Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Creepypasta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Creepypasta. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 marca 2014

Jeff the Kwik 2/2

Witamy!
Oddajemy dziś w Wasze ręce drugą część analizy opka o przygodach wesołego Jeffa i jego przyjaciół. Będzie się działo - zobaczymy epickie opisy walki, niezniszczalnych boCHaterów, naćpanych dorosłych i cuda opkowej medycyny. Jesteście gotowi?
Link: http://pl.creepypasta.wikia.com/wiki/Jeff_The_Killer#WikiaArticleComments
Analizują: Red i Arkanistka

[Jak pamiętamy, Jeff i jego rodzice wybierają się na imprezę urodzinową do syna sąsiadów.]

Kiedy Jeff wreszcie zmusił się aby wstać, wziął pierwszą lepszą koszulkę i zszedł na dół. Zobaczył że jego ojciec jest ubrany w garnitur, a jego matka w suknię.

Ooo, to babcia Jeffa też się wybiera? No bo matka jego ojca to chyba babcia, nie?

Aż boję się dowiedzieć, w co ubrała się matka Jeffa...

 Zdziwił się, dlaczego ubrali się w takie eleganckie rzeczy na imprezę jakiegoś dziecka.

No tak, matka mogła ubrać się w worek po kartoflach, a ojciec w codzienny strój Argusa Filcha.

Co za buc z tego Jeffa.

"Synu, to wszystko, w co się ubierasz?" Zapytała mama Jeff'a

No, w sumie... Była mowa tylko o koszulce, więc mógłbyś ubrać też jakieś spodnie...

O ile nie jest Grayem z Fairy Tail, to rzeczywiście, powinien założyć jakieś spodnie...

"To lepsze niż takie eleganckie ubrania." Powiedział Jeff.

Aha. Yhy. Nie zgodzę się.

Będziesz tak bez gaci latał, geniuszu?

Jego matka zignorowała wielką chęć aby na niego nakrzyczeć i po prostu uśmiechnęła się.
"Jeff, może jesteśmy za bardzo elegancko ubrani, ale może zrobimy na nich dobre wrażenie" powiedział ojciec Jeff'a.

To nie mogliście się ubrać normalnie? Ładnie, ale bez przesady? No i proszę, jak ja lubię ten typ człowieka: "ale co powiedzą sąsiedzi?".

Najwyraźniej nie mogli. Może jeszcze nie wypakowali tych normalnych ciuchów.

Jeff burknął coś pod nosem i poszedł do swojego pokoju.
"Ja nie mam żadnych takich "eleganckich" ubrań!" Krzyknął ze swojego pokoju "Po prostu weź coś." Powiedziała jego matka. Jeff poszukał w szafie i znalazł czarne dresowe spodnie, które ubierał na specjalne okazje i podkoszulkę. Nie mógł znaleźć koszulki, którą mógłby ubrać. W końcu znalazł białą bluzę z kapturem, która leżała na krześle.

No, Wyjściowy Dresik w całej okazałości! *bije brawo* Nie, Jeffie, dres z całą pewnością NIE JEST elegancki.
No i żeby znaleźć bluzę leżącą na krześle, musiałeś się tyyyle naszukać, biedaku ty!

Białą? Kiedy dostałyśmy informację, że Jeff dołączył do Bractwa Asasynów?

 Gdy zszedł na dół, okazało się, że jego rodzice są już gotowi.

A nie byli gotowi wcześniej? Boru, te pętle czasowe.

To opko zagina czasoprzestrzeń.

"Ty w tym idziesz?" powiedzieli razem jego rodzice. Jego matka spojrzała na zegarek. "Nie ma czasu na przebieranki. Chodźmy już." Powiedziała, po czym usłyszała jak Jeff z ojcem wychodzą z domu.

Przecież oni mieli iść razem, więc dlaczego faceci poszli, a ona najpierw postała i posłuchała, czy wychodzą? Też ma mroczne sekrety i jest opętana?

Logika tego zdania, w właściwie jej brak, mnie przerasta.

 Razem przeszli przez ulicę do domu Barbary i Billy'ego. Zapukali, i ukazała się im Barbara.

Ukazała się, tak jak serce Jezusa ukazało się na niebie. A rodzice Jeffa zobaczyli "buzię w tym tęczu".

Ja się poddaję. Nie dotrwam do końca *płacze w kąciku*

Zupełnie jak rodzice Jeff'a. Przesadnie ubrani.

Bo może to miało być takie eleganckie przyjęcie? Tylko jaki jest sens robienia takiej imprezy urodzinowej dziecku?

Witajcie w Snobolandii.

Gdy weszli do domu zobaczyli, że tam są tylko dorośli. Żadnych dzieci.
"Dzieci są na podwórku. Jeff, co ty na to, żebyś poszedł poznać dzieci?" Powiedziała Barbara (która miała dzieci).
Jeff wyszedł na podwórko (pełne dzieci) i zobaczył, że było tam pełno dzieci.

Nie no, serio, ile razy można powtarzać jeden wyraz...

Do zrzygania.

Wszyscy biegali w dziwacznych strojach strzelając do siebie z plastikowych pistolecików.

Kurczę, aŁtorze, napisz, co rozumiesz pod pojęciem dziwacznego stroju, bo ja na przykład widzę takie coś, a nie wiem, czy o to Ci chodziło:
http://www4.pictures.zimbio.com/gi/Miley+Cyrus+Backstage+MTV+Video+Music+Awards+fMB5gwxahoxl.jpg
A plastikowy pistolecik możesz co najwyżej wsadzić komuś do gardła.

Może chodziło mu o coś bardziej w stylu kotletów Lady Gagi?

 Nagle do Jeff'a podbiegł dzieciak wręczając mu pistolecik.

Ach, już rozumiem. Te pistoleciki nie służą do zabijania ludzi, tylko do mordowania bez litości Boru ducha winnej interpunkcji.

Jak na to wpadłaś?

Richtig Ślonskie Mandle. To one mi to podpowiedziały.

"Cześć, chcesz się pobawić?" powiedział.
"Eee, nie. Jestem za stary na takie rzeczy" Powiedział Jeff

...który miał... ile? Dziesięć? Jedenaście? Dwanaście lat? Ja w jego wieku jeszcze bawiłam się w Harry'ego Pottera i w tropiciela duchów. I wcale się tego nie wstydzę.

Ja w tym wieku bawiłam się w rycerzy z kolegami z podstawówki. Naparzaliśmy się gałęziami. A w rycerzy "bawię się" nadal. Jak to zapalony RPG-owiec, który uczestniczy też w LARP-ach.

"Proszę?" Powiedziało dziecko "No dobra" Powiedział Jeff. Wziął pistolecik i zaczął "strzelać" do innych dzieci. Na początku wydawało mu się to bezsensowne,

No tak, jaki sens ma TYLKO zabawa w zabijanie, mały sadysta Jeff zapewne wolałby zabić trochę dzieci naprawdę. Awrhrhrgrr.
http://i2.pinger.pl/pgr387/b70be8e10000eb2b527ffa5d

Pewnie, że tak.

ale po chwili to mu się nawet wydawało trochę fajne. Może to nie było "Cool", ale to był pierwszy raz, kiedy choć na chwilę zapomniał o Liu.

Patrzcie, jak niewiele takiemu trzeba, żeby zapomnieć o bracie, który poszedł siedzieć za coś, czego nie zrobił. Uuuroczo.

Oni wszyscy pozbawieni są emocji wyższych...

Jeff bawił się tak, aż usłyszał dziwaczny dźwięk. Dźwięk jeżdżącej deskorolki.

http://img3.wikia.nocookie.net/__cb20120702011303/glee/images/6/6a/Really_seriously_WHAT.gif
Moi drodzy, dźwięk jeżdżącej deskorolki został właśnie wpisany na listę Najdziwniejszych Dźwięków Ever. Uplasował się na trzecim miejscu, wyprzedzają go tylko dźwięk jeżdżenia widelcem po talerzu i śpiew(?) Gracjana Roztockiego.

Obok widelca jeżdżącego po talerzu uplasowały się też paznokcie jeżdżące po tablicy.

 Randy, Troy i Keith przeskoczyli ogrodzenie na swoich deskorolkach.

Bo ogrodzenie miało pięć centymetrów wysokości. Tylko jaki jest sens robienia tak niskiego ogrodzenia?
A tak w ogóle... Moment. Wcześniej czytaliśmy, że "znaleźliśmy dwójkę dzieci dźgniętych, a jednego z obrażeniami wewnętrznymi". I mam rozumieć, że oni tak poranieni po prostu jeździli sobie na deskorolkach? Jasne, a Red wcale nie ma fioła. Logika spieprzyła z tego opka na koniec świata i jeszcze dalej.

To się nazywa regeneracja tkanek...

 Jeff upuścił swój plastikowy pistolet i zerwał czapeczkę. Randy patrzył na Jeff'a z nienawiścią w oczach.
"Witaj, Jeff" Powiedział Randy. "Mamy parę niedokończonych spraw." Jeff zobaczył, że Randy ma posiniaczoną twarz.

Rany po dźganiu nożem i obrażenia wewnętrzne objawiają się tylko siniakami na twarzy, cuda opkowej medycyny part... nie wiem, która to już?

Też już się pogubiłam.

"Też tak myślę. Zajebię Cię, za to, że wpakowałeś mojego brata za kratki.

Twój brat sam się za kratki wpakował, klocu.

Ale on o tym nie pomyśli, bo po co?

