Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mary Sue. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mary Sue. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 lutego 2015

Anaconda, Zombie i Buntowniczka, czyli I'm Stronger Than You 1/?

Witamy!
Jeszcze raz przepraszamy za tak długą nieobecność. Mamy nadzieję, że nam wybaczycie.
Dziś analizujemy coś, czego dawno już tutaj nie było – opko o Justinie Bieberze. Cieszycie się?
My też nie.
Po bardzo sensownym i zawierającym garść RZyciowych porad prologu, zabierzemy Was do rozdziału pierwszego, w którym poznamy główną boCHaterkę Buntowniczkę i jej problemy, zmęczonego Biebera Zombie, trzy plastikowe lale i Arianę Grande, która robi oczy zbitego psa i jest urocza. Dowiemy się też, dlaczego warto mieć przy sobie zapaliczkę, jak poznać nowego wroga i jak dogadać się ze zwierzętami. Autorką jest Karolcia Niewiem, a opko znajdziecie tu:
http://not-always-is-just-like-you-want.blogspot.com/
Analizują: Red i Arkanistka

Zaczynamy od prologu, który jest krótki i urzekający.

Prolog.

"Każdy chce iść na skróty, ja mam proste rady.
Chcesz schudnąć? Nie jedź, grubasie.

No właśnie, nie jedź, tylko idź. A najlepiej pobiegnij, spalisz więcej kalorii!

Kocham takie zupełnie z dupy wzięte prologi.

Chcesz zarabiać? Zapieprzaj leniu.

Hmm, ja zarabiam, ale nie zapieprzam. Dziwne. Czyżbym robiła coś źle?

Niektórzy mogą zapieprzać całe życie, a i tak dużo na tym nie zarobią. Sad story.

Chcesz szczęścia? Znajdź sobie kogoś."

Ech, ile razy trzeba tłumaczyć, że szczęście nie zależy od "znalezienia sobie kogoś"? Naprawdę, nie dla wszystkich akurat Tró Loff jest wyznacznikiem szczęścia i radości!

Szczęście liczy się w lisach! A nie, to tylko ja.

Rozdział 1 - My first day , I do not want to be willed not like last time .

*Lily Pov*

Ach, powiew nowoczesności na blogasku! Stare, dobre "oczami Lily"? Gdzie tam, to już jest passé! Teraz na topie są POVy.

To chyba tylko u nas się pojawia pierwszy raz. Na innych analizatorniach tego typu opis ma już ładnych parę lat.

Kwa, kwa, kwa, kwa.

Muu, muu, muu, muu?

Beeeeee!

Usłyszałam swój cudowny budzik, wyczujcie sarkazm błagam.

Jeżeli musisz prosić o wyczucie sarkazmu, to znaczy, że coś z tym sarkazmem poszło bardzo nie tak. Dobry sarkazm to taki, z którego nie trzeba się tłumaczyć. To tutaj, to jest co najwyżej srakazm.

Co te wszystkie aŁtoreczki mają z sarkazmem? Bohaterowie mają prawo wyrażać swoim zachowaniem cokolwiek, a tu co opko, to sarkazm.

Kurwa mać.

Wyłączyłam budzik, przetarłam oczy i usiadłam po turecku na łóżku. Sięgnęłam po paczkę z  papierosami i zapaliczkę.

Że zapaliczkę cuchnącą? 
Źródło
I po ci ona do papierosa? Będziesz tę zapaliczkę, no nie wiem, jarać?

Ciocia Wiki podpowiada, że zapaliczka działa łagodząco na histerię. Niektórym by się takie rzeczy przydały. http://pl.wikipedia.org/wiki/Zapaliczka_cuchn%C4%85ca

Wyciągnęłam fajkę i włożyłam se ją pomiędzy wargi.

Jak bardzo zjebaną mam psychikę, jeśli to zdanie brzmi dla mnie dość dwuznacznie? Idę się napić.

Kocham te wszystkie piękne, literackie "se". <3

Mmm, Marlboro.

- Lily, wstałaś? - Usłyszałam wołanie swojego brata idącego od mojego pokoju.
Kurwa.

Dlaczego przeklinasz? Jeśli się boisz, że brat przyłapie cię na paleniu, to bez obaw, przecież on idzie OD twojego pokoju. Wszystko w porządku, dziewczyno!

Chodził od pokoju do pokoju, szukając sensu jej zachowania.

Zgasiłam szybko papierosa i wrzuciłam go do szafki w moim biurku.

Okazało się jednak, że papieros nie był zgaszony, więc najpierw zapaliło się biurko, a potem spłonął cały dom z boCHaterami w środku. Koniec opka.

Chciałybyśmy. Ale niestety:

- Hej, chodź już na śniadanie - kiwnęłam głową i powiedziałam jeszcze że się ubiorę i zejdę.

Nigdy nie będę miała dość tej klasyki. <3
Źródło
*wstaje i bije klasykowi brawo*

- Okey, czemu tu tak pełno dymu?

– A, bo jarałam sobie zapaliczkę. Ojej, co ten smokojednorożcowidelec robi na twojej głowie?


- Em, wydaje ci się. - popatrzyłam na niego i lekko się uśmiechnęłam.
- Możliwe, 10 minut i widzę cię na dole. - Powiedział i wyszedł z mojego pokoju.

Dziesięć minut?! Chłopie, to jest boCHaterka opka, ona się w tak krótkim czasie nie wyrobi z porannymi czynnościami!

Czy tylko ja mam wrażenie, że gdyby tam był dym, to bardziej by to wywąchał niż zobaczył? Zapachu dymu papierosowego nie da się pomylić z niczym innym.

Mimo że jestem pełnoletnia to i tak nie chce by Stefano wiedział że pale.

Że pale... Co? Ponabijały na siebie jakichś skazańców?
Stąd
No tak, może Stefano jest bardzo wrażliwy i nabijanie na pal mogłoby być dla niego zbyt drastyczne.

Stefano brzmi dla mnie jak imię kota. A tak właściwie, to czemu ona nie chce, żeby on o tym wiedział? Jak jest pełnoletnia, to jej może co najwyżej nachuchać.

[Wycinamy opis porannych czynności, bo jest nudny i niczego sensownego nie wnosi do analizy.][jak każdy tego typu opis]

- Cześć Big Bracie. - podeszłam do niego i pocałowałam w policzek

– Cześć, Small Siostro. Dlaczego się ze mną witasz, skoro widzieliśmy się przed chwilą? Widzę, że niezła ta zapaliczka.

Pewnie powoduje krótkotrwałe zaniki pamięci.

- Cześć masz tosty.

Jak ja kocham tosty, mmm.

- Odwieść cie do szkoły?

Lepiej nie, nie wolno odwodzić boCHaterek opek od szkoły, bo będą jeszcze głupsze, a to już prawie kataklizm. Lepiej ją do tej szkoły odwieź.

Nie tylko boChaterki są odwodzone od szkoły...


- Tak, dzisiaj mój pierwszy dzień, jezu stresuje się.
- Nie masz czym, czytałem o tej szkole jest naprawdę dobrą szkołą, już cię to nie spotka, obiecuje.
Jedynie co zrobiłam to się do niego uśmiechnęłam. Nie chce żeby było tak samo jak w tamtej szkole.

Mhroczna przeszłość appeares.

Obliczmy prawdopodobieństwo, z jakim może pojawić się informacja o tym, co było w "tamtej szkole".

- Dobra, jak nie chcesz się spóźnić to chodź.
- Okey tylko poczekaj chwilę pójdę po torbę.

Naprawdę zastanawia mnie, jak ona wymawia to "okey". Z "y" na końcu? Dobra jest.

Musi mieć niezłą dykcję.

*

- Dasz radę.
- Dziękuje - powiedziałam i pocałowałam go w policzek.

Idąc korytarzem w poszukiwaniu sekretariatu widziałam jak ludzie patrzą na mnie i szepczą coś, niektórzy nawet pokazywali palcami na mnie, oni myśleli że ja tego nie widzę?

No tak, widzę tu scenę rodem ze "Zmierzchu". Uczniowie nie mają nic lepszego do roboty, niż wgapianie się w jakąś nową dziewczynę w ich szkole? Noale, to boCHaterka opka, gwiazda, Mary Sue, ona musi mieć wejście!
Źródło
Pewnie zapomniała zdjąć różowe paputki z króliczkami, bo innego powodu nie widzę, by się tak gapili.

Idioci, wszędzie idioci.

A tu się zgodzę. (wiem, wiem, może i ta uwaga jest zbędna, ale naprawdę rzadko zgadzam się z aŁtorkami, więc uznałam za stosowne odnotować ten fakt)

*tu wklej dowolny obrazek z serii "I'm surrounded by idiots"*

Idąc korytarzem wpadłam na kogoś i mój seksowny tyłek walnął się o brudną podłogę.

Źródło
Przepraszam, zatkało mnie. Skromność to twoje drugie imię, boCHaterko. Lily Skromność Salvatore, jak to cudnie brzmi.

Wierzcie lub nie, ale aŁtorka sama stworzyła zakładkę "Bochaterzy". A co do nazwiska, to dokładnie tak samo nazywa się jeden z moich ulubionych autorów powieści fantasy i smutno mi z tego powodu.

 - Uważaj jak chodzisz głupia suko - spojrzałam w górę i zobaczyłam trzy plastikowe lale.

Klasyka, klasyka wszędzie. Bo czym byłoby opko o Bieberze bez plastikowej lali, a najlepiej trzech?

