Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sevmione. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sevmione. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 czerwca 2014

Witamy w Opkolandzie, czyli Narkotyk 2/2

Witamy po długiej przerwie!
Dziś kontynuujemy zmagania z opkiem o podróbce Hermiony i o nieprzystosowanym do życia w społeczeństwie Severusku. Do grona postaci pozbawionych charakteru dołączy dziś m.in. Malfoy - Troskliwy Miś. Brzmi przerażająco? Dla nas tak, a to dopiero początek. Czekają nas jeszcze spotkania z wyjątkowo ożywionym Binnsem, pierwszoroczniakami napalonymi na zaokrągloną Hermionę, a także zaskakujący brak konsekwencji i atak wściekłych apostrofów. Brace yourselves!
Link: http://enough-for-today.blogspot.com/
Analizują: Red i Arkanistka

Rozdział 4 (2/4)


Historia magii była przedmiotem nie należącym do jej ulubionych. Duch czyli profesor Binns nauczający tego przedmiotu, był trochę rozkojarzony. Nie zauważył nawet by, uczniowie nie robili notatek o fascynującej historii jaką opowiadał, któryś raz z rzędu.

Fascynująca to jest interpunkcja w powyższym fragmencie. Tylko spójrzcie na te nieposkromione przecinki, które szwendają się po zdaniach i kompletnie ignorują fakt, że powinny jednak trzymać się pewnych zasad.

Znajdź mi cokolwiek w tym opku, co trzymałoby się zasad...

Powieki zaczęły jej ciążyć, opadać...

Hermionie. Na lekcji. Okej...
Boru, czy to nie Hermiona była jedną z nielicznych osób, które robiły notatki na historii magii? 

Hermiono, wróć!

Znajdowała się na łące. Wokół niej rosły tysiące kwiatów bliżej nie określonym gatunkom.

http://media.tumblr.com/08d139b7c2f551e1760ac99ef79456dd/tumblr_inline_mpa7miuV8C1qz4rgp.gif
Jest może jakiś językoznawca na sali? Po jakiemu jest to zdanie?

Po aŁtoreczkowemu.

Wszystkie były piękne. Zapachy kwiatów unosiły się w górę, trafiając tym samym do jej nozdrzy. Zaśmiała się. Kręciła się wokół własnej osi. Wyglądała jak tancerka.

No raczej jak wariatka, ale to jest tylko moje zdanie.

Nie będę polemizować z twoim zdaniem, Red.

 Sukienka delikatnie jej opadała i wznosiła się w górę. Gołe stopy były pieszczone przez młoda trawę, (mam bardzo dziwne wizualizacje, nie pytajcie) a włosy delikatnie powiewały na lekkim wietrze. Biegła przed siebie, w stronę światła. Oślepiało ją.

W takich chwilach zwykle mówi się coś w stylu "nie idź w stronę światła", ale że to boCHaterka opka...
http://i.imgur.com/kzxAG76.gif

Szkoda, że raczej nie posłucha.

 Zakryła twarz dłońmi czekając, aż ów(ARRRRGH!!!) światło zniknie. Poczuła dotyk na swoich rękach nakazujących jej ukazać twarz.

*ziewa* Przeczytałam tyle opek, że żyjące ręce mnie już nie dziwią. Pozostaje mi tylko życzyć Hermionie udanego życia z tymi dyktatorskimi tworami.

Kiedy one się w końcu nauczą prawidłowej odmiany "ów"? A co do rąk, to mam problem z wizualizacją.

 Posłusznie opuściła ręce. Światło już tak nie raziło. Uniosła wyżej wzrok. Jej oczom ukazał się niezwykle przystojny mężczyzna. Wpatrywała się w niego jak zahipnotyzowana. Miał parę czarnych oczu,

No zdziwiłabym się, gdyby miał dwie pary, serio.

Jakby miał tylko jedno oko, byłoby to jeszcze do przyjęcia.

 delikatne czerwone(hę?) usta i kruczoczarne włosy. Jego śnieżnobiała cera idealnie pasowała do tych ust. Tak chciała ich posmakować, chciała poczuć jego wargi na swoich. On jakby czytał jej w myślach. Powoli zbliżył głowę.

Ale tylko głowę, reszta ciała posłusznie została kilka kroków dalej.

Nie wiem, skąd aŁtorka wzięła ten opis, ale raczej nie pasuje do Seva...

 Jego usta były tak blisko, już za chwilę miała utonąć w pocałunku. (WUUUUT?)(Hmm, skąd one biorą te określenia?) Jeszcze chwila. Czuła jego oddech na waży.

*kwiczy pod biurkiem* WTF, na czym? *robi risercz* Gugiel mówi, że Hermiona prawdopodobnie poczuła oddech na pewnym gruzińskim pisarzu. W sumie, spoko, czemu nie?

Po tylu opkach nic mnie już nie zdziwi.

 Zamknęła powieki by po chwili znów je otworzyć. Piękny mężczyzna odchodził. Krzyczała by wrócił, biegła za nim, Dotknęła jego ramienia, a on zniknął...
- Hermiono, Hermiono. - szeptał jej do ucha Harry. Zabije go kiedyś! Mogłam go jeszcze   odnaleźć. Pozwolić by nasze usta złączyły się w pocałunku.

http://hardinortho.com/wp-content/uploads/2014/02/facepalm.jpg

Nie powiem, żebym jakoś zajebiście lubiła Pottera, ale w tym wypadku naprawdę nie zrobił nic złego.

Zrozumiała o co chodziło Harry'emu. Nad jej ławką unosił się profesor Binns, bardzo zdenerwowany.

http://replygif.net/i/1370.gif
Dobra, Red, spokojnie, przynajmniej w końcu zrozumiała... A że dopiero po jakimś czasie... Liczą się chęci.

Hermiona z opóźnionym zapłonem, model uszkodzony.

- Panno Granger! Klasa to nie miejsce do spania! - powiedział takim tonem jak Snape, widząc  ją jak demoluje jego klasę. Czy oni się przyjaźnią?
- Rzeczywiście, panie profesorze, trochę tu za głośno... - oznajmiła. Minęła chwila zanim  doszło  do niej z podwójną siłą to co powiedziała profesorowi. O mój boże!

Czy napisanie "Boże" z małej litery podpada pod obrażanie uczuć religijnych? No i błagam, Hermiona taka nie była!

Binns też jest tu jakiś dziwnie... ożywiony.

 Co ja zrobiłam?! Co  ja  powiedziałam?! Szukała wzrokiem po klasie ratunku. Wszyscy wyglądali okropnie.

A ty za to Miss America, pff.

A wyglądali okropnie, bo nie wykonali porannych czynności, w przeciwieństwie do Mary Sue?

 Mieli  ponure miny i rozczochrane włosy. Ci sobie spali i nic im nie zrobił! Zdrajcy!!!

Nie nadążam za tym opkiem. Logiko, gdzie jesteś? Profesor podpadł Hermionie, ale zdrajcami są koledzy z klasy. *wzrusza ramionami* Okej.

Ja nawet nie.

Ale to ją  profesor przyłapał i to ona musiała się tłumaczyć, a nie oni.

TO WSZYSTKO ICH WINA!

Jak ja kocham osoby, które za wszystkie swoje niepowodzenia winią innych...

- Proszę się wytłumaczyć! Natychmiast! - na bank przyjaźni się ze Snape'm.

Ech, kanoniczny Binns też gdzieś odpłynął... Albo odleciał, w końcu to duch.

Może to po prostu dalsza część snu Hermiony?

- Przepraszam panie profesorze – początek niezły, trzeba dalej udawać – nic nie jest w stanie wytłumaczyć mojego nagannego zachowania. Jestem prefektem i muszę dawać przykład moim kolegą i koleżanką

*wytrzeszcz oczu* Hę? Czy dawanie przykładu kolegą polega na tym, że rzeczony kolega robi za jakiś wzorzec czy coś w tym stylu?

Nie wiem, ale różnica pomiędzy "-ą", a "-om" jest znaczna, aŁtorko.

– dobra teraz trzeba brnąć dalej – to co zrobiłam to pogwałcenie zachowania ucznia...
- Mów dalej – powiedział nieco łagodniejszym tonem

Mów dalej, ach, chcę się jeszcze trochę poonanizować tym włazidupstwem, rób to dalej, dłużej, mmm... *wizualizacje ją zabiły* Posadźcie frezje na moim grobie.

Kolejny duch, który jest jakiś strasznie żywy. Jak Nick z analizy o burdelu w Hogwarcie. Nie żeby coś, ale popęd seksualny jest niestety nierozerwalnie połączony z posiadaniem ciała, przykro mi, aŁtorzy i aŁtorki.

[Hermiona wciska Binnsowi, że całą noc czytała historyczną książkę, czym go obłaskawia. Jak na nauczyciela Mary Sójki przystało, Binns nie tylko jej wybacza i zapomina o wpadce, ale wręcz każe innym uczniom brać z niej przykład.]

Znajdźcie mi nauczyciela, który uwierzyłby w ten bullshit.