"Oh, bardzo śmieszne, wiesz, że ja i tak wygram. Może skopałeś nam tyłki kiedyś, ale nie dzisiaj."

*prychu prych* Próbuj, próbuj... Jest nadzieja, że tym razem demon tkwiący w Jeffie się nie uaktywni. Ale wątpię, w końcu jesteśmy w opku. A wszyscy boCHaterowie zachowują się jak idioci.

Może tym razem skończy się na tym, że Jeff pourywa im wszystkim głowy, a potem popełni samobójstwo? *trzyma kciuki, żeby tak się stało*

Powiedział randy po czym ruszył na Jeff'a. Oboje upadli na ziemię. Randy uderzył Jeff'a w nos, a Jeff złapał go za uszy i przyłożył mu "z główki" odpychając go od siebie.

Żyjący własnym życiem nos z uszami, któremu da się przyłożyć z główki. O_O

Ok...

Po chwili wstali na nogi.

Nie, kurwa, na uszy wstali.

Na rzęsy.

 Dzieci krzyczały, a rodzice wybiegali z domu. Troy i Keith wyciągnęli z toreb pistolety.

Ale zabawkowe pistolety, prawda? Prawda? Bo jeśli nie, to... *facepalm wszystkimi kończynami*

Głowa mnie boli od tego wszystkiego...

"Niech nikt nie przerywa, bo polecą flaki!" Powiedzieli.

Chyba zaczynam się denerwować. Stężenie głupoty w tym opku jest za duże. Cholera, jasne, wypruwajcie sobie flaki na oczach gromady dzieci i być może ich rodziców, zajebisty pomysł!
http://media.tumblr.com/tumblr_lpd1hd5t7G1qgmii8.gif

Zero pomyślunku.

Teraz uwaga, wild opis bójki appears:

 Randy wyciągnął nóż i wbił go w ramię Jeff'a.
Jeff wydarł się w niebogłosy i upadł na kolana.

Cioooty, cioooty, cioooty i beznamiętne opisy, bleh.

Mam ochotę spuścić łomot aŁtorowi/-rce. Przekona się wtedy, że bójki nie są takie beznamiętne...

 Randy bezlitośnie kopał go w twarz. Po trzech kopach (dokładnie po trzech, żebyście przypadkiem nie pomyśleli, że po dwóch albo pięciu) Jeff chwycił nogę Randy'ego i przekręcił ją, co spowodowało, że upadł na ziemię.

WUT, przecież Jeff już leżał na ziemi, jakim więc cudem wyrąbał się drugi raz...
http://data3.whicdn.com/images/50005174/large.gif

Logika opkowa...

Jeff wstał i poszedł w kierunku tylnych drzwi.
"Potrzebujesz pomocy?" Randy chwycił Jeff'a za kołnierz i przerzucił go przez drzwi.

Jeżu drogi, a cóż mu ten biedny kołnierzyk zawinił? Tak nim rzucać to nieładnie, a fe. Dobra, dobra, wiem, że chodzi tu o Jeffa, chociaż nadal nie wiem, jakim cudem Randy potrafił nim rzucać.

Dwunastolatek jedenastolatkiem? Też nie mam bladego pojęcia.

 Gdy Jeff próbował wstać Randy powalił go na ziemię, i kopał go tak długo aż zaczął kasłać krwią.

Ej, okej, teraz już oficjalnie się pogubiłam, nie wiem, kto tam wstawał, kto leżał, kto kopał i kto kasłał krwią. Może po prostu wyłączę się, posiedzę i poczekam, aż znów będę w stanie nadążyć za akcją. *idzie po ciastka i coś do picia*

Mi wynika z tego, że Randy kopał Jeffa tak długo, aż sam zaczął kasłać krwią.

"No dawaj gnoju! Walcz ze mną!" Randy przeciągnął Jeff'a do kuchni. Randy widząc butelkę wódki na stole roztrzaskał ją na głowie Jeff'a.

No ciulu jeden, ja ci dam wódkę marnować! Ja ci dam! Jak cię zaraz dopadnę... *miły pan w białym fartuchu zakłada jej kaftanik* Agrhrh... Zresztą... Wszystko mi jedno.
http://24.media.tumblr.com/db2e7f5d55382f888a3ed2a93263d96d/tumblr_mfynyy1r5m1re3c2eo8_500.gif

Nie lepiej było podnieść Jeffa i walnąć jego łbem kilka razy o blat, a nie wódkę marnować?

"Walcz!" Randy przeciągnął Jeff'a do salonu.

I tak będziesz go ciągać po całej chałupie do usranej śmierci?! No jaa...

Podnieś go i daj mu w pysk.

"No dalej Jeff! Spójrz na mnie!" Jeff podniósł wzrok. Jego twarz była cała zakrwawiona.

No tak, już wiemy, że wzroki w tym opku bywają dziwne. I mają twarze. I dopiero to jest creepy, a nie reszta tego opkowego gówna.

No dokładnie.

"To ja wpakowałem twojego brata za kratki! (kłamiesz, kłamiesz, kłamiesz) A ty będziesz siedział i pozwolisz mu tam gnić przez cały rok! Powinieneś się wstydzić." Jeff zaczyna się podnosić

Nie zmieniaj czasu, nie rób tego, nie rób!

Nie, aŁtorze/-rko!

"Oh, wreszcie zacząłeś się podnosić" Jeff już stoi. Na jego twarzy jest krew i wódka.

Miałam napisać komentarz, ale nie jestem w stanie, muszę poczekać, aż mi trochę wkurw przejdzie. Na razie musi wystarczyć gif, który przedstawia to, co dzieje się aktualnie w mojej głowie.
http://24.media.tumblr.com/bbd3ec3a9bf64b885176d9fac7c4925e/tumblr_mv1dbyBBcH1rel4pvo1_500.gif
Ech. Język polska trudna być bardzo dla aŁtoreczkuf.

Oprócz aŁtoreczkowego wszystkie języki są dla nich trudne.

Znowu doznał tego dziwnego uczucia. "Wreszcie. Wstał!" Krzyknął Randy i pobiegł z zamiarem zaatakowania Jeff'a.

Gdzie on tak biegał, ja nie wiem. Wszyscy w tym opku muszą się rozpędzić przed zrobieniem czegokolwiek.

Przecież stał obok niego...

 To wtedy to się zdarzyło. Coś w Jeff'ie pękło. Jego psychika została całkowicie zniszczona, racjonalne myślenie znikło.

Aha, a aŁtor jest mistrzem diagnozowania stanu psychiki każdego człowieka, ma na to certyfikaty cztery i myśli, że zawsze ma rację. A racjonalne myślenie już dawno zanikło w tym opku.

Ameryki nie odkryłeś, aŁtorze.

 Jedyne, co teraz potrafił, to zabijać.

Ooo, to tak jak ja w tej chwili! (dotyczy to oczywiście tylko boCHaterów tego opka)

*spuszcza Red ze smyczy*

 Chwycił Randy'ego za szyję i z dużą siłą rzucił Randy'm o ziemię.

No, zdziwiłabym się, gdyby za szyję chwycił Randy'ego, a rzucił kimś innym.

No wiesz, nie takie cuda się w opkach zdarzały.

Stanął nad nim i z ogromną siłą uderzył go prosto w serce, które się zatrzymało. Kiedy Randy próbował złapać oddech. Jeff bił go.

Kropka chciała pomóc Randy'emu, dlatego wbiła się w zdanie i oddzieliła chłopaka od Jeffa.

A aŁtor tak przypadkiem nie wpadł na to, że serce jest osłonięte żebrami i najpierw musi je połamać, żeby dotrzeć do serca, przez co impet ciosu znacznie by się zmniejszył?

Cios za ciosem. Krew tryskała z jego ciała, aż złapał ostatni oddech.

Głupi Jeff, widzi, że przez bicie sam się okalecza, a mimo to nadal bije, aż do ostatniego oddechu. Przynajmniej jest nadzieja, że dzięki temu się go pozbędziemy.

Jeff ma chyba skilla, który sprawia, że zadawany przez niego damage rani jego samego.

Każdy teraz patrzył na Jeff'a. Rodzice, płaczące dzieci.

No właśnie miałam o tym pisać. Rodzice tak po prostu sobie siedzieli i spokojnie patrzyli, jak jeden bachor katuje drugiego. Oni tam wszyscy są naćpani.
http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2012/08/016ce09e54212d6e8e887927f9911058.gif?1346149470

Naćpani to mało powiedziane. Oni są jakimiś socjopatami!

Nawet Troy i Keith, którzy niewiele myśląc wycelowali bronie w Jeff'a.

Skąd, do chuja pana, dzieciaki wytrzasnęły broń? I dlaczego rodzice nie reagują?!

Sami socjopaci! A dwunastolatkom się broni nie sprzedaje! Szczególnie bez zezwolenia!

 Jeff widząc wycelowane w niego pistolety pobiegł schodami na górę.

Tak. Skopany, zakrwawiony i co tam jeszcze Jeff, po prostu biegnie schodami na górę. Jakiegoś god mode'a oni wszyscy mają?

Użył miksturki leczniczej, którą wyciągnął z item panelu.

 Kiedy biegł, Troy i Keith otworzyli do niego ogień, lecz każdy strzał pudłował.

Dzieciaki. Miały broń. I otworzyły ogień. I to na oczach naćpanych dorosłych. Ja się poddaję.

Moja biedna psychika...

 Troy i Keith pobiegli za Jeff'em. Kiedy wystrzelili ostatnie naboje, Jeff skradając się, wszedł do łazienki.