A te boCHaterki to też zawsze muszą być jakieś mhroczne. I strasznie rzadko postaci drugoplanowe i te z dalszych planów mają jakiekolwiek życie, zauważyliście?

-  Och.. - Wstając podniosłam jedną brew do góry,

...używając do tego mojego podręcznego lewarka...

Czyżby brew była połączona z jej narządem równowagi i jeśli siada, to brew automatycznie wędruje jej w dół? A na przyszłość, aŁtorko, podnoszenie samo w sobie jest czynnością sprawiającą, że coś przenoszone jest w górę. I, znając moje analizatorskie szczęście, wykrakałam na przyszłość cofanie się do tyłu.

wpatrywałam się w nią jakieś 5 sekund po czym odwróciłam się i już chciałam iść ale ktoś mnie pociągnął za łokieć.

O losie, zabierzcie je.

No, łokcie bywają kłopotliwe. Zwłaszcza, gdy się nimi uderzy o framugę drzwi. Boli jak cholera.

Ja to nawet o klamkę łokciem zahaczę. A ten sekundnik w mózgu każdej boCHaterki... <3

- Gdzie idziesz suko? - powiedziała uśmiechając się.

Do budy. :)

Jak na typowego opkowego plastika, to coś kiepski zasób słownictwa posiada.

Muszę przyznać że tyłek to ma wielki.

Anaconda?
Źródło
Trudno powiedzieć.

 - A.co.cie.to.obchodzi - Robiłam przerwę za każdym wyrazem by zrozumiał mnie w końcu że mam jej już dość.

Wszystko jest poprawne. Anaconda to wąż, wąż zrozumiał, wszystko się zgadza.

Kto zrozumiał? Czyżby nasz naczelny plastik zmieniał szybko płeć?

- Jeśli myśl..- Chciała dokończyć ale ktoś jej przerwał.
- Zostaw ją. - Odwróciłam się i zobaczyłam rudą dziewczynę.
- Bo co mi zrobisz Grande?
- Nie chcesz wiedzieć Minaj.

Jej, trafiłam z Anacondą!

*warczy na brak jednej kropki* Mam pytanie, czy wciskanie wszystkich swoich idoli i anty-idoli do opek to jakiś taki wewnętrzny przymus?

Nie, tak jest pewnie napisane w Poradniku Pisania Opek dla Opornych. Albo w innej Opkobiblii.

- Pierwszy dzień w szkole i już ktoś mnie broni. Coś czuje że tutaj nie będzie tak jak w tamtej szkole.
Pana z Wielkim Tyłkiem.

Hmm, Arkanistko, znasz jakiegoś pana z wielkim tyłkiem? A jeśli tak, to nie wiesz może, co on robi w tym opku i której szkoły jest właściecielem?

Nie, przykro mi, nie znam żadnego pana z wielkim tyłkiem. Wujek gugiel również nie, za to wujcio zna całą masę pań z wielkimi tyłkami.

Tak, dałam jej już przezwisko muszę przyznać że jestem dobra w tym.

Będziemy wyprowadzać ją z błędu? Szczerze powiedziawszy, nie widzę w tym sensu. Mów do słupa, a słup jak boCHaterka.

Tłumaczenie czegokolwiek boCHaterkom i tak nie ma sensu. I, przepraszam, dobrze wyczytałam, że ona ma 18 lat? Chyba jeśli idzie o jej organizm, bo psychika odbiega nieco poziomem od przeciętnego osiemnastolatka.

Spojrzała na rudą dziewczynę z kpiącym uśmieszkiem po czym spojrzała na mnie.
- Jak myślisz że to koniec to się mylisz suko. - Mówiąc to nie przestawała się uśmiechać. Pierwszy dzień w szkole a mi się już wydaje że znalazłam nowych wrogów.

Oj tam, zaraz wrogów, toć ona tak ładnie się do ciebie uśmiecha. I to przez cały czas!

Sama ironia, sarkazm grubymi nićmi szyty i w ogóle. Brakuje tu jeszcze tylko pogardy i będzie to chyba szczyt umiejętności opisywania emocji w opkach.

- Hej jestem Ariana Grande , ale mów mi Ari. - jeju, jaki ona ma piękny uśmiech.

Jeżu, wszyscy się tam uśmiechają, czuję się tak, jakbym znowu spotkała moją byłą koleżankę z czasów gimbazy. On też nie przestawała się uśmiechać.

Wiesz, czasami widuję tę koleżankę i zdarza jej się nie uśmiechać. A co do wciskania tych wszystkich piosenkarek/-karzy do opek, to doprowadza mnie to do takiego samego stanu, w jakim znajduje się Adam w tym teledysku: https://www.youtube.com/watch?v=xqds0B_meys

- Hej jestem Lily  Salvatore mów mi po prostu Lily. Ej, pomożesz mi znaleźć sekretariat.
- Odwróć się.
Po odwróceniu się zobaczyłam drzwi z napisem "Sekretariat"
Ja pierdole, jaki wstyd.

Ja, gdy pierwszy raz przyszłam do nowej szkoły, wlazłam do ubikacji dla nauczycieli i głośno komentowałam papier toaletowy. Słyszała to jedna z nauczycielek, która weszła tam po mnie. Co ty wiesz o wstydzie, boCHaterko?

Uhm, nie ty jedna miałaś problemy w tej szkole z ubikacjami, Red. Pamiętasz te drzwi na parterze, chyba zaprojektowane tylko po to, by zabić kogoś, kto obok nich przechodzi?

Trudno zapomnieć. Kilka razy ledwo uszłam z życiem.

*Justin Pov*
-Hej jb, mam sprawę.
-Czego chcesz? - Co ten człowiek znowu ode mnie chce. Jestem zmęczony..

I głodny... Kropki się nie uchronią przed moim głodem... Miałem ochotę na mózg, ale w tej szkole żadnego nie znalazłem, więc muszę żywić się kropkami. :(

Biedny, głodny zombie.

- Ty, auto, wyścigi, wygrana. - Wyszczerzył się do mnie jakby był Pojebany.

Matko kochana, kolejny uśmiechacz. Idę się napić.

Może to jakaś zaraza? Zaczyna się od szczękościsku.

- Zgoda.

*Lily Pov*

Wiesz, aŁtorko, zwykle nie jestem taka miła, ale tym razem będę. Pójdź do biblioteki miejskiej, wypożycz tam "Granicę" Zofii Nałkowskiej i przeczytaj te fragmenty, które pisane są z perspektywy Elżbiety Bieckiej. Zaręczam ci, że jeśli dobrze stworzysz narrację trzecioosobową, te wszystkie *Lily Pov* czy *Justin Pov* nie będą ci potrzebne.

 Stoję  przy szafie nie wiedząc co ubrać, jestem umówiona z Ari w kawiarni. Okazało się że jest o rok starsza ode mnie ale mimo to jest ze mną w klasie. Powiedziała mi że nie zdała bo "Wredna szmaciura" Nie przepuściła jej z Matematyki

O co się założycie, że nauczycielka w niczym nie zawiniła, a tak naprawdę Ari jest śmierdzącym leniem i nie chciało jej się wziąć do nauki?

Co tu tak nawpadało wielkich liter? Ale podziwiam szacunek boCHaterki do Królowej Nauk.

Wybrałam w końcu niebieskie rurki i czarnoniebieską koszule w kratę z rękawami 3/4, poprawiłam makijaż i wyprostowałam włosy.

Źródło
Tel mi moar.

Opis zakładanego stroju-check.

Wkładając swoje białe Air Focy usłyszłam głos Stefano.

Miałaś na myśli buty Air Force? No... Prawie ci się udało.

Może założyła na nogi czarno-białą wersję filmu "Air Force One"? Albo samolot z Obamą? http://pl.wikipedia.org/wiki/Air_Force_One

- Gdzie idziesz?
- Z Ari do Kawiarni- Już chciałam wychodzić gdy mój brat znowu przemówił.

I zatrzęsła się ziemia, otworzyło się niebo, a rosnący koło domu krzak spłonął. Czy coś.

No cóż, z pewnością pomidorowa się rozstąpiła.

- Cieszę się że masz przyjaciół.

Po 10 minutach marszy

Marsz znalazł sobie idealną dziewczynę. Nazywa się ona Marsza. Życzę im szczęścia i wielu grzecznych dzieci. Marszątek.

Może jej chodziło o dragonage'owskie Święte Marsze?

 w końcu doszłam do kawiarni była przeciętna okrągłe stoły, krzesła, spokojna muzyka.

A czego się spodziewasz? Stołów z dziurką, bujanych foteli i disco polo?

A może wielgachnych stołów, drewnianych ław i Hansiego Kuerscha śpiewającego ci do kotleta, ewentualnie do drinka?

 Było dosyć dużo ludzi. Widząc Ari przy oknie wyruszyłam do niej.
-Lily nie będziesz zła? - Zrobiła oczy zbitego psa, była taka uroczy.

I taka zmieniający płeć. Uwaga, gender!!!

Kolejna! Nieee!!!

Nie, nie jestem lesbijką.

Hę? 

Wierz mi, boCHaterko, po uwadze na temat oczu zbitego psa, prędzej wzięłabym cię za zoofila niż lesbijkę. Co nie zmienia faktu, że byłoby to raczej bardzo odległe skojarzenie.

- A czemu miałabym być?
- No bo zaprosiłam zna..O już są!  - Krzyknęła i im pomachała.
Co? Znajomi? Ona śmieszna jest. To nie tak że jestem inna i oboje się ludzi.

