Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sthraszne Histohrie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sthraszne Histohrie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 lutego 2015

Nowe oblicze furii, czyli Red Czyta 1/?

Witam!
Tak jak zapowiadałam prawie tydzień temu, rozpoczynam tu nową serię – Red Czyta. Na pierwszy ogień pójdzie, jak można się domyślić po tytule posta, wybitne dzieUo, jakim bez wątpienia jest "Nowe oblicze Greya".
O tej trylogii powiedziano już chyba wszystko, ale ja nie mogę, po prostu nie mogę odpuścić i nie dorzucić do tego wszystkiego jeszcze swojej opinii. Dlaczego tak?
Otóż trzy lata temu (jeśli dobrze liczę) przeczytałam pierwszą część tego... czegoś. Wzięłam się za to z ciekawości i szybko pożałowałam. Ale nic to, dobrnęłam do końca, wyparłam z pamięci i nie miałam już sięgać po część drugą.
Niestety, sięgnęłam dwa lata temu. Przegrałam zakład. Druga część też była okropna i też ją wyparłam. Nie chciałam czytać trzeciej.
Rok temu znowu przegrałam zakład, ale uwierzcie, nie paliłam się do czytania części trzeciej, wręcz przeciwnie, unikałam tego, jak tylko mogłam. Ale cóż, rok minął, a ja stwierdziłam, że muszę uratować swój honor. Chciałam jak najszybciej przeczytać "Nowe oblicze Greya", żeby mieć to już za sobą i móc raz na zawsze z tym skończyć. Rozpoczęłam lekturę i... się wkurwiłam.
Ta część jest chyba najgorsza ze wszystkich i nie mogłam przejść obok tego spokojnie. Postanowiłam napisać analizę tego shitu, w której wytknę wszystko to (a przynajmniej większość), co mi się nie podoba. Z góry ostrzegam, że ta analiza może nie być zbyt śmieszna, bo poziom mojego wkurwu jest tak wysoki, że trudno mi żartować w takim stanie. Ale cóż, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Jeśli chcecie mimo wszystko przeczytać, jak brnę przez tę ksiunszkę i staram się ją sensownie skomentować, to zapraszam. Mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie.
I jeszcze jedna uwaga – jeśli nie znacie poprzednich części, nie szkodzi. W tych książkach i tak nic się nie dzieje, więc ogarniecie się bez problemu, a w razie czego będę na bieżąco tłumaczyć, o co chodzi.

No. Sprawy prawne:
Przedmiotem analizy jest książka "Nowe oblicze Greya" autorstwa E. L. James, wydawnictwo Sonia Draga, 2012.

Zaczynamy!


Prolog łaskawie pominę, ponieważ nie mam ochoty go analizować. Christianek ma koszmary, śni mu się jego okropne dzieciństwo i w ogóle jest taki biedny. Na szczęście ratuje go Ana, która z nim śpi, pociesza go i do niego należy. Fantastycznie. 

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Przez szpary w parasolu z trawy morskiej zerkam na letnie śródziemnomorskie błękitne niebo i wzdycham zadowolona. Na sąsiednim leżaku leży Christian. Mój mąż – mój podniecający, piękny mąż odziany wyłącznie w obcięte dżinsy

Drugie zdanie pierwszego rozdziału i już mamy zachwyty nad (surprise!) podniecającym, (surprise!), pięknym Grejem. I to się będzie powtarzać w każdym rozdziale. Ja już mam dość.
No i te dżinsy... Wyłącznie dżinsy. Ja bym tam dżinsów na gołą dupę nie zakładała, ale kto bogatemu zabroni.

Generalnie Ana i Grey są w trakcie miesiąca miodowego i wypoczywają na plaży w Monako.

Otwieram oczy i zerkam na zacumowaną w porcie Fair Lady. Nocujemy, rzecz jasna, na pokładzie luksusowego jachtu. Zbudowana w 1928 roku, kołysze się majestatycznie na wodzie, królowa wszystkich jachtów w porcie.

Rzecz jasna. Jak byłam mała, lubiłam sobie wyobrażać, że jestem księżniczką, mam wszystko to, co najlepsze i żyję w luksusie. Ale ja nie zrobiłam z tych swoich fantazji ksiunszki.

Wygląda trochę jak nakręcana zabawka. Christian jest nią zachwycony; podejrzewam, że kusi go, aby ją kupić. Ach, ci chłopcy ze swoimi zabawkami.

To mnie denerwowało już w poprzednich częściach. Jakieś super luksusowe i w chuj drogie miejsce, w którym znajdują się boCHaterowie? Na pewno należy ono do Greja! Tu mamy luksusowy jacht. On JESZCZE nie należy do Greja. Wszystko przed nami. 

Opieram się wygodnie, słucham na nowym iPodzie playlisty Christiana Greya i drzemię, delektując się popołudniowym słońcem.

To też mnie dobija. Ta dziewczyna nawet nie ma (nie wiem, czy nie może, czy o tym nie pomyśli) playlisty ze swoimi ulubionymi piosenkami. Słucha tylko tych, które nagrał jej Właściciel, bo skoro on je wybierał, to inne na pewno nie są dobre, no przecież.

Tu następuje retrospekcja – cofamy się do dnia, w którym Grej oświadczył się naszej papierowej Anie.

 – Możemy się pobrać jutro? – mruczy mi Christian do ucha. Leżę z głową na jego piersi w tym ukwieconym alkierzu, w który zamienił hangar, zaspokojona po naszym pełnym żaru seksie.

Tak.

Uśmiecham się szeroko.
 – Hmm.
Śmieje się i przytula mnie mocno, całując w czubek głowy. – Wobec tego jutro w Vegas.

Tak. Po co pytać ją o zdanie, najlepiej samemu zadecydować. Wprawdzie potem pojawia się coś na kształt dyskusji, ale i tak...
W końcu nasze gołąbki ustalają, że wesele odbędzie się w domu rodziców Naczelnego Buca.

 – A więc ustaliliśmy gdzie, zostało nam kiedy.
 – Powinieneś zapytać o to swoją matkę.
 – Hmm.
Uśmiecha się.
 – Mogę jej dać maksymalnie miesiąc. Zbyt mocno cię pragnę, aby dłużej czekać.

Ty możesz jej dać miesiąc, bo tak chcesz. Co cię obchodzi jej zdanie, zdanie Any, jej rodziny i przyjaciół? Duże dziecko tak chce i tak ma być! A to twoje pragnienie to gruba przesada, przecież Ana jest twoją własnością już od jakichś dwóch tomów tego gniota.

 – Christianie, przecież mnie masz. Już od jakiegoś czasu.

Otóż to.

Koniec retrospekcji, wracamy na plażę.

 – Usmażysz się na skwarkę – Christian szepcze mi do ucha, wybudzając mnie z drzemki.
 – Nie lubisz skwarek? – Uśmiecham się do niego słodko. Słońce zdążyło zmienić położenie i parasol nie zapewnia mi już ochrony przed jego promieniami.

Nie, po prostu oparzenie słoneczne to nic przyjemnego, idiotko. Chociaż, jak się zaraz przekonamy, Grejowi nie o zdrowie naszej boCHaterki chodzi.

 – Proszę zejść z tego śródziemnomorskiego słońca, pani Grey.
 – Dziękuję za pański altruizm, panie Grey.
 – Cała przyjemność po mojej stronie, pani Grey, i to nie altruizm przeze mnie przemawia. Jeśli się spieczesz, nie będę mógł cię dotykać.

Widzicie? Co tam zdrowie rzekomo ukochanej osoby, najważniejsze jest ruchańsko. Jeżu, jak ja nienawidzę tego buca.
Panie Grey, pani Grey, panie Grey... Język sobie można połamać. Zabierzcie mnie stąd.

Dyskusja o niczym (jak większość w tej książce).

Nachyla się i całuje mnie w usta, żartobliwie przygryzając mi dolną wargę.

W poprzednich tomach miałam dość tego, że Ana ciągle przygryza wargę. Teraz robi to za nią jej Właściciel.

A teraz popatrzcie:

 – Miałam nadzieję, że nasmarujesz mnie jeszcze raz kremem z filtrem. – Wydymam usta.
 – Pani Grey, to brudna robota... ale nie potrafię odrzucić takiej propozycji. Siadaj. – Głos ma schrypnięty. Robię, co mi każe, a on powoli i skrupulatnie rozsmarowuje krem na moim ciele.
 – Jesteś naprawdę śliczna. Szczęściarz ze mnie – mruczy, gdy opuszki jego palców muskają mi piersi.
 – To prawda, panie Grey. – Rzucam mu spod rzęs spojrzenie pełne fałszywej skromności.
 – Skromność to pani drugie imię, pani Grey – stwierdza Christian. – Odwróć się. Kolej na plecy.