Nie mógł wejść tam wcześniej? Musiał czekać, aż oni naboje wystrzelają?

Red, niepotrzebnie szukasz sensu. Tutaj go nie ma.

Chwycił stojak na ręcznik, i wyrwał go ze ściany. Do łazienki wtarli Troy i Keith z nożami w dłoniach.

Prawidłowo, nadprogramowe przecinki, które wciskają się w najmniej odpowiednie miejsca, trzeba wybijać.

Stojak na ręcznik. Ok, niekonwencjonalna broń, ale raczej mało skuteczna

Troy podbiegł z nożem do Jeff'a, który uderzył go stojakiem na ręcznik Troy'a w twarz.

No, Troy, widzę, że na bogato się bawimy. Nie każdy może sobie pozwolić na własny stojak na ręcznik. Ty możesz i chyba świadczy to o tym, że jesteś nie byle kim. Chyba. Albo nie.

To brzmi tak, jakby byli w domu Troya, a  Jeff zaczął urządzać tam rozwałkę.

 Troy bezwładnie opadł na ziemię, więc został tylko Jeff i Keith.

...którzy jedną stali się osobą, albowiem w obliczu niebezpieczeństwa łączyć się należy, aby wspólnie czoło stawić wszelkim przeszkodom. *to natchnienie*

Zlali się w jedno. Błee...

 Keith był bardziej zwinny, więc kiedy Jeff wymachiwał stojakiem. Keith wyrzucił nóż, i chwycił Jeff'a za szyję, i rzucił nim o ścianę.

Boru, to wciskanie wszędzie nadprogramowych kropek i przecinków robi się nudne. Dalej, aŁtorze, zaskocz mnie czymś! A jaki ten Keith silny był... Pewnie jego też coś opętało.

Tutaj tylko my nie jesteśmy opętane niczym. No, może nie licząc weny twórczej.

 Z górnej półki spadł na nich wybielacz. Palił ich obu, i oboje(obaj) zaczęli krzyczeć. Jeff wytarł oczy najlepiej jak mógł.

*prycha* Nie chcę martwić biednego Jeffa, ale samo wytarcie oczu, choćby nie wiem jak dokładnie, za przeproszeniem gówno mu da. Woda, Jeffie, woda! Tego na początek potrzebujesz, dużo, dużo wody!

Raczej by na to nie wpadł, ale co tam.

 Kiedy Keith jeszcze krzyczał z bólu, Jeff wziął z powrotem do ręki stojak na ręcznik.

Aha, mam rozumieć, że Jeff przetarł sobie rękami oczy, nagle ból tak po prostu zniknął, a nasz boCHater był w stanie "walczyć" stojakiem? *kwik*
http://troll.me/images/coolstorybrotell/cool-story-bro.jpg
Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić tego stojaka...

Celnie rozwalił metalowym stojakiem głowę Keith'owi. Kiedy Keith już leżał zakrwawiony na ziemi towarzyszył mu złowieszczy uśmiech.

Taaak, złowieszczy uśmiech uklęknął przy leżącym boCHaterze i zapłakał rzewnie.
Z innej beczki - da się coś celnie rozwalić? Słyszałam o celnym uderzeniu, ale rozwalenie? Nope.

*KWIIIIIK* Ciekawego miał Keith towarzysza, naprawdę.

"Co w tym takiego śmiesznego?!" Zapytał Jeff. Keith wyciągnął zapalniczkę i włączył ją.

*facepalm* To opko mnie przerasta. Tak, zakrwawiony, skatowany, prawie martwy Keith ma siłę, żeby się śmiać, mówić i wyciągać cokolwiek z chuj wie skąd, na pewno!
http://imgon.net/di-R08L.gif
A jest taki mały szczególik, że Keith jest pokryty wybielaczem, przez co sam się podpali...

"To," powiedział, "że jesteś pokryty wybielaczem i alkoholem". Jeff szeroko otworzył oczy ze zdziwienia, a Keith rzucił na niego zapalniczkę.

Tak, rzucać też ma siłę... Chyba nic mnie już nie zdziwi.

A sam się nie powinien podpalić przy okazji.

Alkohol w kontakcie z płomieniem podpalił się, a wybielacz wybielił jego skórę.

http://2.bp.blogspot.com/-9mJgwzBq_H8/UvrtUtYwIWI/AAAAAAAAEYU/2Z9Ev3a9xuQ/s1600/omg.gif
Kurwa. Kurwa. Alkohol, który ma skórę. Ok, cofam, coś w tym opku jest jednak creepy. *próbuje sobie wyobrazić alkohol i jego skórę* Nieee. *z krzykiem ucieka do lochów, aby ujrzeć tam normalny alkohol*

Ja potrafię. Jedna moja postać na sesji jest uczennicą alkosmoka i potrafi zmieniać się w alkohol. Ergo: alkohol może mieć skórę.

 Próbował się ugasić, lecz nic nie pomagało.

http://s2.quickmeme.com/img/13/13120294a256a8e4e8f6b7ab6cc4e6ad7270e82aaae44a0d9e789931f0f2b723.jpg
O, widzicie, skóra to jeszcze nic, ten alkohol jest w dodatku istotą żywą i myślącą. Mam dość.

No mówię, ten alkohol to tak naprawdę Smocza Łuska, łowczyni bandytów i wędkarz demonów! (tak, złapała demona na prowizoryczną wędkę, nie, nie pytajcie, w jaki sposób.)

 Alkohol sprawił, że Jeff był chodzącym płomieniem. Spadł ze schodów.

Że tak się wtrącę - nic innego nie zajęło się ogniem? Nawet schody? Takie ognioodporne one były, tak? Chociaż, kurna, taki chodzący płomień spektakularnie musiał wyglądać... O, na przykład temu panu płonął łeb i już fajnie wyglądał:
http://www.collider.com/wp-content/uploads/Ghost-Rider-movie-image-7.jpg
Tak btw, to aktor grający Ghost Ridera to Nicholas Cage, Red.

No przecież wiem. To jedyny film, w którym toleruję Cage'a. Właśnie za ten płonący łeb.

 Wszyscy krzyczeli gdy zobaczyli Jeff'a, ledwo żywego, płonącego człowieka.

To jakim prawem ten "ledwo żywy człowiek" umiał chodzić?! I dlaczego jeszcze nic się nie sfajczyło?!

Wyobrażam sobie właśnie, jak ten ledwo żywy człowiek dobiega, osuwa się na kolana, a następnie zastyga w pozycji embrionalnej.

Ostatnią rzeczą, jaką zobaczył była jego matka,

Pff, ty mały skurczygnacie, nie wstyd ci matkę tak przedmiotowo traktować?

Of course not.

która próbowała go ugasić. Wtedy stracił przytomność.

No nareszcie, już dawno powinieneś był to zrobić.

Już dawno powinieneś się ugotować, koleś.

Kiedy Jeff się obudził, (obudził?! A już miałam nadzieję, że nie żyje :C)(powinien nie żyć...) poczuł, że ma bandaże na twarzy i na ramieniu, a reszta jego ciała była w szwach.

Próbuję sobie to wyobrazić, ale jakoś za wuja nie potrafię...

Tak konkretnie wiedział, że ma założone szwy?

 Próbował wstać, lecz uświadomił sobie, że ma w ramieniu jakąś rurkę. Wtedy przybiegła pielęgniarka.

No patrz. Dzieciak, który przeżył całą akcję (chyba cudem), po odzyskaniu przytomności od razu ma siły, żeby wstać. Tylko ta rurka nieszczęsna mu przeszkadza. Weź ją wyjeb w cholerę, najwyraźniej jesteś niezniszczalny, więc żadna rurka różnicy ci nie zrobi. (co to za rurka może być w ogóle?)

Prawdopodobnie ma venflon i kroplówkę. Żeby było bardziej realistycznie. Ale to tak średnio wychodzi...

"Myślę, że jeszcze nie powinieneś wstawać." Powiedziała kładąc go z powrotem na łóżko i poprawiając rurkę w jego ramieniu. Jeff usiadł.

Tja, byle na przekór. Pielęgniarka go kładzie, a ten siada, "co mi będzie byle kmiot rozkazywał".

Poprawiając rurkę... Nie, kurna, nie! Venflonu raz wsadzonego nie powinno się dotykać, bo to piekielny ból! Co najwyżej wyjmuje się go po kilku dniach, żeby nie przyrósł. Wiem, bo dosyć dużo czasu spędziłam w różnych szpitalach na diagnostyce i nie tylko.

Nic nie widział. Kompletnie nie wiedział, gdzie jest.

Hmm, bandaże, szwy, rurka, pielęgniarka... Gdzie ja mogę być? *drapie się po głowie* Ach, no tak, to oczywiste! Jestem w klubie go go!

Powinni go zbadać pod kątem niedorozwoju mózgowego...

[Przychodzi matka Jeffa, która mówi, że po tym, co się stało, postanowiono wypuścić Liu z więzienia.]

 "Liu wyjdzie jutro, będziecie mogli znowu być razem."
Matka Jeff'a uścisnęła go, i pożegnała się.

Uwielbiam matkę Jeffa! Wcześniej synek na jej oczach bił się na śmierć i życie z innymi chłopakami, a ona tak sobie do wszystkiego na spokojnie podchodzi, w ogóle odnosi się wrażenie, że ona ma to wszystko głęboko w dupie. Można tylko pozazdrościć tak beztroskiego podejścia do życia.

Całe życie z socjopatami...