Źródło
Spoko, ja też nie oboje się ludzi. Cokolwiek to znaczy. Ja ich po prostu czasem nie lubię.

Nie wiem, ale wyobraziłam sobie człowieka w gigantycznym oboju. To chyba nie to.

Po prostu mogła mnie uprzedzić że chce kogoś zaprosić i że tymi znajomymi są Faceci.

Faceci! Nieeee! Jak ona śmiała?! I to Faceci, wielką literą, to musi oznaczać coś okropnego!
Źródło
Straszne, zaprosiła kogoś bez twojej zgody! I co teraz zrobisz, popłaczesz się?

Tupnie nóżką i powie, że ich nie lubi. A potem poskarży pani.

Nim się zorientowałam oni już siedzieli i patrzeli na mnie, mam coś na buzi?

Em, niekoniecznie? Nie znają cię, może im się, no nie wiem, przedstawisz? Albo niech Ari cię przedstawi?

No co ty, Red. To zbyt logiczne.

- Cześć wam to jest Lily - uśmiechnęłam się i popatrzyłam na nich - A to jest Chris, Lukas, Cody oraz Justin.
- Hej, miło was poznać.
- Nam ciebie również. - Powiedział to podajże Lukas.

Podajże flaszkę, Lukas, bo na trzeźwo tego nie zniosę!

Może to jego imię? Pamiętam, że w Oblivionie była postać imieniem Wiążże-Szybciej.

y

xz?

y=ax+b

Jezu jaki on gorący.

Nie dotykaj, oparzysz się!

Od samego patrzenia ma pewnie oparzenia drugiego stopnia na gałkach ocznych.

Lily opanuj się i tak nie będziecie razem.

Jeżu, zaczyna się. Znowu to samo. Czy w każdym opku musi występować ten sam schemat?
Źródło
No wiesz, faceci wykorzystują zupełnie inne schematy. Może następnym razem zamiast aŁtorki weźmiemy jakiego aŁtora na warsztat?

[BoCHaterka świetnie dogaduje się ze wszystkimi, nawet z FACETAMI. Potem dzwoni do niej Big Brother.][Wielki Brat zawsze patrzy...]

- Witam pana.
- Dzisiaj. Wyścigi. Ty jedziesz, rozumiesz? - Powiedział tonem który nie słyszy sprzeciwu.

Wrr, Christian Buc Grey mi się przypomina. Lukas, podajże siekierę, jest mi potrzebna. No i frazeologia nam tu galopuje. Nie ma czegoś takiego jak "ton, który nie słyszy sprzeciwu". Jest za to "ton nieznoszący sprzeciwu".

Geez, ona ma podobno 18 lat. Naprawdę musi nią tak jej własny brat pomiatać?

- Um, dzisiaj? Zgoda. - rozłączyłam się i chowając telefon do kieszeni wyszłam z łazienki.
- Miło było was poznać, ale teraz muszę już iść. - Kładąc na stół 5 dolców za moje ciastko jeszcze ich przytuliłam i wyszłam.

Koniec pierwszego rozdziału. Kolejnego na razie nie ma, ale jeśli się pojawi, na pewno rzucimy na niego okiem.

Chyba tylko po to, żeby aŁtorka się zapluła z wściekłości na wrednych hejterów.

A bonusowo, fragment komentarza od aŁtorki:

Tak jak obiecałam jest dzisiaj pierwszy rozdział!
Jeśli się podoba możecie wyrazić swoje opinie w komentarzach.

AŁtorka nie napisała, co mamy zrobić, jeśli się nie podoba, więc napisałyśmy po prostu analizę. Mamy nadzieję, że dobrze wybrnęłyśmy z tej sytuacji.

Miejmy nadzieję. Ale raczej nie mamy co liczyć na szturm fanek na komentarze, bo to opko jest nowe. Świeżutkie z lutego.

Następny rozdział powinien być niedługo.

Trzymamy za słowo i nie możemy się doczekać.

Nie zawiedź nas.

Na koniec jeszcze dodam (ja, Red), że mam zamiar zacząć tu nową serię – Red Czyta. Nie powiem Wam jeszcze, co pójdzie na pierwszy ogień, chociaż możecie się domyślić, to nie będzie trudne. Mam już opracowany pierwszy rozdział, ale opublikuję go dopiero za parę dni, żebyście mogli nacieszyć się (albo i nie) aktualną analizą.
Teraz już naprawdę się żegnamy.
Do zobaczyska!

niedziela, 14 grudnia 2014

Król inteligencją nie grzeszył, czyli Prawdziwa Córka Ewy 2/?

Witamy!
Pamiętacie, jak dawno temu napisałyśmy pierwszą część analizy opka aŁtorstwa panny Jinx, które dotyczyło (podobno) "Opowieści z Narnii"? BoCHaterką była tam wkurzająca księżniczka Emilia, którą podczas nocnej bitwy porwały olbrzymy, ponieważ szukały one jakiegoś ładnego żołnierza dla swojego księcia. Potem okazało się, że książę ma zostać mężem boCHaterki (a raczej ona ma zostać jego żoną), co niespecjalnie podoba się obojgu zainteresowanym.
Dziś wracamy z kontynuacją tej analizy. Poziom opka wcale nie rośnie, boCHaterowie nie mądrzeją, ba, robią się jeszcze bardziej durni i irytujący. Znajdą tu coś dla siebie pasjonaci architektury (opis zamku w Kalormenie powala), psychologii (ach, te ludzkie zachowania i emocje), wierzeń (cudowne wymiany zdań przyszłych małżonków na temat religii) i, oczywiście, kiepskiej "literatury". Indżojcie!
Link: http://prawdziwa-corka-ewy.blogspot.com/2013/03/rozdzia-drugi_23.html
Analizują: Red i Arkanistka

Rozdział drugi
                 
Moje kroki obijały się o kremowe, jasne ściany głuchym echem.

To dopiero pierwsze zdanie opka w tej analizie, a ja już czuję się jak po naprawdę konkretnych prochach. Jak tak dalej pójdzie, to nie wyjdę cało z tej bitwy. Tfu, analizy.

Krem przeważnie jest jasny, więc... A, po co ja sobie w ogóle klawiaturę strzępię?

 Od godziny czy dwóch chodzę po tym pałacu ojca Tabiasza i szukam miejsc, w których z łatwością mogłabym uciec w ciągu tygodnia.

Hmm, porwali księżniczkę i w ogóle jej nie pilnują, ani dudu? Może sobie swobodnie chodzić po pałacu, a w dodatku ma wyjść za przystojnego księcia? Kurczałkę. *siada na ławeczce pod blokiem i czeka, aż ktoś ją porwie*

Nie licz na to, Red. Prędzej zaczepi cię jakiś żul albo, nie daj Borze, policjant.

[Księżniczka dalej szuka jakiegoś wyjścia z pałacu, ale niczego nie znajduje.]

           Tabiasz mówił, że w zamku na pewno mi się spodoba. Hm, jeżeli to jest ten pałac, to ja jestem Aslanem. Niska, jasna budowla z dwoma wieżyczkami obok i białej kopule, ostro zakończonej na środku, nie mogła się równać z Ker-Paravelem, a Kalormen jest przecież ogromnym cesarstwem.

Widzę to tak:
(Można kliknąć, żeby powiększyć)

(Red, Miszczyni Painta)

Jak kopuła może być ostro zakończona na środku? (tak, wiem, że z kopuły może odchodzić szpic, ale przecież nie to aŁtorka napisała)

 Nagle zza zakrętu wyszedł książę. Uśmiechnął się lekko, ale jego oczy zostały nadal niepokojąco zimne. (mrau...)Nie odwzajemniłam gestu. Ułożyłam wargi w wąską linię,

...co zajęło mi sporo czasu, bo nawet z puzelkami w dzieciństwie miałam problem, a co dopiero z wargami.

No ja się nie dziwię, takie wargi to rzeczywiście trudno ułożyć w wąską linię...

lustrując wzrokiem sylwetkę Kalormeńczyka. Jak każdy w tym kraju miał ciemną karnację, która kontrastowała z jego jasnymi szatami.
         – Czyżby ci się nie podobało, Emilio? – zapytał półgłosem, odgarniając kosmyk moich włosów za ucho. Już podnosiłam dłoń, żeby odrzucić jego rękę, lecz zatrzymałam się w połowie. Cofnęłam się o krok, nie spuszczając z oczu Tabiasza.
           – Spodziewałam się czegoś większego po Tisroku – odparłam chłodno. Zaśmiał się cicho pod nosem.

Uuu, odważnaś, księżniczko! Samemu Tabiaszowi, swojemu przyszłemu mężowi, powiedzieć, że jego ojciec ma małego, no, no... (dobra, nie wiem, o co tak naprawdę chodziło boCHaterce, wygląda na to, że o pałac, ale czasem nie sposób pozbyć się skojarzeń, no)

*do Tabiasza* A ty czego się cieszysz, kretynie?

           – Nie wątpię, pani. W Narnii są przecież większe pałace, aczkolwiek chciałbym ci uświadomić, że jesteśmy w Kalormerze. Tutaj zawsze dopowiadamy "niech żyje wiecznie" do imienia mego ojca – powiedział.