Opuszczając klasę wszyscy pchali się w jej kierunku. Poklepując ją po ramieniu i krzycząc:

- To było niesamowite!
- Bałam się, że pójdziesz do Dumbledore'a!
- Gorzej, jakby Filch dał jej szlaban. To by dziewczyna nie przeżyła.
- Naprawdę czytałaś tą(tę, aŁtorko, tę) książkę? - spytała Parvati
- Tak, naprawdę, najpierw byłam w bibliotece, później poszłam do Pokoju wspólnego, a na końcu czytałam w pokoju – powiedziała płynnie
- I tak było to niesamowite – krzyczał Seamus

Ale jakbyś jednak nie czytała, to byłoby bardziej.

Aleossochozi? Nie, serio, o co chodzi w tej scenie?

[Harry, Ron, Hermiona i Ginny idą na błonia, rozkładają się pod drzewem i rozmawiają o tym, co stało się na lekcji.]

- Powiedzcie mi, czemu tylko mnie przyłapał? A przecież wy też spaliście?
- Masz rację - zaczął Harry - Ale tylko ty krzyczałaś przez sen, budząc tym cala klasę.
- Co? Powiedzcie co krzyczałam! Błagam!

Hmm, jesteś pewna, że chcesz wiedzieć?

Mam nadzieję, że to nie było nic w stylu: "Severusie, och..."

- Najpierw się wierciłaś niespokojnie, a potem krzyczałaś: "Nie odchodź!" - zademonstrował Ron
- Tylko tyle? - spytała
- No tak - odpowiedzieli jednoczesne

Jednoczesne... co? Jednoczesne usuwanie tlenków siarki i azotu? Jednoczesne wyszukiwanie minimum i maximum? Jednoczesne przyjmowanie wielu leków psychotropowych?

Stawiam na to ostatnie.

- Co ty właściwie robiłaś w nocy? - spytała Ginny
- No nic.
- Nie kłam.

Ginny doskonale słyszała dźwięki dobiegające z Pokoju Wspólnego... Wróć, to nie to opko.

I tak te opka mają zaskakująco dużo wspólnego...

- No dobra, nie czytałam tej książki o czarownicach. Byłam w bibliotece cały czas. Zasiedziałam się to tyle.
- Wierze ci - uśmiechnął się Harry
- Dzięki - powiedziałam - Czemu mnie na początku nie obudziliście? Nie mam notatek z lekcji!
- Wierz mi próbowaliśmy - powiedział z żalem Ron
- Nie skuteczne.

Ten tekst jest tak niechlujny, że nawet ja, bałaganiara niemal od urodzenia, mam ochotę chwycić za miotełkę i szmatę i posprzątać tu trochę.

Miotłą to można co najwyżej pookładać aŁtorke za bycie niechlujną. Naprawdę tak trudno znaleźć dobrego betę?

- No, ale masz te notatki. bo znowu opowiadał to samo co na poprzedniej lekcji - zapewnił ja Harry
- Chyba że tak.
- To nasza Hermiona ma randkę z Binns'em - zaśmiał się Harry.

Witam w Opkolandzie, będę Waszym przewodnikiem! Po lewej stronie czai się dojrzały Element Komiczny, możecie podejść i obejrzeć go z bliska, ale uważajcie, bywa płochliwy, może się wystraszyć i uciec, a czasami nawet gryzie!

Harry... A już ci zaczynałam współczuć. A ty i tak mnie rozczarowałeś.

 Dołączył Ron i Ginny. Nie powstrzymałam się. Teraz razem głośno się śmiali, strasząc przy tym kilku pierwszoroczniaków...

Biedne, strachliwe pierwszoroczniaczki, śmiechu się boją, biedactwa... *głasia pirszorocznych po główkach*

Jakieś płochliwe te jedenastolatki.

Rozdział 5 (3/4)

Na terenie Hogwart'u

Pardon my french, ale ja pierdolę, co ona ma za obsesję na punkcie apostrofów? A, ju'ż wi'em, może c'złowiek, któr'y nacie'pie cał'e m'nós't'wo apostrof'ów jest fajn'iejsz'y?

Może to w jakimś obcym języku? O ile dobrze pamiętam, w niektórych wersjach elfickiego też waliło się do zdania po pięćdziesiąt apostrofów.

Tak, na przykład u aŁtorKasi.

 zerwał się przyjemnie chłodny wiar. Przygnał z zachodu kilka bezkształtnych chmur, po czym ucichł, pozostawiając je na pastwę losu. Rozpełzły się po niebie, wlokąc za sobą welony mgły.
- Ginny, co cię tak bawi? - spytał już mocno poirytowany Ron.

-Aaa, to ten pseudopoŁetycki opis, całkiem zabawny, nie sądzisz? - odparła rozbawiona Ginny.

Niektórzy pseudopoŁeci są w stanie napisać coś bardziej twórczego...

Jego siostra od kilku minut zakłócała cieszę,

O, ja też się cieszę, nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszę. Właściwie to nie wiem, z czego konkretnie, ale i tak jest mi wesoło. :)

Musiała być bardzo ponura, skoro zakłócała cieszę.

 o której pozostała trójka tak mocno marzyła. Harry nie był sprawcą jej dziwnego zachowanie, więc wyczekiwał na jej odpowiedź.

Ja wiem, co jest sprawcą jej zachowania. To muszą być te przedziwne formy gramatyczne, to elementarne, drogi Watsonie.

Nawet mniejsza o gramatykę, ale gdzie tu logika?

- Spójrzcie na nich – oznajmiła dziewczyna, kiwając głową w grupkę Puchonów płci męskiej

Wizualizuję sobie grę w kręgle. Puchoni robią za kręgielki, a głowa Ginny za kulę. Hufflepuff Bowling, graj i ty!

Czy naprawdę ważne jest to, że wszyscy Puchoni byli płci męskiej?

– Cały czas się tu patrzą. Czy to nie urocze?
- Który dokładniej? - warknął Harry, w zamiarze podejścia do niego i oznajmienia mu by nie robiła maślanych oczy do jego dziewczyny.

Ależ się nam jakiś dżęder po opku panoszy! A Harry mógłby być bardziej tolerancyjny, a nie że od razu tak agresywnie reaguje.

Taki typowy małolat, który wali po mordzie każdego, kto chociaż spojrzy na jego dziewczynę... Taką zazdrość się leczy.

 Swoją drogą znał też kilka świetnych zaklęć...

Aaaale kto właściwie, bo się tak jakby zgubiłam? Harry czy ten Dżęder?

Co znajomość kilku świetnych zaklęć ma do ogólnego sensu tego zdania?

- Oj głuptasie – zaśmiała się – Tu nie chodzi o mnie, ale tak pomyślałeś. Prawda? - chłopak potwierdził kiwając głową

*to wstaw kolejny żart o Bułgarach*

Ile można jeździć po tych biednych Bułgarach?

- Więc o kogo? - spytała Granger
- No o ciebie!
- O mnie? - spytała zbita z tropu
- Jesteś inteligentną czarownicą, ale chyba mało spostrzegawczą.

Też tak sądzę. Nie lubię Ginny, ale tu muszę się z nią zgodzić. Przynajmniej jeśli chodzi o tę opkową Hermionkę. 
Chociaż nie, z tym, że boCHaterka jest inteligentna, jednak się nie zgadzam.

No cóż, Ginny miałaby rację, gdyby chodziło o prawdziwą Hermionę...

Oni... oni wpatrują się w ciebie od jakiegoś czasu. Nie mówię tylko o dzisiejszym dniu. Ale o Ceremonii Przydziału czy też innych dniach. Tak samo Krukoni. Zmieniłaś się, podobasz się im.

http://i194.photobucket.com/albums/z219/eeyore102/sherlock/sherlock_argh.gif

Cholera mnie weźmie, kolejna zaokrąglona Hermiona, na którą leci każde posiadające penisa stworzenie!

I nie tylko.

- Ja się podobam? Zwariowałaś. I niby jak się zmieniałam?

Zaokrągliłaś się, proste.

Trzeba było nie wpylać tyle lodów w czasie wakacji.

- Tak, podobasz się im. Wież mi (albo jednak ubaszć)(Utwierdź)(i ufortecuj), dziewczyna zawsze zauważy to – ciągnęła dalej swój monolog – Zmieniłaś się pozytywnie. Podciągnęłaś się przez wakacje w górę. Zmieniłaś fryzurę, w której wyglądasz teraz ślicznie.

http://www.gikz.pl/wp-content/uploads/2014/03/szok.gif
Któż by się spodziewał!

Geez, kolejne płytkie postrzeganie innych ludzi... Poddaję się.

- Ginny ma rację – stwierdził Ron – Hermiono, ty po prostu wyładniałaś, jeśli tak mogę to określić.
- Zgadzam się z Ron'em – oznajmił drugi chłopak – Przez wakacje się zmieniłaś. Mówię tu o plusach, bo minusów nie ma. I jeszcze podoba mi się jak podkreślasz tuszem rzęsy...

Robisz to tak zmysłowo...

I jeszcze pewnie namiętnie maluje swe usta...

- Dość! Wystarczy już! - krzyknęła Hermiona, mocno zawstydzona i zaczerwieniona
- Sama widzisz, każdy powie, że mam rację – stwierdziła uśmiechnięta Ginny całując przyjaciółkę w policzek

*podnosi rękę* Ja! Ja nie powiem! *podskakuje* Widać mnie tam? Widać mnie?! Tu jestem, tu!!!