Oni się podobno bardzo loffciają. Taki cudowny związek, wow. A jak wyglądają ich rozmowy? Tego nawet nie da się rozmowami nazwać: "kocham cię, ja ciebie bardziej, jesteś śliczna, wiem". Czasem jest jeszcze: "muszę cię ukarać" i "jedz". A gdzie jakieś, no nie wiem, rozmowy na temat? Coś poważnego?

 – Jak byś się czuł, gdybym opalała się topless, jak reszta kobiet na tej plaży? – pytam.
 – Nie byłbym zadowolony – odpowiada bez chwili wahania. – Nie podoba mi się też, że teraz masz na sobie tak niewiele. – Nachyla się i szepcze mi do ucha: – Nie kuś losu.

Najlepiej ubierz ją w habit i zamknij w klasztorze. Tam nikt nie będzie się na nią gapił.

Wzdycham i kręcę głową. Och, Christianie... mój zaborczy, zazdrosny, lubiący wszystko kontrolować Christianie.

Czy ona myśli o jego obsesji z zachwytem? Błagam, powiedzcie mi, że nie. Serio, gdybym miała faceta, który zachowywałby się tak po gówniarsku, to mietła i siekiera poszłyby w ruch, a facet nie miałby w moim towarzystwie czego szukać. Dajcie spokój, to jest chore.

Na zakończenie klepie mnie w pupę.
 – Proszę bardzo, kobieto.

To jest poniżające. Nie wiem, czy współczuć Anie, czy się cieszyć, że skoro jest taką idiotką i na niego poleciała, to teraz ma za swoje.

Grej idzie gadać przez telefon, a Ana zasypia. Budzi ją jej mężuś.

 – Mógłbym ci się przyglądać przez cały dzień. Zmęczona?
Oblewam się rumieńcem.
 – W nocy nie dane mi było pospać zbyt wiele.
 – Mnie także. – Uśmiecha się szeroko, odkłada BlackBerry i wstaje.

No tak, poseksić się trzeba. I pogadać o tym, prawda, przecież nie ma fajniejszych tematów do rozmowy. Serio, przy ich pogawędkach nawet przemowy mojego dawnego nauczyciela WDŻR są interesujące.

Christian zdejmuje krótkie dżinsy, przyprawiając mnie o zawrót głowy.

Ehehehe. Ona nie ma łatwego życia, biedaczka. Cokolwiek zrobi Grej, ona ma kisiel w majtkach. To musi być straszna dolegliwość.

Krzyś i Ana idą popływać. Tzn. on idzie, a ją niesie na rękach. I choćby nie wiem co napisała autorka, ja widzę to tak:

Źródło


– Christian! Puść mnie!
– Dopiero w wodzie, mała – chichocze.

Hihi. Przezabawne, odeśmiałam sobie dupę, teraz muszę jej poszukać. Widzę, Krzysiu, że świetnie się bawisz, czego nie można powiedzieć o twojej ukochanej.

Obejmuję Christiana za szyję.
 – Nie zrobisz tego – mówię bez tchu, próbując zdusić chichot.

On nie zrobi? O zrobi z tobą wszystko, co mu się spodoba, a ty będziesz tak głupia, że mu na to pozwolisz.

Uśmiecha się szeroko.
 – Och, Ana, maleńka, czy nasza krótka znajomość niczego cię nie nauczyła? – Całuje mnie, a ja wykorzystuję okazję, wsuwając palce w jego włosy i całując mocno, gdy tymczasem on atakuje me usta językiem.

Hmm, może od razu posekście się na plaży, na oczach innych ludzi, co się będziecie przejmować. Wam wolno, Grey ma traumę i jest bogaty, może się pobawić swoją zabaweczką.

 – Działasz na mnie mocno rozpraszająco. – Christian przesuwa zębami po mojej dolnej wardze. – Ale nie jestem pewny, czy chcę, aby porządni obywatele Monako zobaczyli moją żonę ogarniętą pożądaniem.

Oczywiście, że nie chcesz. Przecież nikt nie może nawet na nią spojrzeć, bo zaraz dostajesz kurwicy.

 – Ana – jęczy Christian. Owija sobie wokół nadgarstka mój kucyk i lekko pociąga, dzięki czemu ma dostęp do mojej szyi. Obsypuje ją pocałunkami. – Mam cię posiąść w wodzie? – pyta bez tchu.
 – Tak – odszeptuję.

Spoko, dajesz. Tego jeszcze w tej trylogii nie było.
I "posiąść". Serio, co ja czytam? To na pewno dzieje się w czasach współczesnych, czy może przenieśliśmy się na chwilę do jakiegoś pseudośredniowiecza? Jeśli tak, to czekam na jakiś turniej rycerski, przynajmniej coś się będzie działo.

Odsuwa się ode mnie i obrzuca spojrzeniem, w którym obecne jest ciepło, pragnienie i rozbawienie.
 – Pani Grey, jest pani nienasycona i strasznie bezwstydna. Czyżbym stworzył potwora?
 – Na swoje podobieństwo. No więc jak będzie?

Oboje jesteście potworami, idźcie do swojego mhrocznego zamku i nie wychodźcie na światło dzienne.

 – Posiądę cię (xD), w jaki tylko sobie życzysz sposób, doskonale o tym wiesz. Ale nie teraz. Nie na oczach widowni. – Pokazuje głową na brzeg. Co takiego? Rzeczywiście wielu plażowiczów zrzuciło maskę obojętności i obserwuje nas z zainteresowaniem.

Dlaczego mnie to nie dziwi... Mnie tam zawsze wkurzały obściskujące się publicznie parki, współczuję tym plażowiczom.

 – Christianie! – besztam go, udając oburzenie. – Myślałam, że będziemy się kochać w morzu... i zaliczymy kolejny pierwszy raz.

Biedna ty. Tak mi cię nie żal.
I błagam, skończcie pieprzyć! (w dwóch znaczeniach tego słowa)

 – Mamy dla siebie całą noc – mówi, śmiejąc się jak głupi do sera. – Na razie, mała.

Źródło

Daje nura pod wodę i wyłania się metr ode mnie, po czym perfekcyjnym kraulem odpływa.

Ja mam dość tego perfekcyjnego człowieka. Dlaczego autorka próbuje nam wmówić, że Grej jest chodzącym ideałem, w sytuacji, gdy tak naprawdę jest wstrętnym i głupim bucem?

Rozterki Any:

Co mogę zrobić, aby go do siebie zwabić?

Rozbierz się do rosołu i zatańcz Gangnam Style. Z pewnością zwróci na ciebie uwagę i może nawet da ci karę!

Co wymyśliła nasza boCHaterka? To:

Hmm... Kładę się na brzuchu, rozwiązuję sznureczki stanika i rzucam go niedbale na leżak Christiana. Proszę bardzo... popatrz sobie, jak bardzo potrafię być bezwstydna, panie Grey. Musi pan to przełknąć.

Serio, nawet nie wiem, jak to skomentować. Wpiszcie tu sobie coś sensownego na temat obsesji Greja i "nieposłuszeństwa" Any, ja nie mam siły.
Źródło

Kolejna retrospekcja, tym razem z dnia ślubu:

 – Może pan pocałować pannę młodą – oznajmia pastor Walsh. Uśmiecham się promiennie do męża.
 – Nareszcie jesteś moja – szepcze, po czym bierze mnie w ramiona i składa na ustach niewinny pocałunek.

Tak, teraz masz już akt własności, Krzysiu. Jeszcze musisz ją zaszczepić i załatwić jakiś chip, żebyś jej nie zgubił.

 – Ślicznie wyglądasz, Ano – szepcze z uśmiechem, a w jego oczach lśni miłość... i coś bardziej mrocznego, coś gorącego. – Tylko mnie wolno zdjąć z ciebie tę suknię, jasne?

Tyle miłości! Tyle bucowatego zachowania! (czy to się nie powinno wykluczać?)

 – Gotowa na imprezę, pani Grey? – pyta cicho Christian, posyłając mi ten swój nieśmiały uśmiech. Cała się rozpływam. Wygląda bosko w prostym czarnym smokingu ze srebrną kamizelką i krawatem. Jest taki... szykowny.