A ja myślałam, że Tisrok to tytuł, jaki nadawało się aktualnemu władcy Kalormenu, a nie imię twojego papy. :( Btw, definicja słowa "Tisrok" na narnijskiej wiki jest miodna:
"Tisrok - tytuł nadawany aktualnemu władcy Kalormenu. Jego pałac znajduje się obok świątyni Tasza, na najwyższym wzgórzu Taszbaanu. Tisrok ma też duży ogród." 

Red, ale to nie jest Kalormen, tylko Kalormer. Zupełnie inny kraj.

Weź, aŁtorka nie pisze poprawnie, to pozwól, że chociaż ja będę. :(

           – Ależ ja wiem, gdzie jesteśmy, Tabiaszu. Jednak wcale nie chcę, by ten Tisrok żył wiecznie. Może jeszcze oczekujesz, żebym oddała czci Taszowi?
          – Prawdę mówiąc, tak. Czymże jest to diabelskie stworzenie, które wy, Narnijczycy, nazywacie Aslanem? To zło wcielone – rzekł.

Ale Aslana mi tu nie obrażaj. Foch. *siedzi chwilę z naburmuszoną miną, po czym wyciąga transparent z napisem "Aslan Team!"*
Stąd
*chwyta drugi koniec transparentu*

           – Ach tak? Więc uważasz, że Aslan, dobry syn Władcy–Zza–Morza, który pragnie jedynie pokoju, jest zły? Więc co powiesz o Taszu, żywiącej się krwią Kalormeńczyków bestii? – wyszeptałam i odwróciłam się, nie czekając na odpowiedź. Usłyszałam jeszcze głos Tabiasza.
           – To dopiero wredna suka, córka barbarzyńcy z Północy... – mruknął sam do siebie. Miło wiedzieć, że oboje nie pałamy do siebie miłością.

Stąd
Książę, widzisz ten młotek? Weź go i puknij się w głowę. Mocno. Najpierw obraziłeś Aslana, a potem się dziwisz, że boCHaterka odgryza się, zarzucając coś twojej religii. Bez jaj.

Ach, ci fanatycy religijni...

[Tu następuje opis pokoju księżniczki. BoCHaterce, uwaga, ten pokój się podoba!]

           Stanęłam przed lustrem. Niby wyglądałam jak zwykle – niebieskie, duże oczy o chłodnym i wyrafinowanym wyrazie, długie, blond włosy, dopasowujące się do mojej bladej karnacji.

Tak, a gdy boCHaterka się czerwieniła, włosy dostosowywały się do jej rumieńców i farbowały się na rudo.

To ciekawie musiała wyglądać, jak jej się robiło niedobrze i zieleniała...

Ale jednak coś się zmieniło. Może w rysach twarzy, w gestach... nie wiedziałam tego. Lecz byłam pewna, że ta osoba, która spogląda na mnie z lustra, jest inna niż ta, którą widziałam w noc walki z olbrzymami. Usiadłam na łóżku i przymknęłam powieki.
           – Nie wyjdę za niego – szepnęłam sama do siebie. – Nigdy.

Never say never, my darling.

Zamiast tak jęczeć powinna utożsamić się z tysiącami kobiet, które na przestrzeni lat zmuszane były do małżeństw politycznych...

A teraz mamy przeskok miejsca i narracji. Dlaczego aŁtorka to robi? Bo (myśli, że) może.

Narnia

           
           Tymczasem w Narnii Król Piotr chodził nerwowo wzdłuż i wszerz sali tronowej. Edmund i Łucja, którzy przyglądali się bratu od pewnego czasu, czuli, że się martwił.

I on tak chodził tam i z powrotem, oni tak patrzyli, patrzyli, aż w końcu coś im w łebkach zatrybiło - on wcale nie spaceruje dlatego, że jakiś pokręcony instruktor fitnessu powiedział, że to lepsze od zwykłego treningu i że po czymś takim będzie miał muły jak Walduś Kiepski! Piotr się po prostu martwi!

Nie jestem pewna, ale chyba nieco trudno po samym sposobie chodzenia wywnioskować, że ktoś się martwi...

Uwierz, da się i nie jest to trudne. Tym bardziej, że tu aŁtorka zaznaczyła, że "chodził nerwowo". Mogłabym tu teraz walnąć elaborat o różnych sposobach chodzenia, ale nie chcę zanudzać Czytelników, więc sobie daruję.

 Może nawet więcej. Rodzeństwo Pevensie jako jedyne znało historię śmierci żony Piotra, więc było oczywiste, że tak bardzo nie chciał stracić córki. Królowa poderwała się z tronu, podeszła do brata i  przytrzymała go za ramiona.

Inni mieszkańcy Narnii, ci, którzy nie znali tej historii, nie mogli pojąć, dlaczego Piotr tak się martwi. Przecież to tylko jego córka zaginęła, jaki ojciec przejąłby się czymś takim?

Hmm... Nie mam bladego pojęcia, Red.

           – Piotrze, spokojnie. To dopiero poranek. Może poszła w odwiedziny do lasu? Nie chodź już tak. To irytujące, Królu – westchnęła Łucja, puszczając brata.

Och, Piotrze, co z tego, że w nocy odbyła się bitwa i zaginęła księżniczka?! Nie chodź tak, bo mnie irytujesz! A to moje potrzeby są tu najważniejsze!
Stąd
Brak mi słów... Czy tylko mi ta Łucja bardziej przypomina Zuzannę, czy jeszcze komuś?

           – Ale ja czuję, że coś się stało – powiedział. Edmund stanął obok siostry.
           – Łusia ma rację. Nie przejmuj się aż tak – rzekł.
           – Nie nazywaj mnie Łusią, Edmundzie! – odparła oburzona Królowa. – Kiedy żyliśmy w Anglii, mogłam ci na to pozwolić – dodała, po czym wróciła na tron.

Wiecie co? Kiedyś nawet lubiłam Łucję, była całkiem sympatyczna. W tym opku nie jest. W tym opku jest irytującą, małą, kapryśną, zadufaną w sobie, och, ach, królową
Stąd
Jak Zuzanna w ostatniej części tych prawdziwych "Opowieści z Narnii" C.S.Lewisa.

 Nagle do sali tronowej wbiegła pantera.
           – Panie – zaczęła – mamy list od Księżniczki Emilii! – dokończyła po chwili pełnej napięcia ciszy. Oczy Piotra lekko rozbłysły.
           – Pokaż mi ten list, droga Pantero – rzekł. Łucja i Edmund wymienili spojrzenia. Kot wybiegł z sali, ale wrócił bardzo szybko, niosąc w zębach zwój pergaminu. Pantera podała Królowi list, a ten rozwinął go.

Oł. Aha. A Pantera nie mogła mu przynieść tego listu od razu? Chociaż dobra, może ona lubi biegać tam i z powrotem.

Próbowałaś kiedyś mówić z kawałem wygarbowanej skóry w ustach? Nie dziwię się tej Panterze.

Ale czy ktoś każe Panterze mówić z tym listem w pysku? Mogła go położyć w sali, gdzieś obok siebie. Albo ciepnąć na ziemię. Chociaż dobra, to list do króla, więc ciepanie można sobie darować, ale nadal nic nie stoi na przeszkodzie, żeby po prostu go położyć.

           – Możesz odejść – powiadomił kota, a ten czym prędzej zniknął. Przez chwilę Piotr czytał, a potem zwinął list. Spojrzał na rodzeństwo, które przyglądało mu się z lekkim niepokojem.
           – Ona jest w Kalormerze... poślubi Tabiasza – wycedził przez zęby, a zaskoczeni władcy wytrzeszczyli oczy. Królowa otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.

Oni w tym Kalormenie nie grzeszą rozumem, skoro pozwalają Emilii nawet na wysyłanie listów. Przetrzymują ją tam wbrew jej woli, na pewno wiedzą, że jej ojciec będzie chciał ją uratować i fokle. Co więc robią? Pozwalają jej wysłać do kochającego tatusia list, w którym jest wyraźnie napisane, gdzie znajduje się jego córeczka i kto ją porwał. Fuck logic!
Jest też opcja, że Emilia wysłała list po kryjomu. Wtedy mogłabym zwrócić im honor, ale tego nie zrobię, bo to też byłaby ich wina, dali jej za dużo swobody.

A mi się wydaje, że to taki sprytny plan tych Kalormeńczyków, żeby zwabić szacownych władców Narnii, a potem ich też porwać.

Bez przesady, Narnia jest tu opisywana jako silny kraj, Kalormeńczycy mieliby ryzykować napaść ze strony takiej potęgi? 

           – Moja córka poślubi tego obrzydliwego Kalormeńczyka! – ryknął wściekły Piotr.
           – Na Grzywę Lwa... nie... ona nie może... – głos zamarł Łucji w gardle.
           – To niemożliwe... Emilia by tego nie zrobiła... nie... wszystko, tylko nie to... – szepnął Edmund.
           – Niech przyjdzie tutaj ten, który ten list dostał! – krzyknął Król.

Stąd
Król wezwał przed swoje oblicze... Samego siebie? Bo to on dostał ten list, mam rację? WTF

Eee...eee...eee...*wie, że powala w tym momencie elokwencją, no ale ma ktoś jakiś lepszy pomysł, jak to skomentować?*

 W kilka chwil później straż trzymała już w ręce gołębia i wpuściła go do sali.

Emilia tak zachwalała swoje królestwo, a widzę, że biednie tu, skoro strażnicy mają tylko jedną, najwyraźniej wspólną rękę.

Może to byli strażnicy syjamscy.