Twój niewidzialny przyjaciel.

***

Sklepienie Wielkiej Sali było zachmurzone. Młoda Gryfonka wpatrywała się nieobecnym wzrokiem w swój talerz. Nic nie tknęła. Wszystkie potrawy wyglądały zachwycająco, lecz ta się nie skusiła.

Tak, ta jedna, jedyna potrawa nie skusiła się na inne. I wcale się nie dziwię, przecież to prawie jak kanibalizm.

Chrrr...

Ron, Harry, Ginny i Neville rozmawiali. Nie miała pojęcia o czym. Od czasu do czasu pokiwała tylko głowa na znak, że się z nimi zgadza.

O, widzę, że Hermiona stosuje taką taktykę, jak ja, kiedy rozmawiam z nielubianą ciotką. To działa!

To zawsze działa.

Co chwilę słyszała swoje imię. Cała szkoła już wiedziała o jej wpadce na lekcji. Nauczyciele też posyłali w jej kierunku niejasne spojrzenia.

Bo nauczyciele nie mają niczego innego do roboty. Hermiona awansowała na Główną Celebrytkę Hogwartu, niedługo zaczną pisać o niej na magicznym odpowiedniku Pudelka.

Rita Skeeter będzie chciała wywiadu z nią.

 Dzięki niej cała szkoła będzie miała o czym rozmawiać przez najbliższy tydzień. Przynajmniej nie mam szlabanu. Stwierdziła ponuro w duchu.
Gdy uczniowie byli już najedzeni, a ich talerze lśniły czystością kierowali się do wyjścia. Hermiona była w środku. Przepychała się na początek otrzymując tym samym złowrogie spojrzenia innych uczniów.

Złowrogie spojrzenia były zapakowane w czerwony ozdobny papier, a dodatkowo do każdego dołączona była urocza karteczka z dedykacją.
A tak z innej beczki - czy uczniowie jeszcze całkiem niedawno nie chwalili jej za to, co odwaliła na lekcji? Weź, człowieku i nadąż za tymi bachorami!

A przepycha się tak, bo?

 Oddzieliła się od młodzieży i pobiegła korytarzem w lewo. Biegła długo, dopóki jej nogi nie zaczęły protestować. Nie mogła tu zostać,jak Filch ją złapie dostanie szlaban.

Ej, na początku zrozumiałam, że szlaban dostanie Filch.

Ja też tak zrozumiałam. Ale o co w ogóle chodzi?

Nacisnęła klamkę, nie protestowała, odpuściła.

Wyobraźcie sobie protestującą klamkę: 
Olaboga, nie naciskaj mnie tak, to boli, puść mnie, cholero jedna, nie otworzę ci tych drzwi! Sperdzielaj, ale już!

Może to była klamka dentata?

 Ostrożnie wsunęła się do środka zamykając drzwi. W pomieszczeniu było ciemno. Oprócz starego stołu i kilku szaf nic tu więcej nie zastała.

Bo po ćmoku widziała wszystko perfekcyjnie i mogła być pewna, że w kącie nie kryje się żadna roślinka czy cóś.

Może nie do końca wyszło jej leczenie po Eliksirze Wielosokowym i coś jej zostało z kota? I wygląda tak?


 Podeszła do ściany. Usiadła na podłogę, głowę odchylając do tyłu, nabrała kilka porządnych wdechów. Dopiero teraz miała czas i spokój by wszystko przemyśleć. Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech, przypominając jej o wczorajszym spotkaniu z Mistrzem Eliksirów.

- Hej, Hermionko... - szeptał uśmiech. - A pamiętasz, jak to wczoraj było? Tak miło i wesoło...

Tja. Snape prawie zapłodnił ją samym dotknięciem dłoni.

 Co się ze mną dzieje? Śpię na lekcji. A w moim śnie pojawia się on. Severus Snape. Wszystko było takie realistyczne. Jego dotyk na mych dłoniach, jego oddech na mojej twarzy, nasz niedoszły pocałunek. Pragnęła bardzo by to się stało.

Eee... Żeby ten niedoszły pocałunek się stał? A to nie lepiej by było, gdyby pocałunek był jednak, eeem... doszły?

Ekhm, znowu tu mamy przeskok w narracji. Ile to już razy?

 On odszedł. Nie udało jej się go zatrzymać. A był tak blisko. Co się ze mną dzieje? Powtarzała ciągle jakby była w transie. Dlaczego tak na nią działa? Dlaczego, gdy go widzi ręce zaczynają się jej pocić, serce bije jak szalone a motylku w brzuchu wariują?

Okres dojrzewania, szalejące hormony, te sprawy...

Co to jest motylku w brzuchu? Motylica wątrobowa?

Hermiono, przestań o nim myśleć! Nakazywała sobie, jakby to miało w czymś pomoc.
Nie miała pojęcia, że nie jest sama w tym miejscu. Że ktoś ją obserwuje...

Któż, ach, któż mógłby to być? *łapie się za serce i prawie umiera z ciekawości*

Imperatyw Opkowy.

Rozdział 6 (4/4)

[Herma myśli i angstuje. Tniemy, bo nuuuda.]

Z drugiego końca pomieszczenia usłyszała skrzypnięcie. Natychmiast zerwała się na nogi, przecinając nieświadomie dłonią o coś ostrego. Sięgnęła ręką za różdżkę.

*ryczy ze śmiechu* Biedactwo, tak się wystraszyła, że ma problemy z celowaniem. PO różdżkę sięgnij, ofiaro, bo jak sięgniesz ZA nią, to złapiesz co najwyżej kilka bakterii i trochę powietrza!

Jak można przeciąć dłonią o coś ostrego, ja się pytam!

 Panika i strach ogarnęły nią.

A także biedną, torturowaną gramatykę. Łączmy się w bUlu!

Naprawdę aż tak trudno sprawdzić odmianę zaimków?

Nie miała jej przy sobie, zostawiła w dormitorium. Kto bierze różdżkę na kolację? No pewnie, że wszyscy! Zrobiła krok do przodu dając tym nieznajomemu do zrozumienia by zrobił to co ona.

Lol, ja na miejscu tego nieznajomego chyba nie zrozumiałabym komunikatu.

Żaden przeciętny człowiek by nie zrozumiał.

Chciała ujrzeć jego twarz. Poznać go. Zrobił krok do przodu, wychodząc z ciemnego konta.

Aaa, ona galeony z konta wypłacała! I się zdziwiła, że jest ich tak mało.

Nie, to jakieś ciemne konto. Może nielegalne albo cosik.

Gdyby nie skrzypnięcie podłogi, nie miała by pojęcia, że jest tu z kimś. Ujrzała buty, należące do płci przeciwnej.

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh30OnuJSc5h1XgUDX6I69_GvCDZmPzLhqoV4esgUangQ4PO6wkxdNA-2smZyY1pNC5Ke7xkVX_Xr2IohOh2S4Qz_Fj537tr13PVxaMCAGdJgxdnibsYnDnKe0ZN-SZm9-SvB51mfRm2m0/s1600/aha.gif
What?

Nie wiedziałam, że buty też mają płeć...

 Sama podeszła bliżej. On zrobił to co ona. Nie widziała jego twarzy, ale ciało pokrywały delikatnie mięśnie opinające koszulę.

*przegania natrętne wizualizacje* Nie. Nie chcecie wiedzieć, co właśnie zobaczyłam. Te mięśnie opinające koszulę... Zły pomysł.

O koszuli opinającej mięśnie słyszałam, ale nie o mięśniach opinających koszulę, pff.

[Okazuje się, że Hermionę obserwował Malfoy. Wymieniają kilka zdań, z których wynika, że kanoniczny Dracuś również gdzieś zwiał, bo ten tutaj troszczy się o boCHaterkę. Cóż, jesteśmy w Opkolandzie, nie takie rzeczy się tu dzieją. Tyle że to nie zmienia faktu, że przemiana Dracusia w Troskliwego Misia jest dla mnie bolesna.]

Łech.

Stali blisko siebie, a może nawet za blisko. Nie wyczytała niczego z jego twarzy. Miał piękny kolor oczu. Błękitny. Kryły się tam ból i współczucie.

http://media.thedailytouch.com/2013/11/aaaa_GIF_DT.gif
*celuje różdżką w tlenionego* Kim jesteś i co zrobiłeś z Malfoyem?!

Nawet oczy nie pasują.

Położył delikatnie, ale stanowczo dłoń na jej ramieniu, by mu nie uciekła. Poczuła jak gęsia skórka oblewa całe ciało.

Przepraszam, że się wtrącę, ale co ta gęsia skórka robi?

Oblewa. Nie wiem, jak, ale właśnie to robi.

- Malfoy puść, bo pobrudzisz się szlamem! - powiedziała załamanym głosem
- Nie szkodzi.

*płacze nad pozbawionym charakterku Malfoyem* Oddajcie mi kanon! Oddajcie mi kanon! *chwyta swój egzemplarz książki "Harry Potter i Książę Półkrwi" i biega w kółko, wrzeszcząc jak waryjatka*

Głos Hermiony się załamał. Pff. Poddaję się.

Spoko, ja też jestem na granicy załamania.