 Przez następne tygodnie Jeff był odwiedzany przez rodzinę. W końcu nadszedł ten dzień. Dzień zdejmowania bandaży. Jego rodzina niecierpliwiła się. Czekali aż doktor usunie ostatni bandaż zakrywający jego twarz.

Napięcie rośnie, w tle słychać walenie w bębny...

Aha... Tylko że nie. Bandaże muszą być wymieniane, nie można ich tak po prostu zostawić na ileś tygodni, bo wda się zakażenie.

"Miejmy nadzieję, że to będzie ładnie wyglądać." powiedział doktor ściągając bandaż z twarzy Jeff'a.

No ładnie jak chuj, Jeff miał tylko spaloną twarz, ale to nic, magiczne bandaże mocy na pewno pomogą!

Lekarz miał 20. poziom Kapłana.

Matka Jeff'a krzyknęła na widok jego twarzy, a Liu z ojcem patrzyli z obrzydzeniem. "C-co się stało z moją twarzą?" Zapytał Jeff, po czym wyskoczył z łóżka. Spojrzał w lustro i zobaczył, dlaczego rodzina tak zareagowała. Jego twarz była... okropna.

A czegoś ty się spodziewał, baranie jeden? Może twarzy pięknej jak u elfa? E-e. Przypominam, że najpierw spadł ci na mordę wybielacz, a potem płonąłeś. Ciesz się, że w ogóle możesz chodzić i mówić. (how?)

Nie wiem, ja dalej się zastanawiam, jakim cudem on dalej żyje.

Jego usta były spalone do głębokiej czerwieni,

Nie mam pojęcia dlaczego, ale gdy wpisałam w góglu "spalone usta", wyskoczyło mi to:
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjBgb-1peIz9sxUxQA-uEhVjs7t22T8Mb0rNSbbdDKx8Z9X3jAbDl3-nByZIVCC8UYhuhd1R0cmVjqAZ_Kdpo_xK0nkwB2nBqougTfDWZmOtrU9JS7HktgByhD3AQTAf2lLnALck2OQG4jX/s640/15.jpg
Tak tylko postanowiłam się tym z Wami podzielić.

Nie wiem do końca, jak to miało wyglądać, ale ok...

 jego twarz zmieniła kolor na czystą biel,

Po spaleniu. Ok, nie mam pytań. *kwiczy i bełkocze coś o czystej bieli i o skutkach spalenia*

*szeptem* Może to od wybielacza? *chwila ciszy* Nie, to by było zbyt kreskówkowe.

 a jego włosy zmieniły kolor z brązu na kruczą czerń.

A tu akurat nie widzę problemu, czarne włosy są ładne. Ciesz się, Jeffie! Z drugiej strony, muszę cię zmartwić. Ty płonąłeś, twoje włosy płonęły, więc powinny się one po prostu sfajczyć, a nie zmienić kolor.

Przez te parę tygodni raczej nie miały szansy mu aż tak odrosnąć.

 Powoli dotknął ręką swojej twarzy.
"Jeff..." Powiedział Liu "Ona wcale nie jest taka zła..."

Powiedział Liu, który przed chwilą patrzył z obrzydzeniem.

Yeah, right.

"Nie jest taka zła?!" Zapytał Jeff "Ona jest perfekcyjna!"

No, co kto lubi.

Perfekcyjna? Hmm...

Jego rodzina była zaskoczona, a Jeff zaczął się głośno śmiać. Jego rodzina zauważyło,

...że od rodzaju jej urwało.

Takie szczegóło.

 że jego lewe oko i ręka drgały.
"Uh... Jeff, dobrze się czujesz?"
"Dobrze?! Nigdy nie czułem się taki szczęśliwy! Ha ha ha ha! Spójrzcie na mnie! Ta twarz pasuje do mnie idealnie!" Nie mógł przestać się śmiać. On teraz był tylko maszyną do zabijania, lecz jego rodzina jeszcze o tym nie wiedziała.

Nie tylko do zabijania. Potrafisz się jeszcze śmiać i pierdolić głupoty.

Przede wszystkim to ostatnie.

"Doktorze," Zapytała mama Jeff'a, "Czy mój syn ma... No wie pan... w porządku w głowie

Tak, to dlatego zachowuje się tak, jak się zachowuje. Z pewnością ma w porządku w głowie.

Oj tak, z całą pewnością. Tu ma pani numer do odpowiedniego zakładu...

"Tak, to jest typowy objaw dla pacjentów,

A nie mówiłam? Ech, ta opkowa medycyna... *ociera łzę*

Tja.

którym podaliśmy tak dużą ilość środków przeciwbólowych. Jeśli po pięciu tygodniach nic się nie zmieni, zrobimy mu test psychologiczny."

Po pięciu tygodniach. Po pięciu tygodniach. Po pięciu... Ach...
http://c3201142.cdn03.imgwykop.pl/comment_0WdszpDqse9Db74l6uJdwIh5Ul2re8QE.jpg
Aha...

"Dobrze, dziękuje. Jeff, kotku, wracamy do domu."

Oni go w takim stanie od razu wypuszczają do domu?! A matka się nie boi wracać do domu z psychopatą?! No argghh!!!
http://31.media.tumblr.com/tumblr_m5clzcf3hs1rwcc6bo1_250.gif

Cokolwiek bierzecie, odstawcie to.

I skontaktujcie się z psychiatrą.

Jeff oderwał twarz od lustra.

A co, Kropelką ją do niego przykleił?

Wyobrażam to sobie.

 Jego twarz dalej miała ten straszny uśmiech. "Dobrze mamo. Ha hahahahahaaa!"

Kreowanie postaci na psychopatę - robisz to źle.

A nawet bardzo źle.

Później tej nocy matkę Jeff'a obudził dźwięk dochodzący z łazienki. Tym dźwiękiem był płacz.

Przynajmniej się już nie śmieje jak porąbany.

No wiesz, taki płacz też bywa wkurwiający.

Powoli weszła do łazienki, aby zobaczyć co się dzieje. Ujrzała, że jej syn pociął swoje policzki, tak, aby formowały się w uśmiech.

http://www.thefrisky.com/wp-content/uploads/2013/10/21/hmm-oprah-suspicious.gif
To znaczy właściwie jak? Powycinał sobie emotikony w policzkach?

To chyba właśnie tak wygląda...

"Jeff, co ty robisz?"
Jeff spojrzał na matkę. "Mamusiu, nie mogłem się ciągle uśmiechać. To po chwili bolało. Ale teraz mogę się uśmiechać wiecznie."

A pocięte policzki wcale cię nie bolą. Logiczne.

Joker? Co ty, biedaku, robisz w tym opku?


 matka Jeff'a zobaczyła jego oczy, okrążone w czerni.

Wuuuut, w jakim narzeczu jest to zdanie?

W aŁtoreczkowym.

"Jeff, twoje oczy!" Jego oczy były pokryte czernią, jakby nie miały się nigdy zamknąć.

Nie widzę związku. No i przed chwilą były okrążone, teraz nagle pokryte, zdecydujże się, aŁtorze.

Co ma Zevran do Fenrisa? Bo nie ogarniam, czemu to, że są pokryte czernią, miałoby wpływać na możliwość ich zamykania.

"Nie mogłem widzieć mojej twarzy. Moje oczy zamykały się ze zmęczenia, więc spaliłem swoje powieki, więc teraz będę mógł wiecznie widzieć siebie, moją nową twarz"

*idzie po wodę święconą* Jakim cudem ty w ogóle jeszcze żyjesz,  duszo nieczysta? Już sam poziom twojej głupoty powinien cię zabić, o krzywdach, jakie sam sobie robisz, nie wspomnę. No i ja jakoś nie widzę swojej twarzy, choć mam otwarte oczy (chyba że stanę przed lustrem, ale to wiadomo), więc twój pomysł jest z dupy.

A oprócz tego po ok. minucie twoje gałki oczne wyschną i gówno wtedy zobaczysz.

Jego matka powoli zaczęła się wycofywać.
"Co się stało, mamusiu? Czyż nie jestem piękny?!"

*śpiewa głosem Jamesa Blunta* You're beautiful... You're beautiful... You're beautiful, it's true...

Red. Proszę.

"Jesteś synku. P-pozwól mi pójść do tatusia, żeby mógł zobaczyć twoją nową twarz." Matka wbiegła do sypialni, budząc ojca. "Kotku, weź broń. Nasz..."

Teraz do niej dotarło, że jej synek jest niebezpiecznym psychopatą. Wcześniej bez problemu sprowadziła go sobie do domu. Byłaby ideanalna w teledysku do "Dumb Ways to Die".

Szybka jest.

Zaniemówiła, gdy zobaczyła w progu Jeff'a trzymającego nóż.
"Mamusiu. Okłamałaś mnie." Powiedział Jeff, po czym ich zadźgał z zimną krwią.

Najbardziej epicki fragment opka w mojej analizatorskiej karierze ever! No dobra, może przesadziłam, ale urzekło mnie to. To takie... proste i wyprane z emocji. "Powiedział Jeff, po czym zadźgał ich z zimną krwią". Miód!

Brawa!

Liu obudził się od tych dźwięków. Nie słyszał nic więcej, więc zamknął oczy, i próbował zasnąć, lecz ogarnęło go dziwne uczucie, że ktoś go obserwuje. Kiedy się obrócił, Jeff zatkał jego usta ręką.

Czyli wsadził mu łapę do ust?

Na to wygląda.

 Jeff powoli tnąc gardło Liu powiedział: "Shhhhh, idź spać."