           – Powiedz mi, Ptaku. Jak to możliwe, że Księżniczka Emilia w jeden poranek znalazła się w Kalormerze? A jak się tam dostała? Wyrosły jej skrzydła i trafiła strzała amora?

Nie wiem, Piotrze, jakimi ścieżkami podąża twoje rozumowanie, ale ja po nocnej bitwie i przybyciu olbrzymów, obstawiałabym raczej jakieś porwanie czy coś, a nie skrzydlatych chłopców... Ale to ja.

Ciekawi mnie, czemu Król przesłuchuje akurat posłańca. Akurat oni zwykle tylko przekazywali informacje, niekoniecznie znając szczegóły...

           – Ja... ja nie wiem, o Wielki Królu. Ja tylko dostałem ten list podczas mojego porannego lotu od pewnego olbrzyma, który potem uciekł... – pisnął gołąb.
           – W takim razie, możesz odejść, Ptaku – westchnął zrezygnowany ojciec i odwrócił się twarzą do swoich towarzyszy.

Zrezygnowany?! I ten olbrzym nie jest dla niego jakąś wskazówką? Halo?! Bitwa? Olbrzym? Nic ci nie świta? 
Stąd
(zanim zapytacie - wiem, że Piotr nie był świadomy tego, że jego córcia "walczyła" podczas nocnej bitwy, ale nawet gdyby grzecznie siedziała w swojej komnacie, w bitewnym zamieszaniu z łatwością dałoby się ją porwać)

Królowi pewnie zadzwoni, ale w innym kościele...

           – Za parę dni jedziemy odwiedzić Kalormen(no, w końcu!!!) – odparł. – Czuję, że Emilia nie mogłaby pokochać tego księcia.
           – Z wielką ochotą, Piotrze – rzekł Edmund. – Już nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę tego padalca. Jeżeli jej tam nie będzie, będę mógł...

...sam się z nim hajtnąć! – dokończył Edmund w duchu. Miał nadzieję, że księżniczki faktycznie tam nie będzie.

To by nawet pasowało. W końcu w poprzedniej analizie też było coś o szukaniu ładnych żołnierzy przez olbrzymy dla Tabiasza.

           – Nie, bo wtedy zacznie się wojna – przerwał mu Król i wyszli z sali tronowej.

Kolejna zmiana miejsca i sposobu narracji. Męczysz, aŁtorko.

Nawet nie wiesz, jak bardzo, aŁtorko.

Kalormen

           Nagle do komnaty wszedł nieznany mi niewolnik. Miał ciemne, krótkie i sterczące we wszystkie strony włosy, czarną skórę i ubrany był w kolorowe szaty.
           – Książę Tabiasz pragnie Wielkiej Pani powiedzieć, że twój ojciec już wie o waszych zaślubinach – powiedział i gdy tylko zakończył zdanie wyszedł, zostawiając mnie zaskoczoną.

Osz fak, więc to sam Tabiasz wysłał ten list. Co. Za. Kretyn. To tak jakby przyszedł do Piotra ubrany we wściekle różową kieckę do kankana i zaczął przed nim tańczyć, krzycząc: "Hej, tu jestem! Mam twoją córkę, teraz możesz zaatakować mnie i moje królestwo, żeby ją uratować! Będzie super!".

Mi się przypomina coś innego: Przychodzi zabójca księcia do króla i mówi: Panie, wiem, kto zabił twojego syna. A na pytanie króla, kto to zrobił, odpowiada: To ja.

           – Na Wielkiego Lwa... – szepnęłam. – Jeżeli on w to uwierzy... już nie żyję.

What? Albo nie, nie wnikam.

https://www.youtube.com/watch?v=6NXnxTNIWkc Inaczej tego nie skomentuję...

*śpiewa zalinkowaną piosenkę* Coś ty narobiła?

Po raz kolejny zza drzwi wychyliła się głowa niewolnika.
           – Aha. I dzisiaj jest bal z okazji zaręczyn panienki i księcia – rzekł.

Bo czymże byłoby opko bez balu? Jeno prochem marnym na rozległych ziemiach blogosfery.

No wiesz, BioWare też ostatnio wkroczyło na bardzo wysoki poziom opkowatości, bo też zrobili akcję na balu. Przy czym potem trzeba zabić gościówę, z którą się tańczyło...

 Co Tabiasz jeszcze wymyśli?! Zacisnęłam ręce w pięści. Mam go serdecznie dość.

My też mamy go dość. I ciebie. I Łucji. I większości boCHaterów tego opka.(Aye!) Dlatego w tym miejscu zakończymy dzisiejszą analizę. Do następnego razu!

piątek, 14 listopada 2014

Pierścień prawie zniszczony, czyli Legolas i jego życie 2/2

Witamy!
Wracamy do Was z drugą częścią analizy opka o Legolasie i jego teleporterze. Jeśli myślicie, że ostatnio było źle, to teraz czeka Was niemiła niespodzianka - będzie jeszcze gorzej. Resztki mózgu traci nawet Aragorn, Arwena zaczyna dorównywać Cathy w mamejowatości, Gimli traci zdolność wypowiadania się, a Legolas... Cóż, Legolas zmienia się w Gejolasza. Tak jakby.
Będziemy świadkami mrożącej krew w żyłach (pfff, na pewno) walki z orkami, zabaw integracyjnych na koniach i romantycznej sceny rodem z... z opka. Tak.
Link: http://legolas-i-jego-zycie.blog.onet.pl/
Analizują: Red i Arkanistka

Rozdział III

Cathy nie wiedziała co robić. Wiedziała tylko jedno- zginą.Spojrzała na swoich towarzyszy, po ich minach można stwierdzić , że też niewiedzą co zrobić.

Za to po mojej minie można teraz stwierdzić, że jestem załamana niewiedzą aŁtorki na temat zasad poprawnego pisania. :( No i cóż, droga Cathy, skoro jesteś taka pewna, że zginiecie, to raczej niewiele możesz zrobić. Smuteg.

Znając życie (i aŁtorki) pojawi się zaraz Czynnik Losowy, który uratuje im tyłki.

 Legolas rozmyślał gorączkowo. (nie zmęcz się) Jedynie szybka ucieczka mogłabyich jeszcze uratować.

Zaraz, zaraz, a orkowie tak sobie grzecznie czekają, aż jaśnie państwo skończą się zastanawiać? Wow.

Bo to byli inteligentni orkowie z Warcrafta. 

-Dziewczynynie mamy co walczy, uciekamy na ten pagórek. Na trzy… Raz… Dwa…. –Orki zbliżałysię coraz bliżej, nagle zaczęły biec- TRZY!!!!

Trzeba było dłużej się zastanawiać, orkowie by was pozabijali i nie miałybyśmy problemu. A ucieczka na pagórek tak bardzo poprawi sytuację, że aż nie. Najlepiej popełnijcie zbiorowe harakiri, oszczędzicie orkom roboty.

AŁtorka robi ten sam błąd, ech.
Orki: 

Orkowie:
Dziękuję, do widzenia.

Calatrójka zaczęła biec ile sił w nogach. Legolas był na przodzie w środku Elizabeth a Cathy na końcu. Starała sięunikać strzał lecz nie zdołała… Poczuła wielki ból w plecach..

Czyżby...?
Stąd
Przepraszam, ale w tym opku Legolas to ciota. Zamiast osłaniać odwrót kobiet, pobiegł przodem. To takie heroiczne z jego strony...

Potchnęła się okorzeń wystający z ziemi. Upadła.. W jej głowie tylko jedna myśl, ‘To koniec…Umieram’.

Dajcie mi chwilę na rozszyfrowanie tego. BoCHaterka się potchnęła - dostała zadyszki? Okorzeń wystający z ziemi - zUy brat bliźniak starego, dobrego Krecika? To musiał być on:
Stąd
Nie ma wątpliwości.

Legolasszybko zareagował, odwrócił się w stronę elfki i zaczął biec ile sił w nogachaby jej pomóc.

Gejolaszu, ty nie zaczynaj biec, tylko biegnij! Ona umiera, nie ma czasu na pierdzielenie!

Jak napisałam dwa komentarze wyżej, ale on heroiczny, najpierw ucieka pierwszy, a dopiero potem się wraca.

[….]

Obudziłasię w jakiejś komnacie.  Nie wiedziałagdzie jest..  Nagle weszła Arwena zalanałzami :

To... jakiś tytuł, tak? Arwena Zalanałzami. Hmm, Gwiazda Wieczorna jednak bardziej mi się podoba.

*próbuje powtórzyć, ale język odmawia jej posłuszeństwa* Argh!

-Cathy!Już myślałam, że po Tobie ! Tak się o ciebie bałam.. Czemu tutaj od razu nieprzyszłaś?!

Nie pytaj jej, podejrzewam, że ona sama nie wie, co nią kieruje. Działania Cathy mają tyle sensu, co pieczenie ciasta z solą zamiast cukru. (tak, tak ostatnio zrobiłam i nie, nie było to zjadalne)

Kieruje nią Imperatyw Opkowy i tyle.

-Ohkochana siostro, niby czemu miałabym ci zwalać się na głowę? Na pewno masz inneplany… Miałam dobrą kryjówkę z Elizabeth. A tak poza tym gdzie ona jest?

Tak dobrą kryjówkę, że znalazły was tam byle podróby Legolasa i Gimliego. Super.

To Gimli też tam był?

