w taflę czarnego oceanu.
Przecinków jak zwykle brak, ale co tam, poetyckie określenia są, więc czym się przejmować? Ej, ocean jest czarny?

Cóż, zależy, jaki jest kolor.
- Jazda! Zwijać żagle ! – krzyknął Gibbs.
http://25.media.tumblr.com/aa855db558a7393db62f059873815d43/tumblr_mi1mytOJU71rqfhi2o1_250.gif
Proszę Państwa, znalazła się kolejna rzecz, która działa na mnie jak płachta na byka. Ta nieszczęsna spacja przed wykrzyknikiem/pytajnikiem/przecinkiem/kropką.

Oprócz poprawnej pisowni, aŁtorki powinny się również uczyć poprawnego formatowania tekstu na komputerze. Ale co ja gadam, one nigdy się nie poprawią.
 – Jeśli kiedykolwiek jeszcze chcecie zobaczyć ląd to do roboty !
Grr... *goni z siekierą spację* Ach, że tak spytam czysto teoretycznie: A jak ktoś nie chce, to co?

Czujecie dramatyzm sytuacji? Nie? Ja też nie.
- A ty od kiedy tu rozkazujesz Gibbs ? Hmm?- zapytał jeden z marynarzy.
*z nadzieją* Będzie bunt? Chociaż taki malutki, maluteńki? I który to był marynarz, powiedzże, dość mam już niedopowiedzeń! *pada zemdlona*

Jak jest sztorm, to się nie pyskuje, tylko zapierdala do roboty! Gdzie mój kapelusz, panie Gibbs?
- Od kiedy dałam mu pozwolenie-oznajmiła stanowczo Lizzie.
To znaczy od kiedy? Bo ja nic o takim pozwoleniu nie wiem... Wiem za to, skąd pouciekały tamte nadprogramowe spacje.

Coś mało to stanowcze, tak bez wykrzyknika. Mogła zawsze powiedzieć, że to ona wydaje teraz taki rozkaz.
 – Teraz macie go słuchać. Jasne ?
Ja nie wiem, czy bym po czymś takim słuchała. Ale ja mam naturę bardzo przekorną. Ech, nie nadawałabym się na pirata ;( 

To nie jest kapitan, to jakaś... Chciałam powiedzieć "ciota", ale przypomniałam sobie, że Elka jest kobietą.
- Tak pani kapitan.
To powiedziawszy, Nieznany Pirat pogładził się po brzuszku, bo pożarty żywcem przecinek był bardzo smaczny.

Ja pier..., ci piraci to jakieś cioty! Słuchają kobiety, która nawet do porządku nie potrafi wydawać rozkazów! *pożycza od komandor Shepard karabin snajperski i idzie odstrzelić kilka łbów*
Wiatr był mocniejszy niż zwykle a wielkie krople ulewnego deszczu spadały na pokład Krwawej Łzy.
Opisy ładne, bogate, ale cóż z tego, skoro interpunkcja leży i kwiczy? To smutne, pogrążmy się wszyscy w żalu głębokim i płaczmy rzewnymi łzami. A ja chyba faktycznie muszę odstawić romansidła i tego typu rzeczy, ech...

W czasie sztormu jest czymś zupełnie normalnym to, że wiatr jest mocniejszy! I że pada!
 Elizabeth pobiegła z powrotem do kajuty, wzięła na ręce małego płaczącego Jonatana i mocno do siebie przytuliła.
O, czyli jednak to dziecko tam z nią płynęło! Wow, naprawdę dobrze wiedzieć. Podejrzewam, że aŁtorce dopiero teraz się przypomniało, że przecież Elka ma dzieciaka. I co pani mama do siebie przytuliła? Nie wiem tego, to źle!

Można by uznać, że to po prostu skrót myślowy i chodzi o to, że przytuliła syna. Jednak istnieje takie coś jak zaimki, które są stosowane w większości języków nowożytnych (i nie tylko). I (kto by pomyślał) w polskim też istnieją takie zaimki.
Na zewnątrz szalał sztorm. Statek unosił się i opadał płynąc przez wysokie fale, które wlewały się na pokład.
Statek to się raczej zawsze wznosi i opada... I co, sztorm szaleje, a pani kapitan siedzi w kajucie z dzieciakiem? Nie powinna przypadkiem pomóc załodze?

Niech mi ktoś wytłumaczy, po cholerę oni płyną w sam środek sztormu? Nawet dla aŁtorek powinno być zrozumiałe, że sztorm należy ominąć, o ile nie chce się mieć strat w ożaglowaniu i olinowaniu statku.