Kurwa. Wiem, na tysiąc beczek wina, wiem już, że twój mężuś jest cudowny, wspaniały i chuj wie, jaki jeszcze, nie powtarzaj tego na każdej stronie!
Źródło

Ray i moja matka tańczą razem, śmiejąc się wesoło. Ich widok sprawia mi radość zaprawioną kroplą goryczy. Mam nadzieję, że związek mój i Christiana przetrwa dłużej niż ich. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby mnie zostawił.

Pewnie byś zniknęła, bo bez niego nie potrafisz normalnie funkcjonować. On podejmuje za ciebie decyzje, on mówi ci, co masz robić, jesteś jak jego robocik. Przykro mi, jeśli cię zostawi, przestaniesz istnieć.

[Pogawędka z Kate. Tnę jak szalona, bo nudy.]

 – Pora się zbierać – mruczy Christian.
 – Już? To pierwsze przyjęcie, na którym mi nie przeszkadza, że znajduję się w centrum uwagi. – Odwracam się do niego.
 – Zasługujesz na to. Przepięknie wyglądasz, Anastasio.

Ale i tak się już zbieramy, bo ja tak zarządziłem. Twoje potrzeby się nie liczą, kochanie.
Źródło

 – Chodźmy. Nie chcę się już tobą dzielić z tymi wszystkimi ludźmi.

Tak. Akt własności jest, zbieramy się, bo inni się na ciebie patrzą. Mam propozycję, Greju, wydłub wszystkim gościom oczy, już nie będą się patrzyli.

Zjawia się babcia Christiana, która chyba ma być Elementem Komicznym.

 – Ach, tu jesteście! Gruchające gołąbki.
Jęczę w duchu... Znalazła nas matka Grace. – Christian, kochany, jeszcze jeden taniec z babcią? 
Christian sznuruje usta.
 – Oczywiście, babciu.

No jak ona mogła mu się tak wpieprzać w plany! Aż dziw, że Krzyś nie chce jej ukarać.

 – A ty, śliczna Anastasio, zrób przyjemność staruszkowi i zatańcz z Theo.
 – Z Theo, pani Trevelyan?
 – Z dziadkiem Trevelyanem. Myślę też, że możesz nazywać mnie babcią. I coś wam powiem, musicie się na poważnie zająć kwestią moich prawnuków. Nie będę żyć wiecznie. – Uśmiecha się do nas kokieteryjnie.

Źródło

Po tańcu z jak zawsze szarmanckim dziadkiem Christiana staję przy wyjściu i patrzę, jak słońce zachodzi powoli nad Seattle, zalewając zatokę odcieniami oranżu i akwamaryny.
 – Chodźmy – odzywa się zniecierpliwiony Christian.

Jak śmiesz podziwiać zachód słońca, kiedy ja jestem zniecierpliwiony?!

Ana chce się przebrać, ale Krzyś jej nie pozwala. Chce ją rozebrać potem. *śpiewa* Niech mówią, że... To nie jest miiiiłość, że tak się tylko zdaje nam!

 – I nie rozpuszczaj włosów – mruczy.
 – Ale...
 – Żadnego ale, Anastasio. Pięknie wyglądasz. I to ja chcę cię rozebrać.
Och. Marszczę brwi.

No to może, jak ci się to nie podoba, to mu się, no nie wiem, sprzeciw? Takie to trudne?

Odwracam się w stronę Kate i mojej mamy, stojących niedaleko.
 – Nie przebieram się.
 – Co takiego? – pyta mama.
 – Christian nie chce. – Wzruszam ramionami, jakby to wszystko wyjaśniało.

No przecież, że wyjaśnia. Jeżu, niech ten rozdział się już kończy.

 – Nie przysięgałaś posłuszeństwa – przypomina mi taktownie.

Głos rozsądku w tej cholernej książce! Trzeba to jakoś uczcić!

Kate prycha. Piorunuję ją wzrokiem.

No jak ta Kate śmie krytykować zachowania Krzysia! Trzeba ją ukarać. Zbijmy ją pasem. 

Jezu, ależ ten mój Szary potrafi się dąsać... i mieć nocne koszmary.

Co za dzieciak. Ja nie mówię, niech on sobie ma traumę z dzieciństwa, ale to go nie usprawiedliwia. Ile on ma lat? Ile ma za sobą wizyt u terapeuty? A on się nawet nie stara poprawić, czegokolwiek nam ta ksiunszka nie próbuje wmówić. Jego zachowanie sprowadza się do "mam traumę, wszystko mi wolno, pierdol się". (Jeżeli się tu mylę, to proszę o konkretne uzasadnienie, dlaczego. I piszę to na serio, bo aż jestem ciekawa.)

 – Tak ślicznie wyglądasz, kochanie. – Carla (matka Any) delikatnie pociąga za wiszące luźno pasmo moich włosów i głaszcze mnie po brodzie. – Jestem z ciebie taka dumna. Dasz Christianowi naprawdę wiele szczęścia. – Bierze mnie w objęcia.

No, bo on tobie już nie da. I nie wmawiaj mi, że nie mam racji. Patrzę obiektywnie i widzę jego bucowatość.

Chichoczę. Christian jest nie tylko z innej planety, ale wręcz z innego wszechświata.

To jest jego wszechświat:
Źródło

Przychodzi Ray i żegna się z boCHaterką.

Kiedy mnie puszcza, przy moim boku stoi już Christian. Ray ściska mu ciepło dłoń.
 – Opiekuj się moją dziewczynką, Christianie.
 – Taki mam właśnie zamiar. – Kiwa głową memu ojczymowi i całuje mamę.

Opiekuj się, a nie obsesyjnie kontroluj...

Żegnają się, jadą, jadą, a potem wsiadają do odrzutowca Christiana.

Christian otwiera drzwi z mojej strony. Lecz zamiast się odsunąć i zrobić mi miejsce, pochyla się i bierze mnie na ręce.
 – Co ty robisz? – piszczę.
 – Przenoszę cię przez próg – odpowiada.
 – Och. – A to przypadkiem nie powinno dziać się w domu?

Odkąd Grej tu rządzi, to nie ma znaczenia. Jego wszechświat, jego zasady.

Grej wita się z pilotem i panią oficer.

 – Dziękujemy. Anastasio, znasz Stephana. Będzie dziś naszym kapitanem, a to pierwszy oficer Beighley. Kobieta rumieni się, gdy Christian ją przedstawia, i szybko mruga powiekami. Mam ochotę przewrócić oczami. Jeszcze jedna laska zauroczona moim stanowczo zbyt przystojnym mężem.

Biedna ty. Ja też przewracam oczami, prawie non stop przy czytaniu tego ksiopka.
I tak, wszyscy kochają Christiana, odsłona kolejna.

 – Bardzo mi miło państwa poznać – wyrzuca z siebie Beighley. Uśmiecham się do niej życzliwie. Bądź co bądź ten mężczyzna należy do mnie.

Nie, nie, to ty należysz do niego. Wszystko źle zrozumiałaś.

Pojawia się stewardessa Natalia. Mogą lecieć. Okazuje się, że Grej zabiera Anę na podróż poślubną do Europy, co jest spełnieniem marzeń boCHaterki. Albo nie?

 – Wiem, że marzyłaś o Europie – mówi miękko. – Pragnę spełniać twoje marzenia, Anastasio.
 – To ty jesteś spełnieniem moich marzeń, Christianie.
 – I vice versa, pani Grey – szepcze.

Aha. Ja pierdzielę.

Gdy samolot kieruje się w stronę pasa startowego, sączymy szampana, uśmiechając się do siebie idiotycznie.

To chyba jedyne, co potraficie razem robić. Oprócz seksu i wyznawania sobie miłości, ofkoz.

Ana nie chce deseru.

 – To dobrze – mruczy. – Na deser zaplanowałem sobie ciebie.
Och... tutaj?

Jasne, dlaczego nie? Oni są lepsi niż króliki, każde miejsce jest dobre.

 – Chodź – mówi, wstając od stolika i wyciągając do mnie rękę. Prowadzi mnie na sam koniec kabiny. – Tu jest łazienka. – Pokazuje na małe drzwi, po czym przechodzimy wąskim korytarzem do końca. Jezu... sypialnia. Pomieszczenie jest całe w kremach i klonie, a na łóżku leżą złote i beżowe poduszki. Wygląda na bardzo wygodne.

Everything is awesome...


Christian odwraca się i bierze mnie w ramiona.
 – Pomyślałem, że noc poślubną spędzimy na wysokości dziesięciu kilometrów. Nie robiłem tego nigdy dotąd.

To raczej logiczne, biorąc pod uwagę fakt, że nigdy z nikim nie brałeś ślubu...