Przejechał dłonią od ramienia do nadgarstka. Zatrzęsła się. Złapał, mocno jej nadgarstek a Gryfonka syknęła z bólu.
- Krwawisz – oznajmił spokojnie
- Co? - spojrzała na swoją dłoń, która trzymał chłopak. Teraz on też miał krew.

Ej, ja też mam krew! I mój pieseł też ma krew! Arkanistko, czy ty też masz krew? Bo jeśli tak, to znaczy, że wszyscy jesteśmy boCHaterami opka.

Wygląda na to, że rzeczywiście jesteśmy boCHaterami opka, bo zarówno ja, jak i mój chłopak też mamy krew! Tylko ja nie chcę być w tym opku.

[Blablabla, Dracuś zaklęciem goi ranę Hermionki.]

- Dlaczego to zrobiłeś?
- Nie mogłem patrzeć jak swoją brudną krwią,brudzisz podłogę

Wow, było blisko, aŁtorko, wreszcie pojawił się przecinek! Szkoda tylko, że nieco się przesunął...

A Dracuś raz gada tak, raz śmak, i ja już nic nie rozumiem.

 – pościł jej rękę i pokazał sporą kałuże krwi przy jej stopach.

What, what, what? Dlaczego Draco pości czyjąś rękę? Czyżby wcześniej zjadał ręce? A co do kałuży krwi... Wierzcie mi, gdyby Hermiona naprawdę tak bardzo krwawiła, zauważyłaby to bez problemu.

Raczej chodzi o to, że zmusił jakąś rękę do głodowania. A do powstania kałuży krwi potrzeba co najmniej krwotoku, a czegoś takiego nie da się przegapić.

- Dziękuję. Nie musiałeś tego robić.
- Ale chciałem. Ok? - odszedł pozostawiając Gryfonke samą. Przy drzwiach odwrócił się ostatni raz i powiedział – Chłoszczyść – kałuża krwi zniknęła.

Od kiedy Draco jest jednocześnie uzdrowicielem i sprzątaczką? Pani Pomfrey odeszła na emeryturę, skrzaty domowe się zbuntowały, a wrodzona duma Malfoyów wyparowała?

Lucek splajtował, więc Draco dorabia na boku na rodzinę.

Hermiona jeszcze przez jakiś czas jeszcze patrzyła na drzwi, gdzie jeszcze przed chwilą stał jeszcze chłopak.

***

Pozostałą część wieczoru spędziła z przyjaciółmi w Pokoju Wspólnym. Nie obeszło się bez zbędnych pytań gdzie się podziewała i dlaczego jej ręka jest we krwi.

Ja pierdolę, mogła sobie ją chociaż umyć... I tak, aŁtorko, pytania troskliwych przyjaciół, którzy po prostu martwią się o Hermionę, są jak najbardziej zbędne. Trzymajcie mnie, bo jak przypieprzę... *szuka siekiery*

Bo ludzie naprawdę nie mają prawa się o siebie troszczyć.

 Opowiedziała im jak była w pokoju z Malfoy'em. Powiedziała o tym jak jej pomógł. Przyjaciele byli mocno zszokowani zachowaniem Ślizgona.
O 22 każdy udał się do swojego pokoju.

Widzę, że na bogato się bawimy, w Hogwarcie zamiast dormitoriów są teraz pokoje. Super.

Albus dorobił się na becikowym, więc zapewnił nieco lepsze warunki swym "owieczkom".

Hermiona wzięła szybki prysznic i poszła położyć się spać z głową pełną pytań.

Zanim skończymy analizę, mamy jeszcze dla Was wiadomość od aŁtorki:

Witajcie kochane Miśki   ♥
I oto kolejny rozdział. Mam dla Was lekturę na weekend. Jak zauważyłyście jest to ostatni dzień z długiego dnia Hermiony. Czy ja pisze zrozumiale? ;)

He. Hehe. Hehehe.

http://media.tumblr.com/tumblr_m94oudpApX1qzfpqx.gif

I tym optymistycznym akcentem kończymy. Do zobaczenia (mamy nadzieję) niedługo!

sobota, 10 maja 2014

Sevmionowe przygody z Alutką, czyli Narkotyk 1/2

Witamy!
Dziś nie będzie wstępniaka. Mamy dla Was za to dwa obrazki, które wprowadzą Was w tematykę analizy:
http://data3.whicdn.com/images/51527920/large.jpg

https://p.gr-assets.com/540x540/fit/hostedimages/1396726799/9178475.gif
Link: http://enough-for-today.blogspot.com/
Analizują: Red i Arkanistka

Rozdział 1
Szła opustoszałym korytarzem. Włosy delikatnie opadały jej na ramiona. Celem jej wędrówki była biblioteka.

Mam dość zdań pojedynczych. A to dopiero początek - jak zobaczycie, aŁtorka chyba ma problemy z budowaniem zdań złożonych.

No wiesz, przynajmniej unikniemy problemów ze składnią zdań wielokrotnie złożonych. (tak ci przypominam moje początki...)

 Był początek roku, a ona i tak spędzała tam większość swojego wolnego czasu. Miała nadzieję nie spotkać żadnego ucznia. I tak właśnie było. Oddała wypożyczone książki, grzecznie podziękowała i wyszła. Wybrała dłuższą drogę.

Drogę do...? Bór wie, a pewnie i tak mi nie powie, bo byłam ostatnio niegrzeczna.

Nawet gdybyś była grzeczna, to i tak się nie dowiesz.

Do śniadania miała jeszcze 15 min. Nie śpieszyła się. Chciała nacieszyć się tym widokiem, Za 2 lata nie będzie jej w Hogwarcie.

Chciała się nacieszyć widokiem... No dobra, ale jakim właściwie widokiem? Że śniadania? To jestem w stanie zrozumieć, chociaż uważam, że jednak lepiej by było to śniadanie po prostu zjeść.

To takie głEMbokie.

Pamiętała jak pierwszego dnia przekroczyła próg zamku. Ceremonię przedziału pamięta jakby stało się to wczoraj.

Ooo tak, z przedziałami często związane są niezłe ceremonie. Zwłaszcza z przedziałami na osi liczbowej, to już w ogóle. A największa ceremonia jest wtedy, gdy nauczycielka matematyki odpytuje z rzeczonych przedziałów przy tablicy.

Może chodziło jej o ceremonię przedziału w pociągu?

 Z dumą zasiadła przy stole Gryfonów. Poznała Harry'ego i Rona. Stali się nie rozłączni.

No, nierozłączni w chuj. Oni byli nierozłączni tak bardzo, że wyrazy "nie" i "rozłączni" w powyższym zdaniu już nie mogły takimi być. Fstyt.

A ta duma, to dlaczego?

Najbardziej łamali regulamin szkolny ze wszystkich uczniów. Na pierwszym roku spotkali Puszka i Norberta. Słodkie zwierzątka Hagrida. Pomyślała z ironią.

Sposób zaznaczania myśli boCHaterów mnie powalił.
Pomyślała Red z rezygnacją.

I te wszystkie zdania pojedyncze "z dupy wzięte". Pomyślała Arkanistka, waląc głową w stół.

Skręciła w lewo. Obcasy delikatnie stukały o marmurową podłogę. Zauważyła grupkę Ślizgonów. Na czele stała tleniona fretka.

Geez, opko jeszcze się dobrze nie zaczęło, a ja już mam dość tych zdań. 
No i nazywanie Malfoya fretką możemy odhaczyć. To takie oryginalne!

Tak jak samotne kryształowe łzy.

 Cała reszta się śmiała, pewnie coś opowiadał o Gryfonach jak zawszę.

O, Malfoy został właścicielem jakiejś wszy! I postanowił za tą wszą stanąć, tak mi się wydaje. No, jest jeszcze opcja, że postanowił wstąpić do WESZ, ale to opko to Sevmione, a nie Dramione, więc wątpię.

Nigdy nic nie wiadomo, może będzie trójkącik. A Hermioncia znowu zaokrąglona po wakacjach?

- O Granger. Witamy!
- Malfoy nie bądź taki miły, bo aż mi się nie dobrze robi – powiedziała ze wstrętem

https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRKgHKGeM5wlBmVGY9v7vW4UyY5hoN6MnE81aB91x-h7wn0h3v7


- Hmm jaka ostra...
- Odwal się, Malfoy! - włożyła w to ostatnie zdanie tyle jadu ile było na nią stać. I odeszła z  wysoko podniesioną głową.

Jesteś taka inteligentna, dojrzała i pełna godności!
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj3qHg2X4y3YkPfwhjhUfXyhDfQDfZPRqfSAyPmmfLunYDy8ZRLY8uT3OaCRJwlSmVuDkfO0LYNXBgqDND4qxcXHbWk4aeZzJDL_D8ggA4oYFgeCoaQIfR9cG7_xHMyjiLxdXAngF0wMlY/s1600/lolnope.gif
Wódki, szybko! Tego na trzeźwo nie da się czytać!

Wielka Sala napełniała się głodnymi uczniami. Hermiona siedziała obok Harry'ego i przysłuchiwała się zafascynowanej rozmowie jaką prowadził z Ronem o Quidditch'u. (gdzie stawiasz ten apostrof)

Zafascynowana rozmowa to twór zaiste interesujący. Cóż, rozmowa znalazła się w opku, nic więc dziwnego, że w pierwszej chwili była zafascynowana. Radzę jej tylko, żeby jak najszybciej jednak z opka spierdzielała, zanim jej się na mózg rzuci. (no co, rozmowa może być zafascynowana, a nie może mieć mózgu?)