Może ona właśnie chce mieć straty. Taki spiseg.
Wichura ustała dopiero po kilkunastu godzinach. Zmęczeni i przemoknięci piraci spali już wygodnie w hamakach.
A ja wiem, kto nie był zmęczony. Elka - kapitan idealna. Piraci się męczą, żeby jakoś sztorm przetrwać, a ona się opierdziela i ma ich w dupie. Urocze.

Widział ktoś kiedyś, żeby marynarze tak się cackali z wydostaniem się z obszaru sztormu? Nie? Ja też nie.
 Elizabeth leżała na łózku obok słodko śpiącego dziecka.
Przysięgam, że przeczytałam "Elizabeth leżała na Józku". Polskie znaki mają jednak spore znaczenie, co widać na załączonym obrazku. Argh.

Łózka to taka mała łoza, tak?
Chłopczyk pogrążony we śnie od czasu do czasu poruszył małą rączką w poszukiwaniu dłoni matki.
Jakie to urooocze! A tak na poważnie, to trochę mnie to zastanawia, on tak przez sen szukał dłoni swojej matki? I naprawdę poważnie pytam, nigdy nie miałam dzieci (i mieć, póki co, nie zamierzam), więc nie wiem, czy one faktycznie tak robią.

Matka mi kiedyś powiedziała, że jak stała raz nad moim łóżkiem i za bardzo się zbliżyła, to się zaczęłam do niej tulić. Tylko że byłam wtedy nastolatką...
 24 letnia Elizabeth rozmyślała o swoim dotychczasowym życiu.
Pojawiła nam się tajemnicza liczba 24. Podejrzewam, że to jakiś symbol i tkwi w tym jakaś głębia, ale ja jej nie dostrzegam. Dowiadujemy się też, że Elka była letnia. Zaraz mi się przypomina to wiejące nudą opko, w którym wszyscy byli Mary Sue i Gary Stu. Ech.

Gdyby to było pisane wierszem, to powiedziałabym, że po prostu aŁtorce się rymowało. Ale to nie są "Dziady" Mickiewicza ani Apokalipsa...


"A imię jego będzie czterdzieści i cztery"...
 Czy to, że spotkała kilkanaście lat temu Willa Tunera, wówczas małego chłopca, to przypadek czy przeznaczenie ?
O Jeżu, błagam, nie mówcie, że to czas na refleksje dot. życia głównej boCHaterki! Przypadek czy przeznaczenie? Przecież jedno nie wyklucza drugiego! I zabierajcie mi tę spację sprzed pytajnika, bo mnie szlag trafi!

"Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza, jednym jest śmierć, drugim jesteś ty." Andrzej Sapkowski (czyli jeden z najlepszych polskich pisarzy fantastyki, który też miał czasami dziwne zdanie na temat przeznaczenia, jednak jego dzieła są naprawdę porządnie napisane. I chwała mu za to.)
Dlaczego właśnie ona natknęła się na Jacka Sparrowa, przez którego miała tyle kłopotów i zmartwień ?
*uczonym tonem* Gdyż albowiem ponieważ los tak chciał. Ach, te pytania, te wątpliwości! Zaraz ja się zacznę zastanawiać, dlaczego spotkałam kiedyś pewnego alkoholika, który twierdził, że mam na imię Izabela i uratowałam mu życie. That was odd.

I czemu ona zrzuca wszystko na Jacka? Zamiast gdybania powinna zająć się ocenianiem strat po sztormie!
 Te pytania ciągle kłębiły się w jej głowie nie dając spokoju.
Boru, o co tu pytać? Spotkałaś i tyle, ciesz się. Ja bym się tam ucieszyła, gdybym spotkała kiedyś Wilusia...

Domyślam się, że nie mówisz o tym Wilusiu z tego opka. Bo takiego chyba nie chciałabyś spotkać.


O Borze, coś ty, w życiu!
 ,,Przestań się zadręczać, myśl teraz o dziecku i o tym co będzie”- mówiła w myślach do siebie.
Mówienie do siebie jest często pierwszą oznaką problemów psychicznych. Tak słyszałam. Tyle że ja często mówię sama do siebie, noale.