-Wkomnacie obok. Z Gimlim i Legolasem, nic jej nie jest.
-Gimli?Legolasa już poznałam.. Cóż.. Gdyby nie on to dalej bym siedziała przy ognisku…

Gdyby nie on, znaleźliby cię orkowie i byś zginęła idiotko! Ten elf w pewien sposób uratował ci życie, a ty nadal go hejcisz? Weź, spłoń.

Jeśli pod pojęciem "w jakiś sposób uratował ci życie" masz na myśli, że uciekał przed orkami, to masz rację.

Mam na myśli to, że gdyby Legolas jej tam nie znalazł, to znaleźliby ją orkowie.

-Niemarudź tylko ubieraj tą (tę, ileż można ten błąd wytykać...) suknie i choć na obiad nie pójdziemy, to dam ci do zjedzenia słone ciasto.

Błąd można wytykać niezliczoną ilość razy, ale po trzecim razie przestaje to być śmieszne.

 -A nie masz jaki(ch)ś spodni? Nie cierpiesukienek.

Za pierwszym razem przeczytałam "nie pies i suki". Well, still better story than this opko.

Straszne, nie lubi sukienek! Niezbyt przystoi to elfce z high fantaziaka.

-Niestety, nic damskiego..
-Arwena,przypomnij sobie kiedy ostatnio miałam na sobie normalny strój. Daj mi cośprzypominające zbroje.

WUT? Jesteś w pałacu swojej siostry, jesteś zmęczona, ranna i co tam jeszcze, a masz zamiar dźwigać na sobie zbroję? ...Aha. Borze, a ja myślałam, że mój brat myśli i działa nielogicznie.
Tak. Eee, nie. Nie wiem.

[Cathy i Arwena idą na obiad.]

Cathy usiadła po prawej stronie królowej (Arweny) koło niej Gimli. Naprzeciwkosiedział Legolas i Elizabeth, rozmawiali o czymś gorączkowo i co chwile zerkaliw stronę Gimliego. Krasnolud zaczął opowiadać o Morii Cathy, która nie zbytbyła zainteresowana nim.

Nie dziwię się. Z tego co zrozumiałam, nasza Marysia spędziła w Morii pół życia i wyrwała się stamtąd, gdy napadli na nią orkowie. Chyba też bym wolała na jej miejscu posłuchać o czymś innym. Tyle tylko, że ona nie chce słuchać o niczym, ma inne zajęcia, o, zaraz zobaczycie.

Zgaduję, że zajmowała się czymś tak ambitnym, jak robienie maślanych oczu do blondasa.

Patrzyła się ciągle na Legolasa. Dopiero teraz ujrzałajaki jest przystojny.. (-.-) Blond włosy do ramion, z trzema warkoczykami (dwa po bokui jeden od przedziałku w tył) podkreślały jego jasno niebieskie oczy. Srebrnakoszula i spodnie podkreślały jego wyraz twarzy..

Pozwólcie, że parsknę: 
*parsk*
A co będzie, jak Legolas zmieni wyraz twarzy? Poleci zmieniać koszulę, bo ta już mu nie pasuje? Oh, no! (chciałam teraz wkleić jakiś komiks z Gejolaszem, ale jak kilka przeczytałam, to stwierdziłam, że to poniżej naszego poziomu dlatego wkleję samego Gejolasza)
Stąd
Nie wiem, czy już to mówiłam, ale przepraszam wszystkich fanów LoTR-a, niemniej uważam Legolasa za postać pozbawioną jakiejś specjalnej osobowości. Tak jak wszystkie pozostałe elfy z LoTR-a. *zakłada koszulkę z napisem "Team Iorweth" i bierze swój kubek z napisem "Team Fenris"*

Niby trochę mosz recht, ale i tak:
No wiesz? *foch*

 Nawet jak na elfa był onnieziemskiej urody. Jej zapatrzenie przerwał Gandalf, który poprosił ją,Legolasa, Arwene, Aragorna, Gimliego i Elizabeth na taras, chciał coś imprzekazać.

Hmm, czyli poprosił wszystkich? To nie prościej byłoby tak napisa... Aaa, nie, bez takich zapchajdziur opko byłoby krótsze od paragonu z Żabki. Zapomniałam.

Trzeba wyrobić minimalną ilość znaków.

[…]

-Jakwiecie kilka miesięcy temu Frodo wraz z Samem zniszczyli pierścień. Lecz nie dokońca.. I tutaj właśnie pojawił się haczyk.

Nie, nie, tu pojawia się moje pytanie, nie żodyn haczyk. Jak mogli zniszczyć pierścień "nie do końca"? Prawie dotarli do Mordoru, prawie donieśli Pierścień do Góry Przeznaczenia i prawie pobili się z Gollumem, który prawie wpadł z Pierścieniem do lawy, tak?

Prawie.

[Gandalf mówi, że tylko ktoś z rodziny Elronda może zniszczyć Pierścień "do końca". Cokolwiek.] 

 Podejrzewam, że to któraś znaszych tutaj dam lecz która to będziewiedział tylko los i przepowiednia. Przepowiednia mówi, że ta która w 2671-sząpełnie księżyca dostanie smoczy znak na lewym ramieniu będzie mogła wyzwolićświat..

2671-sząpełnie co...? Ja pierniczę, nawet mój bardzo szybko upijający się kolega tak nie bełkocze po wypiciu sporej ilości czegoś mocniejszego... No i tak, pewnie wszyscy już wiedzą, kto będzie wybrańcem, co? Ale dobra, zróbmy aŁtorce przyjemność i udajmy, że jednak nie wiemy.

Ja nawet jak mam gorączkę i ledwo co do mnie dociera, to tak nie bełkoczę. W ogóle staram się wtedy nie odzywać.

-AleGandalfie… To wypada za miesiąc… bo my jesteśmy bliźniaczkami- zaczęła Arwena

Przepraszam, ale czy to, że jesteście bliźniaczkami, ma jakiś wpływ na fazy księżyca? Chyba że jesteście tak zajebiste, że nawet księżyc pyta was, czy może już przejść do pełni albo czy ma być cały czas w, powiedzmy, nowiu.

Tak.

-Tak,wiem. Rozmawiałem na ten temat z Elrondem. Mamy miesiąc na znalezieniepierścienia..-Elizabeth nagle spojrzała na Cathy.

To będzie raczej trudne... Albo nie? Gollum nie przeżył kąpieli w lawie, ale dla Mary Sue taka przyjemność może robi dobrze na cerę, czy coś. Zobaczymy.

Po prostu włączy god mode i pójdzie popływać.

 Elfka miała zawziętą minę.Wiedziała, że dowiedzą się o jej pięknym znalezisku, który zawrócił jej wgłowie.. Jej rozmyślenia przerwał Legolas :

Hmm, mogłabym przypuszczać, że chodzi jej o to, że znalazła Pierścień, ale w świetle poprzednich zdarzeń (głównie obiadu) mogę też podejrzewać, że chodzi o Legolasa. Chociaż bardziej to Legolas znalazł ją.

To był Gollum! Nie?

- Azatem (brat Azoga?)(i jego dalecy kuzyni Moze Potem i Moze Później?) musimy jutro o świcie wyruszyć, a najlepiej przed świtem .

Stąd
Musiałam. (zwróćcie uwagę na wielce inteligentną minę Edłorda)

Mnie bardziej fascynuje, jaki cudem twarz Kirsten Stewart pozostawała tak długi czas w jednym grymasie.

Toż ona przez cały film miała taki sam grymas. Inny niż na plakacie, ale niezmienny.

 Tak Gimli chyba, że wolisz aby naszą drogęprzerwał oddział orków…

Ja tam nie miałabym nic przeciwko temu... A znając życie, pewnie i tak przerwie. O cokolwiek w tym przerywaniu chodzi.

Podróż, nie drogę! Przerwać moża podróż, a drogę przeciąć!

-Legolasiemasz rację. Dziewczyny spakujcie się i przygotujcie do drogi. Legolasie, Gimlimy zajmiemy się prowiantem.

W sumie, już się zgubiłam, co kto mówi w tym opku. Chociaż to chyba i tak bez znaczenia, ich mózgi już dawno zmieniły się w mUSKi, sądząc po tym, że znów przygotowują się do wielkiej wyprawy zaledwie dzień (a nawet wieczór) przed nią. Dalej, dalej, teleporter Legolasa!

A kim jest ten cały Gimlimy?

Może to jakiś nadworny kucharz? Skoro ma się zajmować prowiantem...

Wszyscyruszyli w swoje strony. Elizabeth i Cathy po spakowaniu się poszły na krótkispacer po tarasie.

Ciekawe, co one spakowały. Bo raczej nie to, co mogłoby się przydać w podróży. Jakieś propozycje?

Może parę dodatkowych toporów? I kruche ciasteczka. I termos z kawą!

 Były same, więc Elizabeth zaczęła rozmawiać o tym, co ją niepokoi :

To ja się wtrącę. Mnie niepokoją spacje przed znakami interpunkcyjnymi, czy to może być coś poważnego?

Dla ciebie czy dla aŁtorki?

Hmm, jakby się zastanowić... Raczej dla aŁtorki, bo jak niepokój zmieni się w gniew, a gniew w furię, to może być kiepsko.

-Cathy,chyba im powiesz? O nim
-Oszalałaś?!Ja… No sama wiesz. Boje się, że to będę ja.

Też się tego obawiam. Czarno widzę przyszłość Śródziemia, jeśli to będziesz ty.

Ja czarno widzę przyszłość każdego fandomu, w którym aŁtoreczki maczają swoje paluchy.