No ja po tej przerażającej końcówce nie będę mogła zasnąć. 

http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2012/12/fb2e994f4b234b53c3a8bc60b4241df1_original.gif?1355308532
*ziew* Z przyjemnością.

Tym sposobem dobrnęłyśmy do końca opka o Jeffie the Killerze. Nareszcie. Borze, Borze, Borzenko, teraz nie będziemy mogły spać ze strachu, co to będzie?
Życzymy Wam spokojnej niedzieli i pozdrawiamy. Do zobaczenia w bliżej nieokreślonej przyszłości!

wtorek, 25 lutego 2014

Jeff the Kwik 1/2

Witajcie!
Po dłuższej przerwie wracamy z analizą opka, które miało być creepypastą. Znalazłam je na creepypastowej wiki, przeczytałam, a następnie stwierdziłam, że strona, na której do tej pory publikowane były całkiem ciekawe pasty, zeszła na psy. Nie  wiem, jakim cudem analizowany tFUr znalazł się na tej wiki, nie wiem, gdzie mieli oczy admini, wiem natomiast, że creepypasta "Jeff the Killer" idealnie nadaje się do analizy. Spodziewajcie się szalejącej składni, szalejących apostrofów, szalejących boCHaterów i... może szalonej analizatorki?
Link: http://pl.creepypasta.wikia.com/wiki/Jeff_The_Killer#WikiaArticleComments
Analizują: Red i Arkanistka
Enjoy!

Zaczerpnięte z lokalnej gazety: NIEZNANY ZŁOWIESZCZY MORDERCA DALEJ NA WOLNOŚCI.

Nieznany, to skąd gazety o nim wiedzą? Jeżeli już kogoś zabił, to raczej dał się poznać...

Może chodzi o to, że niezidentyfikowany? Poza tym, złowieszczy mi się kojarzy ze złowieszczymi zwierzętami z D&D, ale to raczej nie to.

Gdyby było napisane, że niezidentyfikowany, to bym się nie czepiła. Proste.

To opko, więc trudno uściślić, co aŁtor/-ka miał/-a na myśli.

 Po tygodniach zabijania tajemniczy morderca dalej nie został złapany, lecz znaleziono młodego chłopca który twierdzi, że przeżył atak zabójcy odważnie opowiada swoją historię.

Znaleziono małe jabłko, które twierdzi, że zostało obrane ze skórki odważnie atakuje przeciwników pestkami. No. Ułożone przeze mnie zdanie ma tyle sensu, ile zdanie powyższe. Czyli zero.

Powinnam wezwać karetkę dla tak brutalnie okaleczonej składni.

 "Miałem zły sen i obudziłem się w środku nocy (tak richtig w środku nocy, młody chłopiec ma wbudowany zegarek)(w końcu jest boCHaterem opka, no nie?)" mówi chłopiec "Zauważyłem, że z pewnego powodu okno było otwarte, a pamiętam, że je zamykałem zanim położyłem się spać, więc wstałem z łóżka, aby je zamknąć po raz drugi. Gdy "wdrapałem" się na łóżko i starałem się zasnąć.

Wait, what? Albo chłopiec miał łóżko pod oknem i niepotrzebnie z tego łóżka wstawał, albo nie rozumiem, o co tu chodzi. I bardziej prawdopodobna jest opcja numer dwa. God.
http://i.imgur.com/HurrjOo.gif
I czemu się "wdrapał"? Nie mógł się normalnie wdrapać?

 To właśnie wtedy ogarnęło mnie uczucie, że ktoś na mnie patrzy.

Przepraszam, ale...
http://cdn.memegenerator.net/instances/400x/21660494.jpg
Red... <3

 Otworzyłem oczy i prawie wyskoczyłem z łóżka. Tam, w małym strumieniu światła pomiędzy zasłonami zauważyłem parę oczu. To nie były zwykłe oczy.

Nie były zwykłe? Hmm... Być może boCHater ujrzał opkowe cuda - oczy, które patrzą tęczówkami. Analizatorzy latami twierdzili, że takie nie istnieją, a tu młody chłopiec je ujrzał.

Tyle lat byliśmy w błędzie, chlip. Albo i nie, nigdy nic nie wiadomo.

 Te oczy były mroczne, złowieszcze. Pomyślcie, jak bardzo byłem przerażony. Ale wtedy zobaczyłem jego usta.

Już rozumiem, dlaczego te oczy nie były zwykłe - miały usta. Faktycznie, creepy.

Zęby otaczały źrenicę, tęczówka służyła za wargi, a gałka oczna była twarzą.

Długi(wut?), okropny uśmiech sprawił, że wszystkie włosy stanęły mi dęba. Po chwili, która dla mnie trwała wieczność powiedział to. Prosta fraza, ale tylko szalony człowiek mógłby coś takiego powiedzieć.
Powiedział "Idź spać".

Z tego wynika, że moja matka, mój ojciec i ja w sumie też, jesteśmy szaleni. Najs!

Okej...

Wydarłem się, przez to bardzo szybko podbiegł do mnie, wyciągnął nóż i wycelował go w serce wskakując na moje łóżko.

http://media.tumblr.com/93776952536801de624e4e044589b78a/tumblr_inline_mok96ysPeL1qz4rgp.gif
Tu się za dużo dzieje, mój biedny umysł nie jest w stanie nadążyć. Gościu celuje nożem, wskakując na łóżko, wcześniej każe iść spać, no wtf?

Albo ten chłopiec aż tak to przeżywa, albo się zgubiłam.

 Starałem się walczyć, kopałem, biłem, starałem się obracać aby zdjąć go ze mnie (zdjąć ten nóż?), ale to nie skutkowało. Po chwili wbiegł do pokoju mój ojciec ze swoją strzelbą.

O, dobry tatuś, zawsze przygotowany! Red pochwala.

Nie wiem, co on chciał zdejmować, ale jeśli ten dzieciak miał tyle lat, ile sobie wyobrażam, że miał, to na pewno był w stanie siłować się z dorosłym mężczyzną...

wycelował w niego, i prawie go miał, gdyby nie to, że zanim mój ojciec pociągnął za spust,

...przybiegł nadprogramowy przecinek i wszystko zepsuł.

Pogubiłam się znowu. Nie wiem, kto miał kogo.

mężczyzna obrócił się unikając strzału.

Kwiiii, jakiego strzału on uniknął, skoro ojciec młodego chłopca jeszcze nie pociągnął za spust? Zaginamy czasoprzestrzeń, co, zabójco?

Matrix. A ten gościu to pewnie był Nero.

 Mężczyzna rzucił w ramię mojego ojca nóż, więc mimowolnie upuścił strzelbę.

A to coś nowego. Tzn. ok, trudno by było jednocześnie rzucać nożem i trzymać strzelbę, ale nigdzie wcześniej nie było napisane, że ten mężczyzna w ogóle miał coś takiego jak strzelba. Była mowa tylko o nożu.

Rzucanie nożem i trzymanie strzelby naraz wcale nie jest trudne. Gorzej, jeśli celujesz jednocześnie z tej strzelby. Wtedy jest problem.

No, miałam na myśli rzucanie nożem tą samą ręką, w której trzyma się strzelbę.

No, to też by mogło być problematyczne.

Ten mężczyzna wykończyłby mojego ojca, gdyby nie to, że sąsiedzi zaalarmowali policję.
Policja zaparkowała pod domem, i wbiegła do niego rozwalając drzwi.

Borze, jacy niewychowani. I znowu mamy aŁtorkę(aŁtora?) z manią na punkcie stawiania przecinków przed "i".

*zgrzyta zębami na widok przecinka przed "i"*

 Mężczyzna odwrócił się i pobiegł korytarzem. Usłyszałem trzask, jakby rozbijanego szkła. Wybiegłem z pokoju, i zobaczyłem, że z tylnej strony domu jest rozbita szyba. Szybko wyjrzałem przez okno, a właściwie jego ramę i ujrzałem jego znikającego we mgle.

I biegnąc korytarzem, mężczyzna wcale nie wpadł na stado niewychowanych policjantów. Tja.
Zobaczył jego... Czyli kogo? Domyślam się, że "mężczyznę", ale powyższe zdanie wcale na to nie wskazuje.

A ta mgła wcale nie sprawia, że robi się mroczniej.

Mogę wam powiedzieć tylko to, że tej twarzy nie zapomnę do końca życia. Te zimne, wrogie oczy i ten psychotyczny (Jaki, kuropatwa?!)(chyba chodziło o psychopatyczny, chociaż słowo "psychotyczny" rzeczywiście istnieje; tylko nie może odnosić się do uśmiechu)(oł rili?)(komentuję to, co mam napisane) uśmiech. One nigdy nie opuszczą mojej głowy."
Policja dalej szuka tego mężczyzny. Jeśli widziałeś kogokolwiek kto pasuje do opisu natychmiast zgłoś to do najbliższej komendy policji.

...albo odstaw narkotyki.

...albo idź do szpitala, powinni cię zbadać.

Ostatnio Jeff z rodziną przeprowadził się do innego miasta.

Jak zwykle. Do "innego" miasta. Konkretów w opku nie uświadczysz. Chyba że aŁtorka przegnie w drugą stronę i podaje godziny z dokładnością do setnej sekundy.

Do tysięcznych. Dziwię się, czemu to jest pisane w ten sposób. Wiem, że istnieje coś takiego jak program ochrony świadków i w ogóle, ale przecież czytelnik może wiedzieć, dokąd się przenieśli, co nie?

 Jego ojciec dostał premię w pracy, więc uznali, że lepiej będzie im się żyć w jednej z tych "ekstrawaganckich" osiedli.