Ja też często gadam sama ze sobą. Bo jestem jedyną osobą, z której zdaniem zgadzam się w stu procentach. No i tylko ze sobą potrafię prowadzić NAPRAWDĘ inteligentną rozmowę.
Elizabeth po cichu wstała z łóżka tak, aby nie obudzić małego Jonatana.
To ona pojemne to łóżko miała. Patrzcie, ona się tam zmieściła, jej dziecko, a oprócz nich jeszcze jakiś Jonatan. Nie mam pojęcia kim on jest, ale bardzo mnie ciekawi, w jaki sposób dostał się do łóżka Elki. Wiluś będzie zazdrosny!

Pamiętam, że Jon to imię bohatera książki "Samotność bogów" Terakowskiej. On podróżował po różnych czasach, więc możliwe, że to był on.
 Niemowlę na chwilę otworzyło powieki.
I tyle z cichego wychodzenia z łóżka. Moje najszczersze gratulacje!

Za niski skill Skradania.
- Śpij kochanie, śpij- rzekła do synka głaszcząc go po główce.
Taka piosenka jest, bardzo fajna. A ja ułożyłam swoją piosenkę:
Uuu, przecinki, uuu, gdzie zniknęłyście dziś? Tęsknię za wami, uuu, jak cholera, uuu!
Melodię możecie sobie sami dorobić.

Ciekawe, czy aŁtorka specjalnie to tam wsadziła, czy wyszło jej to przez przypadek?
Dziecko popatrzyło swoimi zaspanymi orzechowymi oczami na zmartwiona mamę.
Ile to dziecko ma lat? Strzelam, że jest naprawdę małe, skoro aŁtorka pisze, że to niemowlak. I co, on tak po prostu rozróżnia emocje mamusi? (jeżeli gadam głupoty, to uświadomcie mnie proszę, bo ja naprawdę nie mam pojęcia o dzieciach, no)

Ekhm, jeśli to niemowlak, to przez parę miesięcy powinny być niebieskie, a dopiero potem zmienić kolor. A że nie ma podanego dokładnego wieku tego dzieciaka, więc zakładam, że chyba jednak powinny być niebieskie.
- Twoje oczka…Masz takie same jak tata… – zamyśliła się widząc twarz męża.
A skąd jej mąż się tam wziął?! Chyba że ten niemowlak miał twarz jej męża... *wyobraża sobie to* Ała. To boli prawie tak bardzo, jak te skaczące spacje.

Mogła mieć gdzieś jego portret...

Tja, na pewno xD To by było zbyt logiczne.
 – Zaraz wrócę. – powiedziała do maleństwa.
A ono na pewno wszystko zrozumiało! Mhm, of course. Chociaż... Może dziecko Mary Sue przejawia jakieś nadzwyczajne zdolności, czy coś.

Może to będzie mały Gary Stu?
Kapitan Swann -Turner wyszła na pokład.
Elka o dwóch nazwiskach, patrzcie ją, jaka ważna!

Można było napisać "Kapitan wyszła na pokład." Byłoby to krótsze, a i tak każdy by wiedział, o kogo chodzi.
 Podeszła do Gibbsa opartego o beczkę z rumem.
Bo to, o co opierał się Gibbs, jest takie ważne i interesujące! Chociaż zawartość tej beczki nie jest jakaś specjalnie nudna... Tak mi się coś wydaje.

Zawartość beczki jest z pewnością bardzo interesująca. Szczególnie dla Jacka.
- Daleko jeszcze do Shipwreck Cove?
A to nie ty powinnaś takie rzeczy wiedzieć? Pani kapitan od siedmiu boleści.

Nie, nie jest. Kapitan decyduje, gdzie chcą płynąć, i opierdala leniwych marynarzy, ale od sterowania statkiem i ustalania, gdzie się statek znajduje, są sternik i nawigator.
- Nie wiem. Straciliśmy kurs.
Boru, uwielbiam tego człowieka. On o wszystkim i w każdej sytuacji mówi z takim stoickim spokojem xD

Bosman idealny, co chcesz?
- Co?!- krzyknęła zdenerwowana Lizzie. – Co teraz zrobimy ?
Teraz cię to interesuje? Trzeba było coś robić, a nie w kajucie przesiadywać. Głupia kobieta.

Co zrobicie? Otóż, moja droga Lizzie, teraz nawigator, posługując się busolą/kompasem, ustali, gdzie się znajdujecie, po czym sternik skieruje się w tę stronę, w którą chcecie płynąć. Prawda, że proste?
Pan Gibbs nie odpowiadał.
Bardzo słusznie, Gibbs. Niech teraz dla odmiany ona coś wykombinuje, nie ma tak, że wszyscy wszystko robią za nią, o nie!