 – Ale najpierw muszę z ciebie zdjąć tę bajeczną suknię. – W jego oczach płonie miłość i coś bardziej mrocznego, coś, co kocham... coś, co przywołuje moją wewnętrzną boginię.

Jeżu, tylko nie wewnętrzna bogini! Wypierdalaj!
Źródło

Krzyś rozbiera Anę.

Jęczę.
 – Bądź cicho – upomina mnie.

No właśnie, nie przeszkadzaj robotnikowi przy pracy!

Obsypuje pocałunkami mój kark, schodząc ustami do ramienia. Pomiędzy nimi mruczy:
 – Tak. Bardzo. Cię. Pragnę. Chcę. Znaleźć. Się. W. Tobie. Jesteś. Moja.

Techniczne pytanie – Grej schodzi do ramienia i mruczy pomiędzy nimi? Podwójne ramię czy ki diabeł?

Rozbieramy, rozbieramy...

Z typową dla siebie zręcznością odpina jednocześnie obie podwiązki, po czym jego dłonie wędrują ku pośladkom.

Grey Zręczne Paluszki.

Chwyta skraj lewej pończochy i powoli ją zsuwa, przesuwając kciukami po nodze... Chwilę później robi to samo z drugą pończochą.
 – To jak rozpakowywanie gwiazdkowego prezentu.

Nieprawda, gwiazdkowe prezenty są dużo ciekawsze od Any.

[...] następnie zabieram się za spinki do mankietów. Są platynowe, z wygrawerowanymi, splecionymi ze sobą literami A i C. To mój prezent ślubny dla męża

Jak romantycznie!

 – Ana – szepcze moje imię niczym modlitwę.

Czy to już podpada pod obrazę uczuć religijnych, czy może jeszcze nie?

Wracam do drugiego guzika koszuli i naśladując Christiana, po rozpięciu każdego kolejnego guzika składam delikatny pocałunek na jego klatce piersiowej, szepcząc między nimi:
 – Tak. Bardzo. Mnie. Uszczęśliwiasz. Kocham. Cię.

Rzygam. Tęczą.

 – Jesteś taka piękna... żono. – Przesuwa dłońmi po moich nogach, po czym chwyta mnie za lewą stopę. – Masz śliczne nogi. Mam ochotę całować każdy ich centymetr. Zaczynając tutaj.

Źródło


 – Czego pani pragnie, pani Grey? – szepcze mi miękko do ucha. Niemal na mnie leży... Czuję na pośladkach twardość erekcji.
 – Ciebie.
 – A ja ciebie, moja miłości, moja najdroższa...
Wraca na łóżko i tym razem obsypuje pocałunkami moją prawą nogę... aż dociera do miejsca, w którym łączą się uda.

Czyli do dupy. Nazywaj rzeczy po imieniu.

Zamykam oczy i poddaję się och, tak bardzo zwinnemu językowi.

Grey Zwinny Języczek.

Podnosi na mnie wzrok i widzę, że spojrzenie ma mroczne niczym tropikalna burza.

Śliczne porównanie. Kiedyś wpadł mi w ręce jakiś Harlequin, tam było pełno podobnych.

Już się tam sekszą, a tu bumc, koniec retrospekcji, Ana znowu się budzi:

 – Co ty, do jasnej cholery, wyprawiasz? – woła Christian, budząc mnie z niezwykle przyjemnego snu. Stoi w nogach leżaka mokry i piękny, a oczy płoną mu z gniewu. Co ja takiego zrobiłam? O nie... Leżę na plecach... Jasny gwint, a on jest wściekły. Naprawdę wściekły.

No kurwa. Jak pamiętamy, Ana zdjęła górę od bikini i teraz wszyscy mogą podziwiać jej krągłości. Grey oczywiście się wścieka. I tu mam zajebiście ważne pytanie – po chuj ją zabrał na plażę nudystów, skoro nie może znieść myśli, że ktoś może ją sobie pooglądać? Mówiłam, zabierz ją do klasztoru i zamknij w celi, będziesz miał pewność, że nikt jej nie zobaczy. Buc.
Źródło

I tym sposobem dobrnęliśmy do końca rozdziału pierwszego. Kiedy ciąg dalszy? Nie wiem, jak trochę ochłonę. Ale będzie. Na pewno.
Miłego weekendu!


niedziela, 16 marca 2014

Jeff the Kwik 2/2

Witamy!
Oddajemy dziś w Wasze ręce drugą część analizy opka o przygodach wesołego Jeffa i jego przyjaciół. Będzie się działo - zobaczymy epickie opisy walki, niezniszczalnych boCHaterów, naćpanych dorosłych i cuda opkowej medycyny. Jesteście gotowi?
Link: http://pl.creepypasta.wikia.com/wiki/Jeff_The_Killer#WikiaArticleComments
Analizują: Red i Arkanistka

[Jak pamiętamy, Jeff i jego rodzice wybierają się na imprezę urodzinową do syna sąsiadów.]

Kiedy Jeff wreszcie zmusił się aby wstać, wziął pierwszą lepszą koszulkę i zszedł na dół. Zobaczył że jego ojciec jest ubrany w garnitur, a jego matka w suknię.

Ooo, to babcia Jeffa też się wybiera? No bo matka jego ojca to chyba babcia, nie?

Aż boję się dowiedzieć, w co ubrała się matka Jeffa...

 Zdziwił się, dlaczego ubrali się w takie eleganckie rzeczy na imprezę jakiegoś dziecka.

No tak, matka mogła ubrać się w worek po kartoflach, a ojciec w codzienny strój Argusa Filcha.

Co za buc z tego Jeffa.

"Synu, to wszystko, w co się ubierasz?" Zapytała mama Jeff'a

No, w sumie... Była mowa tylko o koszulce, więc mógłbyś ubrać też jakieś spodnie...

O ile nie jest Grayem z Fairy Tail, to rzeczywiście, powinien założyć jakieś spodnie...

"To lepsze niż takie eleganckie ubrania." Powiedział Jeff.

Aha. Yhy. Nie zgodzę się.

Będziesz tak bez gaci latał, geniuszu?

Jego matka zignorowała wielką chęć aby na niego nakrzyczeć i po prostu uśmiechnęła się.
"Jeff, może jesteśmy za bardzo elegancko ubrani, ale może zrobimy na nich dobre wrażenie" powiedział ojciec Jeff'a.

To nie mogliście się ubrać normalnie? Ładnie, ale bez przesady? No i proszę, jak ja lubię ten typ człowieka: "ale co powiedzą sąsiedzi?".

Najwyraźniej nie mogli. Może jeszcze nie wypakowali tych normalnych ciuchów.

Jeff burknął coś pod nosem i poszedł do swojego pokoju.
"Ja nie mam żadnych takich "eleganckich" ubrań!" Krzyknął ze swojego pokoju "Po prostu weź coś." Powiedziała jego matka. Jeff poszukał w szafie i znalazł czarne dresowe spodnie, które ubierał na specjalne okazje i podkoszulkę. Nie mógł znaleźć koszulki, którą mógłby ubrać. W końcu znalazł białą bluzę z kapturem, która leżała na krześle.

No, Wyjściowy Dresik w całej okazałości! *bije brawo* Nie, Jeffie, dres z całą pewnością NIE JEST elegancki.
No i żeby znaleźć bluzę leżącą na krześle, musiałeś się tyyyle naszukać, biedaku ty!

Białą? Kiedy dostałyśmy informację, że Jeff dołączył do Bractwa Asasynów?

 Gdy zszedł na dół, okazało się, że jego rodzice są już gotowi.

A nie byli gotowi wcześniej? Boru, te pętle czasowe.

To opko zagina czasoprzestrzeń.

"Ty w tym idziesz?" powiedzieli razem jego rodzice. Jego matka spojrzała na zegarek. "Nie ma czasu na przebieranki. Chodźmy już." Powiedziała, po czym usłyszała jak Jeff z ojcem wychodzą z domu.

Przecież oni mieli iść razem, więc dlaczego faceci poszli, a ona najpierw postała i posłuchała, czy wychodzą? Też ma mroczne sekrety i jest opętana?

Logika tego zdania, w właściwie jej brak, mnie przerasta.

 Razem przeszli przez ulicę do domu Barbary i Billy'ego. Zapukali, i ukazała się im Barbara.

Ukazała się, tak jak serce Jezusa ukazało się na niebie. A rodzice Jeffa zobaczyli "buzię w tym tęczu".

Ja się poddaję. Nie dotrwam do końca *płacze w kąciku*

Zupełnie jak rodzice Jeff'a. Przesadnie ubrani.