Wiesz dobrze jaka jestem. Zawszenie wytrzymywałam w jednej podróży długi czas…

Nie no, moim zdaniem akurat to jest spoko. Złapanie wszy w podróży może być prawdopodobne, więc jeśli wytrzymujesz zawszenie długi czas, to się ciesz, poradzisz sobie.

Tylko potem może być problem, jak się ich pozbyć.

Mary Sue nie pozbywa się wszy, Mary Sue tworzy z nich armię i podbija świat.

 A jak będzie trzeba przeprawićsię przez wodę? Jej też się boję..

Moja ty biedna mamejo! 
Stąd
Jeśli dobrze się postara, dorobi się pratchettowskiej hydrofobii, pozwalającej na lewitowanie nad powierzchnią wody.

-Aja (jaja) dalej nie wiem dlaczego.. Może teraz mi powiesz? Tak w skrócie.
-Tobyło (ty kobyło) jak miałam z 6 lat.. Kupa czasu temu. Bawiłam się z moim przyjacielemAjzisem koło wody.. Potchnęłam się i wpadłam do niej.

Oł, tamto to nie była literówka? Chyba że to celowe, boCHaterka znów dostała zadyszki i przez to wpadła do wody. Tomasęs. (co, aŁtorka może sklejać wyrazy, a ja nie?)

A pod wodą dostała jeszcze większej zadyszki i prawie się utopiła. Tak, to miałoby sens.

Tonęłam, przyjaciel ojcamnie uratował. Miał nami się opiekować i cóż.. Od tamtego czasu unikam wody jaksię tylko da..

Ciekawe, jak ty przeżyłaś drogę z Morii. Tyle lęków, tyle słabości!

Pewnie całą drogę miała zawiązane oczy.

-Tosmutne… (jakcholera) Ostatnie pytanko, jak komuś zaufasz z naszego towarzystwa, to powieszim (powiesim, powiesim wszystkich boCHaterów, a Cathy pójdzie na pierwszy ogień) o znalezisku?

Elizabeth przypomina mi taką"dziennikarkę" z gazetki szkolnej z podstawówki (albo gimbazjum), która przeprowadza "wywiadzik" i zadaje "pytanka".
— Jeszcze jedno pytanko, Cathy. Jak to się stało, że od urodzenia żyjesz w Śródziemiu, a masz imię kompletnie nie w tych klimatach? Tatuś fascynował się jakąś obcą kulturą?

Widzę, że nie tylko mi to pytanie wydaje się być wyrwane z kontekstu.

-ObiecujęCi, że jak tylko zdobędą moje zaufanie to im powiem.

Obiecanki-cacanki. Czy tylko mi taka obietnica wydaje się pozbawiona sensu?

Nie, nie tylko tobie. A znając uwielbienie aŁtorek do Legolasa, bardziej na miejscu byłoby stwierdzenie obiecanki-macanki. (BioWare, patrzcie, co ze mną zrobiliście!)

-Cathy! Elizabeth ! Chyba nie chcecie spotkać orków? Chodźcie, wyruszamy!- zawołał zanimi Aragorn.

To one pakowały się przez pół nocy i nie poszły się przespać, tylko spacerowały po tarasie aż do świtu? Już widzę, jak podróżują. Śmiech na sali.

I w ten oto sposób Sauron odzyskał Jedyny Pierścień. Bo jakieś dwie fujary zostały Wybrankami.

Dziewczynyposzły w stronę reszty i wsiadły na danego im konia.

Tylko jednego? Co tak skąpo, Aragornie, kryzys w królestwie, że na konie cię nie stać?

Może Aragorn myśli, że skoro Gimli i Legolas mogą jeździć wspólnie na jednym koniu, to te damulki też sobie z tym poradzą?

-Obyszczęście wam sprzyjało. Nie kłóćcie się i bądźcie sobie pomocni, jak rodzina.  Nie długo, nie krótko, lecz w sam raz, zaśpiewaj, Gandalfie, jeszcze raz! do was dołączę. . – powiedział Gandalf
-Awięc  komu w drogę temu brakujące przecinki z pierogami czas. Ty teżtrzymaj się Gandalfie – powiedział Legolas
-Pilnujmojego ojca…  - powiedziała Arwena.

Bo on jest jeszcze malutki, niedojrzały i nie potrafi sam o siebie zadbać. 
...
Gdzie jest prawdziwy Elrond?!

Po przeczytaniu tego opka udał się na urlop dla poratowania zdrowia.

Całaszóstka wyruszyła w poszukiwaniu pierścienia.. Nikt nie przypuszczał, że majągo tak blisko…

Nikt, poza aŁtorką, która postanowiła zepsuć czytelnikom niespodziankę i wyjawić sekret już teraz. A fe!
(dobra, wiem, że domyśłiliśmy się już wcześniej, ale i tak... Może nie wszyscy są tak mądrzy jak my i nasi Czytelnicy *wazelina mode on*)

Red, bez wazeliny! AŁtorko, nie spoileruj!

Rozdział IV

-Moim zdaniem, powinniśmy się lepiej trochę lepiej poznać.To znaczy każdy powie coś o sobie aby nasze nowe towarzyszki nie czuły się zbytobco –zaproponował Gimli

Tak, niebezpieczna podróż to idealny czas na spotkanie integracyjne! Zróbcie sobie jeszcze te takie fajne zabawy, że np. dobieracie się parami i zadajecie sobie pytania na swój temat, a potem przedstawiacie partnera innym. Jakby co, to orkowie poczekają, oni wiedzą, że integracja jest najważniejsza!

Taa... Orkowie pewnie siedzą w krzakach i jęczą aż do rana ze śmiechu, jak ich widzą.

-Świetny pomysł krasnoludzie, zacznijmy więc od ciebie –pochwalił go Aragorn

Który chyba stracił tę resztkę rozumu, którą zdawał się posiadać. Uczcijmy to minutą ciszy.

Prawdziwy Aragorn dołączył do Elronda na urlopie.

-Eee… No dobrze. To tak.. Eeee… Jestem krasnoludem, synemGloina. Mam na imię Gimli i uwielbiam rąbać moim toporem orków i pić w dobrymtowarzystwie. Eee… To chyba koniec.-zaczął Gimli

Ależ on wygadany. Jak moja babka z przyrody z podstawówki, ona też tak ciągle mówiła "eee". No i przypomina mi się ten filmik:

*nie wie, co powiedzieć*Że fę, że fą, że fak?

-Powinieneś dodać, że uwielbiasz się ze mnie ponabijać, spaći zakładać się kto więcej ubije orków..-dopowiedział Legolas.

Czym jest nabijanie się i zakładanie, wiem, ale tajemnicze/y/a(?) spaći nie daje mi spokoju. Hmm, "spací" to po czesku śpiwór, myślicie, że to może mieć z nim coś wspólnego?

Możliwe, pisownia też przywodzi na myśl czeski, więc...

Czyli Gimli prawdopodobnie lubi zakładać sobie śpiwór na, powiedzmy, głowę. Ok, każdy jakieś hobby ma.

-Eee.. No tak, dzięki.
-Ja nazywam się Aragorn, jestem synem Aratorna. Moją żonąjest Arwena, przepiękna królowa Gondoru. Uwielbiam spędzać czas z Arweną i nawalce.

Łojeżu! Po pierwsze - Arathorn, nie Aratorn, trochę szacunku dla ojca. Po drugie - kim jest Nawalce i czy Arwena powinna czuć się zdradzona?

Może to koń Aragorna? Albo coś...

-Legolas z Mrocznej Puszczy, syn Thandruila. Uwielbiamstrzelać z łuku, zakładać się z Gimlim. A najbardziej kocham przyrodę…

THRANDUILA, KUROPATWA!!! Rób, co chcesz, ale od Thrandy'ego się odstosunkuj. 
Stąd
Przypomnę ci jedną z naszych wcześniejsych analiz, Red. Tam Thranduil był określany mianem Thransa...

-Elizabeth. Z Kopalni Morii. Lubię siedzieć i przyglądać sięogniu i uwielbiam drażnić się z Cathy.

Ja być przyjezdny z zagranica i nie umieć dobrze w polski język. Polski język być komplikacja duży do imigrantów.
Swoją drogą, Elizabeth ma doprawdy fascynujące hobby. Coś jak moja koleżanka, która na pytanie o to, co najbardziej lubi robić, odpowiedziała "spać".

Spanie to jest bardzo fascynująca czynność. A co do języka polskiego, to podobno jeden z najtrudniejszych języków.

-Cathy. Rivendell.
-Może powiedziałabyś coś więcej na swój temat Cathy? –zaczęła Arwena, która dopiero co się obudziła.

Albo spali na koniach, albo wyprawa po Pierścień jest tak naprawdę świetnym obozem wędrownym. Albo i to, i to. AŁtorko, pogadaj z Frodem, on ci powie, czy taka wędrówka naprawdę jest bezpieczna i wesoła.

Z całą pewnością. Btw, czy Arwena nie była spokrewniona z Cathy?

-Nie widzę takiej potrzeby. I tak pewnie za parę dnizniknę  stąd i nie zostanie po mnieżadnego śladu…

*trzyma kciuki* 
Ja jestem trochę aspołeczna, ludzie mnie często denerwują, ale daję słowo, że aż taką bucuwą nie jestem. Cathy, spłoń.

Ja też raczej nie przepadam za kontaktami z ludźmi (skąd ja mam chłopaka?), no ale takich bzdur to ja bym na jej miejscu nie plotła.