Nie będę się powtarzać. Chyba, że oni jakimś cudem nie mają na pokładzie ani sternika, ani nawigatora. Ale wtedy znaczy to, że z nich są dupy wołowe, a nie piraci.

Przeczytałaś już trochę tego opka i nadal masz wątpliwości? Serio?
- No niech pan wreszcie coś powie !
Nie mów nic, nie mów, proszę! Albo powiedz, że ona tu jest kapitanem, więc niech ona coś wymyśli.

Nie, panie Gibbs, niech pan powie: "Coś." A jak zacznie narzekać, to proszę się wycofać rakiem.
- Proszę na mnie nie krzyczeć. To nie moja wina. To przez dzisiejszą burzę.
*kwiczy* Ja nie wiem, może i jest w tym jakieś ziarnko sensu, ale ukwikały mnie te jego tłumaczenia.

Cóż... Nie, nie, nie, nie, nie. 
- Przepraszam. Po prostu jestem trochę rozdrażniona.
To cię nie upoważnia do wyżywania się na boru ducha winnych piratach. Trzeba panować nad sobą, powiedzenie "mam złe dni" nie jest żadnym usprawiedliwieniem.

Ekhm, to, że jest rozdrażniona, nie upoważnia jej do tego. Ale to, że jest kapitanem, już tak. Piratów ogółem powinno się traktować z buta, bo inaczej nie słuchają. Oczywiście, nawet jak się po nich jeździ, pozostają lojalni, ale jak się jest zbyt dobrodusznym, to marynarze po prostu przerabiają kapitana na mielone.
- Nie martw się Elizabeth. Pójdę teraz nakreślić kierunek na mapie. Masz kompas?
Zdziwiłabym się, gdyby go miała. Taka sierotka Elusia... Co się stało z przecinkiem w pierwszym zdaniu?

W końcu jakaś rozsądna decyzja w tym opku. Byleby aŁtorka nie zjebała charakteru Gibbsa gdzieś w połowie, bo tego jej nie wybaczę.
- Mam.
*opad szczęki* Oh my God. Serio?! Nie wierzę.

To nawigator powinien mieć kompas. Kapitan nie musi. Kapitan tylko wydaje rozkazy.
- To pożyczę go jeśli mogę. Mój się gdzieś zapodział podczas sztormu.
To musiał być potężny sztorm, taki naprawdę potężny. Wymiótł nie tylko kompas, ale też przecinki. Musicie się lepiej zabezpieczać, drodzy piraci.

Mogłaś tego nie mówić. Moje pierwsze skojarzenia:

- Proszę chwilę poczekać. Kompas zostawiłam w biurku.
Czyli jednak miałam trochę racji z tą sierotką Elusią. Przy sobie kompasu nie miała, w biurku zostawiła. Pff.

Btw, na niektórych statkach kompasy były wbudowywane w taki słup, zaraz obok steru. I to już dosyć długo obowiązywało. No ale ja się nie dziwię, że skoro z elki jest taka sierotka, to nie ma takiego wbudowanego kompasu.
Elizabeth czym prędzej pobiegła do kajuty. Otworzyła szufladę, sięgnęła ręką po swój kompas i wróciła na pokład. Podała go panu Gibbsowi.
xD Jaka cudna dokładność w opisywaniu czynności wykonywanych przez boCHaterkę. Musi być koniecznie napisane co robiła, krok po kroku. Jak instrukcja obsługi. Tylko o schodzeniu po schodach aŁtorka zapomniała.

I wchodzeniu po nich z powrotem też.
- Za godzinę lub dwie powinniśmy mieć już kurs. Nie martw się. Będzie dobrze. – uśmiechnął się do młodej pani Turner.
Kto się uśmiechnął i kto to powiedział? Tzn. domyślam się, że Gibbs, ale wprost nie jest to powiedziane, a nie wszyscy czytelnicy są tak inteligentni jak ja... (ta skromność)

Pewnie ten kompas się uśmiechnął. Ekhm, wyznaczanie kursu nie zajmuje tyle czasu, choćby dlatego, że w ciągu godziny będą się znajdować w zupełnie innym punkcie.
Elizabeth cofnęła się do pomieszczenia, w którym tymczasowo mieszkała.
Nie prościej byłoby napisać, że "cofnęła się do kajuty"? Chyba że ostatnio Elka zamieszkała na pokładzie, czy gdzieś.