Bo może to miało być takie eleganckie przyjęcie? Tylko jaki jest sens robienia takiej imprezy urodzinowej dziecku?

Witajcie w Snobolandii.

Gdy weszli do domu zobaczyli, że tam są tylko dorośli. Żadnych dzieci.
"Dzieci są na podwórku. Jeff, co ty na to, żebyś poszedł poznać dzieci?" Powiedziała Barbara (która miała dzieci).
Jeff wyszedł na podwórko (pełne dzieci) i zobaczył, że było tam pełno dzieci.

Nie no, serio, ile razy można powtarzać jeden wyraz...

Do zrzygania.

Wszyscy biegali w dziwacznych strojach strzelając do siebie z plastikowych pistolecików.

Kurczę, aŁtorze, napisz, co rozumiesz pod pojęciem dziwacznego stroju, bo ja na przykład widzę takie coś, a nie wiem, czy o to Ci chodziło:
http://www4.pictures.zimbio.com/gi/Miley+Cyrus+Backstage+MTV+Video+Music+Awards+fMB5gwxahoxl.jpg
A plastikowy pistolecik możesz co najwyżej wsadzić komuś do gardła.

Może chodziło mu o coś bardziej w stylu kotletów Lady Gagi?

 Nagle do Jeff'a podbiegł dzieciak wręczając mu pistolecik.

Ach, już rozumiem. Te pistoleciki nie służą do zabijania ludzi, tylko do mordowania bez litości Boru ducha winnej interpunkcji.

Jak na to wpadłaś?

Richtig Ślonskie Mandle. To one mi to podpowiedziały.

"Cześć, chcesz się pobawić?" powiedział.
"Eee, nie. Jestem za stary na takie rzeczy" Powiedział Jeff

...który miał... ile? Dziesięć? Jedenaście? Dwanaście lat? Ja w jego wieku jeszcze bawiłam się w Harry'ego Pottera i w tropiciela duchów. I wcale się tego nie wstydzę.

Ja w tym wieku bawiłam się w rycerzy z kolegami z podstawówki. Naparzaliśmy się gałęziami. A w rycerzy "bawię się" nadal. Jak to zapalony RPG-owiec, który uczestniczy też w LARP-ach.

"Proszę?" Powiedziało dziecko "No dobra" Powiedział Jeff. Wziął pistolecik i zaczął "strzelać" do innych dzieci. Na początku wydawało mu się to bezsensowne,

No tak, jaki sens ma TYLKO zabawa w zabijanie, mały sadysta Jeff zapewne wolałby zabić trochę dzieci naprawdę. Awrhrhrgrr.
http://i2.pinger.pl/pgr387/b70be8e10000eb2b527ffa5d

Pewnie, że tak.

ale po chwili to mu się nawet wydawało trochę fajne. Może to nie było "Cool", ale to był pierwszy raz, kiedy choć na chwilę zapomniał o Liu.

Patrzcie, jak niewiele takiemu trzeba, żeby zapomnieć o bracie, który poszedł siedzieć za coś, czego nie zrobił. Uuuroczo.

Oni wszyscy pozbawieni są emocji wyższych...

Jeff bawił się tak, aż usłyszał dziwaczny dźwięk. Dźwięk jeżdżącej deskorolki.

http://img3.wikia.nocookie.net/__cb20120702011303/glee/images/6/6a/Really_seriously_WHAT.gif
Moi drodzy, dźwięk jeżdżącej deskorolki został właśnie wpisany na listę Najdziwniejszych Dźwięków Ever. Uplasował się na trzecim miejscu, wyprzedzają go tylko dźwięk jeżdżenia widelcem po talerzu i śpiew(?) Gracjana Roztockiego.

Obok widelca jeżdżącego po talerzu uplasowały się też paznokcie jeżdżące po tablicy.

 Randy, Troy i Keith przeskoczyli ogrodzenie na swoich deskorolkach.

Bo ogrodzenie miało pięć centymetrów wysokości. Tylko jaki jest sens robienia tak niskiego ogrodzenia?
A tak w ogóle... Moment. Wcześniej czytaliśmy, że "znaleźliśmy dwójkę dzieci dźgniętych, a jednego z obrażeniami wewnętrznymi". I mam rozumieć, że oni tak poranieni po prostu jeździli sobie na deskorolkach? Jasne, a Red wcale nie ma fioła. Logika spieprzyła z tego opka na koniec świata i jeszcze dalej.

To się nazywa regeneracja tkanek...

 Jeff upuścił swój plastikowy pistolet i zerwał czapeczkę. Randy patrzył na Jeff'a z nienawiścią w oczach.
"Witaj, Jeff" Powiedział Randy. "Mamy parę niedokończonych spraw." Jeff zobaczył, że Randy ma posiniaczoną twarz.

Rany po dźganiu nożem i obrażenia wewnętrzne objawiają się tylko siniakami na twarzy, cuda opkowej medycyny part... nie wiem, która to już?

Też już się pogubiłam.

"Też tak myślę. Zajebię Cię, za to, że wpakowałeś mojego brata za kratki.

Twój brat sam się za kratki wpakował, klocu.

Ale on o tym nie pomyśli, bo po co?

"Oh, bardzo śmieszne, wiesz, że ja i tak wygram. Może skopałeś nam tyłki kiedyś, ale nie dzisiaj."

*prychu prych* Próbuj, próbuj... Jest nadzieja, że tym razem demon tkwiący w Jeffie się nie uaktywni. Ale wątpię, w końcu jesteśmy w opku. A wszyscy boCHaterowie zachowują się jak idioci.

Może tym razem skończy się na tym, że Jeff pourywa im wszystkim głowy, a potem popełni samobójstwo? *trzyma kciuki, żeby tak się stało*

Powiedział randy po czym ruszył na Jeff'a. Oboje upadli na ziemię. Randy uderzył Jeff'a w nos, a Jeff złapał go za uszy i przyłożył mu "z główki" odpychając go od siebie.

Żyjący własnym życiem nos z uszami, któremu da się przyłożyć z główki. O_O

Ok...

Po chwili wstali na nogi.

Nie, kurwa, na uszy wstali.

Na rzęsy.

 Dzieci krzyczały, a rodzice wybiegali z domu. Troy i Keith wyciągnęli z toreb pistolety.

Ale zabawkowe pistolety, prawda? Prawda? Bo jeśli nie, to... *facepalm wszystkimi kończynami*

Głowa mnie boli od tego wszystkiego...

"Niech nikt nie przerywa, bo polecą flaki!" Powiedzieli.

Chyba zaczynam się denerwować. Stężenie głupoty w tym opku jest za duże. Cholera, jasne, wypruwajcie sobie flaki na oczach gromady dzieci i być może ich rodziców, zajebisty pomysł!
http://media.tumblr.com/tumblr_lpd1hd5t7G1qgmii8.gif

Zero pomyślunku.

Teraz uwaga, wild opis bójki appears:

 Randy wyciągnął nóż i wbił go w ramię Jeff'a.
Jeff wydarł się w niebogłosy i upadł na kolana.

Cioooty, cioooty, cioooty i beznamiętne opisy, bleh.

Mam ochotę spuścić łomot aŁtorowi/-rce. Przekona się wtedy, że bójki nie są takie beznamiętne...

 Randy bezlitośnie kopał go w twarz. Po trzech kopach (dokładnie po trzech, żebyście przypadkiem nie pomyśleli, że po dwóch albo pięciu) Jeff chwycił nogę Randy'ego i przekręcił ją, co spowodowało, że upadł na ziemię.

WUT, przecież Jeff już leżał na ziemi, jakim więc cudem wyrąbał się drugi raz...
http://data3.whicdn.com/images/50005174/large.gif

Logika opkowa...

Jeff wstał i poszedł w kierunku tylnych drzwi.
"Potrzebujesz pomocy?" Randy chwycił Jeff'a za kołnierz i przerzucił go przez drzwi.

Jeżu drogi, a cóż mu ten biedny kołnierzyk zawinił? Tak nim rzucać to nieładnie, a fe. Dobra, dobra, wiem, że chodzi tu o Jeffa, chociaż nadal nie wiem, jakim cudem Randy potrafił nim rzucać.

Dwunastolatek jedenastolatkiem? Też nie mam bladego pojęcia.

 Gdy Jeff próbował wstać Randy powalił go na ziemię, i kopał go tak długo aż zaczął kasłać krwią.