-Cathy ! To że kiedyś tak robiłaś nie znaczy, że terazpozwolę ci tak odejść. Nie po tylu latach…
-Yhym. Obiecuję, że nie ucieknę..

Yhym. Już ci uwierzyłam.
Stąd
Yhym...

Zapadła cisza. Nikt nie umiał nawiązać jakiegoś sensownegotematu…

Ekhm...
— Skończcie może w końcu wasz uroczy wieczorek zapoznawczy i ruszcie dupska? Jesteście na wyprawie w poszukiwaniu Pierścienia, liczy się każda minuta, nie ma czasu na pierdzielenie się z byle czym! — ryknęła nieźle już wkurzona Red.

Wspominałaś o tym, że powinni ratować świat? Nie? Zresztą pewnie i tak by mieli to gdzieś.

-Ma ktoś może jakieś pomysły na postój? Te siodła sąniewygodne.. – zaczęła marudzić Arwena

Aha, czyli jednak jadą. A ty, Arweno, wiedziałaś (chyba), na co się piszesz. Trzeba było zostać w domu i plaszczyć zad na kanapie, skoro siodła ci przeszkadzają.

Właśnie wyobraziłam sobie siodło z kanapy... Ja pier...


-Nie daleko stąd powinien mieszkać mój przyjaciel. Możezgodzi się na przenocowanie was. – odpowiedziała Cathy
- A nie lepiej w lesie? Jest mniejsze prawdopodobieństwo ,że spotkamy jakiś orków. – wtrącił się Legolas.

Um, nie nadążam. Czy właśnie nie będzie bezpieczniej w domu przyjaciela? Przecież w lesie orkowie łatwiej ich znajdą. Powalająca logika, Legolasie, tatuś byłby dumny.
Stąd

Moze Zgodzi, brat Moze Potem i Moze Później?

-Legolas ma racje. Rozbijemy namioty i rozpalimy ognisko. –powiedział Aragorn.

Stąd
Aragornie, a tak dobrze się zapowiadałeś!

A... Aha. Fajnie. Bo orkowie nie lubią latać nocą po lesie. Z całą pewnością.

Jak powiedział Aragorn tak zrobili. Wszyscy poszli spać,prócz Legolasa który pilnował czy wróg nie zbliża się do nich. Cathy też niespała.. Rozmyślała wszystko, to co się stało..

A stało się naprawdę dużo. Spacje i przecinki oszalały, gramatyka dostała pierdolca, analizatorki waliły głowami w biurka, Tolkien przewracał się w grobie, a aŁtorka nieświadoma zniszczeń, jakie spowodowała, nadal beztrosko tworzyła swoje opko i publikowała je na blogasku. Dzień jak co dzień w blogosferze.

https://www.youtube.com/watch?v=6ZygRANvjg8

Kiedyś oglądałam "Plebanię", obudziłaś we mnie nostalgię! *śpiewa* Minął dzień, mijają lata...

Może powinna być milsza doinnych(...)? A może nie powinna się wcale odzywać?

O, pierwszy raz w tym opku zgadzam się z Cathy. Trzeba to odnotować, a potem oblać. *idzie do barku*

To pewnie pomyłka aŁtorki, nie żeby coś.

 Wyszła ze swojego namiotu.  Jejnogi prowadziły ją same.

Jejnogi - stonogi, które ukradły nogi boCHaterce, a teraz prowadzą ją do Legolasa. Zniecierpliwiły się, czwarty rozdział opka, a Tró Loff jeszcze się nie rozwinął.

Te zlepki wyrazowe są strasznie męczące w tej ilości.

*romantyczna scena mode on*

Przeszła obok Legolasa i usiadła na krawędzi pagórka,patrzyła w gwiazdy.
- Dlaczego taka jesteś? – usłyszała głos blond elfa za sobą.Nie odpowiadała..
-Cathy… Jesteśmy tak jakby na wojnie.

Dlatego urządzamy sobie wieczorki zapoznawcze na koniach i nie korzystamy z możliwości noclegu u kogoś zaufanego.
Stąd
Jak powiedział znany wiedźmin do swojego równie znanego kumpla poety: Ale ty pieprzysz, Jaskier.

[Pierdololo, Legolas poucza boCHaterkę, że powinna się otworzyć i być ich sprzymierzeńcem, a ona nie wie, "co tu robi".]

-Jesteś tutaj, ponieważ jesteś córką Elrona.

Czyją córką? Jakiejś hurtowni w Chojnicach? Niezła impreza musiała być. O_O

No cóż... Ja się nie wtykam.

[Znów piedololo o otwieraniu się i o tym, że każdy ma jakieś tajemnice i powinien je komuś wyznać. Bullshit, moje tajemnice powinny zostać tylko moje.]

-Skoro mówisz tak to tak musi być… Umiesz czytać z gwiazd?

Hah, zmiana tematu na jakiś mniej niewygodny, moja szkoła.

Taa... I potem się dziwią, że do niczego dojść nie mogą. Oczywiście mam na myśli ich wyprawę.

-A Ty nie? Każdy elf to potrafi..
-Nie.. Ja wychowałam się wśród krasnoludów..
-Polała się krew na wschodzie… Czemu wychowałaś się wśródkrasnoludów? Znam tą(tę...) historię ale uważam, że to nie był jedyny powód..
-Tak.. Elizabeth nie była jedynym powodem..
-A więc? Jeśli nie chcesz mówić to nie ale powinno ci ulżyć.Po twoich oczach widać, że z nikim tak nie rozmawiałaś..

No pewnie, że nie, Legolasie, to ty tu jesteś tym wyjątkowym i fokle. I taka uwaga techniczna - przypuszczam, że aŁtorka potrafi liczyć do trzech, więc dlaczego, do jasnej Anielki, stawia tylko dwie kropencje? Trzecia jej zjadła ostatnie ciastko, aboco...

Elfka wychowana wśród krasnoludów... Ekhm, ujdzie, sama gram na sesji elfim wojownikiem-kowalem, wychowanym przez krasnoluda, ale on nie jest taki mamejowaty...

-To akurat prawda… A więc miałam chłopca, którego straszniekochałam. Wiesz codzienne spacery i w ogóle.

Codzienne spacery to jeszcze nie dowód prawdziwej miłości. Codziennie spaceruję z moim psem, prawie codziennie z koleżanką, a mogę przysiąc, że w żadnym z nich nie jestem zakochana.

Szczególnie w koleżance. Ze mną też czasami spaceruje, a jestem przekonana, że nie darzy mnie miłością.

Był jak książę z bajki.
Stąd


-A więc skoro byłaś szczęśliwa, to co się stało?
-Zdradził mnie na moich oczach… <Cathy nie wytrzymała,łzy spływały jej po policzkach> Od tamtego Czasu mam uraz do mężczyzn..

To byli waźni cias dla boCHaterki, śkoro mówi o nim wielką litełą. A zapis dialogu jest tu po prostu przecudowny. Opkowy Oscar się należy!
Stąd
Dawno nie widziałam czegoś tak cudnej urody. Brawa dla aŁtorki.

-Oj Cathy… To był po prostu jeden.. Ymm.. Cóż.. Mojetradycje nie pozwalają mi się wyrazić tak jakbym chciał.. Ale wyobraź sobiejakby to Gimli powiedział.

Oj tam, Legolasie, tak kaleczysz język polski, że jedno przekleństwo nie zrobiłoby różnicy. Nie przejmuj się.

Wulgaryzm dobrze zastosowany dodałby kompozycji tego zdania sensu. No ale po co?

Po tych słowach Cathy zaczęła się śmiać a Legolas wstał pokoc.

Już go bierze, nieboraka, już Marysię pokochał i wstaje. 

Co to, kurwa, jest pokoc?

A to nie jest skrót od "pokochał"? *mamrocze coś o niedbalstwie aŁtorki i o tym, że jej wypociny można interpretować na stanowczo zbyt wiele sposobów*

Podał koc swojej nowej przyjaciółce, która się nim oplotła.
-Dziękuje..
- Za co?

Złe pytanie, Legolasie. Mogłeś się spytać "kto?". 

No właśnie, może to ten pokoc.

-Za to co dla mnie zrobiłeś… Za to, że po raz pierwszypoczułam ulgę na sercu

*chlip*
*wzruszyła się* 
*samotna łza* 
*need a moment*
Stąd
Ten pokoc czyni cuda...

Legolas nie odpowiedział… Uśmiechnął się szczerze i patrzyłw gwiazdy. W tym czasie Cathy zaczęła przysypać. Ułożyła się wygodnie naramieniu Legolasa a nie widząc z jego strony jakiegoś buntu powoli zamknęłaoczy i zasnęła..

A teraz zakrzyknijmy razem: TRÓ LOFF ZAWSZE ZWYCIĘŻA!!!

Co do TrÓ Loffu, to świetnie mi w tym momencie pasuje przemówienie króla Foltesta do jego żołnierzy: Gdzie, kurwa, zmierzamy? -Na Bitwę! -Po co tam, kurwa, zmierzamy? -Po zwycięstwo! -No, i tak trzymać. Miejmy nadzieję, że TrÓ Loff spotka to samo, co rzeczonego króla.

Tym sielankowym obrazkiem kończymy dzisiejszą analizę. W następnej wrócimy do opka o Narnii, które zaczęłyśmy analizować jakiś (raczej dłuższy) czas temu. Miłego weekendu! :)