Pokład to nie pomieszczenie. A co do samego określenia, to aŁtorki chyba się lubują w opisywaniu rzeczy prostych w skomplikowany sposób.
 Dziecko uradowane obecnością matki, wyciągnęło swoje małe rączki.
Zgadnie ktoś, co jest nie tak w tym zdaniu? Bo nie chce mi się po raz setny pisać to samo. A tutaj to się nasuwa samo przez się.

Ooo, jakie to urocze... Nie, w ogóle.
- Co powiesz mój malutki?
Tak, na pewno taki niemowlak strasznie dużo ci powie. Normalnie opowie ci historię stworzenia świata i przebieg wojen punickich.

I opowie ci, kto wygrał bitwę pod Termopilami i Maratonem.


Za dużo historii. Zdecydowanie.
 No co tak się uśmiechasz do mamusi ? – mówiła pieszczotliwie do małego Joe.
Mnie to zawsze denerwowało takie świergotanie do dzieci. Tu akurat jeszcze jest to do przełknięcia, bywa gorzej. Ach, a ty, spacjo przed pytajnikiem, idź być spacją gdzie indziej. Nikt cię tu nie chce.
Wait.  Kim, do jasnej cholery, jest Joe?!

Nie tylko ciebie to denerwowało.
 – Widzę, że nie chce Ci się spać.
No to teraz współczuję Elce, będzie musiała się tym dzieckiem zajmować. Jednak ten pomysł z Trybunałem w roli niańki nie był taki najgorszy.

A nie mówiłam?
Młoda mama wzięła na ręce Jonathana. Wyszła na zewnątrz. Wokół statku był tylko błękitny ocean. 
*wybucha śmiechem* A czego ty się spodziewasz podczas morskiej podróży? No dobra, niby mogła się trafić jakaś wysepka albo inny statek, ale i tak mnie to stwierdzenie rozśmieszyło.

No i ocean niekoniecznie może być błękitny. Może być brudnoszary.
Krwawa Łza delikatnie kołysała się na falach.
Za każdym razem, jak czytam nazwę statku Elki, dostaję ataku śmiechu. Krwawa Łza? Poważnie?

Naprawdę, można nadać statkowi różne nazwy, ale to tak pasuje do emo, że nawet mi się nie chce komentować.
 Lizzie razem z przytulonym do niej synkiem stanęła przy burcie.
Bardzo nie chciałam wyjść na jakąś nienormalną zołzę, ale pierwsze co przyszło mi do głowy po przeczytaniu tego zdania to "wyrzuć go, teraz!". Ale ja tak naprawdę tak nie myślę, przysięgam! Jestem rąbnięta, ale nie aż tak. Po prostu mam różne dziwne skojarzenia i tyle.

Red ma czasami dziwaczne odpały, możecie mi wierzyć. Jak choćby ostatnio taki z nitrogliceryną.
- Widzisz Jonatan ile wody.
O Borze, nie mówcie mi, że ona mnie posłuchała. *przerażona* Bo Jonathana już tu nie ma, pojawił się za to znowu ten Jonatan. Ja nie chciałam!

Mówię, to Jon z "Samotności bogów"! Jakoś się przeniósł do opka!
 A tam daleko jest horyzont…- urwała nagle.
Spacjo?

*ziewa*
Ku swojemu zdumieniu zobaczyła statek z poszarpanymi , starymi żaglami.
Oh my God, czy to będzie to, o czym ja teraz myślę..? Oby!

Może to być po prostu jakiś wrak.
,,To Latający Holender!”
Ahahahaha, Wróżbitka Red z Internetu.

Nie. Przewidywalność opek.
 – ucieszyła się. ,, To Will ! Mój kochany Will !”.
Jaki on tam twój... *idzie po siekierę* Ta siekiera to oczywiście zemsta za te spacje przed wykrzyknikami. Mam nadzieję, że w to nie wątpicie?

Ja w to wątpię. Ale to dlatego, że cię za dobrze znam, Red.
 Wtem poczuła, że robi jej się słabo.
*odwraca wzrok* Nie patrzcie tak na mnie, wcale nie maczałam w tym palców! *chowa różdżkę za plecami*

I to wątłe chuchro jest kapitanem piratów... Ja pier...
 Nie zastanawiając się, posadziła dziecko na beczce stojącej obok.

O matko, jak już mówiłam, kompletnie nie znam się na dzieciach, ale nawet ja wiem, że niemowlak nie potrafi jeszcze siedzieć samodzielnie na beczce!