Ej, okej, teraz już oficjalnie się pogubiłam, nie wiem, kto tam wstawał, kto leżał, kto kopał i kto kasłał krwią. Może po prostu wyłączę się, posiedzę i poczekam, aż znów będę w stanie nadążyć za akcją. *idzie po ciastka i coś do picia*

Mi wynika z tego, że Randy kopał Jeffa tak długo, aż sam zaczął kasłać krwią.

"No dawaj gnoju! Walcz ze mną!" Randy przeciągnął Jeff'a do kuchni. Randy widząc butelkę wódki na stole roztrzaskał ją na głowie Jeff'a.

No ciulu jeden, ja ci dam wódkę marnować! Ja ci dam! Jak cię zaraz dopadnę... *miły pan w białym fartuchu zakłada jej kaftanik* Agrhrh... Zresztą... Wszystko mi jedno.
http://24.media.tumblr.com/db2e7f5d55382f888a3ed2a93263d96d/tumblr_mfynyy1r5m1re3c2eo8_500.gif

Nie lepiej było podnieść Jeffa i walnąć jego łbem kilka razy o blat, a nie wódkę marnować?

"Walcz!" Randy przeciągnął Jeff'a do salonu.

I tak będziesz go ciągać po całej chałupie do usranej śmierci?! No jaa...

Podnieś go i daj mu w pysk.

"No dalej Jeff! Spójrz na mnie!" Jeff podniósł wzrok. Jego twarz była cała zakrwawiona.

No tak, już wiemy, że wzroki w tym opku bywają dziwne. I mają twarze. I dopiero to jest creepy, a nie reszta tego opkowego gówna.

No dokładnie.

"To ja wpakowałem twojego brata za kratki! (kłamiesz, kłamiesz, kłamiesz) A ty będziesz siedział i pozwolisz mu tam gnić przez cały rok! Powinieneś się wstydzić." Jeff zaczyna się podnosić

Nie zmieniaj czasu, nie rób tego, nie rób!

Nie, aŁtorze/-rko!

"Oh, wreszcie zacząłeś się podnosić" Jeff już stoi. Na jego twarzy jest krew i wódka.

Miałam napisać komentarz, ale nie jestem w stanie, muszę poczekać, aż mi trochę wkurw przejdzie. Na razie musi wystarczyć gif, który przedstawia to, co dzieje się aktualnie w mojej głowie.
http://24.media.tumblr.com/bbd3ec3a9bf64b885176d9fac7c4925e/tumblr_mv1dbyBBcH1rel4pvo1_500.gif
Ech. Język polska trudna być bardzo dla aŁtoreczkuf.

Oprócz aŁtoreczkowego wszystkie języki są dla nich trudne.

Znowu doznał tego dziwnego uczucia. "Wreszcie. Wstał!" Krzyknął Randy i pobiegł z zamiarem zaatakowania Jeff'a.

Gdzie on tak biegał, ja nie wiem. Wszyscy w tym opku muszą się rozpędzić przed zrobieniem czegokolwiek.

Przecież stał obok niego...

 To wtedy to się zdarzyło. Coś w Jeff'ie pękło. Jego psychika została całkowicie zniszczona, racjonalne myślenie znikło.

Aha, a aŁtor jest mistrzem diagnozowania stanu psychiki każdego człowieka, ma na to certyfikaty cztery i myśli, że zawsze ma rację. A racjonalne myślenie już dawno zanikło w tym opku.

Ameryki nie odkryłeś, aŁtorze.

 Jedyne, co teraz potrafił, to zabijać.

Ooo, to tak jak ja w tej chwili! (dotyczy to oczywiście tylko boCHaterów tego opka)

*spuszcza Red ze smyczy*

 Chwycił Randy'ego za szyję i z dużą siłą rzucił Randy'm o ziemię.

No, zdziwiłabym się, gdyby za szyję chwycił Randy'ego, a rzucił kimś innym.

No wiesz, nie takie cuda się w opkach zdarzały.

Stanął nad nim i z ogromną siłą uderzył go prosto w serce, które się zatrzymało. Kiedy Randy próbował złapać oddech. Jeff bił go.

Kropka chciała pomóc Randy'emu, dlatego wbiła się w zdanie i oddzieliła chłopaka od Jeffa.

A aŁtor tak przypadkiem nie wpadł na to, że serce jest osłonięte żebrami i najpierw musi je połamać, żeby dotrzeć do serca, przez co impet ciosu znacznie by się zmniejszył?

Cios za ciosem. Krew tryskała z jego ciała, aż złapał ostatni oddech.

Głupi Jeff, widzi, że przez bicie sam się okalecza, a mimo to nadal bije, aż do ostatniego oddechu. Przynajmniej jest nadzieja, że dzięki temu się go pozbędziemy.

Jeff ma chyba skilla, który sprawia, że zadawany przez niego damage rani jego samego.

Każdy teraz patrzył na Jeff'a. Rodzice, płaczące dzieci.

No właśnie miałam o tym pisać. Rodzice tak po prostu sobie siedzieli i spokojnie patrzyli, jak jeden bachor katuje drugiego. Oni tam wszyscy są naćpani.
http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2012/08/016ce09e54212d6e8e887927f9911058.gif?1346149470

Naćpani to mało powiedziane. Oni są jakimiś socjopatami!

Nawet Troy i Keith, którzy niewiele myśląc wycelowali bronie w Jeff'a.

Skąd, do chuja pana, dzieciaki wytrzasnęły broń? I dlaczego rodzice nie reagują?!

Sami socjopaci! A dwunastolatkom się broni nie sprzedaje! Szczególnie bez zezwolenia!

 Jeff widząc wycelowane w niego pistolety pobiegł schodami na górę.

Tak. Skopany, zakrwawiony i co tam jeszcze Jeff, po prostu biegnie schodami na górę. Jakiegoś god mode'a oni wszyscy mają?

Użył miksturki leczniczej, którą wyciągnął z item panelu.

 Kiedy biegł, Troy i Keith otworzyli do niego ogień, lecz każdy strzał pudłował.

Dzieciaki. Miały broń. I otworzyły ogień. I to na oczach naćpanych dorosłych. Ja się poddaję.

Moja biedna psychika...

 Troy i Keith pobiegli za Jeff'em. Kiedy wystrzelili ostatnie naboje, Jeff skradając się, wszedł do łazienki.

Nie mógł wejść tam wcześniej? Musiał czekać, aż oni naboje wystrzelają?

Red, niepotrzebnie szukasz sensu. Tutaj go nie ma.

Chwycił stojak na ręcznik, i wyrwał go ze ściany. Do łazienki wtarli Troy i Keith z nożami w dłoniach.

Prawidłowo, nadprogramowe przecinki, które wciskają się w najmniej odpowiednie miejsca, trzeba wybijać.

Stojak na ręcznik. Ok, niekonwencjonalna broń, ale raczej mało skuteczna

Troy podbiegł z nożem do Jeff'a, który uderzył go stojakiem na ręcznik Troy'a w twarz.

No, Troy, widzę, że na bogato się bawimy. Nie każdy może sobie pozwolić na własny stojak na ręcznik. Ty możesz i chyba świadczy to o tym, że jesteś nie byle kim. Chyba. Albo nie.

To brzmi tak, jakby byli w domu Troya, a  Jeff zaczął urządzać tam rozwałkę.

 Troy bezwładnie opadł na ziemię, więc został tylko Jeff i Keith.

...którzy jedną stali się osobą, albowiem w obliczu niebezpieczeństwa łączyć się należy, aby wspólnie czoło stawić wszelkim przeszkodom. *to natchnienie*

Zlali się w jedno. Błee...

 Keith był bardziej zwinny, więc kiedy Jeff wymachiwał stojakiem. Keith wyrzucił nóż, i chwycił Jeff'a za szyję, i rzucił nim o ścianę.

Boru, to wciskanie wszędzie nadprogramowych kropek i przecinków robi się nudne. Dalej, aŁtorze, zaskocz mnie czymś! A jaki ten Keith silny był... Pewnie jego też coś opętało.

Tutaj tylko my nie jesteśmy opętane niczym. No, może nie licząc weny twórczej.

 Z górnej półki spadł na nich wybielacz. Palił ich obu, i oboje(obaj) zaczęli krzyczeć. Jeff wytarł oczy najlepiej jak mógł.

*prycha* Nie chcę martwić biednego Jeffa, ale samo wytarcie oczu, choćby nie wiem jak dokładnie, za przeproszeniem gówno mu da. Woda, Jeffie, woda! Tego na początek potrzebujesz, dużo, dużo wody!

Raczej by na to nie wpadł, ale co tam.

 Kiedy Keith jeszcze krzyczał z bólu, Jeff wziął z powrotem do ręki stojak na ręcznik.