Bycie zafascynowanym jest chyba nieodłącznie związane z posiadaniem mózgu, co nie? A ten apostrof pojawił się w losowym miejscu.

Popiła sok dyniowy. Czuła, że ktoś ją obserwuje. Była tego pewna.

Kurczę, tak sobie to wizualizuję:
http://www.roflzoo.com/pics/042010/cat-watching-parrot.jpg

Ja bardziej widzę to tak:

Nie był to nikt z Gryfonów. Krukoni siedzieli wyjątkowo cicho. Puchoni byli zajęci sobą. A Ślizgoni jak zwykle się z czegoś rechotali.

Wszyscy, co do jednego. A Hermiona swoim boskim-merysujczym okiem ich wszyskich objąć potrafiła. I żodyn się nie ukrył. Żodyn.

To ona musiała być chyba sową pójdźką albo kameleonem, żeby ich tak wszystkich naraz ogarnąć. Tylko że nie widziałaby ich w trójwymiarze.

Nie znalazła tego kto ją obserwuje. Zrezygnowana ugryzła kawałek tosta. A może jednak?

Tak! Magiczny Tost Supermocy dodał jej 25 punktów do umiejętności wszystkowidzenia!

To ten tost ją obserwował, mówię wam!

Spojrzała nieśmiało na stół nauczycielski. Mistrz Eliksirów świdrował ją wzrokiem.

Ojaa, no normalnie:

A po chwili Snape wyglądał tak:

No cóż, profesorze, to tylko Mionka zaokrągliła się trochę po wakacjach.

Czuła jak oblewa się rumieńcem. Chciała spuścić wzrok, ale nie mogła oderwać od niego oczu.

Odrywanie oczu od własnego wzroku to już wyższa szkoła jazdy, Hermiono. Będziesz się tego uczyła dopiero w szóstej klasie Wyższej Szkoły Marysujczych Zdolności.

Czyli kiedy? Za rok? Za dwa? Nigdy? *ostatnie wypowiada z nadzieją*

 Zrobił się przystojny... nie jest taki stary... nie ma jeszcze 40-stki... (bo czterdziestolatkowie to już właściwie powinni sobie zgrabnej trumienki i ładnej pary trupięgów szukać)(a co, nie? dobra, żart, moja matka jest po pięćdziesiątce i trzyma się nieźle)

Noale. On ma ok. 40 lat, podczas gdy ty masz... ile? Zważywszy na to, że do końca edukacji zostały ci dwa lata, teraz masz na karku piętnastkę (no, może szesnastkę). Dla ciebie niestety jest jednak trochę za stary.
Zrobił się przystojny... Boru, on też zaokrąglił się przez wakacje?

Nos mu się zaokrąglił na czubku.

 Na brodę Merlina! Hermiono Jean Granger! Przywołaj się do porządku!

Jak sama nie potrafisz, to ja cię mogę przywołać. *wzrusza ramionami i idzie po siekierę* Kochana ty moja, tak dawno cię nie używałam!

Przynieść ci osełkę?

 To jest stary nietoperz, postrach Hogwart'u!

KAJ Z TYM APOSTROFEM.

No  właśnie, KAJ??

Straciła z nim kontakt wzrokowy. Nad nią stał Harry.
- Chodź za 10 min mamy transmutację.
- Co? A tak już idę.

Kolejne opko z drewnianymi dialogami, zaczynam się przyzwyczajać. Do szalejącej interpunkcji tak samo.

Znajdź mi opko bez dialogów wyciosanych z drewna, to ci dam piątaka. Tylko pamiętaj: opko, nie opowiadanie.

Porwała niedokończony kawałek tosta. Zamoczyła usta w soku dyniowym. Ostatni raz spojrzała w stronę stołu nauczycielskiego. Snape'a już nie było. Z dziwnym uczuciem opuściła Wielką Salę.

*ziew* To opko wyzwala tyle emocji... Te opisy... *idzie po kawę*

Dziwne uczucie... Kisiel w majtach?

***

Gorąca woda delikatnie masowała jej ciało. Stała tak dość długo.

Ta woda. I teraz słowa "wstaw wodę na kawę" nabierają nowego znaczenia.

To tak jak u mojej zmarłej babci zawsze było: "podpal wodę".

 Głowę miała obciążoną myślami.

No myślącej wody to jeszcze nie widziałam. Shame on me.

Na dodatek głowa była obciążona myślami. Zupełnie jak u przeciętnej Mary Sue.

Obrazy Mistrza Eliksirów zmieniały się. Od pierwszego roku w Hogwarcie do obecnego szóstego.

Mam bardzo bolesne wizualizacje.

Szóstego? A nie aby piątego? W końcu Hermionka ma tu 15 lat, nie 16.

Mimowolnie się uśmiechnęła. Osuszyła włosy. Ubrała piżamę i podeptała do łóżka. Z wielką ulgą odpłynęła do krainy snów.

O, jak ja bym tak chciała odpłynąć! Ale gdzie tam, nawet jak zasnę, to nie odpocznę, bo śni mi się Agatka z "Krainy Grzybów". (to tak na marginesie)
Mam tylko nadzieję, że to nie będzie kolejne opko w stylu "Eragona", gdzie prawie każdy rozdział kończy się zaśnięciem boCHatera.

Też mam taką nadzieję. A co ona podeptała do łóżka, jeśli można wiedzieć?

Rozdział 2

Otworzyła wielkie brązowe oczy. Wyspała się, więc zapowiadał się dobry dzień.

A niekoniecznie. Ile to razy człowiek jest wyspany, a coś mu potrafi tak dzień spierdolić, że kolejnej nocy już spać się nie da...

No cóż... *burczy coś na temat pieprzonych optymistów*

 Nawet Malfoy mi go nie zniszczy. Pomyślała.

*warczy przez zęby* Zaznaczaj te myśli jakoś inaczej, bo to się kupy nie trzyma.

Wystarczy jeden malutki przecinek zamiast tej kropki i wszystko już będzie ok.

[Blablabla, Hermionka leży, wstaje i idzie do łazienki, żeby, a jakże, wykonać poranne czynności.]Check.

Zimną wodą osunęła resztki snu z powiek.

JAK ona to zrobiła? O co jej w ogóle chodziło? Bo jeżeli o pozbycie się tak zwanych "śpiochów", to mogła to napisać jakoś inaczej, bo tak to... *kolejna bolesna wizualizacja*

Mikserem do oczu.

 Umyła zęby, rozczesała włosy i delikatnie podkreśliła oczy czarnym tuszem. Spryskała się swoimi ulubionymi perfumami. Tą czynnością zakończyła poranną toaletę. Była gotowa na śniadanie.

Poranne czynności odhaczone, to teraz możesz już legalnie na to śniadanie zejść, masz moje błogosławieństwo!

AMEN!!! *głosem wkurzonego Japończyka, podkładającego głos ojcu Andersonowi w Hellsingu*

                                                                              ***

W tym samym czasie. Kilka pięter niżej, mężczyzna stał przed lustrem i wpatrywał się w swoje odbicie. Jego kruczoczarne włosy, delikatnie opadały otulając tym bladą twarz i dodając absolutnie zbędne przecinki. Plan na dziś: odjąć Gryfonom trochę punktów i dać pierwszoklasistą szlaban.

Oh my God, już współczuję temu pierwszoklasiście. Boru dzięki, mną nigdy nikt nie dawał nikomu szlabanu, ale domyślam się, że to musi być niezbyt przyjemne doświadczenie. O_O No bo wyobraźcie sobie - ktoś Was bierze do łapy i biczuje Wami kogoś innego. Nieźle, nie?

Tam zaraz biczuje. Wali po prostu na odlew po łbie.

 Więc dzień mam zaplanowany. Posłał mężczyznie w lustrze szyderczy uśmiech.

Serio...? Jakoś za cholerę nie pasuje mi do Snape'a uśmiechanie się do własnego odbicia. No a ten jego plan dnia... Zaiste, fascynujący.

Czemu przypomina mi się Zevran z opka o Dragon Age'u? Jeszcze tylko brakuje, żeby zaczął podrywać starsze panie.

Opuścił łazienkę. Charakterystycznym krokiem. Udał się do sypialni.

Mam. Wrażenie. Że. Robot. Pisał. To. Opko. Robot. Który. Srał. Kropkami. Jak. Ja. Teraz.

AŁtorko/-rze, jeśli myślisz, że umieszczenie kropki w losowym miejscu w zdaniu sprawi, że zdanie będzie poprawne, to się mylisz.

 Na fotelu leżał jego tradycyjny ubiór. Czyli czarne skarpetki, czarne spodnie, czarna koszula i czarna szata. Nie zapominając o świeżych czarnych bokserkach.

Miałam tu napisać jakiś mhroczny i głEMboki komentarz na temat czahrnego Serverka, ale... wybaczcie, świeże czarne bokserki mnie ómarły. Kwiiik!!!
http://media.tumblr.com/tumblr_m7s6a1qxFz1qiq5w9.gif
No co, facet przynajmniej dba o higienę *kwiczy w kącie na myśl o świeżych czarnych bokserkach*

Nosił też inne kolory tej części garderoby, ale ten był jego ulubionym.