Gdy wpisałam w wyszukiwarce grafiki "ekstrawaganckie osiedle", wskoczyło mi takie coś:
http://www.bizeo.pl/zdjecia/tektoora-tekturowe-formy-przestrzenne-37347.jpg
Heh.
Ach, jeszcze coś. Przez całe życie trwałam w przekonaniu, że istnieje coś takiego jak "osiedle". AŁtor nawrócił mnie na jedyną słuszną drogę - to nie osiedle, tylko "osiedla".

I znowu całe życie w błędzie. Chyba zacznę to podliczać...

 Jeff ze swoim bratem Liu nie mogli narzekać. Nowy dom był większy i ładniejszy.

Większy i ładniejszy od...? Aż mi się ten kawał przypominał: Czym się różni wróbel? Tym, że ma jedną nóżkę bardziej.

Liu. Liu...Liu?!

 Wkrótce po tym, jak się wypakowali, zawitali do nich sąsiedzi.

Hmm, rozumiem, że oni przyjechali i zdążyli się rozpakować jeszcze tego samego dnia? Przykro mi, aŁtorze, ale to tak nie działa. Przeprowadzka to nie jest wyjazd na tygodniową wycieczkę, gdzie bierze się ze sobą walizkę z ciuchami, najpotrzebniejszymi rzeczami i plecak z prowiantem. Dam Ci przykład z życia wzięty - gdy ja się przeprowadzałam, kartony z różnymi rzeczami przewiezionymi ze starego mieszkania były rozpakowywane zdecydowanie dłużej niż w godzinkę po przyjeździe na miejsce.

Chyba nigdy się nie przeprowadzał. Albo naoglądał/-a się za dużo komedii amerykańskich.

"Witajcie!" Powiedziała kobieta, "Jestem Barbara, mieszkam w domu obok. Chciałam zapoznać panią ze mną i moim synkiem. Barbara odwróciła się i zawołała. "Billy! to są nasi nowi sąsiedzi.". Billy grzecznie się przywitał, i pobiegł dalej bawić się na podwórku.

Niezdecydowana ta Barbara. Przywitała wszystkich, ale przedstawiła się tylko pani mamie. Atiti, nieładnie!

Ta akcja *ziewa*

"Oh," powiedziała mama Jeff'a

*złowrogim szeptem:* Szalone apostrofy już ją opętują...

 "Jestem Margaret, a to mój mąż Peter, a to moi dwaj synowie Jeff i Liu" Kiedy już zapoznali się, Barbara zaprosiła ich na przyjęcie urodzinowe jej syna.

Czy Wy też zapraszacie każdą nowo poznaną osobę na przyjęcia urodzinowe Waszych dzieci? Tak tylko pytam.

Nie mam dzieci, więc nie.

 Jej synowie chcieli odmówić, lecz ich matka ich wyprzedziła mówiąc, że bardzo chcieliby pójść. Kiedy Jeff z rodziną skończyli się rozpakowywać, Jeff poszedł do mamy.
"Mamo, dlaczego zgodziłaś się na to przyjęcie? Jeśli jeszcze nie zauważyłaś, to wiedz, że nie jestem małym, głupim dzieckiem."

http://cdn.newadnetwork.com/sites/prod/files/uploads/nathalieb.dose/letme.gif
Pamiętajcie, drodzy czytelnicy - każdy, ale to każdy, kto idzie na przyjęcie urodzinowe, jest małym, głupim dzieckiem.

Czyli wszyscy licealiści, łażący na osiemnastki, są małymi, głupimi dziećmi... Seems legit.

"Jeff..." Powiedziała jego matka "Dopiero się wprowadziliśmy, powinniśmy pokazywać, że chcemy spędzać czas z naszymi sąsiadami, więc idziemy na to przyjęcie. Kropka. Jeff chciał mówić dalej, lecz przerwał, bo

...jego mamusia zamieniła się rolami z narratorem i Jeff wolał nie ryzykować. Jeszcze by mu narrator płeć zmienił, aboco...
A, mam wrażenie, że Jeff ma do tej całej imprezy urodzinowej takie podejście:
http://25.media.tumblr.com/44f5eb68c4e4c906ae4aeca8333307fa/tumblr_mg274pGc4e1re3c2eo25_r1_500.gif
I o ile Thrandy'ego uwielbiam, to Jeff mnie swoim zachowaniem strasznie wkuropatwia. Przeprowadza się do nowego miejsca i zamiast okazać choćby najmniejszą chęć zintegrowania się z miejscową społecznością, zachowuje się jak buc. Arrgh.

Boru, Boru, ilu się tych buców w dzisiejszej literaturze rodzi.

 wiedział, że nie ma nic do gadania, gdy mama coś zadecyduje. Wszedł po schodach do swojego pokoju,

BoCHater ma swój pokój na piętrze - check.

*kręci głową nad klasyką opkową*

 usiadł na łóżku, i przez pewien czas siedział tak bezczynnie. Aż w pewnym momencie ogarnęło go dziwne uczucie. Nie był to ból, lecz po prostu... dziwne uczucie, lecz on je zignorował.

http://c3201142.cdn03.imgwykop.pl/comment_ncLyl8vFfQd08Su2WGMqdRhdEXDvDvYA.jpg
Bardzo dużo mi to powiedziało, narratorze! A dziwne uczucie niekoniecznie musi się kojarzyć z bólem, wiesz?

Może to być smutek, tęsknota, poczucie bezużyteczności, mam wymieniać dalej?

"Jeff" Mówi jego matka, (ooo, zmiana czasu?)(nie pierwszy raz w tym opku...) "zejdź na dół i zabierz resztę swoich rzeczy". Jeff posłuchał się matki i zszedł na dół. ...na śniadanie. Chyba nie tym razem.

Następnego dnia rano Jeff zszedł na dół aby przygotować się do szkoły i zjeść śniadanie.

O, znowu przewiduję przyszłość.

Tylko trochę się spóźniłaś.

 Gdy jadł śniadanie znów ogarnęło go to dziwne uczucie, tylko tym razem było silniejsze i powodowało lekki ból, lecz on ponownie je zignorował.

Może on nie jadł od dłuższego czasu i to dziwne uczucie to z głodu się pojawiło?

Nawet sobie nie wyobrażacie, jak głowa może z głodu boleć. Możliwe, że biedaczyna jest anorektykiem.

Gdy Jeff i Liu zjedli śniadanie i przygotowali się do szkoły poszli na przystanek autobusowy.

A czy Jeff przypadkiem nie przygotował się do szkoły PRZED śniadaniem?

Ja się zwykle do szkoły przygotowuję dzień wcześniej, ale co kto woli...

Gdy już byli na przystanku nagle jakieś dziecko na deskorolce przeskoczył nad nimi, centymetry nad ich głowami.

Oh, God. Co za potworek. Dobra, po kolei. Jeżeli dziecko, to nie przeskoczył, tylko przeskoczyło, nie zmieniaj boCHaterom rodzajów, bo się obrażą i Cię zabiją, narratorze. Przeskoczył nad nimi? To chyba musiał jechać z jakiejś górki albo czegoś w tym stylu, bo z poziomu chodnika nie byłoby szans, żeby udała mu się taka sztuka. No, chyba że Jeff i jego brat byli krasnoludkami (nie mylić z krasnoludami, bo Gimli będzie zUy). Gdy przeczytałam o centymetrach "nad ich głowami", wyobraziłam sobie boCHaterów, a nad nimi wirujące centymetry krawieckie, a chyba nie o taki efekt chodziło aŁtorowi. No, zdanie w całości ma być poprawione, ale już!
http://claquetedepapel.files.wordpress.com/2013/04/tumblr_mc4gw6rc6k1qc672z.gif
Ja bym jej posłuchała na twoim miejscu, aŁtorze/aŁtorko.

 Jeff i Liu od razu odskoczyli.
"Co ty robisz, dzieciaku?!" Dziecko "wylądowało" i obracając się do nich kopnęło deskorolkę tak, aby mogło ją złapać w ręce.

Nie kop, dziecko, bo sobie nóżki połamiesz, a tego byśmy nie chcieli.

Deskorolek się nie kopie, deskorolki się przydeptuje na jednym końcu...

 Na oko ten dzieciak miał z 12 lat, rok starszy od Jeffa.

Hueh, nazywaj dzieciakiem kogoś młodszego od siebie, zajebisty pomysł! Tylko potem nie płacz, jak dostaniesz wpierdziel.

Tak mi się wydawało, że Jeff to jakiś dzieciak. Czyli miałam rację.

Ubrany był w czerwony T-shirt i podarte niebieskie jeans'y.

Podarte, bo parę godzin wcześniej zaatakowały je szalone apostrofy.

Znowu te szalone apostrofy. Szkoda, że nie mam wystarczającej liczby kagańców.

"No, no, no. Wygląda na to, że mamy nowych." Nagle pojawiła się dwójka dzieciaków, jeden był bardzo chudy, a drugi ogromny.

*zgłasza się* Ja mam pytanie! Te dzieciaki to są te same, co wcześniej latały na deskorolkach czy może jakieś inne?

Takie z czterech liter wzięte. Z tak zwanej dupy.

 "Skoro jesteście tutaj nowi, chcielibyśmy was wprowadzić. To jest Keith," Jeff i Liu spojrzeli na chudego dzieciaka. Miał tak jakby odurzoną twarz.