Aha, mam rozumieć, że Jeff przetarł sobie rękami oczy, nagle ból tak po prostu zniknął, a nasz boCHater był w stanie "walczyć" stojakiem? *kwik*
http://troll.me/images/coolstorybrotell/cool-story-bro.jpg
Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić tego stojaka...

Celnie rozwalił metalowym stojakiem głowę Keith'owi. Kiedy Keith już leżał zakrwawiony na ziemi towarzyszył mu złowieszczy uśmiech.

Taaak, złowieszczy uśmiech uklęknął przy leżącym boCHaterze i zapłakał rzewnie.
Z innej beczki - da się coś celnie rozwalić? Słyszałam o celnym uderzeniu, ale rozwalenie? Nope.

*KWIIIIIK* Ciekawego miał Keith towarzysza, naprawdę.

"Co w tym takiego śmiesznego?!" Zapytał Jeff. Keith wyciągnął zapalniczkę i włączył ją.

*facepalm* To opko mnie przerasta. Tak, zakrwawiony, skatowany, prawie martwy Keith ma siłę, żeby się śmiać, mówić i wyciągać cokolwiek z chuj wie skąd, na pewno!
http://imgon.net/di-R08L.gif
A jest taki mały szczególik, że Keith jest pokryty wybielaczem, przez co sam się podpali...

"To," powiedział, "że jesteś pokryty wybielaczem i alkoholem". Jeff szeroko otworzył oczy ze zdziwienia, a Keith rzucił na niego zapalniczkę.

Tak, rzucać też ma siłę... Chyba nic mnie już nie zdziwi.

A sam się nie powinien podpalić przy okazji.

Alkohol w kontakcie z płomieniem podpalił się, a wybielacz wybielił jego skórę.

http://2.bp.blogspot.com/-9mJgwzBq_H8/UvrtUtYwIWI/AAAAAAAAEYU/2Z9Ev3a9xuQ/s1600/omg.gif
Kurwa. Kurwa. Alkohol, który ma skórę. Ok, cofam, coś w tym opku jest jednak creepy. *próbuje sobie wyobrazić alkohol i jego skórę* Nieee. *z krzykiem ucieka do lochów, aby ujrzeć tam normalny alkohol*

Ja potrafię. Jedna moja postać na sesji jest uczennicą alkosmoka i potrafi zmieniać się w alkohol. Ergo: alkohol może mieć skórę.

 Próbował się ugasić, lecz nic nie pomagało.

http://s2.quickmeme.com/img/13/13120294a256a8e4e8f6b7ab6cc4e6ad7270e82aaae44a0d9e789931f0f2b723.jpg
O, widzicie, skóra to jeszcze nic, ten alkohol jest w dodatku istotą żywą i myślącą. Mam dość.

No mówię, ten alkohol to tak naprawdę Smocza Łuska, łowczyni bandytów i wędkarz demonów! (tak, złapała demona na prowizoryczną wędkę, nie, nie pytajcie, w jaki sposób.)

 Alkohol sprawił, że Jeff był chodzącym płomieniem. Spadł ze schodów.

Że tak się wtrącę - nic innego nie zajęło się ogniem? Nawet schody? Takie ognioodporne one były, tak? Chociaż, kurna, taki chodzący płomień spektakularnie musiał wyglądać... O, na przykład temu panu płonął łeb i już fajnie wyglądał:
http://www.collider.com/wp-content/uploads/Ghost-Rider-movie-image-7.jpg
Tak btw, to aktor grający Ghost Ridera to Nicholas Cage, Red.

No przecież wiem. To jedyny film, w którym toleruję Cage'a. Właśnie za ten płonący łeb.

 Wszyscy krzyczeli gdy zobaczyli Jeff'a, ledwo żywego, płonącego człowieka.

To jakim prawem ten "ledwo żywy człowiek" umiał chodzić?! I dlaczego jeszcze nic się nie sfajczyło?!

Wyobrażam sobie właśnie, jak ten ledwo żywy człowiek dobiega, osuwa się na kolana, a następnie zastyga w pozycji embrionalnej.

Ostatnią rzeczą, jaką zobaczył była jego matka,

Pff, ty mały skurczygnacie, nie wstyd ci matkę tak przedmiotowo traktować?

Of course not.

która próbowała go ugasić. Wtedy stracił przytomność.

No nareszcie, już dawno powinieneś był to zrobić.

Już dawno powinieneś się ugotować, koleś.

Kiedy Jeff się obudził, (obudził?! A już miałam nadzieję, że nie żyje :C)(powinien nie żyć...) poczuł, że ma bandaże na twarzy i na ramieniu, a reszta jego ciała była w szwach.

Próbuję sobie to wyobrazić, ale jakoś za wuja nie potrafię...

Tak konkretnie wiedział, że ma założone szwy?

 Próbował wstać, lecz uświadomił sobie, że ma w ramieniu jakąś rurkę. Wtedy przybiegła pielęgniarka.

No patrz. Dzieciak, który przeżył całą akcję (chyba cudem), po odzyskaniu przytomności od razu ma siły, żeby wstać. Tylko ta rurka nieszczęsna mu przeszkadza. Weź ją wyjeb w cholerę, najwyraźniej jesteś niezniszczalny, więc żadna rurka różnicy ci nie zrobi. (co to za rurka może być w ogóle?)

Prawdopodobnie ma venflon i kroplówkę. Żeby było bardziej realistycznie. Ale to tak średnio wychodzi...

"Myślę, że jeszcze nie powinieneś wstawać." Powiedziała kładąc go z powrotem na łóżko i poprawiając rurkę w jego ramieniu. Jeff usiadł.

Tja, byle na przekór. Pielęgniarka go kładzie, a ten siada, "co mi będzie byle kmiot rozkazywał".

Poprawiając rurkę... Nie, kurna, nie! Venflonu raz wsadzonego nie powinno się dotykać, bo to piekielny ból! Co najwyżej wyjmuje się go po kilku dniach, żeby nie przyrósł. Wiem, bo dosyć dużo czasu spędziłam w różnych szpitalach na diagnostyce i nie tylko.

Nic nie widział. Kompletnie nie wiedział, gdzie jest.

Hmm, bandaże, szwy, rurka, pielęgniarka... Gdzie ja mogę być? *drapie się po głowie* Ach, no tak, to oczywiste! Jestem w klubie go go!

Powinni go zbadać pod kątem niedorozwoju mózgowego...

[Przychodzi matka Jeffa, która mówi, że po tym, co się stało, postanowiono wypuścić Liu z więzienia.]

 "Liu wyjdzie jutro, będziecie mogli znowu być razem."
Matka Jeff'a uścisnęła go, i pożegnała się.

Uwielbiam matkę Jeffa! Wcześniej synek na jej oczach bił się na śmierć i życie z innymi chłopakami, a ona tak sobie do wszystkiego na spokojnie podchodzi, w ogóle odnosi się wrażenie, że ona ma to wszystko głęboko w dupie. Można tylko pozazdrościć tak beztroskiego podejścia do życia.

Całe życie z socjopatami...

 Przez następne tygodnie Jeff był odwiedzany przez rodzinę. W końcu nadszedł ten dzień. Dzień zdejmowania bandaży. Jego rodzina niecierpliwiła się. Czekali aż doktor usunie ostatni bandaż zakrywający jego twarz.

Napięcie rośnie, w tle słychać walenie w bębny...

Aha... Tylko że nie. Bandaże muszą być wymieniane, nie można ich tak po prostu zostawić na ileś tygodni, bo wda się zakażenie.

"Miejmy nadzieję, że to będzie ładnie wyglądać." powiedział doktor ściągając bandaż z twarzy Jeff'a.

No ładnie jak chuj, Jeff miał tylko spaloną twarz, ale to nic, magiczne bandaże mocy na pewno pomogą!

Lekarz miał 20. poziom Kapłana.

Matka Jeff'a krzyknęła na widok jego twarzy, a Liu z ojcem patrzyli z obrzydzeniem. "C-co się stało z moją twarzą?" Zapytał Jeff, po czym wyskoczył z łóżka. Spojrzał w lustro i zobaczył, dlaczego rodzina tak zareagowała. Jego twarz była... okropna.

A czegoś ty się spodziewał, baranie jeden? Może twarzy pięknej jak u elfa? E-e. Przypominam, że najpierw spadł ci na mordę wybielacz, a potem płonąłeś. Ciesz się, że w ogóle możesz chodzić i mówić. (how?)

Nie wiem, ja dalej się zastanawiam, jakim cudem on dalej żyje.