No a jakżeby inaczej. W końcu Snape był taki mhroczny, czorny jak wungiel i w ogóle. A tak na poważnie - serio, aŁtorko? Naprawdę uważasz, że takie informacje są nam do czegokolwiek potrzebne?

Zapchajdziura tu, zapchajdziura tam, zapchajdziura nigdy nie jest... sama.

5 min później kierował się do drzwi, za którymi było wejście do Wielkiej Sali dla nauczycieli.

O, to jakiś inny Hogwart jest. W Hogwarcie, o którym słyszałam, uczniowie i nauczyciele mieli wspólną Wielką Salę. Widzę, że w aŁtoreczkowym Hogwarcie na bogato się bawią.

Ogólna Wielka Sala jest dla plebsu (czyli uczniów i Hagrida).

 Właśnie planował, któremu rocznikowi dzisiaj utrudni życie, ale wyrwał go głos:

1. Snape, naprawdę nie masz innych problemów? Może zamiast planować utrudnianie życia bachorom, zaplanuj przejęcie władzy nad światem?
2. Wyrwał go głos... Kojarzy mi się to z "wyrywaniem laseczek". Nie pytajcie.

Red, głodnemu chleb na myśli. A kanoniczny Snape miał chyba lepsze rzeczy do roboty niż wymyślanie jakiś skomplikowanych planów, kogo udupić. Wiadomo, że i tak zawsze będzie to Potter.

- Witaj Severus'ie (apfuj)(*warczy*) – powiedział dyrektor z uśmiechem na twarzy. Czy ten uśmiech mu nigdy  nie znika? - Jak się spało?
- Witaj Albus'ie. (*próbuje się uspokoić*) Codziennie zadajesz mi to samo pytanie. Moja odpowiedź się nie zmieniła.    Spało się okropnie.

Jeżu, oni tam chyba serio nie mają niczego do roboty. A ty, Snape, weź się może i ogarnij, bo takie pozowanie na mhrocznego emo jest irytujące.

Jeszcze mu tylko żyletki brakuje.

- Jak zawsze w podłym nastroju rano.
- Yhmm...

Ach, te dialogi. Emocje jak na grzybobraniu.

No wiesz, grzybobranie np. w "Panu Tadeuszu" było czymś emocjonującym. Tu bym raczej sugerowała emocje jak przy obserwacji mchu porastającego pień drzewa.

- To z kim masz pierwszą lekcję? Komu odbierzesz pierwsze punkty? - zaśmiał się
- Puchoni, drugi rok – uśmiechnął się szyderczo
- Zjedz kilka kiełbasek, są bardzo pyszne. A może polepszy ci się humor i oszczędzisz tych  biedaków?

Na pewno. Albusie, jeżeli już ci tak na tych biedakach zależy, to lepiej zaproponuj Serverkowi pół litra wódki. 

Ja proponuję zrobić z Pottera na cały dzień lokaja Snape'a. To by było ciekawe.

Po tych słowach Albus zajął swoje tradycyjne miejsce. Snape powędrował do swojego. Może ten stary wariat ma rację? Nałożył sobie dwie kiełbaski. Zmierzył je wzrokiem.

Pierwsza miała 5 cm, druga natomiast 7,1415 cm. Coś było nie w porządku... 

No tak, brakowało musztardy i ketchupu.

- Severusie, one cię nie zabiją. Zjedz je, są smaczne – powiedział dyrektor.
Ugryzł kawałek. Posmakował mu ten produkt.

*wypluwa kawę* Ja pierdzielę, nie wmówicie mi, że Snape jeszcze nigdy w życiu nie jadł kiełbasek! To jest dorosły facet, na litość borską! Dlaczego zachowuje się jak nieprzystosowany do życia w społeczeństwie, strzelam, jedenastolatek?

Jedenastolatkowie są lepiej przystosowani do życia od tego Snape'a. Ja obstawiam raczej, że mentalnie jest na poziomie czterolatka.

Ale i tak wyglądały podejrzanie.

Tak, kurwa, łypały na niego takim wzrokiem, jakby chciały go zabić. I pachniały jak cyjanek.

Taa, z całą pewnością ktoś mu podał kiełbaski śmierdzące gorzkimi migdałami. "To pewnie znowu Potter" - pomyślał prawdziwy Snape, rzucając groźne spojrzenie w kierunku stołu Gryffindoru.

Spojrzał na stół swojego domu. Crabbe wyglądał jakby myślał. Czyli bardzo głupio.

Element komiczny - check. Boru, jakie to opko kanoniczne.

Oczywiście w swej opkowatości, no co wy, chyba nie daliście się nabrać?

[Snape siedzi, patrzy i myśli, a Hermionka wygląda na wyprowadzoną z równowagi. Ciachamy, bo to nudne.](kisiel w majtach, mówiłam.)

***

- Co mamy pierwsze? - spytał Ron, z ustami pełnymi bekonu.
- Och Ron, kiedy nauczysz się w końcu planu? - spytała groźnie patrząc na przyjaciela

*głupieje* Kto spytał? I jeszcze jedno - z tego co zrozumiałam, mamy początek roku szkolnego, więc chyba nic dziwnego, że nie wszyscy znają plan lekcji na pamięć? Hogwart nie był szkołą dla robotów, a przynajmniej ja tak słyszałam.

Hogwart był Szkołą Magii i Czarodziejstwa, a nie wydziałem Robotyki i Cybernetyki jakiejś politechniki.

- Ale po co? Mamy ciebie, prawda Harry? - lecz on nie zwracał na niego uwagi. Był zajęty  rozmową z Ginny – Oj Hermiona, nie obrażaj się...
Do końca śniadania Gryfonka nie odezwała się już słowem.

http://themidnightalliance.files.wordpress.com/2013/05/what-the-fucks-wrong-with-you.gif
Za co ten foch? Bo co, bo Ron nie nauczył się planu lekcji na pamięć i ośmielił się zadać jaśnie pani Mary Sue jakieś pytanie? No trzymajcie mnie, bo jak kopa w zaokrąglone dupsko zasadzę...

*pożycza Red buty z ostrzami na czubkach*

 Przypomniała sobie wczorajszy wzrok Snape'a na sobie. Spojrzała w stronę swojego profesora. Wyglądał zabawnie. Kuł widelcem w kiełbaski (tak, od razu te kiełbaski podkuwał)(to one były żywe???O.O), jakby chciały go zaatakować.

*wzdycha* Kiedyś robili lepsze te elementy komiczne... Czasy się zmieniają i wcale nie na lepsze.

Red, przykro mi to mówić, ale chyba się starzejemy, przy czym ty szybciej ode mnie, bo ja jestem młodsza.

                                                                               ***

- Pamiętajcie o referacie! 2 rolki pergaminu! - krzyczał profesor Flitwick do opuszczających  już uczniów klasę.

Dat składnia! Nie chce mi się pisać, dlatego wstawię zdjęcie:
https://encrypted-tbn1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcS3RZBa32kxG5x4zoQYt9CbQODJZukVaAigUsh8gSzIlEOAKj9p
Nieważne, jakie to opko, zawsze pojawią się tam przypadkowe nawiązania do Gwiezdnych Wojen...

- Hermiono, gdzie ty idziesz? Błonia są tam – wskazał palcem Ron

Emmm... A kto powiedział, że Hermiona wybiera się na błonia? Może ona akurat musi pilnie udać się do toalety? Albo, co jest bardziej prawdopodobne, znowu chce biec do biblioteki?

Ona tak w kółko lata do tej biblioteki. Na miejscu Dumble'a oszczędziłabym jej trudu i pozwoliła po prostu tam zamieszkać.

- Przykro mi, ale muszę odrobić pracę domową - powiedziała urażonym tonem
- Mamy tydzień na ten referat – gdy natknął się na jej słynne spojrzenie potrafiące zabić, od  razu zmienił zdanie

...i okazało się, że referat musi napisać na następny dzień.

Spojrzenie było tak słynne, że nikt nigdy wcześniej o nim nie słyszał. No i dajcie spokój, Hermiona w piątej (czy tam szóstej klasie, whatever) nie robiła już z siebie aż takiej kujonki. A to strzelanie fochów o nic kojarzy mi się tylko z jednym: PMS.

 – Ok, idź. Miłej pracy. Może spotkamy się później w Pokoju Wspólnym.
Kiwnęła głową i odeszła. W bibliotece od razu wchodząc porwała kilka książek.

Nie patrząc na tytuły ani nie zwracając uwagi na to, o czym te książki właściwie są. Normalka.

A co, ty tak nie robisz?

 Zostawiła je na stole w najspokojniejszym miejscu w bibliotece. Po paru minutach wróciła mając już 3 książki w rękach.

Zastanawiam się, czy tym razem wiedziała, co bierze, czy znowu porwała kilka książek na oślep.

Znając aŁtorki, Mionka wybrała trzy losowe książki, które, o dziwo, okazały się tymi właściwymi.

 Zasiadła otaczając się ze wszystkich stron grubymi księgami. Wyobraziła sobie Harry'ego i Ron'a dzień przed oddanie prac, proszących ja o pomoc.