Wow, jeszcze nigdy nie widziałam odurzonej twarzy. Odurzonych ludzi, owszem, widywałam, ale twarz? Może twarz Keitha żyła własnym życiem...

Jak te dziwne oczy na początku. Te z twarzą.

 "A to jest Troy" i spojrzeli na grubego dzieciaka. Mowa o wannie smalcu. Ten dzieciak chyba nie może kucać

Wanna smalcu, co za... urocze określenie. Powiem tak - jestem jak najbardziej porąbana, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby napełnić wannę smalcem. No i, kurczę, wanna raczej z natury nie potrafi kucać, więc w czym problem?

Musimy wymyślić jakiś tytuł dla najbardziej idiotycznego porównania w opku. To tutaj ma spore szanse na pierwsze miejsce.

"I ja" mówi dziecko "Ja jestem Randy.

Przepraszam, przepraszam, najmocniej przepraszam, ale ostatnio słowo "randy" kojarzy mi się tylko tak:
http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2013/01/81379cc16343241415bd3e3958422914_original.gif?1359135646
Randy Thrandy. Borze, co fandom potrafi zrobić z człowiekiem. Borze, co fandom ze mną zrobił.

Jeśli nie nadążacie za logiką, to Red właśnie przyznała się do bycia człowiekiem. Albo coś w tym stylu. Przy tym opku wszystko możliwe.

Jeszcze raz przepraszam, fandom i opka niszczą mój mózg.

 Skoro już się zapoznaliśmy, to wiedzcie, że dla każdego dzieciaka obowiązuje pewna cena.

Ej, ej, handel dziećmi jest nielegalny, ty wstrętna świnio!

Handel ludźmi niezależnie od wieku jest nielegalny, tak btw.

 Chyba mnie rozumiesz?" Liu wstał gotowy do walki,

Liu ma chyba coś nie teges z głową, bo ja nic z przemowy Randy'ego (kwik) nie zrozumiałam, a już na pewno nie odebrałabym tego jako wezwania do walki.

Ale nerwus z tego Liu (albo z niej, bo to imię strasznie mi się kojarzy z tą aktorką Lucy Liu). Tak łatwo go sprowokować.

 ale Randy z dwoma kumplami wyciągnęli noże. "Ech... Miałem nadzieję, że będziecie bardziej chętni do współpracy, ale widzę że trzeba będzie zmusić."

*wkurw mode on/* To może im, kurwa, łaskawie powiesz, czego właściwie od nich chcesz, bo z twojej przemowy za chuja nie da się tego wywnioskować! A potem się taki idiota dziwi, że nie są chętni do współpracy, no ja pierdzielę. *wkurw mode off*

Kiepski z niego bandyta, skoro nie powiedział od razu, że chodzi o pieniądze.

Randy (pff, hihih) podszedł do Liu, i wyciągnął mu z torby portfel.

A Liu stał jak jakaś ciota i nawet palcem nie kiwnął.

Zawiesił się. Miał zaprogramowane tylko komendy "Bić", "Jeść", "Toaleta" i "Spać".

Jeff'a znowu ogarnęło to dziwne uczucie, tylko że teraz było potężne. Jeff wstał, ale Liu dał mu znać, żeby usiadł, lecz Jeff to zignorował i podszedł do dzieciaka.

*kręci głową* Dlaczego Jeff siedział na ziemi? A z powyższego zdania zrozumiałam tyle, że to Jeff podszedł do Liu, żeby mu (w domyśle) spuścić manto.

Za dużo tam dzieciaków.

"Posłuchaj mały śmieciu, "Powiedział Jeff" oddaj mojemu bratu portfel!"

Posłuchaj, narratorze. Pilnuj swojej klawiatury, bo mam wrażenie, że cudzysłów Ci się wymknął spod kontroli.

O ile łatwiej byłoby ci, gdybyś używał myślników...

Randy włożył portfel Liu do swojej kieszeni i wyciągnął z niej nóż.

Bezedura, przecież Randy wyciągnął nóż kilkanaście zdań wcześniej!

Może zaś go schował? W tym tak zwanym międzyczasie?

"Och, ale się boje, co mi zrobisz?" Powiedział Randy, po czym Jeff dał mu pstryczka w nos.

*spada z krzesła* Toś mu, Jeffie, dowalił! Biedny Randy na pewno kuli się teraz w jakimś kąciku ze strachu.

O ile nie był Seras Victorią (pierwsza część), to raczej dużo mu nie zrobił.

Randy chciał uderzyć Jeffa w twarz, lecz zanim jego to zrobił, Jeff chwycił jego pięść i połamał mu palce.

Dziecko jednym uściskiem połamało palce starszemu o rok dziecku. Aha. Ale dobra, to jest creepypasta (podobno), pewnie okaże się, że jakiś demon albo inne gówno opętało Jeffa.

Mam nadzieję, że to coś się wkurzy i wyrżnie wszystkich, a potem popełni samobójstwo. I nie nazywaj demonów gównem, Red!

 Gdy Randy darł się w niebogłosy, Jeff wyrwał nóż z jego dłoni.

Cienka dupa z tego Randy'ego (geez, naprawdę nie mogli nazwać go jakoś inaczej? Kwiczę za każdym razem, jak widzę jego imię). Podskakuje, kozaczy, a jak przyjdzie co do czego, to beczy jak niemowlę.
A niebogłosy to właściwie... co?

Dobre pytanie. Ale tak naprawdę to większość takich ludzi boi się własnego cienia.

 Troy i Keith próbowali zaatakować go, lecz on był zbyt szybki. Powalił Randy'ego na ziemię. Keith prawie zaatakował go, lecz on zdążył kucnąć i wbił nóż w ramię Keitha.

Tu panuje taki chaos, że nawet po przeczytaniu tego z dziesięć razy nie wiem, kto kogo właściwie atakuje i powala. Może niech aŁtor/aŁtorka zrobi taką chmurę kurzu, z której co chwilę wyłaniają się różne części ciała walczących. Wiecie, tak jak w Simsach:
http://img4.wikia.nocookie.net/__cb20111006070523/pl.sims/images/3/34/Mrs_Fight.jpg
To i tak nic nie da. No i jeśli ma być jakiś opis walki, to niech to, do cholery, będzie dokładne! *nienawidzi profanowania walki*

Troy spróbował tego samego, lecz jeff nawet nie potrzebował noża. Gdy Troy biegł z zamiarem zaatakowania,

Gdzie był ten Troy, że musiał biegać? Uciekł z "pola walki", a potem dopiero wrócił?

Nawet jeśli stał gdzieś z boku, to nie było potrzeby biegania.

 Jeff wykonał unik, i z dużą siłą uderzył Troy'a w brzuch. Troy wymiotując osunął się na ziemię,

A teraz sobie to wyobraźcie. :) Przecudny widok!

Osunął się prosto w kałużę swoich wymiocin. Jak słodko.

 a Liu tylko patrzył na Jeff'a z podziwem.

Aha, czyli Liu stał tak jak wcześniej, czyli jak ciota, przez całą walkę, a na koniec tylko opadła mu kopara, tak? Nieładnie, może pomógłbyś bratu?

On jest NPC-em. NPC-e nie walczą. A Jeff musi nabić triple'a.

"Jeff, jak t-ty t..." Tylko to Liu był w stanie wypowiedzieć.

Aura zajebistości Gary'ego Stu sprawiła, że Liu oniemiał, proste.

Lepsze to, niż gdyby miał dostać w zęby przez przypadek.

 Zobaczyli, że jedzie ich autobus, więc zaczęli biec ile sił w nogach. Kiedy biegli, zauważyli, że autobus jedzie za nimi.

Po ulicznej rozróbie boCHaterowie jak gdyby nigdy nic biegną przed (wut) autobusem do szkoły. I ja nie rozumiem, gonili autobus, który nagle się teleportował, czy co? Mogę to skomentować tylko tak:
http://cdn.uproxx.com/wp-content/uploads/2013/02/09-hell.gif

*kręci głową*

Kiedy Jeff i Liu byli już w szkole, nie mieli zamiaru powiedzieć co się stało.

Tak, bo po walce byli czyści, wypoczęci, w ogóle jak spod igły i nikt niczego nie zauważył. Tak.

No cóż, zawsze można przyjąć, że po prostu nauczyciele myśleli, że oni tylko spóźnili się na autobus.

 Tylko siedzieli na lekcjach. Liu myślał, że Jeff po prostu pobił kilku dzieciaków, ale Jeff wiedział, że to było coś więcej. Coś... mrocznego.

Mroczny demon Gary Stu? Opanował naszego biednego Jeffa? Cokolwiek?

Nawet nie zdajesz sobie sprawy, aŁtorze/-rko, czym jest prawdziwy mrok.

 To dziwne uczucie, które ogarnęło Jeffa, znikło gdy kogoś krzywdził. Wiedział, że to okropnie brzmi, ale krzywdząc kogoś czuł się taki szczęśliwy, czuł, że to uczucie odchodzi.

*prycha* Wredny, mały sadysta. Wie, że to okropne, a nic z tym nie robi. Mam coś dla ciebie i czuj się wyróżniony, bo ostatnio dostali to zoofile z Burdelu w Hogwarcie:
http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2013/12/fc70cc3986228c6f092f41b1003b32d8_original.gif?1386850583
Nadawałby się do pewnej książki. Jako młodszy Christian Ghey.

Po szkole Jeff i Liu wrócili do domu.
"Jeff, Liu" zapytała ich matka "Jak wam minął dzień?"