Ja już kompletnie nie wiem, ile ten bachor ma lat.


 Elizabeth zemdlała.


*gwiżdże z zadowoleniem*


Zemdlała, ale najpierw zdążyła posadzić dziecko na beczce. Magic.
Jeden z członków załogi zauważył jak upadła.

Tylko jeden? Nie było ich tam więcej na pokładzie?


Może tylko ten jeden gapił się na nią w tym czasie. Albo... Nie, nie wiem.


 Podbiegł do niej, próbował ją obudzić.


Niech mu się nie uda, niech mu się nie uda, niech mu się nie uda...


Red, wyluzuj. Proszę.
- Pani kapitan ! Pani kapitan! Proszę otworzyć oczy! Pani kapitan! To ja, John ! Słyszy mnie pani?

Wow, poznaliśmy imię "jednego z członków załogi". Ciekawe, czy to za każdym razem był John, czy może jakiś inny. I tak, na pewno cię słyszy.

Szczególnie dobrze słyszy tę spację przed wykrzyknikiem.
Pan Gibbs słysząc krzyki, czym prędzej wybiegł z kajuty na pokład.

To głośno ten John krzyczał.


Jak ty byś słyszała, jak głośni potrafią być piraci...
- O mój Boże! – powiedział głośno. – Zanieście ją szybko do kajuty i połóżcie na łóżko.

Ja bym proponowała położyć ją na krześle albo na desce do prasowania, ale ja to ja. A dramatyzm sytuacji mnie powala.


Ja bym ogółem nie bawiła się w przenoszenie jej gdziekolwiek, tylko po prostu od razu zaczęłabym coś robić, żeby ją ocucić. Na przykład strzelić jej kilkakrotnie w twarz. Takie coś nawet działa.
Kilku piratów przeniosło nieprzytomną Elizabeth do środka pomieszczenia.

Byłoby trudno przenieść ją na zewnątrz, w końcu ona już była poza kajutą, zwaną szumnie "pomieszczeniem".

Tak to jest, jak aŁtorki chcą się popisać, pisząc opko o piratach, nie znając jednocześnie podstawowych pojęć.

 Pan Gibbs wziął dziecko i położył do kołyski.

I to dziecko sobie tak siedziało na tej beczce, jak mniemam? Ok, więcej pytań nie mam, dziękuję.

*bije brawo, bo nic więcej nie przychodzi jej w takiej sytuacji do głowy*

 Prawie wszyscy stali nad łóżkiem gdzie leżała Elizabeth.

No tak, Marysia jest zawsze najważniejsza. Wszyscy się zbiegli jak na pogrzeb. O, właśnie, będzie w tym opku jakiś pogrzeb? Fajnie by było.

Jeśli Elka zrealizuje swój plan, to można liczyć, że to Wiluś zostanie pogrzebany.
Dziecko zaczęło płakać.

Ech, naprawdę, tylko płaczącego bachora im tam brakuje...


Może to ją obudzi?
- Nie gapcie się tak tylko wracajcie do roboty.

No, przecinki same się nie upolują, nie przyrządzą i nie zjedzą!

Nie no, w końcu jakiś rozsądny głos.

 Jon, przynieś wodę- polecił mu Gibbs.

Czy "Jon" to zdrobnienie od imienia Jonatan? Bo jeśli tak, to wyjaśniła się zagadka, kto spał z Elizabeth i jej dzieckiem.

Ja już nic nie ogarniam.
Rudowłosy pirat po paru minutach wrócił z dzbankiem pełnym wody.

OMG, Elka zdradziła Wilusia z rudym? Nie mogę.


 Gibbs i Jon namoczyli chustkę i otarli nią twarz Elizabeth.


Obaj na raz. Gibbs trzymał za jeden rożek, Jon za drugi i tak wycierali.
-Elizabeth, tu ja , pan Gibbs.

Naczelny Wsadzacz Nadprogramowych Spacji
Do nieprzytomnej dziewczyny docierały tylko pomruki. Po chwili zaczęła się budzić…

Te emocje. 

http://31.media.tumblr.com/2517851640a7efcdb9582af07f0b19e5/tumblr_mm5wpx1ESB1r5xzspo1_500.gif

I tu kończymy dzisiejszą analizę, za tydzień część druga (i, boru dzięki, ostatnia), a tymczasem żegnamy Was i serdecznie pozdrawiamy!