Tak wyglądają fantazje Hetermionki. A szalone apostrofy, które aŁtoreczka wciska, gdzie się da, zaczynają mnie naprawdę denerwować.

Bosh, czego oni się uczą na tym polskim?

 Ale oni naiwni. Pomyślała. Po godzinie miała już zapisane(ą) połowę pergaminu. Nie jest tak źle. Stwierdziła.

Nie będę już sobie strzępić języka (czy tam klawiatury), masz tu LINK, aŁtoreczko, przeczytaj sobie, co tam jest napisane i naucz się prawidłowo zapisywać myśli bohaterów.

Jeszcze tylko brakuje, żeby takie cudo pojawiło się w dialogu.

Odrywała rękę od pióra, tylko po to by przewrócić kilka kartek w książkach.
Skończyła. Była z siebie dumna. Ciszę przerwało burczenie w brzuchu. Oj. Skuliła się, rozglądając czy nikt nie słyszał tego wstydliwego odgłosu. Ale nikogo nie było już w bibliotece. Spojrzała na zegarek. 23:49 ale późno!

CO. Ona przesiedziała kilka godzin w bibliotece i nawet tego nie zauważyła? W trans jakiś wpadła? Ja rozumiem, skupienie na nauce i te sprawy, niby wszystko ok, ale... Gdzie się podziała pani Pince? Nie wierzę, że tak po prostu zostawiła Hermionkę w spokoju i nie wywaliła jej z biblioteki po zamknięciu. Nie wierzę. Toć ona nawet Potterowi kazała się wynosić, gdy ten przygotowywał się do Turnieju Trójmagicznego!

Ekhm, a co z kolacją i resztą lekcji?

 Nic nie jadłam od obiadu.(narratorze, nie obchodzi mnie, czy nic nie jadłaś od obiadu, czy jednak coś jadłaś, serio.) Odłożyła książki, które wcześniej wzięła, spakowała torbę i opuściła bibliotekę.
- Lumos – wyszeptała. Z końca różdżki pojawiło się białe światełko, oświetlające najbliższe  metry w ciemnym korytarzu. Postacie w portretach kazały jej gestem ręki zgasić rażące ich (tych postaciów) światło. Mruczą pod nosem o niesprawiedliwości i braku spokoju.

Oho, zmiana czasu! Albo to aŁtoreczka wstawiła niepotrzebną kropkę, a zapomniała o literce "c".

Że nie wspomnę o białym światełku, które pojawiło się z końca różdżki ("na końcu różdżki", jeśli już!)

- Panna Granger – usłyszała zimny głos tuż za nią. Aż podskoczyła ze strachu – Mogę  wiedzieć co pani tu robi? - odwróciła się wiedząc już kto kierował do niej te słowa. Snape.  Zgadłam.(narratorze, nie wtrącaj się!)

A nie, bo tak naprawdę była to mała i niewinna mrówka panda, a co!
http://p1.pej.cz/p1.pej.cz/2698ac32c7689f50f85f47245a955d51.jpg
Serio, wszystko jest lepsze od sceny, która za chwilę będzie miała miejsce...

- No bo ja... no...
- Proszę się nie śpieszyć z wyjaśnieniami panno Granger. Mamy całą noc. Naprawdę mam  czas. Na stanie tu z panią w nocy na środku korytarza i patrzeć jak pani się jąka – powiedział  lodowatym tonem.

Od gramatyki ci przez ten lód urwało, Snape. Załóż sweterek.
Borze, nienawidzę, gdy aŁtoreczki próbują oddać kanoniczny charakter Snape'a, ale im to nie wychodzi i robią z niego pseudoironicznego buca!
http://i3.kym-cdn.com/photos/images/original/000/273/885/6c4.gif
Nikt tego nie lubi...

- Profesorze ja byłam w bibliotece... odrabiałam pracę domową i nie miałam pojęcia, że jest  już tak późno – powiedziała już nieco odważniej.
- Doprawdy?
- Brrr...! - Hermiona oblała się rumieńcem, znowu jej burczało. Jaki wstyd. Jeszcze przy  Snape'm.

Przy... Snape'm? Przy Snoopym? Przy azjatyckim uczniu Kim Kurwa?

Przy Schnappim, Małym Krokodylu!


- Nie skomentuję tego – powiedział. Zauważyła w jego oczach coś dziwnego. Było to  rozbawienie. Jeszcze nigdy nie widziała tego w jego oczach.

Ciebie mało fajne rzeczy bawią, Snape.

Panno Granger, proszę się nie gapić w oczy profesora Snape'a, bo zarobi pani minus 10 punktów dla Gryffindoru.

- Mogę pójść do dormitorium?

Nie, możesz za to pójść ze mną do lochu, urządzimy sobie sesję sado-maso!

Czemu wydaje mi się, że to Snape byłby stroną maso?

- Tak może pani. Ale lepiej jak panią odprowadzę. W nocy, w zamku bywa niebezpieczne –  jakbym o tym nie wiedziała.

*odeśmiała sobie dupę* Lol. Snape taki uprzejmy. Mphf...

No co, zanim ją zgwałci, musi odciągnąć ją w jakieś ustronne miejsce, a nie tak na środku korytarza.

Szli w milczeniu przez jakiś czas. Pod portretem Grubej Damy powiedziała hasło i już miała zniknąć w ciemnym pokoju, ale się zatrzymała.
- Dobranoc profesorze.
- Dobranoc panno Granger.
Odchodząc delikatnie musnął jej dłoń swymi opuszkami palców.

Tak, wejdź jej jeszcze do łóżka i opowiedz bajeczkę na dobranoc, co się będziesz pierdzielił. A ja w tym czasie pójdę poszukać swoich opadniętych rąk.

Chyba trzeba będzie wszczepić ci do nich GPS-a.

Odszedł, a długi czarny płaszcz powiewał za nim jak skrzydła nietoperza...

Tja...
http://static.tumblr.com/gy214ni/41Plqnko2/snape_batman.jpg
Nawet mi się nie chce komentować, jak bardzo oklepane jest porównywanie Snape'a/płaszcza Snape'a/Snape'a w płaszczu (niepotrzebne skreślić) do nietoperza.

Rozdział 3 (1/4)

Oparła się o ścianę. Powoli zjechała w dół, pozostając skulona.

Tja, malownicze zsunięcie się po ścianie musi być w klasycznym opku!

Próbuję sobie zwizualizować, jak Hermionie udało się zjechać po ścianie w dół, cały czas będąc skuloną.

 Głowę oparła na kolanach, a ręce położyła na karku. Nie mogła uwierzyć w to co się stało, przed chwilą pod portretem Grubej Damy.

OMG, POWIEDZIAŁ MI DOBRANOC, OMG, DOTKNĄŁ MOJEJ DŁONI, WOW, WOW, WOW!!!

Ja wiem, że podobno w tym wieku nastolatki jarają się byle czym, no ale bez przesady...

 Gdy jej dotknął pouczyła się lekko.

To niech jej nie dotyka, bo się opuści w nauce.

Sama się pouczyła. Ok...

Dreszcz przeszedł po całym ciele. Czuła jakby unosiła się nad ziemią. To było niezwykłe uczucie. Miłe a zarazem niedozwolone. Był tak blisko, jednocześnie tak daleko.

Więcej tych połetyckich rozważań, jeszcze nie dostałam pierdolca, możesz próbować dalej.

Red, trzeci raz to mówię, ale przynajmniej jest to mało połetyckie: Hermioncia ma kisiel w majtach.

 W nozdrzach nadal czuła jego zapach. Był taki delikatny, nie podobny(?) do niego. Nie do takiego Snape'a jakim jest codziennie.

No bo teraz spotkałaś go w nocy, dlatego pachnie inaczej. To logiczne.

Specjalnie dla niej użył nowego zapachu: Eau de Snape.

 Zimnym i oschłym. Tu było coś innego. Nie potrafiła tego opisać, ale mogła stwierdzić, że był to idealny zapach. Może był to przypadek?

Zapach przypadku? No, w sumie... nie powiem, przypadki pachną całkiem ładnie. Co kto lubi.

Nie wiem, nie wąchałam.

 Był za blisko i dotknął mnie niechcący...

I pewnie tak właśnie było, a ona robi z igły widły i już widzi siebie w białej sukni. 
Poprawka - jesteśmy w opku, więc powyższa wersja odpada.

Znowu narrator miesza siebie z boCHaterką. SIO, PASZOŁ WON!!!

Gdy go ujrzała, wiedziała, że ma zarezerwowany już miesięczny szlaban u niego, za chodzenie po zamku nocą.

Bo teraz szlabany trzeba rezerwować z przynajmniej tygodniowym wyprzedzeniem. Było po 50 chętnych na jedno miejsce, więc nauczyciele musieli sobie to jakoś inaczej zaplanować.

Tja, szczególnie że to początek roku.

 A on tego nie zrobił. Nie dał jej.

*odzywa się jej wewnętrzna gimbuska* Allle mam skojarzenia! Nie dał jej? Tyle dobrze, że ona jemu nie dała. Ale wszystko jeszcze przed nami, w końcu to Sevmione.

*idzie po trutkę na gimbusów* Nie bój się, Red, to zaboli tylko przez chwilę.

 Było to do niego niepodobne. To rozbawienie w jego oczach, podczas burczenia jej brzucha.