- Bardzo miło - odpowiedział Jeff. - Pobiłem kilku chłopców i było mi z tym bardzo wesoło. Odkryłem też, że krzywdzenie innych sprawia mi przyjemność. No, to co na obiadek, mamusiu?

Jak minął dzień, lalalalalalala *zawodzi*

"To był piękny dzień" odpowiedział Jeff.

Blisko byłam. *chowa za plecami siekierę*

Nawet bardzo blisko.

Następnego poranka Jeff usłyszał ze swojego pokoju pukanie do drzwi. Gdy zszedł na dół zobaczył dwóch policjantów rozmawiających z jego matką.
"Jeff, panowie powiedzieli mi, że zaatakowałeś trójkę dzieci. To nawet nie była zwykła bójka, oni byli dźgani. Dźgani synu!" Wzrok Jeff'a powędrował na podłogę, pokazując matce, że to prawda.

Tak, wzrok miał taki fajny wskaźnik laserowy i pokazywał nim Jeffa. Skarżypyta jeden. Biedny Jeff, nawet własnemu wzrokowi nie może zaufać!

*przewraca oczami na widok wzroku żyjącego własnym życiem*

"Mamo, ale oni pierwsi grozili nam nożami"

Grozili - owszem. Ale czy was nimi dźgali? Nie. Nie baw się więc w "maaaamoo, ale to on zaaaczął!".

Mimo wszystko, groźby też są karalne. Szczególnie groźby fizyczne. Co nie zmienia faktu, że Jeff daleko przekroczył granicę obrony koniecznej.

"Młody człowieku" powiedział jeden z policjantów "znaleźliśmy dwójkę dzieci dźgniętych, a jednego z obrażeniami wewnętrznymi, mamy dowody, że ty, albo twój brat zrobiliście to, więc co masz nam do powiedzenia?"

Nie wiem, czy Jeff ma coś do powiedzenia, za to ja mam prośbę do policjantów. Powiedzcie mi, jakie macie dowody, bo jestem bardzo ciekawa, co aŁtor/aŁtorka uważa za wystarczająco wiarygodny dowód zbrodni.

Pewnie smarkacze zgłosili się na komisariat. Btw, aŁtorze/-rko: jeśli nie ma świadków, którzy znają daną osobę, to niezwykle trudno ustalić rzeczywistego sprawcę pobicia.

Jeff wiedział, że nie da się wybrnąć z tej sytuacji.

Oj tam, jakoś może by się udało, nie ma sytuacji bez wyjścia.

Zawsze możesz liczyć na to, że rodzice są na tyle bogaci, by załatwić ci dobrego adwokata.

 Mógł powiedzieć, że on i Liu zostali zaatakowani, lecz nie ma dowodów kto zaczął bójkę, więc Jeff nie miał nic na obronę siebie bądź swojego brata.

Ty, ty swojego brata w to nie mieszaj, przecież on został zaatakowany, a potem tylko stał i się gapił! Ty, Jeffie, jesteś tu winny, nie on. Chyba że uważasz, że to jednak była wina Liu, bo dał się zaatakować.

Może jeszcze sprowokował, co? Przecież ten cały Liu nie robił nic innego, tylko stał z boku. Nawet próbował cię powstrzymać, barani łbie!

"Jeff zawołaj swojego brata" Jeff nie mógł tego zrobić od pobicia tych dzieciaków.

Że what? Kto mu zabronił?

Może to coś w jego wnętrzu?

"Ale proszę pana, to byłem ja! To ja ich pobiłem. Liu próbował mnie odciągnąć, ale nie mógł mnie powstrzymać"

Bzdura, przecież Liu nic, podkreślam, nic nie robił podczas tej bójki! Stał tylko i nic poza tym.

Nie no, coś tam gadał, ale nikogo nie odciągał.

Policjanci spojrzeli na siebie i skinęli głowami.
"No, no, to wygląda na rok w więzieniu..."

Kwiiii, aŁtor chyba się za dużo Scooby'ego Doo naoglądał. Nie, nie i jeszcze raz nie, w prawdziwym życiu wyroki wydaje się w sądzie i na pewno nie robią tego policjanci! Policjant może Jeffa co najwyżej aresztować i tyle.

Niekoniecznie. Mogli po prostu stwierdzić, jaki wyrok może wydać sędzia. Btw, to chciałabym zauważyć, że Jeff sam się przyznał, ale jest nieletnim. Raczej nie będą go sądzić jak dorosłego.

"Czekajcie!" Krzyknął Liu trzymając w dłoni nóż. Policjanci wyciągnęli broń i wycelowali w niego.

Aha, fajna policja jest w tym "innym mieście".

A co, myślisz że u nas od razu by go rozbroili?

"To byłem Ja! Ja ich pobiłem, mam na to dowody!"

A ja myślałam, że te dowody mają policjanci.

How fascinating.

Liu podwinął swoje rękawy odkrywając różne zadrapania, siniaki. One wyglądały, jakby były zadane przez kogoś, kto chciał się bronić.

Tak, ciekawe, skąd się te siniaki tam wzięły, skoro Liu NIE BRAŁ udziału w walce! Sam się okaleczył? Ja pierdzielę.

Wiesz, różne rzeczy ludzie robią. Ale to już jest idiotyzm.

"Najpierw odłóż ten nóż" krzyknął jeden z policjantów. Liu posłusznie rzucił nóż na ziemię, podniósł ręce do góry i podszedł do policjantów.

Co. Za. Kretyn.

A co, miał ich zadźgać? Ja bym się tak dla głupiego Gary'ego Stu i tak nie poświęcała.

"Liu! Czemu kłamiesz?! Przecież to byłem Ja (Ja, w swej wielkości i w majestacie, cały, wielkoliterowy Ja)(oni tam wszyscy krzyczą o sobie wielką literą)!" Wykrzyczał Jeff ocierając łzy z twarzy
"Przykro mi, bracie. Próbujesz przyjąć winę za coś, co ja zrobiłem. Weźcie mnie stąd" Policja zabrała Liu do samochodu.

Ja już nic nie rozumiem. Teraz nagle Liu ma przypływ odwagi, braterskiej miłości i poświęcenia. Oh, my God.

Mam wrażenie, że to coś opętało nie tylko Jeffa.

"Liu! proszę, powiedz im. To byłem ja! Proszę!" Matka Jeff'a przytuliła go.

Tak po prostu. Pani mamo, pani syna właśnie zabierają do aresztu, halo?!

Wyrodna matka. Liu miał chyba szczęście, że nie wypadł jej kiedyś z kocyka.

"Jeff, przestań. Nie musisz kłamać. Wiemy, że to Liu"

Halo! Jeżu kolczasty, co z niej za matka! Jej syn właśnie przyznał się do popełnienia przestępstwa i został wywieziony przez policjantów, a ona co?! Kobieto, ogarnij się.

I niby skąd oni to wiedzą?

Jeff mógł tylko bezczynnie patrzeć na odjeżdżający radiowóz. Kilka minut później Ojciec Jeff'a przyjechał. Widział twarz Jeff'a i wiedział, że coś jest nie tak.

Może chociaż ojciec będzie miał jakieś tacierzyńskie instynkty...

Nie liczmy na to.

[Jeff wymyka się z domu, a po powrocie widzi zszokowanych rodziców. Potem idzie spać.]

Dwa dni odkąd wsadzili Liu za kratki, nie odezwał się ani słowem, Jeff był bardzo samotny.

*napawa się urodą powyższego zdania* Mniamuśne.

Składnia szalejąca niczym derwisz - check.

Aż do soboty, kiedy mama Jeff'a obudziła go ze uśmiechniętą słoneczną twarzą.

Ta matka jest jakaś porąbana. Zaczyna mnie to przerażać. Nie minął nawet tydzień od zamknięcia Liu, a ona jak  gdyby nigdy nic się cieszy się życiem. I to jeszcze nic, zresztą zaraz sami zobaczycie. A słoneczna twarz kojarzy mi się tylko z tym:
http://www.turborotfl.com/system/arts/pl_m/4508/Dziecko_z_teletubisiow_1.jpg

Nie tylko tobie, Red, nie tylko tobie.

"Jeff, dziś jest ten dzień" powiedziała jego matka odsłaniając zasłony.
"J-jaki dzień?" Powiedział w półśnie Jeff
"Urodziny Billy'ego." Po tych słowach Jeff całkowicie się obudził.

Babam. Kilka dni po aresztowaniu jej syna, matka Jeffa myśli z radością o urodzinach obcego bachorka.

Oni tam wszyscy są przez coś opętani.

"Mamo, ty żartujesz, prawda? nie myślisz że pójdę na urodziny jakiegoś dziecka po tym, jak..."

Jeff chociaż przez chwilę zachowuje się jak człowiek. Ciekawe tylko, jak długo to potrwa...

Do czasu, aż będzie chciał zrobić komuś krzywdę.

"Jeff, oboje wiemy co się stało. To przyjęcie może sprawić, że na trochę zapomnimy o całej sprawie. A teraz ubierz się."

http://i1.pudelekx.pl/f4562cd77691796d65f5b8020f57b7b515c33070/cc611975ebb534f8b96142a45eee29d8-gif
Boru, co tu się, do licha ciężkiego, dzieje?!

Aha... Kompletny brak empatii ze strony rodziców... Trzeba dodać to do kryteriów analizy opek.

Co wydarzy się na urodzinach Billy'ego? Co się stanie z naszym Jeffem? Kto jest ojcem Pablito? Tego dowiecie się za jakiś czas, gdy opublikujemy drugą część analizy tej zacnej creepypasty. Pozdrawiamy!