Jego usta były spalone do głębokiej czerwieni,

Nie mam pojęcia dlaczego, ale gdy wpisałam w góglu "spalone usta", wyskoczyło mi to:
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjBgb-1peIz9sxUxQA-uEhVjs7t22T8Mb0rNSbbdDKx8Z9X3jAbDl3-nByZIVCC8UYhuhd1R0cmVjqAZ_Kdpo_xK0nkwB2nBqougTfDWZmOtrU9JS7HktgByhD3AQTAf2lLnALck2OQG4jX/s640/15.jpg
Tak tylko postanowiłam się tym z Wami podzielić.

Nie wiem do końca, jak to miało wyglądać, ale ok...

 jego twarz zmieniła kolor na czystą biel,

Po spaleniu. Ok, nie mam pytań. *kwiczy i bełkocze coś o czystej bieli i o skutkach spalenia*

*szeptem* Może to od wybielacza? *chwila ciszy* Nie, to by było zbyt kreskówkowe.

 a jego włosy zmieniły kolor z brązu na kruczą czerń.

A tu akurat nie widzę problemu, czarne włosy są ładne. Ciesz się, Jeffie! Z drugiej strony, muszę cię zmartwić. Ty płonąłeś, twoje włosy płonęły, więc powinny się one po prostu sfajczyć, a nie zmienić kolor.

Przez te parę tygodni raczej nie miały szansy mu aż tak odrosnąć.

 Powoli dotknął ręką swojej twarzy.
"Jeff..." Powiedział Liu "Ona wcale nie jest taka zła..."

Powiedział Liu, który przed chwilą patrzył z obrzydzeniem.

Yeah, right.

"Nie jest taka zła?!" Zapytał Jeff "Ona jest perfekcyjna!"

No, co kto lubi.

Perfekcyjna? Hmm...

Jego rodzina była zaskoczona, a Jeff zaczął się głośno śmiać. Jego rodzina zauważyło,

...że od rodzaju jej urwało.

Takie szczegóło.

 że jego lewe oko i ręka drgały.
"Uh... Jeff, dobrze się czujesz?"
"Dobrze?! Nigdy nie czułem się taki szczęśliwy! Ha ha ha ha! Spójrzcie na mnie! Ta twarz pasuje do mnie idealnie!" Nie mógł przestać się śmiać. On teraz był tylko maszyną do zabijania, lecz jego rodzina jeszcze o tym nie wiedziała.

Nie tylko do zabijania. Potrafisz się jeszcze śmiać i pierdolić głupoty.

Przede wszystkim to ostatnie.

"Doktorze," Zapytała mama Jeff'a, "Czy mój syn ma... No wie pan... w porządku w głowie

Tak, to dlatego zachowuje się tak, jak się zachowuje. Z pewnością ma w porządku w głowie.

Oj tak, z całą pewnością. Tu ma pani numer do odpowiedniego zakładu...

"Tak, to jest typowy objaw dla pacjentów,

A nie mówiłam? Ech, ta opkowa medycyna... *ociera łzę*

Tja.

którym podaliśmy tak dużą ilość środków przeciwbólowych. Jeśli po pięciu tygodniach nic się nie zmieni, zrobimy mu test psychologiczny."

Po pięciu tygodniach. Po pięciu tygodniach. Po pięciu... Ach...
http://c3201142.cdn03.imgwykop.pl/comment_0WdszpDqse9Db74l6uJdwIh5Ul2re8QE.jpg
Aha...

"Dobrze, dziękuje. Jeff, kotku, wracamy do domu."

Oni go w takim stanie od razu wypuszczają do domu?! A matka się nie boi wracać do domu z psychopatą?! No argghh!!!
http://31.media.tumblr.com/tumblr_m5clzcf3hs1rwcc6bo1_250.gif

Cokolwiek bierzecie, odstawcie to.

I skontaktujcie się z psychiatrą.

Jeff oderwał twarz od lustra.

A co, Kropelką ją do niego przykleił?

Wyobrażam to sobie.

 Jego twarz dalej miała ten straszny uśmiech. "Dobrze mamo. Ha hahahahahaaa!"

Kreowanie postaci na psychopatę - robisz to źle.

A nawet bardzo źle.

Później tej nocy matkę Jeff'a obudził dźwięk dochodzący z łazienki. Tym dźwiękiem był płacz.

Przynajmniej się już nie śmieje jak porąbany.

No wiesz, taki płacz też bywa wkurwiający.

Powoli weszła do łazienki, aby zobaczyć co się dzieje. Ujrzała, że jej syn pociął swoje policzki, tak, aby formowały się w uśmiech.

http://www.thefrisky.com/wp-content/uploads/2013/10/21/hmm-oprah-suspicious.gif
To znaczy właściwie jak? Powycinał sobie emotikony w policzkach?

To chyba właśnie tak wygląda...

"Jeff, co ty robisz?"
Jeff spojrzał na matkę. "Mamusiu, nie mogłem się ciągle uśmiechać. To po chwili bolało. Ale teraz mogę się uśmiechać wiecznie."

A pocięte policzki wcale cię nie bolą. Logiczne.

Joker? Co ty, biedaku, robisz w tym opku?


 matka Jeff'a zobaczyła jego oczy, okrążone w czerni.

Wuuuut, w jakim narzeczu jest to zdanie?

W aŁtoreczkowym.

"Jeff, twoje oczy!" Jego oczy były pokryte czernią, jakby nie miały się nigdy zamknąć.

Nie widzę związku. No i przed chwilą były okrążone, teraz nagle pokryte, zdecydujże się, aŁtorze.

Co ma Zevran do Fenrisa? Bo nie ogarniam, czemu to, że są pokryte czernią, miałoby wpływać na możliwość ich zamykania.

"Nie mogłem widzieć mojej twarzy. Moje oczy zamykały się ze zmęczenia, więc spaliłem swoje powieki, więc teraz będę mógł wiecznie widzieć siebie, moją nową twarz"

*idzie po wodę święconą* Jakim cudem ty w ogóle jeszcze żyjesz,  duszo nieczysta? Już sam poziom twojej głupoty powinien cię zabić, o krzywdach, jakie sam sobie robisz, nie wspomnę. No i ja jakoś nie widzę swojej twarzy, choć mam otwarte oczy (chyba że stanę przed lustrem, ale to wiadomo), więc twój pomysł jest z dupy.

A oprócz tego po ok. minucie twoje gałki oczne wyschną i gówno wtedy zobaczysz.

Jego matka powoli zaczęła się wycofywać.
"Co się stało, mamusiu? Czyż nie jestem piękny?!"

*śpiewa głosem Jamesa Blunta* You're beautiful... You're beautiful... You're beautiful, it's true...

Red. Proszę.

"Jesteś synku. P-pozwól mi pójść do tatusia, żeby mógł zobaczyć twoją nową twarz." Matka wbiegła do sypialni, budząc ojca. "Kotku, weź broń. Nasz..."

Teraz do niej dotarło, że jej synek jest niebezpiecznym psychopatą. Wcześniej bez problemu sprowadziła go sobie do domu. Byłaby ideanalna w teledysku do "Dumb Ways to Die".

Szybka jest.

Zaniemówiła, gdy zobaczyła w progu Jeff'a trzymającego nóż.
"Mamusiu. Okłamałaś mnie." Powiedział Jeff, po czym ich zadźgał z zimną krwią.

Najbardziej epicki fragment opka w mojej analizatorskiej karierze ever! No dobra, może przesadziłam, ale urzekło mnie to. To takie... proste i wyprane z emocji. "Powiedział Jeff, po czym zadźgał ich z zimną krwią". Miód!

Brawa!

Liu obudził się od tych dźwięków. Nie słyszał nic więcej, więc zamknął oczy, i próbował zasnąć, lecz ogarnęło go dziwne uczucie, że ktoś go obserwuje. Kiedy się obrócił, Jeff zatkał jego usta ręką.

Czyli wsadził mu łapę do ust?

Na to wygląda.

 Jeff powoli tnąc gardło Liu powiedział: "Shhhhh, idź spać."

No ja po tej przerażającej końcówce nie będę mogła zasnąć. 

http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2012/12/fb2e994f4b234b53c3a8bc60b4241df1_original.gif?1355308532
*ziew* Z przyjemnością.

Tym sposobem dobrnęłyśmy do końca opka o Jeffie the Killerze. Nareszcie. Borze, Borze, Borzenko, teraz nie będziemy mogły spać ze strachu, co to będzie?
Życzymy Wam spokojnej niedzieli i pozdrawiamy. Do zobaczenia w bliżej nieokreślonej przyszłości!