Co ona ma z tym burczeniem? Wyobraźcie ich sobie za parę lat - hajtają się, Hermiona zostaje pisarką i wydaje oparty na swojej historii romans zatytułowany "Tró Loff. Od burczenia w brzuchu do ołtarza".

I byłby to pewnie szmatławy bestseller na miarę "50 Shades of Bullshit".

 Dopiero teraz to do niej dotarło. Mógł się zaśmiać.

Ja pierdolę, będziesz tak rozpamiętywać każdy szczegół?! Przepraszam, ja muszę po coś mocniejszego. */zw*

Mówiłam, że na trzeźwo się nie da.

 Nigdy się nie śmiał przy uczniach szczerze. Na eliksirach były tylko złośliwe uśmiechy. A tu wyraził to w swoim spojrzeniu. Ona to zauważyła.

http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2011/09/47d4aee218291e6fdf3df13a50c61798.jpg?1314995571
Też chciałam coś powiedzieć, ale Alutka mnie wyręczyła.

Siedziała długo. Nie przejmowała się bolącymi mięśniami. Myślała tylko o nim. Puściła wodzę (wodzę, sztuk jeden) fantazji.

Czerwony pokój, bicze, kajdanki i wielkie, wielkie łóżko... Snape przykuty do tego łóżka, a nad nim Hetermionka ze szpicrutą w łapie... Puch, wodzo, puszczaj się teraz sama!
Ej, a tak na poważnie - gdy ktoś Was przypadkiem dotknie ręką, to też potem siedzicie skuleni i snujecie fantazje na temat tego kogoś? Bo nie wiem, ja tak nie robię, ale może jakaś nienormalna jestem?

Ja ogólnie nie lubię, kiedy obcy mnie dotykają, więc nie, raczej nie.

 To jest twój profesor. Nie możesz o nim tak myśleć. Krzyczał rozum lecz serce buntowało się.

Oj, tak. Buntowało się, robiąc przy tym zamach na boru ducha winną interpunkcję. Hermiono, zachowaj się raz jak Hermiona i posłuchaj rozumu!

Ha. Haha. HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA! Raczej nie, Red.

[Hermionce znów burczy w brzuchu, po czym nasza boCHaterka zmywa makijaż i idzie spać.]

***

Obudziła się szybko, nie mogła już zasnąć. Nadal czuła zmęczenie. Poszła do łazienki.

A te wszystkie zdania tak logicznie z siebie wynikają, że aż nie. Jak jesteś zmęczona, to chociaż spróbuj znowu zasnąć, oślico! Ale nie, ona idzie do łazienki.
http://37.media.tumblr.com/tumblr_lq4q1aOe7E1qd2lk7o1_500.gif
Stupid to mało powiedziane.

 Pod prysznicem puściła gorącą wodę. Nigdy nie lubiła letniej wody.

Ech, coś czuję, że będzie dziś dużo Alutki.
http://static.fishki.pl/static/posts/66/66378/foto_9d54be925f587566345aa791d6d45188_org.jpg
Oj tak.

Kokosowym żelem pod prysznic umiliła tą (tę, na Bora!) chwilę. Ten zapach działał kojąco. Potrafiła wtedy się odprężyć.

http://troll.me/images/big-empty-room/wow-look-at-all-the-people-who-care.jpg
No i błagam, pisz dłuższe zdania! Bo to, co tu odstawiasz, męczy człowieka!

*popija kawę, starając się nie zasnąć przy tych opisach akcji*

Owinęła się ręcznikiem.

Co za głupia baba, kto jej potem ten ręcznik będzie suszyć? Skrzaty domowe? Biorąc pod uwagę, że boCHaterką jest Hermionka, nie sONdzę!

Wywiesi za okno. A że Albus dba o wydatki szkoły, to niedługo zamiast flag Domów Hogwart będą przyozdabiać ręczniki i bielizna Hermiony.

[Tniemy, bo tu następuje nudne pierdololo pt. "Jak Hermionka wykonuje poranne czynności?".]

[BoCHaterka wita się z Harrym, który czeka na Rona.]

- Idę! Harry idę! - krzyczał Ron ze schodów prowadzących do dormitoriów chłopców – O  cześć Hermiona! Mała wpadka z Neville'm, no ale nie ważne...

Choćbyś się siekierą odganiał, skojarzeń się nie pozbędziesz! A dla ciebie, droga aŁtorko, mam kolejny LINK - przeczytaj tam sobie, jakie są zasady pisowni wyrazów z "nie", bo najwyraźniej tego nie wiesz, a ja już jestem w takim stanie, że gdy widzę kolejny błąd z tej kategorii, to wyglądam tak:
http://31.media.tumblr.com/ef88d152e5102048a538f2cc237cc19e/tumblr_mkqimsIvr61ruw1vso1_500.gif

(ale się dobra zrobiłam, tak linki na prawo i lewo rozdaję...)

Podaj na dole twój numer konta bankowego i potrąć aŁtorce za każdy link pięć złotych.

- Chodźmy już - oświadczył Harry
- Dobra – powiedzieli jednocześnie, dwójka pozostałych przyjaciół.

Ależ synchronizacja! Ależ piękny błąd w odmianie! Ależ zdupywzięty przecinek! No fak!

Ależ cudnie zrąbane zdanie!

[Idą na śniadanie.]

Hermiona nie mogła już wytrzymać, kiedy spróbuje tych pyszności. Nalała sok dyniowy. Nałożyła wszystkiego po trochu. Włącznie z tostem, który Ron oświadczył, że smakuje jeszcze lepiej niż zwykle.

Zabijcie mnie, ale za wuja nie rozumiem ostatniego zdania. Ron oświadczył tosta? Czy może Ron oświadczył się tostowi? Już widzę ich wesele:
http://www.foodchics.com/wp-content/uploads/2011/05/Bride3.jpg
http://images4.fanpop.com/image/polls/566000/566531_1288005587921_full.jpg
Ron w swojej szacie pasuje do tego tosta jak ulał.

- Spokojnie, bo się udławisz – powiedział Harry

Ciiicho, Harry, ciiiicho, przecież o to nam właśnie chodzi...

- Je tak, jak ja podczas Ceremonii Przydziału – powiedział z wyższością Ron. Do złudzenia  przypominając Percy'ego – Czyli jest bardzo, ale to bardzo głodna. Rozumiem cię Hermiono.  Znam ten ból.

http://37.media.tumblr.com/tumblr_ln4jcnDtYb1qhliico1_400.gif
Wyłączam się. Jak Ron skończy pierdzielić, możecie mnie uruchomić ponownie, wystarczy walnąć mnie w głowę.

Mhmmm.Chrrr...

- Jesteś?
- Oj, Harry – powiedziała przełykając tosta – Jak poszłam wczoraj do biblioteki to nic nie  jadłam od obiadu. Tak, jestem głodna. Mogę zaspokoić w końcu swój głód? - spytała ze złością

Tak, możesz, ale może tak nie przy wszystkich? Udaj się w jakieś ustronne miejsce... *bezskutecznie próbuje wyrzucić wewnętrzną gimbuskę ze swojej głowy*
A ty się na Harrym nie wyżywaj, boCHaterko, to nie jego wina, że jesteś ciotą i zapomniałaś o kolacji.

Biedny Potter. Naprawdę mu współczuję udziału w tym opku. A co do wewnętrznej gimbuski... *chwyta Red za kołnierz i wpycha jej do ust trutkę na gimbusów*

- Dobra już dobra, jedz...
Ginny podbiegła do Gryfonki, dala jej buziaka. Po czym spojrzała na nią pytającym wzrokiem, ale jej brat i Harry pokręcili głowami by się o nic nie pytała.

Boru, obchodzą się z Hetermionką jak ze śmierdzącym jajkiem. Dajcie spokój, traktujcie ją normalnie, niech się nauczy, że nie jest cholernym pępkiem świata.

Proszę, niech mi ktoś wytłumaczy, kto podbiegł do kogo i na kogo spojrzał?

 Dziewczyna wręczyła chłopakom świstek papieru. Ci zakryli się tak by ich przyjaciółka nic nie zauważyła. Ron schował kawałek papieru do torby i razem z Harrym szeroko się uśmiechnęli patrząc na pochłaniającą w strasznym tempie, jedzenie Hermione.

Aż ich przecinek odgrodził, coby ich to straszne tempo nie porwało do Krainy Wiecznego Głodu.

Hermiona zachowuje się, jakby od samego dotyku Snape'a zaszła w ciążę.

Ginny puściła oczko do chłopców i zaczęła konsumować śniadanie.

No i proszę, mamy kolejną hrabiankę, co to nie je, tylko konsumuje.

I może jeszcze zasiada, co?

Tu rozdział się urywa, a my, korzystając z okazji, kończymy analizę. Co przyniosła chłopakom Ginny? Czy Hermiona naje się do syta? Kiedy nasza boCHaterka i Snape wyznają sobie miłoźdź? Tego dowiecie się prawdopodobnie z następnej analizy. (chyba że wcześniej wejdziecie na blogaska, przeczytacie i zepsujecie sobie niespodziankę, ale to Wasz wybór)(no co wy, chyba nie chcecie zepsuć sobie niespodzianki, nie?)

Do miłego!